Ja powiedziałam pierwsze siostrze znaczy jej napisałem na messengerze i później wysłałem zdj .
Później spytałem czy mówiła mamie i powiedziała ale to najlepsza zecz jaka mogła mnie spotkać
Re: Komu powiedziałyście?
122Wczoraj wieczorem świętowałam z koleżanką dzień kobiet i nie ujawniałam się ale rozmowa o kobietach zeszła na takie tematy że koleżanka sama zaproponowała mi zrobienie makijażu i pomalowanie paznokci.
Zabawa była przednia,jeszcze był pomysł żebym ubrała szpilki ale rozmiar nie pasował.

Zabawa była przednia,jeszcze był pomysł żebym ubrała szpilki ale rozmiar nie pasował.
Re: Komu powiedziałyście?
124Salon kosmetyczny, ale info poszło mailowo przed pierwszą wizytą, pełen profesjonalizm żadnych pytań, przy każdej wizycie jest luźniej i tak normalnie.
Re: Komu powiedziałyście?
125Cześć,
Przeczytałem ten wątek, widzę że były hapoy endy, jak i niestety nie. Takie jest życie, każdy lubi co innego i jest wstanie akceptować jedne rzeczy, sytuacje innych nie. Ja od małego miałem słabość do damskich butów, zwłaszcza szpilek i to ze mną jest przez całe życie. W latach nastoletnich zakładałem rajstopy, szpilki, wtedy to była taka moja ucieczka do świata w którym czułem się dobrze. W końcu zostałem mężem, ojcem, żona wiedziała że moim fetyszem są szpilki, pończochy, i było to wykorzystywane w sytuacjach intymnych, aczkolwiek było to na początku związku, czyli ponad 15 lat temu. Życie toczyło się dalej, a chęć ubierania szpilek cały czas się we mnie tliła, choć nie robiłem tego. Ten rok to wielka zmiana w moim życiu a także w relacji z moją żoną, po latach oddalenia się od siebie, znowu się zbliżyliśmy. Nasza relacja na każdej płaszczyźnie stała się lepsza. Żona wiedząc jak lubię szpilki w sytuacjach łóżkowych, powiedziała bym kupił je, ale w rozmiarze 43, chciała większe bo ma problemy ze stopami i myślała że w większych będzie stanie chodzić. Kupiłem, niestety ona nie była stanie w nich funkcjonować... Ale ja owszem, a chłodzenie w nich dawało mi radość, odprężenie, spokój... Tylko tyle i aż tyle. Powiedziałem o tym żonie, odrazu pojawiło się pytanie czy nie pociągają mnie mężczyźni, i czy nie będę chciał być kobietą. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że ani nie interesują mnie mężczyźni, ani nie czuję się kobietą. Po prostu dobrze się czuje w szpilkach, ale chcę też ziścić moją wizję rozumienia kobiecości na sobie, kupując sobie ubrania. Żona powiedziała że akceptuje to, choć nie rozumie, ale skoro dzięki temu czuję się lepiej, to mogę to robić. Oczywiście nie mam za dużo możliwości by całkiem się przebierać, głównie z powodu dzieci, ale wieczorami chodzę sobie w szpilkach. Nie będę też ukrywać że było mi z tym łatwo jak to do mnie dotarło, poszedłem do psychologa by znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, i po pierwszej wizycie, już było mi lepiej, a akceptacja żony bardzo dużo mi daje. Zaczynam żyć w zgodzie ze sobą bez poczucia że robię coś złego, nieakceptowanego.
Przeczytałem ten wątek, widzę że były hapoy endy, jak i niestety nie. Takie jest życie, każdy lubi co innego i jest wstanie akceptować jedne rzeczy, sytuacje innych nie. Ja od małego miałem słabość do damskich butów, zwłaszcza szpilek i to ze mną jest przez całe życie. W latach nastoletnich zakładałem rajstopy, szpilki, wtedy to była taka moja ucieczka do świata w którym czułem się dobrze. W końcu zostałem mężem, ojcem, żona wiedziała że moim fetyszem są szpilki, pończochy, i było to wykorzystywane w sytuacjach intymnych, aczkolwiek było to na początku związku, czyli ponad 15 lat temu. Życie toczyło się dalej, a chęć ubierania szpilek cały czas się we mnie tliła, choć nie robiłem tego. Ten rok to wielka zmiana w moim życiu a także w relacji z moją żoną, po latach oddalenia się od siebie, znowu się zbliżyliśmy. Nasza relacja na każdej płaszczyźnie stała się lepsza. Żona wiedząc jak lubię szpilki w sytuacjach łóżkowych, powiedziała bym kupił je, ale w rozmiarze 43, chciała większe bo ma problemy ze stopami i myślała że w większych będzie stanie chodzić. Kupiłem, niestety ona nie była stanie w nich funkcjonować... Ale ja owszem, a chłodzenie w nich dawało mi radość, odprężenie, spokój... Tylko tyle i aż tyle. Powiedziałem o tym żonie, odrazu pojawiło się pytanie czy nie pociągają mnie mężczyźni, i czy nie będę chciał być kobietą. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że ani nie interesują mnie mężczyźni, ani nie czuję się kobietą. Po prostu dobrze się czuje w szpilkach, ale chcę też ziścić moją wizję rozumienia kobiecości na sobie, kupując sobie ubrania. Żona powiedziała że akceptuje to, choć nie rozumie, ale skoro dzięki temu czuję się lepiej, to mogę to robić. Oczywiście nie mam za dużo możliwości by całkiem się przebierać, głównie z powodu dzieci, ale wieczorami chodzę sobie w szpilkach. Nie będę też ukrywać że było mi z tym łatwo jak to do mnie dotarło, poszedłem do psychologa by znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, i po pierwszej wizycie, już było mi lepiej, a akceptacja żony bardzo dużo mi daje. Zaczynam żyć w zgodzie ze sobą bez poczucia że robię coś złego, nieakceptowanego.
„Kobiecość to także sposób na lepszy nastrój.” 
Re: Komu powiedziałyście?
126Zaakceptować siebie jest najtrudniej ale to jest najważniejsze. Bez tego zostanie Ci Tylko poczucie winy, które nic pozytywnego nie wniesie.
Cieszę się Pati że ten krok już za Tobą i że żona akceptuje. U mnie jest tylko tolerancja ale i tak jestem zadowolona że to mam.
Cieszę się Pati że ten krok już za Tobą i że żona akceptuje. U mnie jest tylko tolerancja ale i tak jestem zadowolona że to mam.
Re: Komu powiedziałyście?
127Masz rację, droga do akceptacji bywa trudna, ja potrzebuję do tego psychologa, ale już po pierwszej wizycie i wsparciu żony czuję się zdecydowanie lepiej. To właśnie jej akceptacja, bez oceniania bardzo mi pomogła. Już teraz czuję się bardzo dobrze ze sobą i z tą moją pasją do kobiecości. Ogólnie jako osoba zaczynam czuć się kompletnym w tej dwoistości. Tylko podkreślę, ja nie czuję się kobietą, nie chcę zmieniać płci, jestem hetero, i chyba to też jest łatwiejsze do zaakceptowania. Ale wiadomo każdy jest inny, co innego jest dla ludzi "dopuszczalne".
Na pewno warto rozmawiać.
Na pewno warto rozmawiać.
„Kobiecość to także sposób na lepszy nastrój.” 
Re: Komu powiedziałyście?
128Zwracam uwagę, że mylisz tu pojęcia. Orientacja seksualna i tożsamość płciowa to są dwie różne kategorie, które nie mają ze sobą nic wspólnego w tym sensie, że jedna nie wpływa na drugą. Nie jest tak, że nie czujesz się kobietą, bo jesteś hetero. I odwrotnie też - skoro jesteś hetero, to nie czujesz się kobietą. Czucie się kobietą nie powoduje, że jesteś homo. No bo homo w odniesieniu do czego?Pati51 pisze: 25 wrz 2026, 8:56 Ogólnie jako osoba zaczynam czuć się kompletnym w tej dwoistości. Tylko podkreślę, ja nie czuję się kobietą, nie chcę zmieniać płci, jestem hetero, i chyba to też jest łatwiejsze do zaakceptowania.
Orientację seksualną zawsze określamy w stosunku do odczuwanej tożsamości płciowej. Czyli jeżeli czułabyś się kobietą, to ewentualne zainteresowanie romantyczno-seksualne mężczyznami nie czyniłoby Cię homo, ale właśnie hetero. Homo byłabyś wtedy, gdybyś, czując się kobietą, kierowała swoje zainteresowanie romantyczno-seksualne w stronę kobiet.
Wyobrażenie społeczne, że jeżeli ktoś urodzony jako mężczyzna i żyjący jako mężczyzna ujawni, że czuje się kobietą, to automatycznie oznacza, że jest gejem, jakkolwiek jest dość rozpowszechnione, jest całkowicie nielogiczne, absurdalne wręcz. Bo facet homo jest zainteresowany męskością: poszukuje partnera mężczyzny, dla którego on sam też chce być mężczyzną. Jaki sens miałoby przyjmowanie postaci kobiecej przez geja, jeżeli on chce zwrócić uwagę innego mężczyzny tym, że jest mężczyzną, bo tylko w takich warunkach homoseksualność działa.
Piszesz, że zaczynasz czuć się kompletnie w tej dwoistości. Proponowałabym zastanowić się głębiej nad tożsamością, bo wcale nie muszisz czuć się kobietą, lecz np. osobą niebinarną (w tym przypadku bigender - męskość i kobiecość w jednym). I to też jest w porządku. Nie musisz do tego niczego zmieniać, ale możez - to jest tylko kwestia Twoich własnych decyzji i wyborów. Ale na pewno nie musisz się za wszelką cenę zarzekać się, że nie czujesz się kobietą, bo w czuciu się kobietą nie ma niczego złego. W ogóle w czuciu się kimkolwiek nie ma niczego złego. A co do korekty płci (podkreślam: korekty, a nie zmiany, bo płci zmienić się nie da, gdyż siedzi ona w naszych głowach), to też nie jest ona obowiązkowa dla każdego, kto czuje się kobietą. Można ten proces przeprowadzić, ale można też nic nie robić
Make make-up not war
Re: Komu powiedziałyście?
129Dodałabym dwie uwagi do tego co napisała Edyta:
- W przypadku osób ze spektrum transpłciowości, zwłaszcza tych, które dopiero poszukują swojej tożsamości, lub znalazły ją gdzieś "pośrodku", tj. nie jako stuprocentowy mężczyzna ani stuprocentowa kobieta, tylko właśnie osoby niebinarne, płynnopłciowe (genderfluid), dwu- i wielopłciowe (bigender itp.) - istotnie, pojęcia homo- i heteroseksualności trochę się rozmywają i są trudne do zdefiniowania. Dlatego osobiście lubię określenia: androseksualność (zainteresowanie/pociąg do mężczyzn) i gyneseksualność (j/w do kobiet). Te są jednoznaczne niezależnie od tożsamości płciowej osoby nimi określanej, więc mogą się przydać w takich kręgach jak nasze

- Jakkolwiek jest to prawda że tożsamość płciowa i orientacja seksualna nie są ze sobą bezpośrednio związane, to często bywa tak, że odkrywanie/poszukiwanie jednego niejako otwiera wrota do drugiego. Widzę to po trosze po sobie, anegdotycznie widzę to też ogólnie w społeczności osób szeroko rozumianych trans. Często bywa tak, że określenie się jako osoby stricte hetero jest mediowane kulturowo, trzymamy się tej etykietki bo nie wymaga to przekraczania norm społecznych. Tymczasem kiedy decydujemy się na przekroczenie granicy płci w ten czy inny sposób, często wiąże się to też z odrzuceniem innych konwenansów i "hamulce puszczają". A że taka naprawdę stuprocentowa homo- i heteroseksualność rzadko występują w przyrodzie - większość osób jest, nazwijmy to, choćby w kilku procentach bi - to sytuacje w których ktoś, kto do tej pory żył jako cis i hetero mężczyzna, zaczyna eksplorować swoją kobiecą stronę, i jednocześnie zaczyna eksperymentować z relacjami romantycznymi czy erotycznymi z mężczyznami, nie są takie rzadkie. Można więc powiedzieć, że ten stereotyp że "crossdresserzy to geje" nie wziął się znikąd, choć jednocześnie owszem, jest uproszczeniem idącym tak daleko, że mija się z istotą tematu.
Re: Komu powiedziałyście?
130To bardzo słuszne uwagi. A poza tym muszę przyznać, że te określenia andro- i gyneseksualność bardzo do mnie przemawiają (już kiedyś chyba była o tym mowa).To jest dobra koncepcja!Ania K pisze: 29 wrz 2026, 16:33 Dodałabym dwie uwagi do tego co napisała Edyta:
- W przypadku osób ze spektrum transpłciowości, zwłaszcza tych, które dopiero poszukują swojej tożsamości, lub znalazły ją gdzieś "pośrodku", tj. nie jako stuprocentowy mężczyzna ani stuprocentowa kobieta, tylko właśnie osoby niebinarne, płynnopłciowe (genderfluid), dwu- i wielopłciowe (bigender itp.) - istotnie, pojęcia homo- i heteroseksualności trochę się rozmywają i są trudne do zdefiniowania. Dlatego osobiście lubię określenia: androseksualność (zainteresowanie/pociąg do mężczyzn) i gyneseksualność (j/w do kobiet). Te są jednoznaczne niezależnie od tożsamości płciowej osoby nimi określanej, więc mogą się przydać w takich kręgach jak nasze
- Jakkolwiek jest to prawda że tożsamość płciowa i orientacja seksualna nie są ze sobą bezpośrednio związane, to często bywa tak, że odkrywanie/poszukiwanie jednego niejako otwiera wrota do drugiego. Widzę to po trosze po sobie, anegdotycznie widzę to też ogólnie w społeczności osób szeroko rozumianych trans. Często bywa tak, że określenie się jako osoby stricte hetero jest mediowane kulturowo, trzymamy się tej etykietki bo nie wymaga to przekraczania norm społecznych. Tymczasem kiedy decydujemy się na przekroczenie granicy płci w ten czy inny sposób, często wiąże się to też z odrzuceniem innych konwenansów i "hamulce puszczają". A że taka naprawdę stuprocentowa homo- i heteroseksualność rzadko występują w przyrodzie - większość osób jest, nazwijmy to, choćby w kilku procentach bi - to sytuacje w których ktoś, kto do tej pory żył jako cis i hetero mężczyzna, zaczyna eksplorować swoją kobiecą stronę, i jednocześnie zaczyna eksperymentować z relacjami romantycznymi czy erotycznymi z mężczyznami, nie są takie rzadkie. Można więc powiedzieć, że ten stereotyp że "crossdresserzy to geje" nie wziął się znikąd, choć jednocześnie owszem, jest uproszczeniem idącym tak daleko, że mija się z istotą tematu.
Make make-up not war