Re: Komu powiedziałyście?

111
Ania K pisze: 05 gru 2025, 12:57
Ale po to mamy takie forum żeby porozmawiać też o teorii 😉
Jasne, Aniu i bardzo cenię sobie Twoje chłodne i wyważone opinie. Mój post nie miał na celu skarżenia się, tylko przedstawienia punktu w dyskusji. Każde z nas jest inne, ma inne uwarunkowania, argumenty, doświadczenie. Bardzo mi żal, że Lilith się zawinęła, ale które z nas nie miało dolinek pomiędzy górkami. :) Jakoś to będzie, najwyżej trochę później, w bardziej dojrzałych i sprzyjających okolicznościach.

Bardzo fajny był również kontrargument jednej z koleżanek nt. błędu poznawczego. Bardzo ciekaw jestem, ile z nas schowało się do szafy i nigdy tego nie żałowało. Na podstawie naszych historii pewne scenariusze wydają się bardziej (separacja, rozwód, rozstanie) niż mniej (akceptacja, koegzystencja, może nawet zmiana na plus w związku) prawdopodobne. Niezmiennie życzymy jednak wszystkim powodzenia i jak najlepszych relacji.

Re: Komu powiedziałyście?

112
wh1zz pisze: 05 gru 2025, 14:44 Jasne, Aniu i bardzo cenię sobie Twoje chłodne i wyważone opinie. Mój post nie miał na celu skarżenia się, tylko przedstawienia punktu w dyskusji. Każde z nas jest inne, ma inne uwarunkowania, argumenty, doświadczenie. Bardzo mi żal, że Lilith się zawinęła, ale które z nas nie miało dolinek pomiędzy górkami. :) Jakoś to będzie, najwyżej trochę później, w bardziej dojrzałych i sprzyjających okolicznościach.
Ja tak tylko chcę podkreślić że nie chcę żeby ta dyskusja odnosiła się do Lilith. Ona była oczywiście tutaj pewnym "zapalnikiem", przyczynkiem do podjęcia tematu, ale nie rozmawiamy (ja w każdym razie) o niej i jej sytuacji, której zresztą nawet nie znamy. Rozmawiamy ogólnie o kwestii życia po nieakceptująco odebranym wyjściu z szafy. Domyślam się że wszystkie tutaj jesteśmy tego świadome, ale chcę żeby to wybrzmiało bez żadnych wątpliwości.
wh1zz pisze: 05 gru 2025, 14:44 Bardzo fajny był również kontrargument jednej z koleżanek nt. błędu poznawczego. Bardzo ciekaw jestem, ile z nas schowało się do szafy i nigdy tego nie żałowało. Na podstawie naszych historii pewne scenariusze wydają się bardziej (separacja, rozwód, rozstanie) niż mniej (akceptacja, koegzystencja, może nawet zmiana na plus w związku) prawdopodobne. Niezmiennie życzymy jednak wszystkim powodzenia i jak najlepszych relacji.
Zakładając nawet że pomyślne "schowanie się z powrotem do szafy" szczęśliwie i bez żalu jest możliwe... to tak jak już pisałam wcześniej, nie wiem na ile to ma w ogóle znaczenie. Jeśli mleko w związku się rozlało, to się rozlało. Nawet jeśli schowam się ponownie do szafy, zostanę macho ociekającym testosteronem i odnajdę w tym szczere szczęście - to to nie zmieni faktu, że w takim scenariuszu nadal właśnie dowiedziałxm się że mam kontrolującą partnerkę która jest gotowa stawiać mi ultimata i szantażować jeśli coś jej się nie spodoba. Odbudowanie mojego zaufania do niej po czymś takim może być wręcz trudniejsze, niż odbudowanie jej zaufania do partnera który okazał się nie być tak męski jak by chciała.

Choć oczywiście też różnie bywa, pewnie sprawa wygląda zupełnie inaczej jeśli reakcja jest agresywna i kontrolująca, a inaczej kiedy taka hipotetyczna partnerka wykazuje zrozumienie i wrażliwość, ale zwyczajnie nie jest zainteresowana kobietami. Wtedy pewnie zarówno rozstanie w zgodzie, jak i próba powrotu do szafy mogą być opcjami do rozważenia. Ale nadal - jeśli taka hipotetyczna partnerka wykaże zrozumienie, chęć rozmowy, szczerego poszukania rozwiązań które będą satysfakcjonować obie strony. Wtedy rozumiem. Ale jeśli ktoś stawia ultimatum na zasadzie "jeszcze raz cię zobaczę w sukience a nigdy więcej nie zobaczysz swoich dzieci" (a widziałam takie historie na zagranicznych forach), to cóż... newsflash: taki związek i tak już jest martwy, choćby nie wiadomo jak głęboko się wciskać z powrotem do szafy.

Re: Komu powiedziałyście?

113
Nie ważne jak motywujemy jakąkolwiek decyzję, ale nie bardzo wierzę, by te motywacje, które się na ogół przedstawia, to są prawdziwe. To zawsze raczej wytłumaczenie własnej niemożności, lęku, braku perspektywy, strachu przed nieznanym, wygody itd. Sama stanęłam kiedyś przed koniecznością takiej decyzji i wiem, że stchórzyłam. Postawiłam racje mojego pracodawcy i opinię publiczną ponad sobą. I nie wiem, czy będę w stanie teraz to odwrócić. Myślę, że tak samo jest z rodziną. Też rozstałam się z żoną, ale na tyle wcześnie, że jeszcze nie zdążyłam mieć dzieci. Gdybym je miała, kto wie, czy nie tłumaczyłabym rezygnacji z siebie dobrem dzieci. BYć może tak. Jeżli mogłam zrezygnować z siebie dla interesu mojego pracodawcy, to dlaczego nie miałabym rezygnować dla dzieci? Tylko że to nie jest rzeczywista motywacja. Raz dlatego, że jeżeli komuś naprawdę tak bardzo zależy na realizacji siebie, to nie znajdzie żadnych wymówek i powodów, by z tego zrezygnować. A dwa, że jeżeli ojciec decyduje poświęcić swojątożsamość dla tak zwanego dobra dzieci, to co te dzieci od niego dostaną? Kiedyś musi nadejść taki moment, że zacznie widzieć w tych dzieciach przyczyny własnego niepowodzenia w realizacji siebie. Czyli zacznie je obwiniać. Prawdopodobnie będzie sfrustrowany i nie trzeba być niewiadomojakim specjalistą, żeby wiedzieć, że to może być dużo groźniejsza sytuacja dla dzieci niż spełniony ojciec żyjący po swojemu - nawet jeśli żyje jako kobieta.
Ja wiem, że stchórzyłam. Postawiłam własną wygodę, komfort, bezpieczeństwo materialne bez konieczności żadnych zmian, ponad własną tożsamość. Zrezygnowałam z siebie tylko dla komfrotu i bezpieczeństwa materialnego. Po latach jestem sfrustrowana, zła na siebie i rozpaczliwie próbuję to zmienić. Gdybym mogła dziś cofnąć się do sytuacji sprzed niemal 10 lat, to jestem pewna, że zachowałąbym się inaczej niż wtedy.

Re: Komu powiedziałyście?

116
Nawiazując do jednego z wcześniejszych postów Ani. Nie wydaje mi się by transwestytyzm mógł być przyczyną orzeczenia o winie w przypadku rozwodu. Chyba że któraś z Was ma wiedzę jak to wygląda w rzeczywistości?

Kiedy ja się ujawnilam zrobiłam to z myślą że się nie cofnę. Pomyślalam "niech wie i spróbuje zaakceptować". Nie wyobrażałam sobie kroku wstecz, bo niby dokąd on miałby nas zaprowadzić? Do frustracji i powolnej destrukcji.
Bo tak jak jedna z Was napisała z wiekiem rozumiemy siebie lepiej i musimy podstawić też na siebie. To nie znaczy że zostawiamy rodzinę ale znajdujemy więcej miejsca dla siebie. Związek/małżeństwo dziś jeśli ma być naszym sukcesem to sztuka kompromisów i zajemnej tolerancji, a nie miejsce projekcji wyobrażeń czy wtłoczonych do głowy tradycjonalistycznych społecznych oczekiwań i konwenansów. Czasy gdy były one podstawą życia społecznego są już słusznie minione. Kobiety powinny to doskonale rozumieć.

Re: Komu powiedziałyście?

117
Transpłciowość nie może być powodem orzeczenia o winie podczas rozwodu, bo nie pozwalają na to prawa człowieka. Jednak jeżeli transpłciowy współmałżonek po comingoucie zacznie prowadzić podwójne życie w wyniku którego dojdzie do zdrady, to wtedy sąd może orzec winę takiego współmałżonka. Dla mnie niejasne też jest, co jeżeli w wyniku ujawnienia transpłciowości nastąpi rozkład pożycia małżeńskiego. Teoretycznie wtedy też sąd może orzec winę przy rozwodzie, ale którego z małżonków? JA sama tak miałam. Kiedy ogłosiłam mojej żonie, że jestem transpłciowa, to nasze pożycie praktycznie zamarło. To nie dlatego, że ja miałam inne plany, ale ona twierdziła, że nie pójdzie do łóżka z facetem w damskich ciuchach i że się tym brzydzi. Czyli to bardziej ona blokowała pożycie, ale niby przyczyną tego była moja transpłciowość. Tylko czy rzeczywiście? CZy moja transpciowość, czy jej fochy z tego powodu? Nie wiem, co zrobiłby sąd w takiej sytuacji. Na szczęście w naszym przypadku sąd nie musiał orzekać o winie, bo dogadałyśmy się, że bierzemy rozwód bez orzeczenia o winie.

Re: Komu powiedziałyście?

118
Aśka, to się niby zgadza. Teoretycznie tak jest, że transpłciowość nie powinna być okolicznością decydującą o orzeczeniu winy któregokolwiek ze współmałżonków. Ale orzecznictwo sądowe jest jedną wielką niewiadomą i dopóki nie ma ustalonej wykładni w tej sprawie (a według mojej wiedzy nie ma), to różnie może być. Wiesz, to jest tak jak w dowcipie o sędziach: dwaj sędziowie siedzą sobie w kawiarni, gawędzą, popijając kawę. Nagle wpada trzeci sędzia i krzyczy do jednego z nich:
- Pański pies przed chwilą pogryzł dotkliwie moją żonę. Żądam 10 tys. zł na koszty leczenia i w ramach odszkodowania. Jeżeli nie, to natychmiast wystąpię do sądu!
Ten sędzia, do którego były skierowane te słowa, szybko wyjął laptopa i zrobił natychmiastowy przelew na 10 tys. zł dla tego trzeciego sędziego. Trzeci sędzia wyszedł. Wtedy ten drugi mówi do swojego kolegi:
- Ty, ale przecież on nie ma żony...
- Wiem - odpowiada pierwszy sędzia.
- A ty nie masz psa...
- Wiem - odpowiada znów pierwszy sędzia.
- To dlaczego mu zapłaciłeś te 10 tys. zł?
- Ty to wszystko wiesz, ja to wiem i on to wie. Ale jak by sprawa trafiła do sądu, to wiesz... różnie może być - pada odpowiedź ;)
Make make-up not war

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości