Pierwsze wyjście w dzień

1
Dzień pierwszy – przygotowania

Zachęcona polecajką bydgoskiego „Rokoko”, udałam się tam po zakup peruki. Wchodzi łysiejący chłop pod czterdziestkę i prosi o damską perukę dla siebie. Sekunda dezorientacji na twarzy ekspedientki, ale po chwili już wybierała peruki, które mogłyby pasować. :) W międzyczasie przychodzą kolejni klienci, robi się zamieszanie. Ja, schowana za nie do końca zasuniętym parawanem, mierzę już czwartą lub piątą perukę. W końcu mamy zwycięzcę – fason, który ukrywa trochę szczękę. ;) Za mną tłum (kto by sądził, że w sklepie z perukami jest taki ruch!), pani nerwowo i szybko pakuje wszystko, płacę i uciekam. Następny etap – Inglot w pobliskiej galerii. Próbuję wykonać patent Moniki. :) Niestety do galerii docieram koło 10, ludzi już sporo. Czekam, aż będzie pusto na stoisku, i wchodzę pewnie:
– Dzień dobry, chciałbym kupić zestaw do makijażu.
– Ale co dokładnie?
– Wszystko, co potrzebne. Dla siebie, chciałem się nauczyć makijażu.
– Dla pana? – niedowierzanie w głosie.
– Tak, dla mnie.
– To co by pan chciał?
– Podkład, korektor... – Nosz kurde, już sobie myślę, że będzie ciężko, jakoś pani nie zwęszyła interesu...
– Dobrze, to proszę usiąść, zaraz dopasuję.

I w ten sposób udało mi się osiągnąć główny cel misji – mam podkład dopasowany do mojego koloru cery! Ale praktycznie do końca musiałam prosić o kolejne elementy zestawu: pomadkę, pędzelki, puder... W sumie wyszło jakieś 500 złotych. Dopiero na koniec ekspedientka się rozluźniła. Zażartowała, że początki makijażu są trudne, ale teraz zajmuje jej to 15 minut, i podała mi wizytówkę, jakbym chciała lekcje.

Na koniec patrzę – Primark w tej galerii ma wspólną przymierzalnię dla wszystkich działów! Wpadam w szał zakupowy i wrzucam do koszyka topy, spódnice, staniki, nawet płaszcz. Idę do przymierzalni, a tam przeliczanie sztuk odzieży i wydawanie numerków... Niech to dunder świśnie! Odwrót na pięcie i odłożenie wszystkiego na miejsce. Już nie lubię Primarka.

Dzień drugi – wyjście

Rano nakładam tipsy, makijaż, peru... kurde, w tym zamieszaniu w „Rokoko” pani zapomniała dać mi skarpetkę na głowę. :/ Na szczęście mam jakąś mizerną, która przyszła kiedyś z peruką z Allegro. Uff... Teraz pora się ubrać. Wybór pada na czarne spodnie, czarny top i bluzę. W última chwili przypominam sobie o dodatkach i zakładam naszyjnik. Pora na spakowanie torebki – klej do tipsów, puder, lusterko, żeby się przejrzeć. Dochodzi godzina 13, ja gotowa do wyjścia.

I teraz zaczyna się najtrudniejsze. Mieszkam w szeregowcu. Aby wyjechać, muszę otworzyć bramę. Ręcznie. A potem jeszcze ją zamknąć za sobą. A na dokładkę sąsiedzi ocieplają właśnie swoją część.
Otwieram drzwi i robię szybki kurs, żeby wrzucić graty do bagażnika. Przy okazji szybki look – sąsiadów brak na widoku. No to teraz ciut pewniej. Wychodzę, zamykam drzwi za sobą, ale cały czas trzymam klucz w ręku na wypadek szybkiego odwrotu. Otwieram auto, wrzucam torebkę na siedzenie pasażera i pewnym, acz spokojnym krokiem idę otworzyć bramę. GRRRLLLRR! Poszło echem, mimo że miałam wrażenie, jakby to było najcichsze otwarcie bramy ever. Szybko do auta, wyjeżdżam, ufff... pusto. GRRRLLLRR! Poszło ponownie echem. Kontrola – sąsiadów brak, robotnicy robotnikują. Jak najszybciej ruszam do wyjazdu.
Czekam na możliwość włączenia się do ruchu... a za mną sąsiad się ustawia. Kurde! Panika na maksa, ale udało się ruszyć. Tylko dokąd? Otóż za cel obrałam sobie cmentarz. Miejsce publiczne, a w razie problemów zawsze można skręcić między groby. :)

Na cmentarzu okazało się być luźniej, niż sądziłam. Ale za to zrobiło się dużo goręcej, niż się spodziewałam, i musiałam zdjąć bluzę. Cisza, spokój, aż mi ustąpił strach. Maszeruję sobie spokojnie alejką, aż tu nagle zauważam na skrzyżowaniu dwie panie idące z boku, raptem parę metrów ode mnie. Za późno na schowanie się! No nic, idę dalej, ale za skrzyżowaniem znikam od razu wśród grobów. Obserwuję, jak panie doszły do skrzyżowania, zatrzymały się i patrzą w alejkę, w którą poszłam. No cóż, czyli nie wtapiam się w tłum... ;)

Następnym punktem wycieczki stał się las, gdzie mogłam spokojnie nagrać parę filmików i użyć selfie sticka po raz pierwszy. :) No cóż, nad chodem muszę popracować dużo więcej, niż przypuszczałam – już się zupełnie nie dziwię tym paniom! ;)

Ostatnim punktem programu miało być zatankowanie auta na stacji samoobsługowej. Jednak wychodzi na to, że w mojej miejscowości są dwie takie stacje. Jedna, gdzie regularnie tankuję, ale w dzień jest tam budka z pracownikiem, a druga to stacja MZK. No cóż, to jadę na MZK. Zajeżdżam jakoś przed 17 (wow, to już minęły 4 godziny!), a tam akurat autobusy tankują. No cóż, chyba sobie odpuszczę kontakt z ludźmi. ;) Kierunek dom, zwłaszcza że skarpetka na głowie jest zbyt ciasna – aż mnie rozbolała głowa.

Zajeżdżam, wygląda bezpiecznie. Otwieram bramę (GRRRLLLRR!), parkuję. Wysiadam i widzę sąsiadkę w ogrodzie. O kurwa! Na szczęście kuca tyłem. Wszystko zostawiam i uciekam do domu, zanim się odwróci. Ufffff, zdążyłam, udało się. Teraz, gdy to piszę parę godzin później, brama jest dalej otwarta. :)

Re: Pierwsze wyjście w dzień

3
Ciekawa ta Twoja opowieść! Czyli Inglot Inglotowi nierówny ale że odważyłaś się tak dręczyć sprzedawczynię ;)
Ja więcej planuję spacery - wiem którędy będę szła i jak wrócić.
To już było pisane kilka razy - unikać odludnych miejsc. Cmentarz takim jest!
Co zaobserwowałaś w sobie - trzeba postarać się poprawić by następnym razem było lepiej :)
Ale najważniejsze że się odważyłaś. Z każdym wyjściem jest coraz łatwiej...

Re: Pierwsze wyjście w dzień

6
Sylwia_C pisze: 18 cze 2026, 22:11 Ciekawa ta Twoja opowieść! Czyli Inglot Inglotowi nierówny ale że odważyłaś się tak dręczyć sprzedawczynię ;)
Ja więcej planuję spacery - wiem którędy będę szła i jak wrócić.
To już było pisane kilka razy - unikać odludnych miejsc. Cmentarz takim jest!
Co zaobserwowałaś w sobie - trzeba postarać się poprawić by następnym razem było lepiej :)
Ale najważniejsze że się odważyłaś. Z każdym wyjściem jest coraz łatwiej...
Ale cmentarz dalej mi się wydaje idealny - poza dwiema zdziwionymi paniami nic złego mnie nie spotkało. A nawet i to w zasadzie nie było złe, tylko podnoszące adrenalinę. Sama bym się zdziwiła i zaciekawia na swój widok ;) Pewnie jakbym się nie schowała, to by chwilę popatrzyły i dalej poszły w swoją stronę.
Miejsce o tyle bezpieczne, że nie ma znudzonej młodzieży, lokalnego kolorytu ani przypadkowych interakcji międzyludzkich (głos, argh!) :)
Magdii92 pisze: Bardzo ciekawie napisana historia. Podziwiam odwagę robienia zakupów i wychodzenia przez tak wąskie gardło jak brama :)
Odwagi właśnie zabrakło w Primarku ;) A Rokoko i Inglot, to już były metody sprawdzone przez inne użytkowniczki :) Najgorzej jest wejść - to mi zajmowało dobre kilka minut - jak się już człowiek odezwie w środku, to już z górki :)
Cholerna brama... Następnym razem przeparkuję auto zanim się przebiorę, tej części planu nie przemyślałam ;)
Cynka pisze: Patrząc na zdjęcie z Rokoko chyba siedziałam w boxie naprzeciwko 😉 jeśli latasz po Bydgoszczy możemy kiedyś razem gdzieś skoczyć 🤠
Tak sobie właśnie myślałam siedząc tam, że "nasi tam byli" ;) Co prawna ja Torunianka, ale Bydgoszcz blisko ;) Byłabym zaszczycona wspólnym wyskoczeniem gdzieś, tylko najpierw potrenuję chód ;)

Re: Pierwsze wyjście w dzień

7
Powoli do przodu, ale chód i sylwetka są rzeczywiście trudne.
Jak się robi pozy do lustra to wszystko wydaje się wyglądać dobrze, ale w przygodnym terenie, gdy się o tym przestaje myśleć, łatwo się zapomnieć.
Zwłaszcza jak się rozglądasz na boki, żeby nikt Cię nie zauważył, to wręcz przeciwnie bardzo zwraca uwagę.

Skorzystaj z wizytówki ekspedientki z Inglota jeżeli to jej prywatna wizytówka. Jeżeli będziesz miała swoją makijażystkę, do której pójdziesz na szkolenie, a potem będziesz miała kontakt, w sprawie porad to jak nagroda na loterii.

Cmentarz to rzeczywiście dobre miejsce. Kiedyś wymyśliłem, że chciałbym pójść ubrany elegancko jak na pogrzeb - w szpilkach, czarnej długiej sukience, z woalką i w ciemnych okularach - a la femme fatale. A jak będzie jakiś pogrzeb (idealnie mężczyzny) stanąć gdzieś w oddali, najlepiej pod parasolką i tak postać parę minut, ale zniknąć przed końcem.

Miejsca bardzo uczęszczane nie są takie dobre, bo ciągle przychodzą nowi ludzie i spoglądają, a Ty się stresujesz. Jak jest mało ludzi a najlepiej takich, którzy przebywają w tym samym miejscu z Tobą przez dłuższy czas, to tak naprawdę lepiej, bo ich zainteresowanie nie trwa dłużej niż kilkadziesiąt sekund, a potem wracają do swoich spraw.
"Ludzie będą się gapić, więc spraw, żeby było warto."

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości