Re: trans, okiem fachowca

21
Zawsze miałam myśli że jak na koniec życia dostanę szanse to chce być w przeciwnej drużynie (tak to tłumaczyłam) kiedyś zrozumiałam że to jest to ale strach że będę wyglądać jak dziwak mnie przerażał ale teraz rozumiem że sygnały od małego (mogłabym się rozpisać na 4 strony) nie są dziwne i strach przed utratą bliskich oraz nie podołam finansowo jest bezsensu jeśli mam się męczyć do końca, stwierdziłam muszę być szczera z samą sobą:) . Pozatym dowiedziałam się że norwegia mnie chroni w sytuacji gdybym się podjęła terapi czy to w pracy czy mentalnie , oraz pomoże z znalezieniem nowej pracy itp I to trochę dało mi odwagi że nie mogę wiecznie się bać i zakładać samych czarnych scenariuszy , osoby podobne do mnie zaczynały w gorszych sytuacjach i dawały rade więc trzeba zrobić pierwszy krok 😁

Re: trans, okiem fachowca

26
sabina7 pisze: 08 gru 2025, 12:01 Wali na kilometr naftaliną i kadzidłem. W tle słychać, szczękanie piekielnych łańcuchów i potępienie odmieńców, zwłaszcza tych, co nie po bożemu.
No właśnie tak mniej więcej. Jeszcze tylko klauzili sumienia brakuje :D

Naprawdę zastanawiam się mocno nad przyczyną wstawienia tu przez Triss tej informacji, bo ona jest nam potrzebna jak umarłemu kadzidło. Ja wraz z całą grupą aktywistów od lat walczyłam o zmianę podejścia do transpłciowości, o zmianę terminologii, o wycofanie z języka obiegowego i medycznego starych, nieadekwatnych i mącących w głowach pojęć. I nawet udało nam się osiągnąć pewne sukcesy na tym polu. A potem przychodzi Triss, która "okiem fachowca" (swoją drogą zastanawiam się, jakiego rodzaju fachowcem jest Triss) i lekką rączką utrwala te stare schematy i to w środowisku, w którym zrozumienie tego wszystkiego jest warunkiem sine qua non zrozumienia siebie samego. Nic dziwnego, że potem okazuje się, że po latach edukacji najmniej wyedukowaną w kwestii tożsamości płciowej grupą są niektóre środowiska osób transpłciowych.
Make make-up not war

Re: trans, okiem fachowca

27
Wydaje mi się że ta wiedza jest wartościowa z punktu widzenia takiego trochę "poznaj swojego wroga" 😉

Jeśli ktoś jest zainteresowany tranzycją medyczną (a przynajmniej oficjalną jej ścieżką) i/lub korektą płci metrykalnej, to prawdopodobnie na którymś etapie natknie się na swojej drodze na formalistów ściśle trzymających się kategorii diagnostycznych ICD i DSM jako jedynej słusznej wykładni. Z tej perspektywy wiedza o tym, co jest tam napisane, może się przydać, żeby wiedzieć jak rozłożyć akcenty przedstawiając swoją historię, czy wręcz co trochę "grać" w gabinecie endokrynologa czy sędziego/biegłego, by niczym na maturze "trafić w klucz" i zbliżyć się (lub przynajmniej nie oddalić) do oczekiwanego rozwoju sytuacji 😅

Klasyfikacja stosowana w tych podręcznikach miała też niestety spory wpływ na opinię publiczną. Tzw. "zwykli ludzie", jeśli nie są zainteresowani tematem, mogą myśleć o nas kategoriami diagnostycznymi z ICD, bo taka wiedza gdzieś tam się być może przewinęła przez licealny podręcznik biologii albo jakiś pan w białym fartuchu kiedyś opowiadał o tym w telewizji. [EDIT: A przecież specjaliści z doktoratami są bardziej warci zaufania niż jakieś tam "chłopy w sukienkach" /s.] Czasem więcej sensu może mieć dostosowanie się do tych kategorii w rozmowie niż robienie wykładu o współczesnym pojmowaniu transpłciowości, lub obruszanie się o domniemaną transfobię (która często może być w istocie niewiedzą). Co prawda trudno mi w tym momencie wymyślić sytuacje w których mogłoby tak być i jednocześnie podejmowanie tematu przez drugą stronę byłoby w ogóle na miejscu, tym niemniej chodzi mi przede wszystkim o to, że taki model pojmowania transpłciowości jest na tyle szeroko rozpowszechniony w opinii publicznej, że po prostu warto wiedzieć z czym mamy do czynienia.

Z perspektywy odkrywania siebie, poszukiwania własnej tożsamości, zrozumienia własnej natury - tu się absolutnie zgadzam, że ten model jest przestarzały, stygmatyzujący, przemedykalizowany. Anarchia płciowa FTW ;)

Re: trans, okiem fachowca

28
Ta pseudonaukowa, jak sądzę, klasyfikacja utworzona została najwyraźniej z pozycji kogoś, kto pod podniesieniu z ziemi kamienia, opisał z obrzydzeniem to, czego się pod nim naoglądał.
Dominuje nad tym wszystkim niewypowiedziana wprost lecz wyczuwalna ocena moralna, czy raczej napiętnowanie. Trochę to dziwne w przypadku materiałów "naukowych".
Jeśli ktoś ze szczęścia, że poczuł się kobietą, upadł tak nisko, że zrobił sobie dobrze, to najwyraźniej nie ma dla niego ratunku, poza wąską i stromą ścieżką nawrócenia. Amen.

Re: trans, okiem fachowca

29
Mimo wszystko przypominam też, że w czasach, kiedy tematy z zakresu transpłciowości zaczęły się pojawiać w literaturze medycznej, w wielu krajach dzisiejszego "liberalnego Zachodu" nadal karano homoseksualność śmiercią, a crossdressing traktowano jako coś równie gorszącego jak chodzenie po ulicy nago.

W tamtej rzeczywistości, klasyfikacja która potraktowała tę tematykę jako choroby psychiczne i zaproponowała tranzycję jako formę "leczenia", była progresywna.

Czy jednocześnie zahamowała rozwój społecznej akceptacji dla osób takich jak my na kolejne dziesięciolecia? Oczywiście. Ale nie przypisywałabym autorom tych podręczników złych zamiarów. To po prostu produkt swoich czasów i dużej bezwładności jeśli chodzi o zmiany konsensusu w środowiskach medycznych.

Re: trans, okiem fachowca

30
Ania K pisze: 08 gru 2025, 16:28 Wydaje mi się że ta wiedza jest wartościowa z punktu widzenia takiego trochę "poznaj swojego wroga" 😉

Jeśli ktoś jest zainteresowany tranzycją medyczną (a przynajmniej oficjalną jej ścieżką) i/lub korektą płci metrykalnej, to prawdopodobnie na którymś etapie natknie się na swojej drodze na formalistów ściśle trzymających się kategorii diagnostycznych ICD i DSM jako jedynej słusznej wykładni. Z tej perspektywy wiedza o tym, co jest tam napisane, może się przydać, żeby wiedzieć jak rozłożyć akcenty przedstawiając swoją historię, czy wręcz co trochę "grać" w gabinecie endokrynologa czy sędziego/biegłego, by niczym na maturze "trafić w klucz" i zbliżyć się (lub przynajmniej nie oddalić) do oczekiwanego rozwoju sytuacji 😅

Klasyfikacja stosowana w tych podręcznikach miała też niestety spory wpływ na opinię publiczną. Tzw. "zwykli ludzie", jeśli nie są zainteresowani tematem, mogą myśleć o nas kategoriami diagnostycznymi z ICD, bo taka wiedza gdzieś tam się być może przewinęła przez licealny podręcznik biologii albo jakiś pan w białym fartuchu kiedyś opowiadał o tym w telewizji. [EDIT: A przecież specjaliści z doktoratami są bardziej warci zaufania niż jakieś tam "chłopy w sukienkach" /s.] Czasem więcej sensu może mieć dostosowanie się do tych kategorii w rozmowie niż robienie wykładu o współczesnym pojmowaniu transpłciowości, lub obruszanie się o domniemaną transfobię (która często może być w istocie niewiedzą). Co prawda trudno mi w tym momencie wymyślić sytuacje w których mogłoby tak być i jednocześnie podejmowanie tematu przez drugą stronę byłoby w ogóle na miejscu, tym niemniej chodzi mi przede wszystkim o to, że taki model pojmowania transpłciowości jest na tyle szeroko rozpowszechniony w opinii publicznej, że po prostu warto wiedzieć z czym mamy do czynienia.

Z perspektywy odkrywania siebie, poszukiwania własnej tożsamości, zrozumienia własnej natury - tu się absolutnie zgadzam, że ten model jest przestarzały, stygmatyzujący, przemedykalizowany. Anarchia płciowa FTW ;)
Istnieje w zasadzie jeszcze tylko jeden powód używania tych nazw, terminów, definicji: dokumentacja medyczna, jeżeli lekarz wpisuje do dokumnetacji jednostkę chorobową (bo musi). Jednak ze względu na daleko idące zmiany, jakie są w ICD-11 (jeszcze nie implementowanej do Polski), utrzymywanie tego stanu rzeczy w celach innych niż dokumentacja medyczna, nie ma już żadnego sensu. Młodsze pokolenie lekarzy już się tą terminologią nie posługuje, psycholodzy - także, stosowane są całkiem inne kryteria diagnostyczne (coraz cześciej oparte na uznaniu samostanowienia i samodiagnozy pacjenta), poszczególne zjawiska w obrębie transpłciowości i okolic nabrały innego, bardziej adekwatnego do rzeczywistości znaczenia.

Jednak nawet uznawanie, że w języku formalnym medycznym i prawnym to wszystko jest dopuszczalne, jest pewna pułapka: jeżeli bowiem chcemy, by traktowano nas podmiotowo, a nie przedmiotowo, to należałoby zrobić jak najszybciej i wszystko, by ta terminologia odeszła do słusznie minionej historii. Zgadzając się na nią i samemu z lubością wpychając się w te ramy, osiągamy efekt wprost przeciwny ;)
Make make-up not war

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość