Czasem Adusia, czasem nie:)

1
Hej wszystkim!:)
Mam obecnie na imię Adriana, ale lubię jak się do mnie zwraca Ada lub Adusia:) Piszę, że obecnie mam tak na imię, bo tych imion już bardzo wiele przewinęło się w moim życiu w poszukiwaniu siebie.
Na sam początek może powiem jak tu trafiłam:) Generalnie zawsze gdy pojawiałam się na nowo, to trafiałam na polski portal erotyczny którego nazwy nie będę podawać. Tam w zasadzie znajdowałam jakoś przestrzeń do rozwijania swojej kobiecośc. Tam też całkiem niedawno poznałam jedną crossdresserkę, która powiedziała mi o tym forum i oto jestem!:)

Do tematu Crossdressingu wracałam i porzucałam go już wielokrotnie, porzucając w ten sposób swoje kolejne "tożsamości". Aktualnie wróciłam do mojego kobiecego świata jakieś 4-5 miesięcy temu po długiej paruletniej przerwie. W zasadzie to wszystko ciągnie się za mną już od czasów dziecięcych, bo już wtedy czułam fascynacje kobiecą bielizną, kosmetykami i kobiecością samą w sobie. W mojej głowie jednak mocno to połączyło się z erotyzmem głównie, sama nawet nie wiem czemu. Za każdym razem gdy porzucałam swoją kobiecość, pierwotnie czułam ulgę, z myślą że może to wszystko w końcu poukładam i będę żyła normalnie jak każdy facet. Ale im dłużej te przerwy trwały tym bardziej czułam że coś dosłownie zjada mnie od środka... Gdy w końcu następował moment, gdzie nie byłam już w stanie tego dłużej kontrolować, to dosłownie wpadałam w szaleństwo zakupów, i w pewnym sensie zawalałam swoje życie od drugiej strony, próbując zaspokoić "głód" który we mnie narastał przez ten czas. Nie wiem czy miałyście podobnie, ale ja na jakiś czas traciłam wręcz kontakt z rzeczywistością i interesowało mnie tylko to:) Tym razem jest trochę inaczej. Tym razem postanowiłam wprowadzić jakieś zasady aby dawać sobie na to wszystko przestrzeń. Można powiedzieć że póki co to działa:)

W zasadzie zawsze mnie to pociągało ale nigdy nie potrafiłam tego zaakceptować. Zawsze traktowałam to jak moją słabość, czy wręcz wadę, z którą muszę żyć. Miałam już kiedyś myśli, że być może zamiast z tym walczyć, lepiej będzie się zaakceptować i znaleźć na to przestrzeń w życiu? Nie jest to jednak takie proste na chwilę obecną. Żyje w związku z kobietą, która zna moją tajemnicę, ale absolutnie tego nie akceptuje. Tak na prawdę to ze względu na nią, a w zasadzie dla niej, próbowałam to wszystko porzucać. Teraz jednak zaczynam czuć, że chyba nie tędy droga. Temat już wiele razy poruszaliśmy (zawsze gdy moja kobieca część powracała) ale to dość trudne, emocjonalne i burzliwe rozmowy, które nigdy nie kończą się dobrze. Z jednej strony czuję się temu wszystkiemu winna, ale z drugiej wiem że to nie jest moja wina, bo od zawsze coś we mnie było czego nie umiałam poznać ani zrozumieć. Aktualnie pracuję nad tym z psychologiem próbując to wszystko jakoś zrozumieć i poukładać. Pierwszy raz jednak czuje że jestem bliska zaakceptowania siebie w takiej właśnie odsłonie, choć nie wiem czy to dobrze, jeżeli nie zaakceptuje tego moja Żona. Póki co się tym ukrywam, ale to rodzi dużo stresu i nie chcę tego już tak dłużej ciągnąć, a nie mam pomysłu jak to rozgryźć...
Nie piszę tego wszystkiego po to aby ktoś za mnie rozwiązał ten problem! oczywiście jak ktoś ma jakieś pomysły to chętnie je wysłucham:) Piszę to jednak głównie po to, żeby zrzucić z siebie ten balast choć trochę:)

Myślę że to na tyle słowem wstępu:) Nie jestem zbyt dobrą pisarką, więc moje myśli mogą wydać się dość chaotyczne, za co przepraszam:) za chwilkę dorzucę jakieś zdjęcie z obecnej wersji siebie:) Pozdrawiam wszystkich ciepło i nie mogę się doczekać aby was poznać, jak również dać poznać się wam bardziej! buziaczki:*
Załączniki

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

2
Witaj Adusiu! Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć że zaakceptowanie siebie jest podstawą tego by dalej funkcjonować. Tak to jest, że z wiekiem "nawroty" mogą być gwałtowniejsze i trudniejsze do zniesienia. Dlatego akceptacja jest konieczna ale wiele będzie zależalo od Ciebie i Twojej partnerki. To że już wie, mimo że nie akceptuje, to dużo. Moja też nie akceptuje ale ujawnienie się dało mi niewielką przestrzeń, której wcześniej nie miałam wogóle. Do akceptacji u mnie raczej nie dojdzie i być może u Ciebie też nie, ale pogodzenie sie ze sobą i zaprzestanie postrzegania siebie jako "wadliwego" to naprawdę coś, co pozwoli bez wstydu, a nawet z satysfakcją, realizować czasem swoją piekniejszą stronę. Powodzenia!

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

4
Witaj w klubie, tzn w gronie takich, co się nie ujawniają bo przewidują poważne konsekwencje takiego odkrycia, a jednicześnie źle im się żyje z takim ciężarem tajemnic.

Moja recepta na "szczęście Moni" pozostaje niezmienna: siedzieć cicho i realizować się tak jak dotychczas, w sekrecie przed żoną.

Pozdrawiam Cię serdecznie 😊

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

5
Cześć Ada 🙂 fajnie że do nas trafiłaś. Tak to już jest, że niektóre nasze żony/partnerki nie do końca są w stanie odnaleźć się w postawionej sytuacji i ten ciężar je przerasta do tego stopnia że nie są w stanie zaakceptować tego co robimy. My robimy dalej swoje, ale to już nasz problem jak to rozegramy żeby nie dorzucać oliwy do ognia 😇
Łatwiej jest prosić o wybaczenie niż o pozwolenie

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

6
Lady_Monia pisze: 04 maja 2026, 21:27 Witaj w klubie, tzn w gronie takich, co się nie ujawniają bo przewidują poważne konsekwencje takiego odkrycia, a jednicześnie źle im się żyje z takim ciężarem tajemnic.

Moja recepta na "szczęście Moni" pozostaje niezmienna: siedzieć cicho i realizować się tak jak dotychczas, w sekrecie przed żoną.

Pozdrawiam Cię serdecznie 😊
Hej Monia!
Po pierwszę dziękuję za przywitanie:) Mam przeczucie że czeka mnie tu dużo ciekawych odkryć:)
Ja się tyle napisałam a Ty pięknie to ujęłaś w dosłownie jednym zdaniu! ale trafionym absolutnie w punkt! masz rację to jest jakiś przepis na szczęście pomieszane z rozczarowaniem samą sobą przynajmniej dla mnie. Bo okropnie się czuję z tym że ją okłamuję. Ale z drugiej strony jeżeli tego nie robię, to tracę siebie. To tak jakby być między młotem a kowadłem... trudna sprawa, ale zapewne wiesz o czym mówię:)

Pozdrawiam moja droga! Swoją drogą, Twoje szpilki na profilowym? Obłęd!:D

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

7
Cynka pisze: 04 maja 2026, 22:52 Cześć Ada 🙂 fajnie że do nas trafiłaś. Tak to już jest, że niektóre nasze żony/partnerki nie do końca są w stanie odnaleźć się w postawionej sytuacji i ten ciężar je przerasta do tego stopnia że nie są w stanie zaakceptować tego co robimy. My robimy dalej swoje, ale to już nasz problem jak to rozegramy żeby nie dorzucać oliwy do ognia 😇
Hej Cynka!:)
Też się cieszę że tu trafiłam, choć żałuję, że nie stało się to dużo wcześniej. Ale najwidoczniej dopiero teraz jest mój czas:) Wiesz to boli że nie akceptują, ale z drugiej strony na prawdę jestem w stanie zrozumieć to że je to przerasta. Ja ledwo radzę sobie z tym już od tylu lat, więc nie mogę oczekiwać że moja Żona nagle to zrozumie i zaakceptuje. Czasem tak myślę czy po paru latach gdy nasze partnerki faktycznie wyłapią, że to nie jest coś co można rzucić, dadzą za wygraną i machną ręką? Ciężka sprawa. Nie chcę rezygnować ani z niej, ale nie chcę też rezygnować z siebie... :)


Pozdrowionka dla Ciebie!:)

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

8
Hej Adusiu, super że jesteś z nami, bardzo miło Cię tu widzieć i cieszę się, że takie kochane dziewczyny tu dołączają 🥰. Jesteśmy tu z Tobą i możesz liczyć na nasze wsparcie w każdej chwili, nie jesteś w tym sama i na pewno żadna z nas Cię z tym samej nie zostawi ☺️. To świetnie, że powoli wszystko sobie układasz i dążysz do równowagi. Mega ogromnie Ci kibicuję. Buziaki 😘

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

9
Witaj. Z żoną oglądaliśmy serial Potwór. O Edzie Geinie. Wiem, że to brzmi strasznie, ale na prawdę otworzył coś u mojej żony. Kiedyś jej wspominałem i badalem nastawienie na hobby i finalnie wyszło, że nie do końca jej to pasuje. Pogodziłem się z tym. W tym serialu główna rolę gra Charlie Hunnan. Bardzo go lubimy. Może widok tego aktorka w damskiej bieliźnie spowodował, że sama przez trzy dni delikatnie badała moja reakcje na ten temat. W końcu się przyznałem, że to hobby nie zniknęło i ciagle jest we mnie. Po ujawnieniu żonie dostałem jakiejś mega energii, jakby to blokowanie zabierało jakaś "cześć moich zasobów". Przez pierwsze miesiące przebierałem się co wieczór. Teraz trochę hobby wyluzowało. Mimo akceptacji żony, jeszcze nie akceptuje siebie w 100%. Nie potrafię na siebie patrzeć w lustrze za bardzo. Próbowałem makeupu i peruki, ale jakoś mam z tym problem. Chyba moja twarz jest zbyt męska. Może w końcu się przelamie i będę dalej próbować. Sorry, że tak wbiłem się do Twojego wpisu, ale od jakiegoś czasu chciałem o tym moim doświadczeniu napisać. Witaj na tym super forum 😀

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

10
Witam serdecznie równiez i ja. Jak tu się czuć wyjątkowym gdy wszystkie mamy te same problemy 😁 to może najpierw przytocze mój przykład, a potem spróbuje wycisnąć jakąś radę lub słowo wsparcia, chociaż. U mnie, mimo tego, że partnerka wiedziała już na poziomie poznawania się o mojej kobiecej stronie brnęła w to, a ja dałem się jej oczarować. Obiecałem jej, że będę mężczyzną, którego ona poszukuje licząc na to, że jakoś to będzie i o moja naiwności, Żanetka (moje fem imię) nie chce wyjść z chaty niczym ex, która poprostu się nie wyprowadzi, bo będzie Ci robić na złość. Były rozmowy z partnerką o Żanecie, ale kończyły się podobnie jak u Ciebie. Nerwy, podnoszenie głosu, i słowa, które kochamy wszyscy "potrzebujesz terapi" "potrzebujesz leczenia" ale, kurwa, za przeproszeniem, czego? Twojej osobowości? Tego co masz zakodowane w genetyce? Mam się wyleczyć z tego co daje mi komfort, co lubię, co nikomu nie robi krzywdy? To nie jest alkoholizm, że jak wypije to nagle szare komórki stwierdzają, że czas śpiólkać i Ty niczym legedarny Hesus zamieniał wodę w wino Ty zamieniasz czteropak w przemoc domową. Wracając do rozmów. UDAŁO SIĘ usłyszałam SPRÓBUJMY i tak Żaneta została uwolniona choć dla komfortu partnerki i też z wdzięczności starałam się minimalizować epatowanie kobiecością, więc nosiłam rzeczy, które były, że tak to powiem, najbardziej neutralne i gdy miało dojść do zbliżenia, przytulenia nosiłam te paskudne, nieoddychające, ciężkie męskie ciuchy. Staniki. To jest coś co kocham i nie mogę się oprzeć, by je nosić. Jestem na tym etapie gdzie bez niego czuje się goła. Też czasami je zakładałam w domu i to było mi wytknięte gdy spytałam czy mogę jej jakoś pomóc gdy pojawił się u partnerki stan poddepresyjny. NAGLE. SIEMANO. Ja wiem, że depresja to poważna sprawa. Sama nie raz stojąc na balkonie czy wogóle patrząc z wysokiego piętra z okna widziałam się na dole i myślałam jak się ułoże na kostce brukowej i czy nie będzie boleć i choć dawno już takich myśli nie miałam to po informacji, że Żaneta musi się znowu chować znów patrzę w dół z nadzieją i kalkulacją. To teraz może część gdzie spróbuje wysnuć wnioski. Czy jeśli ja jestem sprawcą jej depresji to czy mam zniknąć i tak ją wyleczyć, a może to ją pogłębi, czy Żaneta jest jej sprawcą i to ją mam zamordować wyrzucając wszystkie jej rzeczy to śmieci? No ja już się nie będę oszukiwała, że się da ona jest dłużej niż partnerka. Szokujące, ale prawdziwe. Trzeba przeanalizować fakty, bo to nie jest tak, że jak kupujesz mieszkanie koło toru wyścigowego to nie będziesz miał hałasu, a nawet jeśli zaczniesz z tym walczyć to nie powinno się obwiniać toru czy jego zarządców. PRAWDA? TAK JEST? On tam stoi od lat, ma fundamenty i jest w tym miejscu po to by dawał satysfakcje wszystkim. On nikomu nie przeszkadza bo jest w tym konkretmym miejscu po coś. Ja podjęłam decyzję jednak nie mam możliwości aktualnie jej zrealizować. Powiem wprost i może niektórych to zszokować. ROZSTANIE, WYPROWADZKA. Kocham moją parnerkę i nie chcę jej robić krzywdy i nie chcę być powodem jej depresji. Może tylko się tak usprawiedliwiam, ale może to jest to. Wiem, że są różne sytuacje i różni ludzie i mój przypadek choć podobny do wielu z Nas jest jedyny we wszechświecie i nie zachęcam do próbowania moich rozwiązań po uprzednim "rozpoznaniu terenu" by sprawdzić czy akurat ten sposób jest prawidłowy w Twoim przypadku. Popisałam dużo, jak nigdy i nie wiem czy wszystko jest składne, ale temat porusza wiele emocji, a jak wiadomo one są największym wrogiem racjonalnego myślenia. Mimo to mam nadzieję, że coś wniosłam i Ty czytając to przypadkowa podróżniczko znajdziesz w tym coś dla siebie. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie autorko posta i za każdą z Was. ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość