Rozumiem radość z bycia sobą. Tyle, że normanie dziewczyny, przynajmniej cis dziewczyny, robią odwrotnie, czyli do jazdy biorą buty płaskie, które zmieniają w samochodzie. Też nie raz prowadziłam na obcasach, jednak to nie jest wcale wygodne i ja zawsze zmieniałam właśnie na obuwie robocze bez obcasów, a gdy wysiadałam, to wrzucałam obcasy na nogi.Jola_C pisze: 21 sty 2026, 12:16 Ja tam od dłuższego czasu, kiedy muszę egzystować en homme, wsiadając do auta, zmieniam buty z "roboczych" (męskich), na obcas. W aucie wożę buty "do jazdy".
Padło pytanie, po co się męczyć? Ja tam się nie męczę. Za to codziennie mam chwilę radości z bycia chociaż trochę bardziej sobą.
Re: Szpilki w samochodzie
22No cóż, nie jestem cis dziewczyną, więc moje robienie "na odwrót" pewnie stąd wynika. A że mam dość życia "według zasad" (ponad 40 lat dopasowywania się), to o ile nikogo nie krzywdzę, będę robić to co mi sprawia radość. Zresztą coraz częściej zdarza mi się, że nie chce mi się zmieniać butów na męskie, kiedy na chwilę muszę wyjść z auta np. żeby odebrać paczkę z paczkomatu, albo zapłacić na stacji. I to przesuwanie kolejnych granic też sprawia mi radość.
Re: Szpilki w samochodzie
23Hejka bede szczera ja jeżdżę w szpilkach i mi nie przeszkadza czy są wysokie czy niskie a wręcz lubie w nich jezdzic:) zawsze jak mam dłuższy wyjazd to zabieram ze sobą jedna pare a czasem i dwie:)
Re: Szpilki w samochodzie
24Kilka razy prowadziłem samochód w wysokich butach, jeśli chodzi o słupek 8-12 cm to jest spoko, ale już szpilka 6-7 cm to nie chce próbować więcej