close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Piątek, 2019-07-19

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8166946, ilość odsłon: 64881678
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (2247)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26658)
2019.07.16 Katowice. Dyżur psychologa (26192)
Oczami Nowicjuszki (7360)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7830)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21589)
Spostrzeżenia z życia transki (12487)
Trans Sylwester w Tęczówce (19217)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22146)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (32883)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (700462)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (600774)
Strony prywatne (375710)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (326809)
Zakupy za granicą (292441)
Wiązanie krawata (272041)
Jaka fryzura? (236072)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (235068)
Zakupy w Polsce (226154)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222366)
...więcej...

Powrót do: Opowiadania

Godzina pąsowej róży
Liczba wyświetleń: 10935


W skrócie:Pozbywszy się głupiego lęku zdecydowanym ruchem wzięłam puderniczkę. Odbezpieczyłam zameczek, wieczko odskoczyło z cichym trzaskiem powodując uniesienie się lekkiej mgiełki różowawego pudru. Ostrożnie powąchałam. Nic się nie stało. Przecież wiedziałam że nic się nie zdarzy.

Do artykułu dodano 27 komentarzy. Pokaż komentarze.
Telefon od niej nie wróżył nic dobrego, była bardzo wzburzona.
– Chce się z tobą spotkać... o 13... tam gdzie zawsze... – trzask słuchawki.

Przyszedłem wcześniej zamówiłem kawę i nerwowo zacząłem przeglądać jakiś tygodnik. Nie mogłem się na niczym skupić. Bardzo bym chciał żeby to nie było to o czym myślę. Wiem dobrze, że trzymanie tych rzeczy w domu nawet w tej zamkniętej skrzyni to duże ryzyko ale zawsze wolałem żeby były blisko. Poza tym to jednak moje mieszkanie, a Justyna jeszcze nie była moja żoną. Jeżeli do tego dojdzie może mój kuferek zniknie.

Weszła do pubu. Zaczęła się rozglądać. Po sekundzie dostrzegła mnie i szybkim krokiem podeszła do stolika. Nieliczni klienci płci męskiej odprowadzili ja taksującym spojrzeniem. Gdy siadła przy stoliku powoli wrócili do swoich kanapek i drinków.

Zaczęła bez owijania w bawełnę.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś!! Jesteś parszywym homoseksualistą. A ja chciałam za ciebie wyjść. Ładnie bym wyglądała jak byś mnie zaczął zdradzać – zaczęła bez wstępów.
– Justynko pozwól mi wytłumaczyć... opacznie to zrozumiałaś ja...
– Nie masz nawet odwagi się przyznać?

Już nic nie mówiłem, znałem ją dobrze i wiedziałem, że moje wyjaśnienia do niej nie trafią. Pozornie się uspokoiłem i tylko patrzyłem na nią, a ona perorowała z pasją urażonej kotki.

Trwał to dość długo. W końcu zamilkła na chwile z trudem łapiąc oddech. Teraz już napięcie puściło i z jej oczu pociekły łzy. Próbowałem ją chwycić za rękę. Wyrwała ją i zaczęła ocierać łzy. Spróbowałem rzeczy beznadziejnej.
– Justynko, to nie jest to co myślisz ja nie jestem...
– Nie kończ ! Nie zniosę tego ! – parsknęła. – Chciałabym zabrać swoje rzeczy od Ciebie i proszę nie zjawiaj się w domu przez najbliższe kilka godzin. Nie chce Cię więcej widzieć!

Wstała i zdecydowanym krokiem wymaszerowała z pubu. Zatrzymała się jeszcze w drzwiach by przepuścić starsza kobietę. Przez ułamek sekundy myślałem, że jeszcze zawróci, ale ona wyszła nie oglądając się za siebie. Odprowadziłem ja wzrokiem. Kobieta z którą minęła się w drzwiach spoglądała na przemian na mnie i na odchodzącą moją już byłą miłość. Tak jak by wiedziała co się tu przed chwila zdarzyło. Odprowadziłem Justynę wzrokiem, a kiedy znikła za rogiem poprosiłem kelnerkę o podwójną porcję złocistego płynu ze Szkocji. Zbyt byłem zdenerwowany by wracać do pracy. A do domu nie mogłem jeszcze wrócić z wiadomych powodów. Zadzwoniłem do wspólnika i powiedziałem mu że dzisiaj już nie wrócę do firmy z powodu rozstania z Justyną. Usłyszałem tylko:
– Rozumiem, nie zrób czegoś czego byś potem żałował, jeżeli potrzebujesz pomocy to mów.
– „Nie grożący przypadek” trochę wypije i idę odespać – odpowiedziałem.
– OK do zobaczenia...

I wyłączył się. Nie potrzebowałem jego pomocy, nie potrzebowałem niczyjej pomocy! Patrzyłem tępo w ubywający złoty płyn w szklaneczce i myślałem o sobie, o niej, o całym tym parszywym świecie. Justyna nie była pierwszą, która odeszła gdy się dowiedziała, więc powinienem być do tego przyzwyczajony. Ale nie byłem i nigdy nie będę.

„Miły i wyrozumiały facet, z którym można porozmawiać, zwierzyć się, który doskonale rozumie kobietę...”
Mimowolnie uśmiechnąłem się. Taką ocenę wystawiały mi kobiety. Ale to miało swoja cenę. Tą ceną jest tolerancją. A tego już im zabrakło. W ten sposób bardzo gładko winę przerzuciłem na jej stronę. Choć może powinienem jej powiedzieć wcześniej o mojej ... słabości. Ale po prostu bałem się ją stracić. A teraz i tak straciłem. Kto wie, może nie nadaje się do normalnego związku ? Może po prostu nie ma kobiet akceptujących takie osoby jak ja?

Moja szklaneczka pokazała swoje dno, więc zacząłem się rozglądać za kelnerką. Błądząc wzrokiem natrafiłem na kobietę, z która moja już „była” minęła się w drzwiach. Co ciekawe ta kobieta przyglądała mi się. Gdy nasze oczy się spotkały uśmiechnęła się. Mimowolnie odwzajemniłem jej uśmiech. Wtedy ona widocznie uznała to za zaproszenie. Wstała i zaczęła iść w moim kierunku.
– Czego ona chce?. – przemknęło mi przez myśl.

Tymczasem ona podeszła. Odruchowo podniosłem się z krzesełka.
– Czy mogę się przysiąść na chwile?
– Przepraszam ale nie jestem w nastroju do rozmów.
– Wiem! Czy mogę się przysiąść?
– Chyba wyraziłem się jasno? – zapytałem już poirytowany.
– Chava ! – wyrzuciła z siebie nieznajoma.

To imię spowodowało, że zamarłem. Myślałem że są granice szoku i już je dzisiaj osiągnąłem. A jednak nie. Stałem patrząc na tą kobietę i nie mogłem wymówić słowa.

Chava – tego imienia używałem, ale nigdy nie wymówiłem je na glos.

Skąd ta kobieta, której na pewno nigdy nie widziałem, je znała? A ona stała patrząc na mnie z jakimś dziwnym uśmiechem na twarzy. Po chwili wzajemnego milczenia powiedziała:
– Myślę że teraz może porozmawiamy.

Nie czekając na moja zgodę usiadła. Nie odrywając od niej wzroku usiadłem także. Musiałem mieć naprawdę głupią minę, bo popatrzywszy na mnie znowu się uśmiechnęła. W tym uśmiechu nie było drwiny, nie było pogardy było współczucie i zrozumienie. Czekała spokojnie aż dojdę do siebie i odzyskam władze nad członkami, a co najważniejsze nad aparatem mowy. W tym czasie Ona zdążyła zamówić dla nas cos mocniejszego. Odzyskawszy co nie co panowanie podjąłem żałosną próbą wybrnięcia z sytuacji: – Co to znaczy Chawa?
– Nie „co” a „kto” i proszę nie obrażaj swojej inteligencji a tym bardziej mojej.
– Nie rozumiem...
– No dobrze. – Powiedziała z rezygnacją i zaczęła mówić z werwa dziennikarza relacjonującego obrady sejmu. – Chava urodziła się jak miałeś 13 lat. Wtedy nie miała imienia. Zaczęła się rozwijać. Mimo oczywistych prób, jakie czyniłeś by ją unicestwić. Ona nadal była i rozwijała swoją świadomość aż w pewny momencie dotarła do punktu gdzie już nie można być bezimienną. Wtedy nadała sobie imiona. Dwa imiona. To które zna świat czyli Lena i to drugie, nigdy nie zwerbalizowane, czyli Chava. Lena jest jakoby pseudonimem więc pozwolisz że będę zwracała się per Chava by móc dotrzeć do właścicielki obu imion.

W milczeniu kiwnąłem głową. Nie było sensu zaprzeczać. Teraz zaczęła we mnie narastać szalona ciekawość skąd ona o tym wie i jak by w odpowiedzi usłyszałem.
– Zastanawiasz się skąd wiem ? To normalne ale pozwól, że przynajmniej na razie nie będę zdradzała ci pochodzenia tych informacji. Wiedz jedno, wiem o tobie wiele ale chyba już zdążyłeś się przekonać że tej wiedzy nie użyje przeciw tobie?

Nie wiem skąd, ale miałem taka pewność. To bardzo dziwne uczucie jak po kilku minutach rozmowy zaczynasz czuć zaufanie do swojego interlokutora mimo braku jakichkolwiek logicznych powodów. Ale to właśnie miało miejsce. W międzyczasie pub się wyludnił, a barmanka i kelnerka schowały się za barem zajęte bardzo pasjonująca rozmową. Praktycznie byliśmy sami. Ona rozglądnęła się dookoła i z satysfakcją kiwnęła głową.
– Jesteśmy same. Myślę że możemy rozmawiać swobodnie? O ile chcesz dalej rozmawiać Chava? – Tak chciała bym... – powiedziałam nieśmiało.

Bardzo chciałam i to chyba od wielu lat. Móc porozmawiać swobodnie. Teraz to pragnienie ukryte w zakamarkach mojej świadomości wypłynęło. Móc porozmawiać z osobą, która mnie rozumie i akceptuje, a jednoczenie należy do tej połowy ludzkości, którą kocham i podziwiam, a jednocześnie jakże jej zazdroszczę. Nadal dziwiąc się swoim reakcją zauważyłam, że jestem odprężona.
– Czy możesz mi opowiedzieć o sobie ? – zapytała.

Pytanie to trochę mnie zaskoczyło więc spojrzałam na nią pytająco.
– Chcę usłyszeć z twoich ust, twoją historie.

Zaczęłam opowiadać. Nie omijając ani momentów szczęśliwych, ani chwil grozy. Ona słuchała uważnie czasami poprawiając mnie w szczegółach mojego życia, które umknęły mojej pamięci. Poprawki te powodowały, że wybuchałam śmiechem i coraz swobodniej mówiłam. Ona doskonale znała moje życie, czego dawała mi dobitne świadectwa. Szybko zorientowałam się, że zna moją historię tak jakby oglądała film. Moje odczucia i myśli były dla niej novum i to chciała poznać. Szklaneczki złotego płynu pojawiały się i znikały a z każdą następną moja opowieść była coraz to bardziej osobista. Praktycznie zatraciłam hamulce. Teraz ona tylko słuchała, a w jej oczach widziałam zrozumienie. Było mi dane pierwszy raz widzieć zrozumienie dla tej strony mojego życia w oczach kobiety. Gdy skończyłam za oknami było już ciemno. Ta retrospekcja spowodowała, że straciłam poczucie czasu. Teraz czułam jakby ktoś zdjął mi z ramion jarzmo, które nosiłam od dzieciństwa. Stres spowodowany jakże niedawnym zerwaniem gdzieś uleciał. Ona milczała, a ja zaczęłam się rozglądać wokół jakbym właśnie wróciła na ziemie. W pubie nadal było pustawo, tylko dwu niewyraźnych typów sączyło w milczeniu piwo przy barze, a w rogu usiadła młoda dość ładna kobieta w niebieskim kostiumie i zagłębiła się w lekturze jakiś dokumentów. Chwilę na nią popatrzyłam, westchnęłam cicho. Na to westchnienie moja nowo poznana znajoma jakby się ocknęła i podążyła za moim wzrokiem też przez chwilę przypatrując się młodej kobiecie nieświadomej owej lustracji.
– Tym razem wiem o czym myślisz i dlaczego wzdychasz – powiedziała patrząc mi w oczy, a po chwili kontynuowała: – Czy zetknęłaś się z „Godziną pąsowej róży”?
– Tak czytałam to kiedyś, a nawet oglądałam film. Zresztą inne typowo „męskie” lektury autorstwa Bronte i Austen też zaliczyłam – powiedziałam ze śmiechem.
– Chava, jak widzę jesteś oczytana białogłową.

I zaczęłyśmy się obie śmiać jak dwie wariatki. Gdy już obie otarłyśmy łzy Ona kontynuowała:
– W „Godzinie pąsowej róży” bohaterka trafiła na wredną osobę. Choć ta zamiana miejsca wyszła jej na dobre. Myślę, że i tobie by się przydała byś zrozumiała pewne sprawy. Spojrzałam na nią badawczo, ale jej twarz była śmiertelnie poważna i mówiła dalej:
– Jeżeli będziesz gotowa na przygodę po prostu użyj tego.

To mówiąc położyła na stole stylową puderniczkę.

– Możesz być spokojna. Nic ci nie grozi w podroży i będziesz mieć pomoc.

To powiedziawszy wstała, pożegnała mnie pocałunkiem w policzek i zaczęła wychodzić z pubu machając mi ręką na pożegnanie. Byłam na tyle oszołomiona jej ostatnimi słowami, że nawet nie wstałam, by ją pożegnać ograniczając się do pomachania ręką. Ostrożnie wzięłam do ręki puderniczkę. Na je wieczku były wygrawerowane róże oplatające literę „L”.

Puderniczka zamykała się misternym zameczkiem. Patrzyłam na nią, a nastrój powoli pryskał i wracała rzeczywistość. Chava odeszła. Schowałem puderniczkę do wewnętrznej kieszeni marynarki jakby obawiając się, że z zewnętrznej ktoś może ją wyjąć. Zapłaciwszy wyszedłem na wyludnioną ulice.

Ani ludzi, ani samochodów. Spojrzałem po zegarek. Jakie było moje zdziwienie jak ujrzałem jego tarcze. Wskazywała 23.30.
– No ładnie jutro będę nieprzytomny w pracy.

Ale perspektywa jutrzejszej pracy była dla mnie w tej chwili bardzo odległa. Postanowiłem pójść do domu piechotą. Wypiłem jakąś niezliczona ilość drinków, a do tego rozmowa z panią „L” na pewno nie pozwoliła by mi zasnąć. Musiałem sobie jakoś poukładać wydarzenia zeszłego dnia. Jednak kilkukilometrowy spacer nie rozwiązał żadnego z nurtujących mnie problemów. Wręcz spowodował, że pojawiły się następne.

Wszedłem do domu zamyślony. Machinalnie zacząłem robić wieczorna toaletę. Wychodząc spod prysznica zastanowiłem się chwile, a powziąwszy decyzje podszedłem do moje skrzyni. Była to bardzo stara i wielka skrzynia, tak zwana posagowa. Teraz zamykająca ją kłódka smutno zwisała otwarta jakby wstydząc się tego, że nie dochowała tajemnicy. Wziąłem ją do ręki. Wystawał z niej dorobiony klucz. Otworzyłem skrzynie, wziąłem z niej kremową koszule nocna, nie namyślając się włożyłem ją, a na nią biały szlafrok.

Zabrałam z łazienki szczotkę do włosów i suszarkę. Wracając do pokoju wyjęłam z marynarki puderniczkę. Usiadłam położywszy puderniczkę przed sobą na stoliku. Zaczęłam rozczesywać włosy. Suszenie i rozczesywanie długich włosów zawsze zajmuje mi sporo czasu; lubię to robić traktując jako swego rodzaju rytuał. Byłam z nich zawsze dumna. Dzięki nim nie musiałam wygłupiać się z peruką. Teraz te czynności pozwalały mi jednocześnie obserwować leżące na stole i połyskujące srebrne pudełko. Zastanawiałam się co miała na myśli „L”. Bohaterką „Godziny pąsowej róży” była typowa nastolatka, która zostaje za sprawa niedobrej ciotki przeniesiona 100 lat wstecz. Pamiętałam jej perypetie: odrzucenie, bunt, wreszcie pogodzenie i zrozumienie. To pudełko nie wygląda na wehikuł czasu Wellsa, a poza tym Pani „L” wspomniała, że nic mi nie grozi, więc chyba Morlków nie spotkam. Poza tym chyba na głowę upadłam żeby jej wierzyć. Owszem, znała moją historie, ale już chyba czytałam o jakichś próbach przesyłania siłą umysłu obrazów na odległość, więc po prostu była osobą posiadającą ten dar, co by tłumaczyło nieznajomość moich myśli i odczuć, a jedynie fakty. Moje włosy już były już prawie suche.

Pozbywszy się głupiego lęku zdecydowanym ruchem wzięłam puderniczkę. Odbezpieczyłam zameczek, wieczko odskoczyło z cichym trzaskiem powodując uniesienie się lekkiej mgiełki różowawego pudru. Ostrożnie powąchałam. Pachniał jak zwyczajny puder. Nic się nie stało. Parsknęłam śmiechem. Przecież wiedziałam że nic się nie zdarzy.
– Ale chwileczkę. Pani „L” nic nie mówiła o otwieraniu. Ona mówiła o użyciu, a tego przecież nie zrobiłam.

Chwyciłam za delikatny puszek i z uśmiechem przypudrowałam sobie nosek. Efekt była natychmiastowy! Choć może nie całkiem taki, jakiego się spodziewałam. Zaczęłam gwałtowanie łapać powietrze następnie... potężnie kichnęłam. Gdy już zwalczyłam „kręcenie” w nosie rozejrzałam się dookoła, niestety nadal telewizor stał tam gdzie poprzednio, a za oknem było widać światła wieżowców. Musze przyznać, że tym razem byłam trochę zawiedzona, bo w głębi duszy chyba chciałam zamiast halogenowego oświetlenia mojego salonu zobaczyć lampy naftowe. W trochę smutniejszym już nastroju poszłam do łazienki by wymyć zęby. Czułam już niesmak w ustach, niechybna zapowiedz kłopotów po alkoholowych. Spojrzałam na siebie w lustrze.
– No i czego się spodziewałaś idiotko? – zapytałam odbicie.

Zdjąłem koszulę cisnąłem ją do pralki. Wiedziałem, że nie należy patrzeć w lustro, bo efekt jest zawsze ten sam. Brutalność zwierciadła zawsze powodowała, że Chava gdzieś uciekała w zakamarki mojej świadomości pozostawiając faceta w bardzo nieodpowiednim stroju.

Czując coraz wyraźniej, że będę musiał odpokutować to picie, postawiłem na stoliku przy łóżku butelkę wody mineralnej i udałem się w objęcia Morfeusza. Przynajmniej w jego obecności wszystko było możliwe.

Wysoki dźwięk budzika wdzierał się dysonansem w mój sen wzywając mnie do powrotu z krainy marzeń. Nie otwierając oczu namacałem wyłącznik i nastała błoga cisza. Powoli siadłem na łóżku otworzyłem oczy i za oknem ujrzałem bardzo optymistyczny widoczek typowego polskiego blokowiska budzącego się do życia. Równie optymistycznie zapowiadały się reminiscencje wczorajszego wieczoru objawiające się teraz bólem brzucha. Chwiejnym krokiem pomaszerowałem do łazienki i wlazłem pod prysznic. Przyjemna chłodna woda zaczęła mi przywracać całkowita świadomość.

Chciałem odgarnąć włosy z twarzy.

Tak, chciałem.

Ale na zamiarze się skończyło.

Moja ręka musnęła o coś... coś co niechybnie było częścią mnie. Owo coś uwypuklało się z mojego torsu. Spojrzałem w dół i jak szalony wypadłem z kabiny prysznicowej. Stanąłem przed lustrem. Zobaczyłem w nim twarz kobiety. Kobiety, którą wczoraj widziałem w barze. Kobiety w niebieskim kostiumie! Odszedłem od lustra na tyle, na ile pozwalała łazienka. Reszta sylwetki w zwierciadle pasowała do twarzy. Stałem jak oniemiały. Nie wierząc odbiciu zacząłem wodzić dłońmi po ciele. Dotyk utwierdził mnie w przekonaniu, że lustro nie kłamie. Wyglądało na to, że moja rozmówczyni w barze jednak mówiła prawdę a puderniczka...

Zaczęłam się obracać by jak najlepiej zobaczyć MOJE ciało. Ogarnęła mnie radość. Wreszcie nie będę musiała się ukrywać, będę mogła stanąć w blasku słońca. Koniec ze spacerami po ciemnym parku, koniec z wiecznym strachem przed rozpoznaniem i potępieniem. Będę mogła powiedzieć pierwszy raz w życiu „Jestem Nią”.

Moją radość przerwał sygnał telefonu. Chwyciłam ręcznik, owinęłam się nim. Weszłam mokra do pokoju i chwyciłam telefon. Wtedy się przeraziłam.
– Kim właściwie jestem?
– Kto to może dzwonić?
– I do kogo ??

Siedziałam wpatrując się w dzwoniący aparat telefoniczny.
– A jeżeli to jednak Justyna?
– Nie. Justyna jest ostatnią osobą która by zadzwoniła.

Trudno, stało się. Trzeba się przekonać. Podniosłam słuchawkę do ucha.
– Słucham....

Usłyszenie swojego, a jednocześnie tak innego głosu było bardzo dziwnym uczuciem. Głos jak na kobietę dość niski, ale przyjemny bez chropawych akcentów.
– Witaj Chava. Przepraszam, że przeszkadzam w tej narcystycznej orgii łazienkowej, ale muszę wyjaśnić ci kilka spraw, o ile zechcesz mnie posłuchać.

To była owa tajemnicza „L”.
– Witaj dziękuję, że dzwonisz. To co zrobiłaś to jest... to jest wspaniałe, cudowne, niesamowite! Dziękuję ci bardzo. Ale czy to sen? Czy za chwile się obudzę?
– Nie obudzisz się moja droga. To jest rzeczywistość, choć może inna od twojej poprzedniej. Jeżeli chcesz możesz to nazwać światem równoległym, godziną pąsowej róży, czy jak chcesz inaczej. Faktem jest, że to dzieje się naprawdę. Masz jedyną i niepowtarzalna okazje spojrzeć na świat z drugiej strony.
– Ale nie wiem, czy sobie poradzę. Bo przecież mimo wszystko to, co robiłam dotychczas to była w sumie zabawa. Naprawdę nie wiem jak mam się zachowywać. – Droga Chavo. Nie zostawię cię przynajmniej na razie samej. Będziesz mieć swego rodzaju przewodnika. Choć nic ci nie doradzi to pozwoli ci wybrnąć z trudnych sytuacji. Jeżeli będziesz niepewna jak postąpić poddaj się „nurtowi”. Poddaj się osobowości Chavy. Ona będzie wiedziała co zrobić.
– Ale jak? – spytałam.
– To bardzo proste. Popatrz na siebie. Popatrz gdzie masz ręcznik? Czy w pasie?
– No nie. Mam go pod pachami. – byłam zdumiona.
– Sama widzisz. To działa automatycznie. Ale będzie słabło z czasem. Ty będziesz musiała sama podejmować decyzje. Czy zgadzasz się?
– Chyba tak... – odparłam niepewnie.
– Nie moja droga! Musisz być pewna czy tego chcesz. To nie będą same przyjemności. To już nie jest zabawa, to jest życie z jego nielicznymi blaskami i mnogością cieni. Jeżeli się zgodzisz, nie będzie ci wiele oszczędzone. I ja się o to postaram. Ale nie przerażaj się. Nie stanie ci się nic złego. Nikt cię nie hmm... skrzywdzi, przynajmniej fizycznie. Ot po prostu zwykle życie KOBIETY.

Zapanowało milczenie, myśli biegały mi jak szalone po głowie. Czy zdołam? O co Ona chce się dla mnie postarać? Jednak pokusa spełnienia niespełnialnego była zbyt duża. W moim nowym glosie zabrzmiało zdecydowanie:
– Dobrze moja czarodziejko zgadzam się.
– Wiec sprawa się dokonała. Wszystkie potrzebne dokumenty są jak najbardziej w porządku. Dane te same poza oczywiście imieniem. Tak jak sama się nazywasz, jesteś Leną. Typową, wzorowa obywatelka. Nie licząc mandatów za złe parkowanie. Pracujesz tam gdzie pracowałaś. Wszystko pozostaje prawie niezmienione poza twoją płcią. W razie poważnych kłopotów masz mój numer telefonu. Ostrzegam, z drobnostkami musisz poradzić sobie sama. Gdybyś przypadkiem miała dość swojej nowej osobowości to możesz wrócić do dawnej postaci. Powołałaś do życia Lenę użyciem puderniczki, tak też możesz ja unicestwić.
– Rozumiem i bardzo dziękuję.
– Na koniec mała uwaga praktyczna: twoje dolegliwości, które teraz odczuwasz to nie kac. To powinno zacząć się dzisiaj więc się przygotuj. Sprawdź w kalendarzu masz go w torebce. Kończymy rozmowę bo spóźnisz się do pracy. Miłego życia Lena.
– Jeszcze raz Pani dziękuje i do zobaczenia.

Odłożyłam słuchawkę. Już podczas rozmowy zauważyłam pewne zmiany w moim mieszkaniu. Niby drobne i nic nie znaczące ale jednak. To było moje mieszkanie, a jednocześnie mieszkanie Leny.

Ale teraz trzeba iść do pracy i stawić czoła nowemu życiu. Dokończyłam przerwany prysznic. Nie przeczę, była to również narcystyczna orgietka. Ubrana w szlafrok wróciłam do sypialni. Szuflady z bielizną zawierały ją nadal, tyle że odrobinę innego rodzaju. Otworzywszy je zorientowałam się, że musze nieco odwrócić kolejność czynności i zacząć od skompletowania wierzchniego odzienia. Z ciekawością przeglądałam zawartość moich szaf. Zdumiała mnie ich zawartość. Nie ja kupowałam te ciuchy, a idealnie pasowały do mojego gustu. Nie wiedziałam co mnie czeka w pracy, wybrałam prosty szary komplet z wąska spódnicą i biała bluzkę. Dobór bielizny nie stanowił już problemu. Usiadłam przed toaletka ciekawie oglądając niektóre kosmetyki. Nie miałam dotąd wprawy w makijażu. Oczywiście próbowałam, ale to były tylko próby. Bałam się by nie zrobić z siebie klauna. Chwyciłam kosmetyk, który jak mi się wydawało powinien być użyty. Poczułam nadchodzący „nurt”. Moja ręka sama jakby wiedziała, działając praktycznie odruchowo. „Nurt” działał pomagając mi przybrać odpowiedni wygląd.
– Trzeba się tego szybko nauczyć, bo niedługo zostanę sama. – pomyślałam.

Założyłam kostium i poprawiłam jeszcze raz włosy. Dopiero pijąc kawę mogłam chwile się zrelaksować i pomyśleć o czekającym mnie dniu. Czułam się jak przed pierwszym egzaminem na uczelni. Teraz miałam zdać egzamin jako kobieta. Myślę, że będzie mi łatwiej niż gdybym jako kobieta próbowała przeistoczyła się w niego. Nasz zwariowany świat toleruje męskie zachowanie u kobiet, ale w przeciwnym kierunku bywa bezlitosny. Ta ostatnia myśl dodała mi otuchy. Z podniesioną głowa pomaszerowałam do przedpokoju. Korciło mnie by założyć wysokie szpilki, ale rozsądek wygrał i wybrałam sandałki na „rozsądnym” obcasie. To mój pierwszy dzień, wiec wole nie przesadzić z ich wysokością, bo może być nie miło. Tym bardziej, że zapowiadał się długi dzień pracy. Stanęłam przed lustrem i popatrzałam na siebie.
– Brzuch wciągnięty, plecy proste, głowa do góry, piersi przed siebie! – przypomniał mi się głos znajomej uczącej adeptki trudnej sztuki poruszania się na wybiegu.

Mój wciągnięty brzuch odpowiedział bólem. Wzięłam z szafki w łazience co trzeba i wymaszerowałam z mieszkania.

Przycisnęłam przycisk windy. Po chwili usłyszałam trzask drzwi sąsiedniego mieszkania. Przez ułamek sekundy przeżyłam chwile paniki. Ja w kiecce! W miejscu publicznym! Co będzie jak ten przemiły starszy pan zobaczy mnie w kiecce? – Dzień Dobry Panno Leno – usłyszałam.

Zamknęłam oczy, a na mojej twarzy pojawił się wyraz ulgi.
– Dzień Dobry Panu – odpowiedziałam już z miłym uśmiechem.

Winda nadjechała a sąsiad otworzył mi drzwi. W windzie zamieniałam z nim kilka zdań pilnując się, by nie wyjechać z niewłaściwą końcówką. „Nurt” co prawda działał, ale wolałam się pilnować. Poprzednio tez musiałam uważać, ale teraz będę musiała się przestawić. To co poprzednio było „źle” teraz jest „dobrze” i vice versa. Ciekawe ile jeszcze czeka na mnie takich pułapek?

Wyszłam przed dom i bezsilnie zaczęłam rozglądać się za samochodem zanim sobie uświadomiłam, że pozostał na parkingu przed pubem.
– Trudno Lenoczka, przyjdzie Ci jechać autobusem do pracy – pomyślałam.

Klik, klik, klik stukając obcasikami pomaszerowałam do autobusu. Pomaszerowałam to może zbyt delikatne określenie. Nigdy nie zwracałam uwagi na nierówne i dziurawe chodniki. Teraz okazały się dla mnie zmorą. Błogosławiąc się, że nie ubrałam tych szpil dotarłam do autobusu. Na moje szczęście podjechał i to w miarę pusty. Mogłam usiąść i chwile odpocząć po tym „torze przeszkód” zwanym całkiem mylnie – chodnikiem osiedlowym. W centrum było już lepiej. Bez połamania nóg dotarłam do biura.

Przemknęłam koło gburowatego ochroniarza. O dziwo zauważyłam na jego twarzy miły uśmiech. Czego nie mogłam powiedzieć o mijającej mnie sekretarce mojego wspólnika. Ciekawe odwrócenie. Z wczorajszego ranka pamiętam umizgi tej sekretarki i burknięcia ochroniarza.

Zasiadłam w swoim gabinecie i zajęłam się poranna pocztą. Po chwili weszła moja sekretarka i filiżanką kawy i miłym, całkiem niezawodowym uśmiechem. Przynajmniej ona nie zmieniła swojego stosunku do mnie. Ale powód był prosty. Zawsze cieniłam wyżej profesjonalizm nad walory ciała i moja sekretarka w przeciwieństwie do sekretarki mojego wspólnika miała na karku pięćdziesiątkę.

Wiedziałam, że mam ważne spotkanie z kontrahentem i musiałam się do niego przygotować. Wszystkie materiały już leżały na moim biurku. Zaczęłam przygotowywać się do wystąpienia próbując ignorować narastający ból brzucha. W końcu telefon od wspólnika poderwał mnie na nogi.
– Witaj Lena! Oni będą tu za dziesięć minut, więc popraw urodę i schodź do holu – obwieścił Adam mój wspólnik.

Pobiegłam do mikroskopijnej łazienki przy moim gabinecie i – jako że nie było czasu – zdałam się całkowicie na pomoc płynącą z „nurtu”. Chwyciłam materiały do prezentacji, w biegu zostawiłam je sekretarce z poleceniem zaniesienia do sali konferencyjnej. Udałam się do holu. Mój wspólnik już na mnie czekał a po chwili podjechali oczekiwani goście. Zaczęły się powitania i prezentacje.
– No nie... Spotkanie biznesowe, a oni mnie taksują jak towar. To nie ja tu jestem do sprzedania! – pomyślałam z wściekłością jednocześnie miło się uśmiechając.

Przeszliśmy do sali konferencyjnej. Po pewnym czasie audytorium się uspokoiło, więc mogłam zacząć prezentację. Lekcje mowy ciała bardzo się teraz przydały. Musiałam odwrócić ich uwagę od mojej osoby tak, by skupili się na naszej ofercie. Trwało to kilka minut ale odniosłam sukces. Sukces i nowe doświadczenie jako Lena. Dowiedziałam się, że budzę zainteresowanie. Stając się Leną mój osobisty arsenał bardzo się uszczuplił, teraz doszła do niego nowa broń – seksapil.

Po skończonej prezentacji zaczęło się przepytywanie. Tu czekał mnie szok. Nasi goście wszystkie pytania techniczne kierowali tylko do Adama.
– Przecież udowodniłam swoim wystąpieniem że znam się na rzeczy?

Niestety przyzwyczajenia robią swoje tak, że mój początkowy sukces legł w gruzach. Miałam ochotę przejechać się po ich twarzach pazurkami. Zamiast tego zaczęłam machinalnie bębnić nimi po stole. Jednocześnie przyglądając się swoim zgrabnym dłoniom. Dźwięk mojego własnego bębnienia przywołał mnie do porządku. Szybko chwyciłam długopis by zająć czymś dłonie.

W końcu część oficjalna się skończyła. Czułam się fatalnie jak by mi ktoś dał w twarz, a jeszcze czekał mnie obiad z tymi męskimi szowinistami. Najwyraźniej miałam uczucia wypisane na twarzy bo usłyszałam szept Adama:
– Panuj nad sobą i nie przejmuj się kretynami .. byle podpisali.

Te kilka słów stanowczo poprawiło mi humor. Pojechaliśmy do restauracji. Oczywiście jak można się było spodziewać tutaj to ja byłam ośrodkiem zainteresowania. Ale już się nie przejmowałam. Rozluźniona śmiałam się z „nie pierwszej świeżości” dowcipów serwowanych przez naszych gości. Po prostu błyszczałam nie przejmując się poprzednią urazą, a tylko ciesząc się z pierwszego dnia jako Lena. Pierwszy raz bez lęku byłam między ludźmi, siedząc w restauracji śmiejąc się i konwersując. Czułam jak „nurt” już kilkakrotnie zadziałał wybawiając mnie z chęci popełnienia gafy. Nasi goście usilnie zaczęli mnie namawiać bym oprowadziła ich po mieście, a wieczorem zapraszają nas na kolacje.

Sądząc po z lekka zdumionej minie mojego wspólnika, to raczej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Jednak ze względu na kontrakt nie mogłam odmówić.

Nie spodziewałam się, że będę musiała „biegać” po mieście i mój strój, a szczególnie wąska spódnica raczej nie nadawał się na długie marsze, ale nie miałam wyboru. Kilkugodzinne zwiedzanie dało mi nieźle popalić. Byłam przyzwyczajona do spodni i nie wiedziałam jak może być meczące stawianie drobnych kroczków wymuszonych przez wąska spódnice. Na szczęście oni byli zadowoleni z wycieczki.

Po odprowadzeniu gości do hotelu wskoczyłam w taksówkę by te kilka wolnych godzin poświecić na przygotowanie się do kolacji.

Po krótkiej kąpieli nastąpił dylemat w czym iść. Miałam jak się okazało kilka sukni które się do tego nadawały. Trzeba się ubrać odpowiednio do okazji i lokalu, w którym się będzie. Znałam lokal, w którym mamy się spotkać. Był dość konserwatywny. Postanowiłam założyć czarną suknie z tafty, mocno dopasowaną w talii za to „dół” robiony z koła. Typowa suknia z lat 60. Do tego czarne rajstopy i niestety wysokie szpilki. Całości dopełniały rozpuszczone włosy, srebrny łańcuszek z malutkim diamencikiem oraz czarne długie rękawiczki. Wielokrotnie przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze czy wszystko do siebie pasuje. Za każdym razem coraz mniej podobało mi się to co widzę. Od kompletnego załamania wybawił mnie dzwonek do drzwi. Przyjechał Adam wiec czas się zbierać.

Gdy otworzyłam drzwi jego wzrok i mina utwierdziły mnie w tym, że dobrze wyglądam. Słowa pochwały, choć wypowiedziane, były już zbędne. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością. Tego było mi potrzeba. Chwyciłam czarną torebeczkę i wymaszerowałam dumna z siebie. W taksówce czekała jego żona. Tu nastąpiła już bardziej surowa ocena mojego wyglądu, ale też wypadała pozytywnie. Kilkakrotnie omiotła mnie wzrokiem ale jej twarz wypogodziła się co uznałam za komplement.

Gdy przyjechaliśmy, nasi goście już czekali. Nasz stół, jak zauważyłam, był stanowczo źle obsadzony, jako że byłyśmy tylko trzy kobiety (to znaczy żona Adam, asystentka naszych gości i ja) w towarzystwie dziewięciu panów. Niestety tak to jest w spotkaniach pseudo biznesowych.

Bałam się tego dodatkowo z innego powodu. Zapewne ktoś zaprosi mnie do tańca, a tu mogą być problemy, jako że realnie tańczyłam tylko jako on.

Na szczęście jak dotychczas stanowisko DJ-a było puste, a z głośników sączyła się łagodna muzyka sprzyjająca trawieniu. Przy stole była prowadzona ożywiona dyskusja na temat filmów Woodyego Alena. Wpadka z męską końcówką przekonała mnie, że nie mogę już ślepo ufać „nurowi”. Na szczęście jakoś wybrnęłam zasłaniając się, że owe niefortunne zdanie to cytat z wypowiedzi Adama. Chyba uwierzyli. Teraz moje kwestie były zawsze u ułamek sekundy spóźnione. Swoboda i euforia, którą miałam przy obiedzie, odleciała i teraz bacznie uważałam, żeby nie wyskoczyć z czymś niewłaściwym. Żeby Lena nie okazała się na przykład Leonem. W powiązaniu z kobiecymi dolegliwościami wyglądałam jak odrobinę nieobecna. Adam znał mnie wyśmienicie. Teraz popatrzał na mnie i jego usta niemo wypowiedziały:
– P.M.S.

Bez słowa wolno przymknęłam powieki. Jego żona zauważyła naszą rozmowę i włączyła się patrząc na mój brzuch. Po raz drugi przymknęłam powieki. Wskazała mi oczami toaletę.

Jak na komendę wstałyśmy obydwie przepraszając gości. W toalecie bez słowa żona Adama wyciągnęła z torebki dwie tabletki i podała mi je.

– Dziękuję, zapomniałam kupić – usprawiedliwiałam się.
– Nie ma sensu cierpieć łykaj i popij woda – powiedziała patrząc w swoje odbicie w lustrze.

Uczyniłam to uśmiechając się do niej z wdzięcznością. Poprawiłam jeszcze włosy i wróciłyśmy do naszego stolika.

Żona Adama zawsze stanowiła dla mnie wzór. Teraz też dyskretnie ją obserwowałam. Potrafiła odnaleźć się w każdym towarzystwie. Nienagannie i stylowo ubrana, konwersująca ze swobodą na każdy temat z ową nieuchwytna nuta wyższości. Zawsze ją podziwiałam i od niej uczyłam się prawdziwej kobiecości . Teraz miałam okazję przekonać się jak pojętną byłam uczennicą.

Niestety w międzyczasie zmaterializował się DJ. Była słaba nadzieja, że całe towarzystwo jednak będzie nietańczące. Choć na razie byli zbyt pochłonięci rozmową. Włączyłam się do niej udając, że decybele mnie ogarniające pochodzą li tylko z ust naszych gości.

Wtedy nastąpiła zdrada i to zdrada, którą uczynił całkowicie nieświadomie Adam. Wstał ukłonił się swoje żonie i zaprosił ją do tańca. Niestety wiedziałam co dalej nastąpi. Etykieta nie pozostawiała panom wyboru. Musiał któryś to w końcu uczynić choć udawałam że jestem pochłonięta rozmową.

Jeden z naszych gości wstał i ku memu przerażeniu stanął przede mną:
– Czy mogę prosić do tańca Panno Leno – powiedział uprzejmym głosem.
Trudno „ale wóz albo przewóz”.
– Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem.

Podałam mu rękę i wstałam. Byłam bardzo spięta, wręcz przerażona. Gdy przepchaliśmy się w okolice parkietu opanowałam się na tyle, że zdołałam wydusić:
– Muszę Pana uprzedzić, że nie jestem najlepsza tancerką.
– Mniemam że to wrodzona skromność każe Pani tak twierdzić. Proszę się zdać na mnie postaram się Panią poprowadzić.

Odpowiedziałam wieloznacznym uśmiechem. Stanęłam na parkiecie. Z sercem gdzie w okolicach gardła. Brakowało tylko białej lilii na ręku.

Od pierwszej chwili on przejął prowadzenie, a mnie pozostało dać się prowadzić. Nie było to takie trudne, więc po chwili rozluźniłam się na tyle, że zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Próbowałam nawet sama prowadzić, co ubawiło i mnie i mojego partnera. W końcu po kilku „kawałkach” odrobinę zmęczeni wróciliśmy do stolika. Zachęcona pierwszymi sukcesami na parkiecie nie odmawiałam żadnemu z naszych gości. Wzbraniając się tylko przed zbyt szybkimi tańcami jako że jednak nie czułam się całkowicie pewnie w moich szpilach.

Nie wiem nawet kiedy zrobiła się późna noc i czas było się zbierać. Wyszliśmy wszyscy przed lokal czekając na zamówione taksówki. Owiał mnie chłodny nocny wiatr. Pierwszy raz poczułam jego powiew na głęboko wykrojonym dekolcie. Bardzo mile uczucie jak kąpiel w czystych wodach jeziora.

Podjechały pierwsze taksówki do których zaprosiliśmy naszych gości machając im na pożegnanie.

Miałam ochotę przespacerować się po mieście. Niestety już nie byłam „nim”, a dla „niej” spacer nocą po mieście nie był najbezpieczniejszym pomysłem.

Po chwili podjechały także nasze taksówki. Adam z żoną wsiedli do jednej, a ja do drugiej. Zanim odjechałam Adam podszedł do mojej taksówki:
– Lena należy ci się odpoczynek, wiec nie zjawiaj się w pracy przed 12 i daj mi kluczyki od twojego samochodu, postaram się by ktoś z firmy ci go podstawił pod dom.
– Adam powiedz swojej żonie, że ma wspaniałego męża – powiedziałam z wdzięcznością.
– Ona to wie, ale i tak przekaże – zaśmiał się i pobiegł do swojej taksówki.

Dopiero monotonna jazda taksówką sprawiła, że opadło ze mnie całe napięcie tego dnia. Poczułam ogromne zmęczenie. Taksówka zatrzymała się przed tak dobrze znanym mi blokiem. Zapłaciłam i wyszłam z taksówki.

Teraz dopiero poczułam jak bardzo mam zmęczone stopy. Przetańczony wieczór dawał o sobie znać. Zatrzasnęłam za sobą drzwi mieszkania i pierwsze co zrobiłam to zdjęłam buty. Poczułam wielką ulgę. Poczłapałam do łazienki, rozebrałam się. Zdjęłam stanik i rozmasowałam miejsca gdzie wpijał się w skórę, następnie pozbyłam się „pieluszki”.
– Trzeba będzie się przyzwyczaić do tych „wynalazków”... taaak... blaski i cienie.

Weszłam pod prysznic. Ciepła woda zmywała trudny tego pierwszego dnia. Nałożyłam szlafrok i napełniłam letnia woda miskę. Miskę ustawiłam przed fotelem. Nalałam sobie kieliszek białego wina i wyszukałam odpowiednia płytę. Z pilotem w jednej ręce, kieliszkiem w drugiej usiadłam w fotelu. Moje zmęczone nogi zanurzyłam w chłodnej wodzie.

Z głośników popłynęły dźwięki Błękitnej Rapsodii. Siedziałam i myślałam o tym wszystkim co się wydarzyło.
– Czy sobie poradziłam? Czy sobie poradzę dalej?

Po chwili moje oczy się zamknęły, pusty kieliszek cicho upadł na puszysty dywan.

Od Autorki Skończył się pierwszy dzień życia Leny ale nie skończyło się opowiadanie Droga czytelniczko jeżeli masz czas i ochotę dopisz co mogło się przytrafić naszej Lenie w kolejnych dniach. Puść wodze swojej fantazji. Pokaż że ona nie ma granic. Proszę tylko o jedno... Bez wulgarności

Pozdrawiam Was
Sylwia_CD_Katowice


Opublikowane przez:
Slivia Jakastam
sylvia_CD_Katowice




Do artykułu dodano 27 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Opowiadania

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8233
On line: 35
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Bigamia polega na tym że ma się o jedną żonę za dużo. Monogamia też
Oscar Wilde

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl