Przez prawie 20 lat organizowałam imprezy transowe. Teraz czas na młodsze pokolenie. Trzymam za was dziewczyny kciuki.
Przede wszystkim trzeba jednej "wariatki" która w to się mocno zaangażuje. Powodzenia.
Re: Wspolny wyjazd
12Ja mam 3000 km, ale dobra, czego się nie robi dla dziewczynOlka_88 pisze: 02 sty 2026, 19:22 Ja to nawet bym proponowała może zgadać się z osobami chętnym z okolicy na jakąś kawę. Dojechać przecież 50 km czy 100 zawsze można, aby się poznać pogadać
Wiec może jak już sie kilka dziewczyn zdecyduje to może on-line grupę zrobić albo po prostu kontynuować dyskujsję w tym wątku.
Ja generalnie chcialabym Was poznać, więc nawet jeśli spotkacie się w realu i uzgodnicie coś to ja się chętnie dolączę do wyjazdu. Jeśli balabym się spotkania z Wami to co dopiero spotkania z resztą świata?
Re: Wspolny wyjazd
13Gdy w 2004 r. powstał Crossdressing, pierwsza impreza odbyła się już trzy miesiące po tym. Z osób, które wzięły w niej udział, nie znał się niemal nikt. Może trzy, cztery koleżanki. Pozostałe 30 osób przyszło i widziało całą resztę pierwszy raz w życiu, choć znaliśmy się już z dyskusji na forum. Kilka miesięcy później odbyła się pierwsza wyjazdowa impreza weekendowa. Również wiele jej uczestniczek się nie znało. Cały czas od tamtej pory odbywały się zarówno imprezy sobotnie pod hasłem Trans Party (później Trans Wieczorek), jak i imprezy wyjazdowe w weekendy pod hasłem Plenerowe Trans Party (potem jeszcze doszło Wiosenne Plenerowe Trans Party i Górskie Trans Weekendy). Ostatnio organizowane były imprezy pod hasłem Trans Weekend (ale inicjtywa już padła, więc może czas na nową).
Więc to nie jest tak, że w realu to nie wychodzi. Wychodzi jak najbardziej i to od 21 lat. Owszem, zmieniają się organizatorzy, zmieniają się miejsca, zmieniają się okoliczności. Ale właściwie ciągle się jakoś tam spotykamy. Jeżeli nie na oficjalnych imprezach organizowanych przez konkretnych organizatorów (wcześniej: Crossdressing, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Tęczowka), to na prywatnych imprezach, gdzie skrzykujemy się po kilka, kilkanaście osób i spędzamy wspólnie weekend. Z tym że ta druga okoliczność to już jest naprawdę dla tych, którzy się znają. Obecnie jesteśmy w czarnej dziurze, bo upadła inicjatywa o nazwie Trans Weekend, a na horyzoncie nie widać nic, co by ją zastąpiło. Może więc czas na nowe? Może znajdą się osoby, którym się chce i są w stanie znaleźć i dogadać ośrodek agroturystyczny lub niedrogi hotel we w miarę dostępnej dla wszystkich części kraju (wcześniej imprezy odbywały się w rejonie Opola nad Jeziorem Turawskim, pod Krakowem, na południu woj. łódzkiego w rejonie Wielunia, na Pojezierzu Gostynińskim na Mazowszu Zachodnim, ponownie w woj. łódzkim nad Pilicą i Zalewem Sulejowskim, w rejonie Kamiennej Góry na Dolnym Śląsku, na Jurze Karkowsko-Częstochowskiej, pod Gliwicami i w Wiśle)? Warunkiem jest dogadanie się z ośrodkiem, by wiedział, co organizuje (znaczy, że to impreza transowa) - musi więc być transprzyjazny i zarezerwowany na wyłączność, żeby w razie czego inni goście się nie pałętali po ośrodku w tym czasie.
Impreza zorganziowana odgórnie (tzn. firmowana przez portal lub organizację) jest o tyle bezpieczniejsza, że jest nas więcej i całość jest pod jakąś kontrolą (tzn. są organizatorzy, którzy biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za prawidłowość przebiegu imprezy - mam wieloletnie doświadczenie w tej kwestii jako reprezentantka organizacji, pod auspicjami której była organizowana impreza, włącznie z płaceniem za osoby, które wystawiały nas do wiatru). Impreza prywatna, gdy skrzykuje się kilka lub kilkanaście osób, jest mniej bezpieczna, bo wtedy nikt za nią nie odpowiada i jeżeli te osoby się nie znają, to może się okazać, że znajdą się wśród osób napastujących seksualnie lub coś na kształt.
Więc to nie jest tak, że w realu to nie wychodzi. Wychodzi jak najbardziej i to od 21 lat. Owszem, zmieniają się organizatorzy, zmieniają się miejsca, zmieniają się okoliczności. Ale właściwie ciągle się jakoś tam spotykamy. Jeżeli nie na oficjalnych imprezach organizowanych przez konkretnych organizatorów (wcześniej: Crossdressing, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Tęczowka), to na prywatnych imprezach, gdzie skrzykujemy się po kilka, kilkanaście osób i spędzamy wspólnie weekend. Z tym że ta druga okoliczność to już jest naprawdę dla tych, którzy się znają. Obecnie jesteśmy w czarnej dziurze, bo upadła inicjatywa o nazwie Trans Weekend, a na horyzoncie nie widać nic, co by ją zastąpiło. Może więc czas na nowe? Może znajdą się osoby, którym się chce i są w stanie znaleźć i dogadać ośrodek agroturystyczny lub niedrogi hotel we w miarę dostępnej dla wszystkich części kraju (wcześniej imprezy odbywały się w rejonie Opola nad Jeziorem Turawskim, pod Krakowem, na południu woj. łódzkiego w rejonie Wielunia, na Pojezierzu Gostynińskim na Mazowszu Zachodnim, ponownie w woj. łódzkim nad Pilicą i Zalewem Sulejowskim, w rejonie Kamiennej Góry na Dolnym Śląsku, na Jurze Karkowsko-Częstochowskiej, pod Gliwicami i w Wiśle)? Warunkiem jest dogadanie się z ośrodkiem, by wiedział, co organizuje (znaczy, że to impreza transowa) - musi więc być transprzyjazny i zarezerwowany na wyłączność, żeby w razie czego inni goście się nie pałętali po ośrodku w tym czasie.
Impreza zorganziowana odgórnie (tzn. firmowana przez portal lub organizację) jest o tyle bezpieczniejsza, że jest nas więcej i całość jest pod jakąś kontrolą (tzn. są organizatorzy, którzy biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za prawidłowość przebiegu imprezy - mam wieloletnie doświadczenie w tej kwestii jako reprezentantka organizacji, pod auspicjami której była organizowana impreza, włącznie z płaceniem za osoby, które wystawiały nas do wiatru). Impreza prywatna, gdy skrzykuje się kilka lub kilkanaście osób, jest mniej bezpieczna, bo wtedy nikt za nią nie odpowiada i jeżeli te osoby się nie znają, to może się okazać, że znajdą się wśród osób napastujących seksualnie lub coś na kształt.
Make make-up not war
Re: Wspolny wyjazd
14Pamiętam były takie wyjazdy mi nigdy nie pasowało albo coś wypadało. Ale jakby była opcja znowu wyjazdu i takiej imprezy to rzucam wszystko i jadę:) żeby to przeżyć
Re: Wspolny wyjazd
15Ciekawie to wygląda....kiedyś nie za bardzo z przyczyn różnych nie za bardzo mi pasowało....a teraz pewnie bym się zdecydowała na taki wyjazd....pobyć w tak miłym towarzystwie.
Pozdrawiam
Beata Małaszyńska
Beata Małaszyńska
Re: Wspolny wyjazd
16U mnie by to chyba nie przeszło w domu. Już jak jeździłem na żagle, to żona miała wyobrażenie, że tam wszyscy jadą, tylko żeby ze sobą kopulować.
Ale jakby zamiast wyjazdu jakieś spotkanie na 2 godziny któregoś wieczora na kawę, to już może byłoby łatwiej.
Ale jakby zamiast wyjazdu jakieś spotkanie na 2 godziny któregoś wieczora na kawę, to już może byłoby łatwiej.
"Ludzie będą się gapić, więc spraw, żeby było warto."
Re: Wspolny wyjazd
17Zacznij już robić grunt, np. że w pracy ma być dwudniowe szkolenie, ale nie wiesz jeszcze kiedy i gdzie.MonikaCD pisze: 05 sty 2026, 16:36 U mnie by to chyba nie przeszło w domu. Już jak jeździłem na żagle, to żona miała wyobrażenie, że tam wszyscy jadą, tylko żeby ze sobą kopulować.
Ale jakby zamiast wyjazdu jakieś spotkanie na 2 godziny któregoś wieczora na kawę, to już może byłoby łatwiej.
I tak naprawdę Ci się nie chce jechać, ale jak będzie mus to nie masz wyjścia
Re: Wspolny wyjazd
18Spotkanie na dwie godziny to trochę krótko. Nie warto w ogóle organizować. Na to można się skrzyknąć z kilkoma przyjaciółkami.MonikaCD pisze: 05 sty 2026, 16:36 U mnie by to chyba nie przeszło w domu. Już jak jeździłem na żagle, to żona miała wyobrażenie, że tam wszyscy jadą, tylko żeby ze sobą kopulować.
Ale jakby zamiast wyjazdu jakieś spotkanie na 2 godziny któregoś wieczora na kawę, to już może byłoby łatwiej.
Sama tak zaczynałam, że z powodów i zawodowych, i rodzinnych nie mogłam sobie pozwolić na uczestnictwo w pierwszych imprezach w pełnym wymiarze. Trans Party 1 i Trans Party 3 to były dla mnie właśnie imprezy dwugodzinne - po tym czasie musiałam zwijać żagle i wracać do domu. I czułam się, jak bym lizała lizaka przez szybę. Ale... na Trans Party 2 nadarzyła się okazja, by stworzyć sobie odpowiednie alibi i być na całej imprezie. I tak zrobiłam. Miałam umówiony na ten dzień "wyjazd służbowy" do innego miasta, włącznie z telefonem zapraszającym, który odebrałam, będąc w domu, przy domownikach, więc wszyscy wiedzieli, że jestem zaproszona tego i tego dnia do tego i tego miasta. A potem "wracałam" z tego miasta "nocnym pociągiem", więc na imprezie mogłam być do rana. Wszystko to załatwiłam dzięki życzliwości jednej z naszych koleżanek, która w cywilu była wówczas moim kolegą po fachu
Make make-up not war
Re: Wspolny wyjazd
19Edyta dobrze pisze. Na 2 godziny to można się spotkać w grupie z okolicy, bez większego organizowania. Jechać przez pół Polski to chociaż na 2 dni. Może Monice o takie spotkanie chodziło?
Re: Wspolny wyjazd
20Wiesz, pierwsze Trans Party nie były dwudniowe, tylko zwykłe imprezy w klubach, co to zaczynały się w sobotę wieczorem, a trwały do tej pory, aż nas z klubu nie wyrzucili (bywało, że do rana). A jednak przyjeżdżali ludzie z całej Polski.MoniaLiza pisze: 05 sty 2026, 19:32 Edyta dobrze pisze. Na 2 godziny to można się spotkać w grupie z okolicy, bez większego organizowania. Jechać przez pół Polski to chociaż na 2 dni. Może Monice o takie spotkanie chodziło?
Make make-up not war