wh1zz pisze: 05 gru 2025, 12:24
"nawet jak się nic nie zmienisz to po czymś takim nie mogę na ciebie patrzeć"
Jeśli ktoś rzuca
takim tekstem to tym bardziej brzmi jak argument żeby natychmiast zakończyć taki związek. Bo jeżeli ktoś ani nie akceptuje mnie jako taką osobę jaką jestem, ani nawet nie daje nadziei na powrót do tego co było, to... jaki to ma sens? Po takim stwierdzeniu przecież już wiadomo że jedyny kierunek w którym to będzie iść, to w dół.
I żeby nie było, ja wiem, że teoria swoje, a praktyka swoje. Ja wiem że rachunek zalet i wad wygląda inaczej kiedy dochodzą emocje. I jeszcze raz podkreślam, że absolutnie nie jest moim celem krytykowanie osób które podjęły takie czy inne decyzje - każdy ma swoją prawdę i każdemu życzę powodzenia na takiej drodze jaką obiera

I wiem też że to co piszę brzmi chłodno i nieczule, jakbym była zimną suką gotową odejść od dowolnej osoby z błahego powodu. Nie, nie sądzę... myślę że gdyby taka sytuacja naprawdę mnie spotkała to niemal na pewno moją reakcją nie byłoby odwrócenie się na pięcie bez emocji. Pewnie też skończyłoby się na przepłakanych nocach, negocjacjach, wypłakiwaniu się przyjaciołom, próbach szukania kompromisu i... nie wiadomo jak by się to skończyło. Wiem że tak wygląda prawdziwe życie z prawdziwymi emocjami.
Ale po to mamy takie forum żeby porozmawiać też o teorii

A teoria, w mojej przynajmniej ocenie, jest taka że jeśli ktoś nie tylko nie zaakceptuje mnie taką jaką jestem, ale wręcz zacznie stawiać ultimata, stosować szantaż emocjonalny czy wręcz dosłowny... to sorry, ale taki związek jest nie do uratowania, trwanie w nim będzie tylko cierpieniem dla wszystkich zaangażowanych stron, z ewentualnymi dziećmi włącznie. Pamiętam że ktoś kiedyś na forum w podobnym wątku pisał rzeczy w stylu "nigdy nie rzuca się rodziny dla paru szmat, każdy kto twierdzi inaczej jest niedojrzały". No więc przedstawiam alternatywną perspektywę. Myślę że warto żeby tzw. "potomni" mogli też przeczytać takie opinie jak moja. Bo moim zdaniem właśnie podtrzymywanie narracji że "rodzina zawsze i wszędzie jest najważniejsza" jest niedojrzałe; jest powielaniem społecznej traumy, idealizowaniem poświęcenia, często bezsensownego. Czasem naprawdę najlepsze co można zrobić dla związku to go zakończyć. Może nie pod wpływem chwili - pewnie warto dać szansę np. na terapii dla par jeśli obie strony są na takową otwarte. Ale trwanie za wszelką cenę to też zwykle zły pomysł, moim przynajmniej zdaniem.