Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

13
Ingaa pisze: 05 maja 2026, 8:16 Witaj. Z żoną oglądaliśmy serial Potwór. O Edzie Geinie. Wiem, że to brzmi strasznie, ale na prawdę otworzył coś u mojej żony. Kiedyś jej wspominałem i badalem nastawienie na hobby i finalnie wyszło, że nie do końca jej to pasuje. Pogodziłem się z tym. W tym serialu główna rolę gra Charlie Hunnan. Bardzo go lubimy. Może widok tego aktorka w damskiej bieliźnie spowodował, że sama przez trzy dni delikatnie badała moja reakcje na ten temat. W końcu się przyznałem, że to hobby nie zniknęło i ciagle jest we mnie. Po ujawnieniu żonie dostałem jakiejś mega energii, jakby to blokowanie zabierało jakaś "cześć moich zasobów". Przez pierwsze miesiące przebierałem się co wieczór. Teraz trochę hobby wyluzowało. Mimo akceptacji żony, jeszcze nie akceptuje siebie w 100%. Nie potrafię na siebie patrzeć w lustrze za bardzo. Próbowałem makeupu i peruki, ale jakoś mam z tym problem. Chyba moja twarz jest zbyt męska. Może w końcu się przelamie i będę dalej próbować. Sorry, że tak wbiłem się do Twojego wpisu, ale od jakiegoś czasu chciałem o tym moim doświadczeniu napisać. Witaj na tym super forum 😀
Hej Ingaa, bardzo dziękuję za przywitanie! Nie słyszałam o tym serialu ale po Twoim poście od razu go wyszukałam. Zaczełam oglądać i już czuje że jest ciężki. Jestem jego mega ciekawa:) Ale szczerze to bardzo ciekawe porównanie. Z Żoną oglądaliśmy kiedyś taki serial Mind Hunters. Serial też o seryjnych mordercach. Jeden z nich również miał obsesje na punkcie szpilek itd. Kolekcjonował je, co prawda od swoich ofiar i chomikował w różnych skrytkach. Pamiętam że jak to oglądałam to miałam taką myśl "Boże przecież ja też chomikuje wszystkie te damskie ciuchy na różne sposoby." Dziwnie się wtedy jakoś poczułam. No ale mniejsza o to:) Jestem zaskoczona że pomimo iż Żona to zaakceptowała to Ty nadal nie, to dla mnie niezła ciekawostka. Na pewno super że ona Cię zaakceptowała. Ja pamiętam zawsze np miałam tak że mi się podobało to co robiłam i jak wyglądałam. Do momentu aż, że tak to ujmę, nie zrobiłam sobie dobrze. Wtedy zawsze czułam ogromne obrzydzenie do siebie, i nie chciałam nawet patrzeć w lustro. Teraz już raczej unikam "samozadowolenia" i rozładowuje to na różne inne sposoby, nie wiem czy słuszne, ale dają mi satysfakcję i nie mam poczucia niesmaku.
Bardzo się cieszę że się wbiłeś w mój wpis!:D Całe życie siedziałam z tym wszystkim sama w mojej własnej głowie i w końcu trafiłam w miejsce gdzie jest więcej ludzi z podobnym "hobby" do mojego:) chcę poznać każdą myśl która pomoże mi poukładać moje własne:) Dziękuję jeszcze raz za ugoszczenie w waszych, a niedługo mam nadzieje naszych, progach!:D

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

14
Żaneta pisze: 05 maja 2026, 8:48 Witam serdecznie równiez i ja. Jak tu się czuć wyjątkowym gdy wszystkie mamy te same problemy 😁 to może najpierw przytocze mój przykład, a potem spróbuje wycisnąć jakąś radę lub słowo wsparcia, chociaż. U mnie, mimo tego, że partnerka wiedziała już na poziomie poznawania się o mojej kobiecej stronie brnęła w to, a ja dałem się jej oczarować. Obiecałem jej, że będę mężczyzną, którego ona poszukuje licząc na to, że jakoś to będzie i o moja naiwności, Żanetka (moje fem imię) nie chce wyjść z chaty niczym ex, która poprostu się nie wyprowadzi, bo będzie Ci robić na złość. Były rozmowy z partnerką o Żanecie, ale kończyły się podobnie jak u Ciebie. Nerwy, podnoszenie głosu, i słowa, które kochamy wszyscy "potrzebujesz terapi" "potrzebujesz leczenia" ale, kurwa, za przeproszeniem, czego? Twojej osobowości? Tego co masz zakodowane w genetyce? Mam się wyleczyć z tego co daje mi komfort, co lubię, co nikomu nie robi krzywdy? To nie jest alkoholizm, że jak wypije to nagle szare komórki stwierdzają, że czas śpiólkać i Ty niczym legedarny Hesus zamieniał wodę w wino Ty zamieniasz czteropak w przemoc domową. Wracając do rozmów. UDAŁO SIĘ usłyszałam SPRÓBUJMY i tak Żaneta została uwolniona choć dla komfortu partnerki i też z wdzięczności starałam się minimalizować epatowanie kobiecością, więc nosiłam rzeczy, które były, że tak to powiem, najbardziej neutralne i gdy miało dojść do zbliżenia, przytulenia nosiłam te paskudne, nieoddychające, ciężkie męskie ciuchy. Staniki. To jest coś co kocham i nie mogę się oprzeć, by je nosić. Jestem na tym etapie gdzie bez niego czuje się goła. Też czasami je zakładałam w domu i to było mi wytknięte gdy spytałam czy mogę jej jakoś pomóc gdy pojawił się u partnerki stan poddepresyjny. NAGLE. SIEMANO. Ja wiem, że depresja to poważna sprawa. Sama nie raz stojąc na balkonie czy wogóle patrząc z wysokiego piętra z okna widziałam się na dole i myślałam jak się ułoże na kostce brukowej i czy nie będzie boleć i choć dawno już takich myśli nie miałam to po informacji, że Żaneta musi się znowu chować znów patrzę w dół z nadzieją i kalkulacją. To teraz może część gdzie spróbuje wysnuć wnioski. Czy jeśli ja jestem sprawcą jej depresji to czy mam zniknąć i tak ją wyleczyć, a może to ją pogłębi, czy Żaneta jest jej sprawcą i to ją mam zamordować wyrzucając wszystkie jej rzeczy to śmieci? No ja już się nie będę oszukiwała, że się da ona jest dłużej niż partnerka. Szokujące, ale prawdziwe. Trzeba przeanalizować fakty, bo to nie jest tak, że jak kupujesz mieszkanie koło toru wyścigowego to nie będziesz miał hałasu, a nawet jeśli zaczniesz z tym walczyć to nie powinno się obwiniać toru czy jego zarządców. PRAWDA? TAK JEST? On tam stoi od lat, ma fundamenty i jest w tym miejscu po to by dawał satysfakcje wszystkim. On nikomu nie przeszkadza bo jest w tym konkretmym miejscu po coś. Ja podjęłam decyzję jednak nie mam możliwości aktualnie jej zrealizować. Powiem wprost i może niektórych to zszokować. ROZSTANIE, WYPROWADZKA. Kocham moją parnerkę i nie chcę jej robić krzywdy i nie chcę być powodem jej depresji. Może tylko się tak usprawiedliwiam, ale może to jest to. Wiem, że są różne sytuacje i różni ludzie i mój przypadek choć podobny do wielu z Nas jest jedyny we wszechświecie i nie zachęcam do próbowania moich rozwiązań po uprzednim "rozpoznaniu terenu" by sprawdzić czy akurat ten sposób jest prawidłowy w Twoim przypadku. Popisałam dużo, jak nigdy i nie wiem czy wszystko jest składne, ale temat porusza wiele emocji, a jak wiadomo one są największym wrogiem racjonalnego myślenia. Mimo to mam nadzieję, że coś wniosłam i Ty czytając to przypadkowa podróżniczko znajdziesz w tym coś dla siebie. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie autorko posta i za każdą z Was. ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️
Hej Żaneta:)
Bardzo Ci dziękuję za Twój post. Faktycznie ilość emocji w nim dosłownie bije po oczach. Różnych emocji, ale głównie tych trudnych. Absolutnie się z Tobą zgadzam, że nie da, a nawet nie wypada się pozbyć czegoś co jest częścią Ciebie. Nawet zastanawiam się czy to możliwe. Tak jak mówisz ta nasza druga część, jest z nami bardzo długo. Dłużej przeważnie niż trwają nasze związki. Dlaczego zatem na potrzeby związku mamy się ich pozbywać? U mnie to była troche inna sytuacja i to ja jestem trochę winna bo przed ślubem jak powiedziałam o tym wszystkim to obiecałam że się zmienie i się pozbędę tego "problemu". Jeszcze wtedy byłam pewna że to zwykłe zaburzenie które trzeba wyleczyć. Póki co dopiero się poznaję, ale przyznam że sama się trochę boję tego jak to się potoczy. Czasem zastanawiam się czy jakbym się dogadała w końcu z Żoną i dostała przestrzeń, to czy Adusia by się bardziej rozwineła i chciałaby poszerzać swoje pole działania? czy może przeciwnie właśnie, wszystko by się uspokoiło i nie miałąbym aż tak silnych potrzeb jak teraz. Ja generalnie nie chcę wywracać życia do góry nogami ani mojej Żonie ani dzieciakom. Nadal będę robiła to po kryjomu przed nimi, ale za zgodą Żony, tak aby ona wiedziała co się dzieje, a ja nie musiała kłamać i tym stresować że zostanę przez nią nakryta. Bo szczerze cała reszta świata jest mi obojętna. Każdy mógłby mnie na tym nakryć i nie przejęłabym się aż tak bardzo. Ale na mojej Żonie po prostu mi zależy bardzo i mam nadzieję że w końcu znajdziemy jakąkolwiek nić porozumienia w tej kwestii.
Przepraszam ale z mojej wypowiedzi o Tobie znowu przeszłam na mnie:)
Na prawdę rozumiem Twój ból i Twoje zagubienie, bo sama nieraz miałam już myśli samobójcze, stojąc na krawędzi 100m klifu. Ale to nie jest rozwiązanie i już o tym wiem.
No własnie! przecież tak na prawdę nikogo tym nie krzywdzimy no nie? Nie bijemy dzieci czy Żon, nie zachlewamy się na mieście, nie przewalamy kasy, nie puszczamy się bokiem. Więc czemu to taki problem? Chociaż z drugiej strony myślę że to jest po prostu niezrozumienie. Ja mam 35 lat i od dobrych 20 lat jeszcze nie poznałam dobrze tej części siebie. jak mogę oczekiwać że partnerka nagle zrozumie to po jednej dwóch czy nawet 10 rozmowach. Nie sposób przekazać nawet w tydzień komuś myśli, które nam krążą po głowie już od wielu lat no nie? Dlatego mi się wydaje że to wymaga czasu. A jeżeli widać że ten czas nic nie zmienia a sytuacja się pogarsza. No cóż, to bolesne, ale wydaje mi się że rezygnowanie z siebie jest gorsze niż rezygnowanie z kogoś. Ale każda sytuajca jest na pewno zupełnie inna i mam nadzieje że każdej z nas uda się znaleźć najlepsze dostępne rozwiązanie.
Żanetko jeszcze raz bardzo Ci dziekuję za Twój mocny i poruszający wpis!
Pozdrawiam moja droga!:)

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

15
Moniaaa_cd pisze: 05 maja 2026, 17:59 Hej Ada, miło cię poznać i witaj na forum ☺️ Najważniejsze to zaakceptować siebie, a ty jak widzę jesteś wspaniałą kobietą, i do tego jaką uroczą 😘☺️
Hej Moniaaa!
Absolutnie się zgadzam:) Wydaje mi się jednak że aby coś zaakceptować, najpierw trzeba to dobrze poznać i zrozumieć. A ja właśnie na tym etapie jestem. Poznawania siebie. Dlatego też chwilowo nawet nie męczę tego tematu z Żoną, bo sama chcę poukładać różne rzeczy w głowie, zanim sama zadecyduje czego ja tak na prawdę właściwie chcę/potrzebuje. Mam nadzieje że wiesz co mam na myśli:)
Bardzo dziękuję za miłe słowa i za przywitanie!:)

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

17
Wszystko na spokojnie Adusia, zrozumienie samej siebie i poznanie tej swojej drugiej strony to nie jest szybki proces, dlatego daj sobie czas, i na rozmowę z żoną na pewno później przyjdzie odpowiedni moment gdzie siądziecie i przedyskutujecie ten temat, bo niewątpliwie jest on bardzo konkretny, bo to bardzo duża zmiana. Mam znajomą transke , która po długich przemyśleniach w końcu stwierdziła żonie że dłużej nie chce być facetem, na szczęście to zaakceptowała i teraz tworzą rodzinę dwóch kobiet 🙃

Ps, ślicznie wyglądasz, bardzo ci pasuje ten kolorek sukienki, ale ładnemu to we wszystkim ładnie 🤭😘

Adusia90 pisze: 09 maja 2026, 22:46 Hej Moniaaa!
Absolutnie się zgadzam:) Wydaje mi się jednak że aby coś zaakceptować, najpierw trzeba to dobrze poznać i zrozumieć. A ja właśnie na tym etapie jestem. Poznawania siebie. Dlatego też chwilowo nawet nie męczę tego tematu z Żoną, bo sama chcę poukładać różne rzeczy w głowie, zanim sama zadecyduje czego ja tak na prawdę właściwie chcę/potrzebuje. Mam nadzieje że wiesz co mam na myśli:)
Bardzo dziękuję za miłe słowa i za przywitanie!:)

Re: Czasem Adusia, czasem nie:)

20
Adusia, bardzo do Ciebie pasują te sukienki.

Przeczytałam dyskusję od deski do deski, szkoda że ta nasza przypadłość komplikuje relacje.

U mnie jest o tyle "łatwiej" że z niechęci do odkrywania mojej kobiecej natury i liczenia na akceptację unikam wchodzenia w jakiekolwiek związki. To oczywiście też nie jest idealne rozwiązanie, nie polecam 😊

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość