close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Środa, 2019-10-16

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8252671, ilość odsłon: 65171838
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
2019.10.22 Katowice. Dyżur psychologa (34995)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (6027)
2019.10.15 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (35443)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (59016)
Sobota nad morzem. (12070)
Oczami Nowicjuszki (15721)
Do trzech razy sztuka czyli ... (17429)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (29968)
Spostrzeżenia z życia transki (21901)
Trans Sylwester w Tęczówce (28454)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (714187)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (613269)
Strony prywatne (385523)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (336654)
Zakupy za granicą (303150)
Wiązanie krawata (281677)
Jaka fryzura? (245786)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (245453)
Zakupy w Polsce (236586)
Zestawienie rozmiarów obuwia (231909)
...więcej...

Powrót do: Prasa

Beznadziejna ucieczka przed Basią
Liczba wyświetleń: 28183


W skrócie:6 grudnia 2001
MAGAZYN nr 49 dodatek do Gazety Wyborczej nr 285
Autor: Katarzyna Surmiak-Domańska

Do artykułu dodano 5 komentarzy. Pokaż komentarze.
Kiedy rano w garniturze i z teczką idę do pracy w banku, zastanawiam się, ilu z tych facetów przed komputerami ma tak jak ja pod skarpetkami pomalowane paznokcie

Podporucznik Maj stał, tak jak się umówiliśmy, z "Gazetą Wyborczą" w ręku, w hali głównej Dworca Centralnego w Warszawie, przy kasie numer jeden. Przyjechał służbowo kupić magnetowid do projekcji filmów szkoleniowych. Ubrał się po cywilnemu.

Przyglądałam mu się przez chwilę z daleka: wysoki rudzielec koło trzydziestki rozglądał się niespokojnie na boki, trzymając gazetę jak halabardę. Gdy podeszłam, zaczerwienił się.

- Może ten tekst powinien pisać mężczyzna - przyszło mi do głowy.
- Tego, co pani opowiem, nie mówiłem jeszcze nigdy nikomu - powiedział poważnie, patrząc w sernik z truskawkami w barze Champions, gdy kelnerka, która go przyniosła, oddaliła się na bezpieczną odległość.

Dorota Maj

Niełatwo było się umówić z podporucznikiem. Zadzwonił do mnie dwa miesiące wcześniej, odpowiadając na anons w magazynie "Seksrety", w którym pisałam, że szukam rozmówców do reportażu o transwestytach. Powiedziałam mu, że oddzwonię, ale tu pojawił się problem. Podporucznik nie chciał podać mi numeru telefonu ani do jednostki, ani tym bardziej do domu, gdzie mogłabym natknąć się na jego żonę. Podał mi tylko numer swojej skrytki pocztowej. Wysłałam więc list na adres "Dorota Maj" (dlatego nazywam podporucznika - Maj, prawdziwego nazwiska mi nie podał) o treści "czekam na telefon". Wkrótce podporucznik zadzwonił ponownie. Mimo że mieszka w dużym mieście, bał się spotkać ze mną na swoim terenie: - Może to obsesja, ale wolę przyjechać do pani.

Wszystkiemu winna Sophia Loren

Zaczął od kategorycznego zastrzeżenia, że nie jest homoseksualistą: - Na myśl o zbliżeniu z mężczyzną robi mi się niedobrze. Moja, nazwijmy to, słabość bierze się z fascynacji kobietami. Fascynują mnie one do tego stopnia, że aż pragnę odgrywać ich rolę.

- Tak? - zdziwiłam się przewrotnie. - A co pana fascynuje w kobietach?
- Delikatność! - odparł bez namysłu. - Te słodkie fatałaszki, pończoszki... Intryguje mnie, jak się czuje człowiek ubrany w coś takiego. Jaką trzeba mieć osobowość, żeby czuć się w tym dobrze. I ja chcę mieć tę osobowość - na chwilę, na dwie. A potem bezpiecznie wrócić do swojego ciała.

Zaczęło się chyba od nóg Sophii Loren. W telewizji leciała seria jej filmów. W każdym eksponowała piękne nogi w pończochach. A ja miałem dziesięć lat. To, że chłopca pociągają zgrabne nogi, nie jest niczym dziwnym, ale mnie pociągały jakoś inaczej. W szufladzie mamy były takie pończochy. Kiedy mama je wciągała, jej pulchne nogi wyglądały ładniej, smuklej. Gdy rodziny nie było w domu, przechadzałem się po mieszkaniu w pończochach i wyskakiwałem z nich jak oparzony za każdym razem, gdy winda stawała na naszym piętrze. Potem śmielej sięgałem również po koronkowe majtki starszej siostry. Miała ich tyle, że czasem podkradałem sobie parę czy dwie. Jako siódmoklasista, w dni, kiedy nie było wuefu, wkładałem je pod dżinsy. To był taki mój mały sekret. Lubiłem, gdy szczypały mnie w pośladki. Wyobrażałem sobie, że czuję to samo co dziewczyny, które siedziały w ławce przede mną.

Sporty uznawałem wyłącznie męskie: boks, koszykówka, piłka nożna. Życie seksualne zacząłem w liceum. Nigdy nie ośmieliłem się zaproponować swojej dziewczynie, że przymierzę jej bieliznę, ale zawsze nalegałem, żeby sama wkładała pod spód coś koronkowego. I pończochy. Koniecznie pończochy, nienawidzę rajstop. Kupowałem Jolce koronkową bieliznę. Wiem nawet, że chwaliła się tym przed koleżankami. To było takie męskie, kupować kobiecie coś tak zniewalająco delikatnego, miękkiego, tak kontrastującego z moją powierzchownością. Nie wiedziała, że kiedy brała prysznic, przymierzałem przed lustrem jej staniczek i wsuwkę do włosów z brylancikami.

W trzeciej klasie postanowiłem kupić sobie coś własnego. W butiku na drugim końcu miasta poprosiłem o pończochy. Nie będę mówić, jak długo krążyłem wokół sklepu, zanim wszedłem. Oświadczyłem, że potrzebuję pończoch na prezent - dzisiaj myślę, że taki wstęp od razu zdradza transwestytę. Kupiłem największą parę cienkich, czarnych. Nie lubię kabaretek - pończochy muszą być gładkie, jedwabiste, słodko ulegać opuszkom palców.

W piwnicy

Pękatą zieloną reklamówkę podporucznik, czyli siedemnastoletni Wojtek, ukrył w piwnicy za rowerem i pudłami z bombkami na choinkę. Nikt nie miał szansy jej znaleźć, chyba żeby ojcu przyszło do głowy robić generalne porządki. W reklamówce chłopiec zgromadził swoje skarby - pończochy samonośne czarne, kilka par cielistych, bluzkę koszulową w żółte róże, granatową spódnicę na gumkę, biały biustonosz, majtki siostry, perukę, kosmetyki, lusterko turystyczne, świeczkę.

- To były rzeczy raczej tanie. Z funduszami było kiepsko, bo wszystko szło z kieszonkowego od rodziców.
- Przebierał się pan w piwnicy?
- Tam było mało miejsca. Gdy nikogo nie było w domu, schodziłem do piwnicy i przynosiłem torbę na górę. Ubierałem się przed lustrem. Potem w przebraniu oglądałem telewizję, odrabiałem lekcje, gotowałem sobie obiad, a wszystkie te czynności sprawiały mi zupełnie nową przyjemność.

W lustrze upewniał się, że nie jest już Wojtkiem z III b, ale zupełnie nowym człowiekiem. Kobietą. Może nie superatrakcyjną, ale na pewno kobietą - trochę misiowatą, sympatyczną w swojej nieporadności, ciepłą, nieśmiałą, odrobinę kokietką. Żal mu jej było, że ma taką smutną twarz. Tak strasznie ciągnęło ją do ludzi, do ulicy, do uwodzicielskich spojrzeń mężczyzn i oceniającego wzroku innych kobiet. Zasługiwała na to. W końcu była jego najbliższym przyjacielem.

- Muszę to zrobić, muszę wyjść - postanowił Wojtek.

Alibi dla Basi

- Moje drugie wcielenie chciało żyć własnym życiem, ale w tym czasie Wojtek musiał też istnieć, żeby nie było wpadki - tłumaczył mi podporucznik. - Basia musiała mieć alibi.
- Basia?
- Tak. Nazywałem ją Basia, to moje drugie wcielenie.
- Dlaczego właśnie Basia?
- Bo w tym imieniu jest mnóstwo słodyczy, wdzięku i niewinności, jak w Hajduczku z "Pana Wołodyjowskiego".

Basia była blondynką o platynowych anglezach - takich jak peruka, którą Wojtek pożyczył od koleżanki niby na bal przebierańców, a potem niby po pijaku zgubił. Miała długie nogi w czarnych pończochach. Ponieważ, z przyczyn oczywistych, nie mogła codziennie depilować łydek, więc pod cienkie kryształki wkładała dwie lub nawet trzy pary zwykłych cielistych pończoch. W ten sposób uzyskiwała czarną gładkość, a nogi ponętnie się zaokrąglały. Malowała się dość jaskrawo i często miała poplamione tuszem powieki. Wtedy nie wiedziała jeszcze, że rzęsy maluje się wyłącznie od spodu.

Powiedział do mnie królowo!

- W soboty wieczorem mówiłem rodzicom, że wychodzę na imprezę i wrócę o pierwszej w nocy. Rzeczywiście szedłem na jakąś prywatkę z kumplami, ale tego wieczoru, kiedy miałem spotkanie z Basią, byłem od początku zabawy podenerwowany. Nie mogłem się doczekać dziesiątej, kiedy za oknami było już ciemno i ulice zaczynały się wyludniać. Wtedy żegnałem się z przyjaciółmi. - Co jest? Młoda godzina, stary - dziwili się. - Mam jeszcze drugą imprezę - odpowiadałem, a oni rechotali obleśnie. Wsiadałem w autobus do domu, ale wysiadałem przystanek wcześniej. Przemykałem chyłkiem do bloku, żeby nie natknąć się na sąsiadów, wchodziłem do klatki schodowej, ale zamiast iść do windy, schodziłem do piwnicy. Wkładałem ubranie Basi, na pudełku z bombkami rozkładałem lusterko, zapalałem świeczkę i malowałem się. Z duszą na ramieniu wychodziłem na zewnątrz. Oczywiście nie swoją klatką. Piwnica miała przejście pod całym długim blokiem, więc wychodziłem kilka klatek dalej i od tego momentu nie miałem już nic wspólnego z Wojtkiem. Z początku prawie sparaliżowany ze strachu i z podniecenia dreptałem po alejkach w parku. Nie zapomnę wrażenia, kiedy wiatr pierwszy raz zawiał moją spódnicą na gumce i schłodził mi pośladki. Była pogodna majowa noc i niebo było całe w gwiazdach. - Życie potrafi być piękne - pomyślałem. Nagle wyrósł przede mną pijany drab. - Ej, królowo, daj no na wino - wybełkotał, zasłaniając mi ciałem ścieżkę. Facet był niższy ode mnie, raczej cherlawy i podpity, na pewno mniej sprawny. Wystarczyło otwartą dłonią pchnąć go w czoło. Ale poddać się tak szybko, dać się zdemaskować tak łatwo? O nie! - Przepraszam, śpieszę się do dziecka - zapiszczałem cienko i umknąłem przez trawnik. Wbiegałem do piwnicy z wypiekami na twarzy. Jestem kobietą! Jestem kobietą! - krzyczałem szeptem. Zmywałem makijaż, a tusz do rzęs mieszał mi się na waciku ze łzami. Czułem satysfakcję, dumę, tkliwość. Nigdy nic, pani redaktor, nie wzbudziło we mnie równie żywych uczuć.

Jeśli mężczyzna przebiera się...

Stary Testament mówi: "jeśli mężczyźni przebierają się w stroje kobiet, to ich krew spadnie na nich". Kultura europejska przejęła od Żydów tę surowość, ale transwestytów nie wypleniła. Słowo transwestytyzm pochodzi z łaciny. Trans oznacza: za, poza, z tamtej strony, a vestitus - odziany. Typowy transwestyta to pozornie zupełnie normalny facet, który ubiera się i zachowuje po męsku. Jednak od zwykłego mężczyzny różni się zasadniczo. Bowiem co pewien czas, najczęściej pod wpływem podniecenia seksualnego, pojawia się u niego potrzeba włożenia kobiecego stroju i występowania w roli kobiety. Wtedy "opuszcza" swoją płeć i pozostaje w obrębie tej drugiej przez cały czas podniecenia. Po orgazmie, będącym najczęściej wynikiem masturbacji, wraca do swego biologicznego wcielenia. Zazwyczaj transwestyta nie jest homoseksualistą. Po prostu nosi w sobie dwie osobowości - żeńską i męską, a każda z nich ma osobny zbiór cech i zachowań.

Transwestyci zwykle kompromisowo przywdziewają tylko części damskiej garderoby, np. bieliznę. Lepiej mają transwestytki, bo kobieta w męskim stroju nie zwraca uwagi. Można wyobrazić sobie sytuację, kiedy kobieta w ogóle nie zdaje sobie sprawy z własnej inwersji.

Transwestytyzm, tak jak i inne zaburzenia identyfikacji płciowej, dotyka przeważnie mężczyzn. Teoria hormonalna tłumaczy to tym, że mężczyźni jeszcze w łonie matki zostają poddani działaniu hormonów przekształcających ich mózg z naturalnego modelu żeńskiego, który występuje u każdego z nas w pierwszych tygodniach od poczęcia, niezależnie od naszej ostatecznej płci. Mózgi mężczyzn muszą zostać nasycone dodatkowymi dawkami hormonów męskich, a ich struktura musi ulec zmianie. Przy okazji takiej przebudowy szansa błędu jest znacznie większa niż u kobiety, której mózg nie potrzebuje żadnych zmian.

Żegnaj

Wojtek zdał maturę. Jasne było, że wyjedzie, bo w jego mieście nie było żadnej wyższej uczelni. Zdecydował się na wyższą szkołę wojskową. Wojskowi mieli dobrą pracę i szybko dostawali mieszkanie.

- Był jeszcze jeden powód - przyznał podporucznik. - Zacząłem się zastanawiać, czy ja z tą Basią nie popadam czasem w schizofrenię. Przebieranie stało się niebezpiecznie łatwe. Nawet w zimie wychodziłem raz na tydzień w starym futrze mamy. Jolka niczego się nie domyślała. A ja bałem się, że jak tak dalej pójdzie, wyląduję w psychiatryku. Postanowiłem skończyć z Basią.

Szkoła wojskowa z internatem była gwarancją, że żadne przebieranki nie przyjdą mi już do głowy. Tam nie dałoby się tego ukryć. To byłby koniec mojej kariery, a ja zamierzałem zrobić w wojsku karierę. Basia to był w końcu tylko jeden z aspektów mojego życia, może nawet margines.

Któregoś wieczoru Wojtek wyniósł z piwnicy zieloną reklamówkę i całą jej zawartość wrzucił do kontenera na śmieci. - Żegnaj - pomyślał.

Tego dnia pożegnał się też z Jolą - swoją dziewczyną. Powiedziała: albo wojsko, albo ja. Liczyła na to, że Wojtek zostanie w miasteczku i prędko się z nią ożeni.

Basia wraca

- I co, fajnie było w tej szkole wojskowej? - zapytałam.
- Uhm - przytaknął podporucznik, przełykając kawę.
- Męskie towarzystwo, męskie rozrywki...
- Uhm. Codziennie od szóstej rano trzykilometrowy marszobieg, byłem najlepszy w strzelaniu...
- I nie korciło pana, żeby się przebierać?
- Tam jakoś nie. To znaczy, może tak: do tego stopnia czułem, że to mogłoby mi rozwalić życie, że w ogóle to wyeliminowałem z głowy.

Czasem wychodzili wieczorami do dyskoteki. Wojtek starał się oglądać dużo dziewczyn i to mu wystarczało. Przynajmniej tak sam siebie przekonywał. Przez dwa lata nie włożył żadnego damskiego fatałaszka. Uznał, że się wyleczył.

Więc kiedy raz przed weekendem, na który wybierał się do rodziców, usłyszał przez telefon od mamy: "Wojtusiu, ale my w piątek jedziemy z tatą na wesele, będziemy dopiero w sobotę po południu" - tak jakoś odpowiedziało mu się: "Nie szkodzi, mamo, to ja przyjadę sobie w piątek po zajęciach i poczekam na was w domu".

Kiedy to powiedział, to tak jakby podjął decyzję. Krew wesoło zabulgotała w żyłach. Poleciał do sklepu po nowy strój dla Basi.

Eonizm

W XVIII wieku we Francji żył szlachcic, kawaler d'Eon. Słynął z erudycji i biegłości we władaniu szpadą. Ale główną przyczyną jego sławy stała się skłonność do przywdziewania niewieścich szat. Był dyplomatą. Reprezentował króla Francji Ludwika XV na dworach w Londynie i Wiedniu, a w Petersburgu został nawet mianowany pierwszym sekretarzem ambasady francuskiej. Zanim jednak objął to stanowisko, udał się na dwór cara w przebraniu kobiety i oświadczył, że jest siostrą kawalera d'Eon (imieniem Lia), który ma wkrótce nadciągnąć z Paryża. Inteligencja i wdzięk Lii sprawiły, że stała się ulubienicą otoczenia carycy Elżbiety. Przez kilka miesięcy dzieliła sypialnię z jedną z dam dworu i nie wzbudziła jakichkolwiek wątpliwości co do podawanej przez siebie płci. Kiedy rok później Eon zjawił się w Petersburgu już we własnym, męskim wcieleniu, nikt nie przypuszczał, że Lia i on to ta sama osoba.

Kłopoty zaczęły się, gdy Eon pojawił się na dworze angielskim, aby negocjować warunki pokoju paryskiego. Chcąc skompromitować negocjatora, przeciwnicy polityczni zaczęli plotkować, że jest kobietą. Jednak zamiast wzbudzać kpiny, Eon zaintrygował otoczenie. Po obu stronach kanału La Manche robiono nawet zakłady jakiej płci jest królewski negocjator. Ktoś zaproponował mu majątek tylko za poddanie się badaniu lekarskiemu. Oczywiście Eon jako szlachcic nigdy by nie przyjął takiej propozycji. Wybrał inne wyjście. Każdego, kto ośmielał się wątpić w jego męskość, wyzywał na pojedynek, a szpadą, jak wiemy, posługiwał się sprawnie. Lęk przed nią sprawił, że plotki przycichły, ale wtedy z Eonem stało się coś dziwnego. Nagle, jakby zdezorientowany słabnącym zainteresowaniem, oświadczył publicznie, że jest kobietą. Wkrótce, wystraszony własną śmiałością, wszystko odwołał. Ale plotki odżyły.

Kawaler d'Eon był wiernym poddanym. Na cele królewskich misji łożył często z własnej kiesy. Czasem zaciągał długi, aby tylko godnie reprezentować swój kraj. Ludwik XV zawdzięczał mu niemało. Ale Ludwikowi XVI nie na rękę był powrót Eona z Londynu. Przypuszczalnie nie miał ochoty spłacać długów swego poprzednika, zaciągniętych w jego imieniu przez Eona. Poza tym wielu dworzanom, którzy obrazili Eona, jego powrót groził pojedynkiem. Ludwik XVI wybrał rozwiązanie tyleż sprytne co perwersyjne. Napisał kawalerowi, że warunkiem jego powrotu na dwór francuski jest "zdjęcie munduru dragonów i przywdzianie stroju stosownego dla przyrodzonej mu płci niewieściej".

Eon został bez wyjścia. Poza królewską szkatułą nie miał źródeł dochodu. Na dworze królewskiej małżonki Marii Antoniny znów brylował jako dama. Królowa użyczała mu swojego krawca i fryzjera i opłacała rachunki. Panna d?Eon była tak samo popularna jak dawniej kawaler, choć w Wersalu nie brakowało pewnie osób, które pamiętały "ją" sprzed lat. Jednak kawaler, nie mogąc już swobodnie podróżować między swoimi dwiema osobowościami, czuł się źle. Doszło do tego, że prowokacyjnie wystąpił publicznie w męskim stroju, za co król wtrącił go do więzienia.

Po skończeniu odsiadki rozgoryczony Eon wyemigrował do Anglii, gdzie po wybuchu rewolucji francuskiej pozostał bez grosza. Ostatnie piętnaście lat życia spędził w nędzy i opuszczeniu. Zmarł w Londynie w 1810 roku. Sekcja zwłok udowodniła, że miał ciało normalnego mężczyzny. Fakt ten wszystkich zaskoczył. Kobieta, w której domu mieszkał przez ostatnie lata życia, oraz medyk odwiedzający go przed śmiercią nie podejrzewali niczego nienormalnego w egzystencji spokojnej "staruszki".

Studia kliniczne wykazują, że typowy transwestyta właśnie tak jak Eon nie może zdecydować się ostatecznie na żadną ze swoich dwóch osobowości. Każda z nich wybiera sobie właściwe imię, barwę i tonację głosu, wygląd, maniery, sposób poruszania się, strój, ozdoby oraz rodzaj wypoczynku i hobby. Seksuolog H. Ellis od nazwiska Eona utworzył synonim transwestytyzmu - eonizm.

Dobra partia

Po podwójnej porcji sernika z truskawkami i dużej czarnej kawie podporucznik stał się bardziej wylewny. Wyznał mi: - Nawet pani sobie nie wyobraża, jak potrzebowałem tej rozmowy. Tak jakbym zrzucił z serca ciężki kamień.

- Może pan opowie teraz o swojej żonie - zaproponowałam.

Podporucznik rozłożył z uśmiechem ręce: - Zakochałem się. Spokojna, ciepła, miała swoje zdanie, ale go nie narzucała, nie paliła, nie piła. Ważne było też wykształcenie. Żona jest lekarzem, pisze pracę doktorską. To osoba, z którą można obejrzeć "Wiadomości". Pod jej wpływem podjąłem drugie studia - socjologię.

- A co jej się spodobało w panu?
- No cóż, jestem oficerem Wojska Polskiego - to budzi szacunek. Pracuję w jednostce wojskowej, prowadzę zajęcia z żołnierzami zasadniczej służby wojskowej - strzelanie i kształcenie obywatelskie. Już w czasach narzeczeństwa miałem mieszkanie, nieźle zarabiałem. Na niedzielne obiady u jej rodziców zawsze przychodziłem z kwiatami. Byłem tak zwaną dobrą partią. Bardzo kocham Patrycję i trójkę urwisów. Nie wyobrażam sobie życia bez nich, są absolutnie najważniejsi.
- Ale coś nie gra...
Coś nie gra... - pokiwał głową.

Ja tego nie włożę

Pierwsze podejście podporucznik wykonał jeszcze przed ślubem. Kupił narzeczonej komplet seksownej bielizny.

- To taki prezent dla ciebie, ale właściwie dla mnie - zażartował. Patrzył, jak z uśmiechem odwijała kolejne warstwy papieru. Kiedy otworzyła pudełko, uśmiech zamarł.
- Nie podoba ci się - zmartwił się.
- Ja tego nie włożę - pokręciła głową.
- Dlaczego, kotku - próbował ją objąć.
- Słuchaj, ja nie noszę takich rzeczy. To jest takie jakieś nieprzyzwoite i w ogóle...
- Nieprzyzwoite! - powtarza z ironią podporucznik. - Tak jakby seks mógł być przyzwoity! Więc o tym, żebym ja sam mógł się w to przebrać, kiedy będziemy się kochać, oczywiście już nawet nie wspomniałem. Ha! Trudno.

Mimo to Wojtek ożenił się z Patrycją. Tak jak mówi - zakochał się w niej. Transwestytyzm był przecież tylko drobnym aspektem jego życia. A wiadomo, że nie można mieć wszystkiego.

Z pewnych względów będę się musiał przebrać

Małżeństwo miało być Rubikonem - definitywnym końcem głupiej historii z Basią. Tylko że Basia wcale nie miała zamiaru się wynosić. Nachodziła Wojtka w myślach, snach, upominała się o swoje prawa, chciała żyć. Wojtek był twardy jak głaz. Pomogły mu w tym narodziny pierwszego syna. Ale Basia była cierpliwa. Odczekała pół roku i znowu zaczęła go przywoływać.

Zaoczne studiowanie socjologii wiązało się z wyjazdami na sobotę-niedzielę. Okazja sprzyjała. Dwa lata po ślubie w piwnicy państwa Maj znowu pojawiła się reklamówka z peruką, sukienką i kosmetykami.

- W podróż zawsze brałem ze sobą dwie torby: Basi i swoją. Wychodziłem z domu ze swoją, po drodze brałem z piwnicy tę Basi i wracając najpierw ją tam zostawiałem. Przebierałem się w hotelu po zajęciach. Ale nie wychodziłem, bałem się, że rozpozna mnie obsługa. Ale kiedyś, wyjątkowo, zajęcia wyznaczono w innym mieście, to mnie ośmieliło...

Miał tylko jeden problem. Był czerwiec - ciemno robiło się dopiero o dziesiątej, a mniej więcej o tej godzinie pensjonat, w którym mieszkał, zamykano dla obcych. Mógł od biedy wyjść niepostrzeżenie w stroju kobiety, ale nie mógłby w nim wrócić. Postanowił zagrać va banque. Po obiedzie podszedł do recepcjonistki: - Mam do pani taką sprawę - powiedział szeptem. - Będę chciał wyjść wieczorem i wrócę przypuszczalnie około północy.

- Nie ma sprawy - uśmiechnęła się recepcjonistka - proszę zadzwonić, otworzę panu.
- Tak, bardzo dziękuję. Tylko widzi pani, jest jeszcze jeden mały problem.
- Tak, słucham - recepcjonistka spojrzała uprzejmie.
- Z pewnych względów będę musiał wyjść w przebraniu, dokładnie w przebraniu kobiety...
- Nie ma sprawy.

Wieczorem, kiedy Basia schodziła po schodach, dziewczyna w recepcji samotnie oglądała telewizję. Basia uśmiechnęła się porozumiewawczo, recepcjonistka odpowiedziała krótkim uśmiechem.

Dla podporucznika to był kolejny etap: - Ktoś wreszcie dowiedział się o tym i przyjął to normalnie, w miarę normalnie. To, że ta dziewczyna nie zaczęła krzyczeć, że nie zadzwoniła po policję, nie rozpadła się na kawałki, było dla mnie bardzo ważne. Uwierzyłem, że nie jestem zboczeńcem.

Rodzice nie wchodzą bez pukania

Wojciech Maj był jednym z blisko pięćdziesięciu transwestytów, którzy odpowiedzieli na mój anons w "Seksretach". Byli wśród nich: kierowca ciężarówki, monter telefonów z TP SA, jubiler, elektryk, przedstawiciel handlowy dużej firmy, dyrektor sprzedaży w innej, bankowiec, emeryt. Wielu miało żony - ci byli nieszczęśliwi. Inni wyznali, że jeśli nie znajdą kobiety, która by tolerowała ich transwestytyzm, nie założą rodziny.

Jubiler z Wrocławia, 35 lat, który mieszka z rodzicami, od dwudziestu lat kolekcjonuje komplety staników z majtkami. Pierze je sam i suszy za regałem, rodzice nigdy nie wchodzą do niego bez pukania. Nie chce zmieniać swojego życia. Woli nie mieć nigdy żony i dzieci, a za to codziennie zakładać pod dżinsy koronkowe majtki i spać w staniku 75C.

Jeden z panów opisał mi w liście całe swoje życie...

Eliza

"Jestem transwestytą od tak dawna, że aż nie pamiętam od kiedy. Byłem małym dzieckiem nie mającym pojęcia o seksie, kiedy to w moim sąsiedztwie mieszkała dziewczyna o urodzie tak przejmującej, że chyba bliskiej ideałowi. Działała na moje emocje do tego stopnia, że pewnego razu postanowiłem ukraść jej majtki suszące się na sznurku w ogrodzie. Przechowywałem je w skrytce wydrążonej w murku, od czasu do czasu wyjmując je, aby nasycić się ich pięknem i delikatnością.

W wieku 18 lat, kiedy odbyłem pierwszy stosunek, doszedłem do wniosku, że seks nie jest niczym specjalnym. >>No, może trzeba by spróbować z atrakcyjniejszą dziewczyną<< - pomyślałem. Wkrótce taka się znalazła. Jednak po paru nocach spędzonych z nią zrozumiałem, że seks polegający na wykonywaniu ruchów posuwistych jest nudny, prostacki i prymitywny. Zacząłem sobie przypominać, jakie podniecenie wzbudziły kiedyś we mnie damskie majteczki. Myślałem i myślałem o tym. Wreszcie zebrałem się na odwagę, poszedłem do sklepu i kupiłem parę pończoch...

...Wielu moich znajomych namawiało mnie do ożenku. Oczywiście nikt z nich nie miał pojęcia o moich skłonnościach. Kiedy taki temat pojawiał się w rozmowach, najczęściej słyszałem określenia >>pedały<<, >>zboczeńcy<<, >>cioty<<, >>takich trzeba lać<< itd., a więc milczałem. Strach przed ośmieszeniem był również zbyt wielki, żeby zwierzyć się którejkolwiek z moich partnerek. Poszedłem do spowiedzi. Ksiądz niemal z krzykiem wyrzucił mnie spod konfesjonału. Odszedłem spokojnie i nigdy już nie wróciłem.

Wkrótce pojawiły się w naszym kraju pierwsze gazety zamieszczające ogłoszenia osób >>kochających inaczej<<: >>Relax<<, >>Seksrety<<. Otwarto pierwsze seks-shopy i agencje towarzyskie. Prostytutki akceptowały to, że przebieram się za kobietę. To dzięki nim poznałem znaczenie słowa >>orgazm<<. Ale kolejny związek z dziewczyną znowu skończył się porażką. I co? Kolejne rozczarowanie? Znowu samotność? Chodzenie do prostytutek? Postanowiłem uciec. Medytacja, zen, joga, sport, hazard - wszystko to miało mi pomóc zapomnieć. A jak się zaspokoić? Proste! Jeden film porno, następny, setki filmów. Żywe kobiety już na mnie nie działały. Przypominały przeszłe niepowodzenia.

Wycofałem się z życia towarzyskiego. Kolejne sylwestry spędzałem sam w domu przed telewizorem. Znajomi już się nawet nie dziwili - ot, typ samotnika.

Byłem po trzydziestce. Za oszczędzone pieniądze pojechałem do Londynu na kurs językowy. Tam, chodząc po sklepach, zauważyłem rzecz, która mnie zupełnie zaszokowała. Gdy oglądałem jakieś damskie ciuchy, zazwyczaj podchodził do mnie sprzedawca i pytał, czy chcę to przymierzyć. Z początku krępowałem się, tłumacząc, że to nie dla mnie, tylko dla przyjaciółki, na co uśmiechano się grzecznie. W końcu w jednym ze sklepów zobaczyłem superbuty! Wysokie obcasy, skóra ponad kolano wiązana z boku, poszerzane specjalnie na męską stopę. >>Czy chce pan przymierzyć?<< - padło pytanie. >>Oczywiście!<< - odparłem. Cena 100 funtów. Biorę. Udało mi się zbić na 92. Starczyło jeszcze na sukienkę. W kraju dokupiłem pończochy, rajstopy typu kabaretki, kosmetyki. Stanąłem przed lustrem. Superlaska! Trzeba tylko jeszcze coś zrobić z włosami. Kupiłem perukę.

Wkrótce zauważyłem, że tu i ówdzie pojawiają się ogłoszenia o działalności klubów dla mniejszości seksualnych. Udałem się do jednego z takich miejsc na sobotnią dyskotekę. Zaryzykowałem i przebrałem się za kobietę. Ku mojemu zdziwieniu zostałem od razu zaakceptowany. Byłem atrakcją wieczoru. Ciekawe było także to, że wśród przeważającej ilości gejów i lesbijek sporo było osób o orientacji heteroseksualnej, które wolały wybrać imprezę dla kochających inaczej niż normalną dyskotekę. Od tego czasu na podobnych spotkaniach bywam co tydzień. Przybrałem imię Eliza. Mam coraz więcej znajomych, przyjaciół. Przez ostatni miesiąc poznałem więcej osób niż przez ostatnie osiem lat. Wreszcie jestem akceptowany! Rodzice, znajomi, koledzy, sąsiedzi oczywiście nic nie wiedzą o mojej drugiej twarzy. I niech tak zostanie. W klubie spotkałem sąsiadów, którzy prowadzą w moim osiedlu sklep spożywczy. Spotkałem też młodego chłopaka, który niby przypadkowo zaczął ze mną rozmawiać, a na końcu powiedział: >>Wiesz, to ja byłem tą laską, którą próbowałeś poderwać przy barze w Harendzie<<. Szok! Pracuję w dużym banku w Warszawie. Codziennie, gdy wchodzę tam rano w garniturze i z teczką, zastanawiam się, ilu z tych facetów przy komputerach ma tak jak ja pod skarpetkami pomalowane paznokcie".

Basia umiera po raz drugi

- To był najpotworniejszy dzień w moim życiu - powiedział podporucznik. - Wracałem z podróży. Tego wieczoru żona miała mieć dyżur w szpitalu, Adaś był u dziadków na działce. Spokojnie więc wszedłem do mieszkania z obiema torbami, postawiłem je w przedpokoju i wyszedłem do pubu. Wróciłem po dwóch godzinach. Zna pani to okropne uczucie, kiedy klucz w drzwiach nie chce się przekręcić? Drzwi były otwarte. Nacisnąłem klamkę. W mieszkaniu paliło się światło, w przedpokoju nie było żadnej torby. Momentalnie się spociłem.

Patrycja siedziała w fotelu w dużym pokoju. Płakała.

- Otworzyła torbę? - zdziwiłam się
- Chciała mnie rozpakować, wrzucić brudne rzeczy do pralki.
- A może pomyślała, że ma pan kochankę i że to jej rzeczy...
- No nie, bo oprócz ciuchów znalazła jeszcze zdjęcia.
- Jakie zdjęcia?
- Zdjęcia Basi, które robiłem samowyzwalaczem.

Patrycja początkowo chciała się wyprowadzić do rodziców, ale nie zrobiła tego. Wojtek przysiągł, że nigdy już nic podobnego się nie powtórzy. Wkrótce Patrycja zaszła w ciążę i urodziła bliźniaki. Nigdy więcej nie rozmawiali na ten temat. Patrycja ma klasę - on przysiągł, ona ma do niego zaufanie - nie robi aluzji do tego, co zaszło. Ale podporucznik nie wyjeżdża już w ogóle z domu na noc. Tylko służbowo na jeden dzień. Ciągle zdaje mu się, że czuje na sobie zraniony wzrok żony.

Dziewczyna z Warszawy

Podporucznik sięgnął do teczki stojącej pod stolikiem.

- Na szczęście negatywy miałem schowane w biurku w jednostce - powiedział z łobuzerskim błyskiem w oku. Rozłożył na stoliku kilka fotografii. Wszystkie przedstawiały podporucznika w różnych pozach, w blond peruce, ubranego w czarne pończochy zapinane na pas, czarne koronkowe majteczki, na wierzchu w zielony sweterek obszyty perełkami, jakie były modne na początku lat 80.

Od razu wychwycił mój grymas na widok sweterka

- Że trochę kiczowaty, prawda? - zmartwił się. - No wiem, wiem, ale za to był tani. Mam rodzinę, nie stać mnie na drogie rzeczy.
- I co, udało się panu zerwać z Basią? - zapytałam, wkładając zdjęcia z powrotem do koperty

Podporucznik przetarł okulary chusteczką do nosa. Milczał długą chwilę.

- Z Basią tak - powiedział wreszcie. - Kiedy Patrycja wyrzuciła zawartość jej torby do kontenera na śmieci, a ja złożyłem przysięgę, Basia umarła na zawsze. I naprawdę wierzyłem, że tak będzie. Urodziły się bliźniaki. Tak jak pani mówię, ja nie jestem tak uzależniony. Zostawiłem to, cieszyłem się dziećmi. Minęło trochę czasu... Gdyby Patrycja chciała chociaż czasem założyć bardziej kokieteryjną bieliznę, jakieś seksowniejsze buty, dekolt, cokolwiek, to może by mi ta namiastka wystarczyła. Ale ona stała się jeszcze bardziej pruderyjna. W łóżku nie mogę niczego zaproponować, bo boję się, że jej się to skojarzy... Aaaa, szkoda słów.

Gdy bliźniaki miały rok, zacząłem chodzić do prostytutek. One przynajmniej ubierały się ładnie.

- Przebierał się pan przy nich?
- Wstydziłem się. Jestem bardzo nieśmiały. Zacząłem kupować "Seksrety". Szukałem ludzi, z którymi mógłbym o tym chociaż porozmawiać. Po pewnym czasie znów kupiłem damską odzież i założyłem skrytkę pocztową na nazwisko Dorota Maj. Dałem jej imię Dorota po mojej ulubionej aktorce Dorocie Gawryluk. To jest zupełnie nowa dziewczyna. Bardziej doświadczona, bardziej pewna siebie, trochę lepiej ubrana. Basia była z prowincji, a Dorota jest z Warszawy. Mam w stolicy znajomych, to para gejów, u których trzymam ubrania Doroty. Poznałem ich przez "Seksrety". Kiedy tu jestem, wpadam do nich na godzinę, dwie i chodzę w damskich ciuchach. Oni zwracają się do mnie jak do kobiety. Żadnego seksu. Robimy sobie obiad, każdy opowiada, co słychać w pracy. Ostatnio pokłóciliśmy się o politykę. Bo oni obaj głosują na SLD, a ja jestem za Unią Wolności, trochę mnie zresztą irytuje, że oni zawsze mają takie samo zdanie. I tak sobie żyję.
- Czy zauważył pan, kiedy to pana nachodzi?
- Nigdy, kiedy w moim życiu dzieje się coś ważnego albo przyjemnego. Kiedy mam dużo spraw na głowie albo gdy wypoczywam z rodziną na kajakach - zapominam o Dorocie. To przychodzi, kiedy opanowuje mnie taka codzienna rutyna, nuda, kiedy świat robi się szary. Podporucznik spojrzał za okno, właśnie zerwał się wiatr: - O, wkrótce się zacznie na dobre.

Wolę, gdy on jest kobietą

W holenderskim filmie dokumentalnym "Kiedy mąż był kobietą" występują cztery takie pary jak Wojtek i Patrycja. Tylko że tam mężowie przebierają się w domu za kobiety, a żony to w pełni akceptują. Jako dwie kobiety przyjmują gości, składają wizyty, robią zakupy na targu. A otoczenie przyjmuje to ze zrozumieniem.

- Nawet wolę, gdy mąż jest kobietą - zwierza się żona transwestyty. - Jest wtedy spokojniejszy, milszy.
- Nasze życie seksualne bardzo na tym skorzystało - zapewnia druga.
- Bardzo się ucieszyłam, gdy zwierzył mi się, że chce włożyć moją sukienkę. Zrozumiałam, że obdarza mnie wielkim zaufaniem - wspomina trzecia.

Obejrzałam ten film z podporucznikiem na specjalnym pokazie w telewizji na Woronicza. Patrzył w ekran zmęczonym wzrokiem i nie odzywał się. Dopiero kiedy zobaczył, jak bohaterowie biorą udział w wyborach Miss Transwestytów i prezentują się na scenie w kreacjach przygotowanych przez kochające małżonki, nie wytrzymał: - Co to w ogóle jest! To zupełnie inny świat. To u nas jest zupełnie nierealne. Gdyby moja żona dziś znalazła u mnie pończochy, nasze małżeństwo skończyłoby się w pięć minut.

- Chciałby pan, żeby Patrycja była taka jak one? - zapytałam wtedy.

Podporucznik długo się zastanawiał. Myślał całą drogę powrotną z telewizji do baru Champions.

- To jest tak - powiedział wreszcie, gdy zasiedliśmy znowu przy stoliku. - Chciałbym, żeby ona to akceptowała, żebym mógł być przy niej Dorotą, ale żeby to była tylko nasza tajemnica. Źle bym się czuł jako kobieta przy kumplach, z którymi gram w tenisa, czy nie daj Boże przed moimi żołnierzami, nawet gdyby oni to akceptowali. Przenigdy nie pokazałbym się w sukience dzieciom.

Kochanie, kupiłam nam biustonosze

- Ofiarami transwestytyzmu nie są transwestyci, ale ich żony - mówi Stanisław Dulko z Zakładu Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich z Centrum Medycznego Szkolenia Podyplomowego w Warszawie. To nieprawda, że w Polsce kobiety nie akceptują transwestytyzmu męża. Przeciwnie - przeważnie akceptują. Bo co mają robić?

Niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnej żony transwestyty, która by chciała opowiedzieć mi swoją historię. Rozmawiałam o nich z lekarzem. Co roku zgłaszają się do niego dwie-trzy takie panie.

Typową drogę polskiej żony transwestyty obrazuje opowieść Joanny. Miała 32 lata, gdy po raz pierwszy zjawiła się w gabinecie lekarza. Mąż był starszy od niej o dwa lata, oboje z wyższym wykształceniem. Mieli dwoje dzieci - cztery i siedem lat. Któregoś dnia dzieci wbiegły rozbawione do kuchni: - Mamusiu, chodź, zobacz, w czym tatuś śpi.

Weszła do pokoju. Mąż nerwowo mocował się z zapięciem od biustonosza. Wszystko zaczęło się jej układać w całość. Delegacje, które nie wiadomo dlaczego przypadały zawsze w weekendy, i jedna dziwna noc, gdy oboje wrócili pijani z imprezy i mąż uparł się, że położy się do łóżka w jej koszuli nocnej. Wtedy wydawało jej się to zabawne. Ze zgrozą przypomniała sobie, jak nazajutrz opowiadała o tym, zaśmiewając się, koleżankom z pracy.

Przyszła do doktora roztrzęsiona. Bała się o dzieci. - Czy to jest dziedziczne? - pytała.

Usłyszała, że transwestytyzm nie jest dziedziczny, ale niestety nie daje się też go wyleczyć.

Joannie zawalił się cały świat. Nie mogła sobie wyobrazić dalszego pożycia z mężem. Lekarz tłumaczył, że nie jest jedyną kobietą, którą coś takiego spotkało. Skontaktował ją z innymi żonami transwestytów. Stopniowo Joanna zaczęła się oswajać. - Tylko nigdy przy dzieciach - powiedziała mężowi. On nadal jeździł w swoje "delegacje", tym razem za wiedzą żony. Po pewnym czasie sama zaczęła mu nawet kupować damską bieliznę. Kiedy ostatni raz była u lekarza, powiedziała mu, że wyjawili tajemnicę starszej córce, która właśnie skończyła 18 lat. Podobno przyjęła to zupełnie spokojnie.

Kryształki

Podporucznik podniósł się z krzesła. Za półtorej godziny miał pociąg, a musiał przecież jeszcze kupić magnetowid. A mnie korciła jeszcze jedna sprawa.

- Panie podporuczniku - zatrzymałam go. - Dlaczego nie przyjechał pan w mundurze?

Podporucznik usiadł. Chyba czekał na to pytanie. Oparł się łokciami o stolik.

- Jestem żołnierzem, a dla żołnierza, a zwłaszcza oficera, mundur to rzecz święta - zaczął. - Kiedy jestem w mundurze, jestem mężczyzną. Nie ma żadnej Doroty.
- To znaczy, że...
- Tak, to znaczy - podporucznik znowu się zarumienił. - Widzi pani, coraz rzadziej udaje mi się wyrwać z domu. Nie mogłem zmarnować tej okazji...
- Czy mogę?
- Ależ bardzo proszę.

Zajrzałam pod stół, a podporucznik wstydliwie, jakby z pewnym zakłopotaniem uniósł nogawkę spodni. Nad męskim, elegancko wypastowanym czarnym półbutem i szarą skarpetką w romby na muskularnej owłosionej łydce połyskiwała biała kryształkowa pończocha.

Nie ma lekarstwa

* Transwestytyzm (wg Encyklopedii PWN tendencja do identyfikowania się z płcią przeciwną w ubiorze i w zachowaniu) to jedno z zaburzeń powstałych najprawdopodobniej w wyniku deformacji genowo-hormonalnej w czasie życia płodowego.

Rodzaje zaburzeń identyfikacji płciowej wynikają ze stopnia ilościowych zmian anatomiczono-fizjologicznych w mózgu i są to kolejno: biseksualizm, homoseksualizm, traswestytyzm, transgenderyzm (mężczyzna chce mieć kobiece piersi, nie rezygnując przy tym z męskich narządów płciowych, kobieta, akceptując swoje narządy płciowe, chce usunąć piersi) i najsilniejszy z nich transseksualizm (totalna psychiczna identyfikacja z płcią przeciwną pod względem anatomicznym).

Na podstawie danych klinicznych można oszacować liczbę transwestytów w Polsce na około 2 procent populacji.

Medycyna nie zna lekarstwa na transwestytyzm. Jedyne co można oferować pacjentom to opieka psychologiczna, ewentualnie wspomagana lekami, które, osłabiając skłonności transwestytyczne, osłabiają też całe libido. Na Zachodzie istnieją osobne kluby, dyskoteki i sklepy dla transwestytów. W Polsce nie mają oni oficjalnego stowarzyszenia. O swoim problemie mogą przeczytać m.in. w książkach "Przekleństwo androgyne" K. Imielińskiego, S. Dulko oraz "Transpozycje płci " K. Imielińskiego, S. Dulko, M. Filara

[-] Korzystałam z książek: Kazimierza Imielińskiego i Stanisława Dulko "Przekleństwo androgyne" oraz Anne Moir i Davida Jessela "Płeć mózgu"

Postscriptum

Kiedy oglądałam niezbyt udane zdjęcia podporucznika robione samowyzwalaczem, przyszło mi do głowy, żeby zaproponować mu profesjonalną sesję fotograficzną w studiu "Gazety Wyborczej". Zauważyłam, że oczy mu się zaświeciły na ten pomysł, ale zaraz zaczęły się wahania, czy nie zostanie rozpoznany.

Nie nalegałam, podporucznik sam podjął decyzję. Fotograf, stylistka i wizażysta zrobili wszystko, żeby nasz bohater pozostał anonimowy, ale żeby zarazem przeżył ciekawą przygodę. Po sześciogodzinnej sesji, zlany potem od grzejących lamp, z bólem w krzyżu od stania na ośmiocentymetrowych szpilkach wyznał nieśmiało, że bycie kobietą nie zawsze jest przyjemne.

Dziękujemy firmie Perukpol przy ul. Grzybowskiej 87 w Warszawie za wypożyczenie peruk oraz sklepom: Solar, Tally Weijl, Promod, Camaieu, Marylin i Galerii Centrum za udostępnienie ubrań.

Sesję fotograficzną przygotowali:
Joanna Pamuła – stylizacja
Agata Jakubowska - asystentka fotografa
Piotr Kałuża – makijaż

Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej.

© Archiwum GW 1998,2002,2004



Do artykułu dodano 5 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Prasa

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8342
On line: 51
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Mężczyzna - najmilszy ze wszystkich wynalazków, które ułatwiają lub oszczędzają kobiecie pracy
Oscar Wilde

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl