close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Wtorek, 2019-11-19

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8285797, ilość odsłon: 65289769
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
2019.11.26 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (38697)
2019.11.19 Katowice. Dyżur psychologa (38254)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (9047)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (62547)
Sobota nad morzem. (15550)
Oczami Nowicjuszki (19383)
Do trzech razy sztuka czyli ... (20462)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (33384)
Spostrzeżenia z życia transki (25260)
Trans Sylwester w Tęczówce (31780)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (719271)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (617658)
Strony prywatne (389344)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (340219)
Zakupy za granicą (307217)
Wiązanie krawata (285144)
Jaka fryzura? (249275)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (249160)
Zakupy w Polsce (240420)
Zestawienie rozmiarów obuwia (235406)
...więcej...

Powrót do: Przeciw transfobii

Nienawidzę, bo się boję
Liczba wyświetleń: 7882


W skrócie:Tolerancja jest trudniejsza niż dobroć albo miłosierdzie, wymaga stałej pracy, wzajemnego pomagania sobie, a nie współzawodnictwa i walki o to, kto ma rację.

Brak komentarzy do tego artykułu. Aby dodać komentarz zaloguj się.
Rozmawia: Paweł Smoleński

Paweł Smoleński: Utarły się dwa poglądy. Pierwszy – Polska to z dawien dawna kraj tolerancyjny, kiedyś jedyny w Europie bez stosów, dziś otwarty i przyjazny. Drugi – Polska to ksenofobiczny, zamknięty zaścianek. Który jest prawdziwy?

Prof. Wiktor Osiatyński: Samo to, że od 30 lat tak dużo pisze się i mówi o tolerancji, jest przejawem tego, że z tolerancją mamy jakiś problem, chcemy go zagadać, zakłamać, schować, usprawiedliwić czymś, co było bardzo dawno. Myślę, że jesteśmy społeczeństwem dość nietolerancyjnym wobec obcych, inaczej myślących, wobec wszelkiego rodzaju odmieńców.

7Drugą naszą cechą jest moralizatorstwo. Polacy mają bardzo silne sądy opiniujące, trudno nam oddzielić informację o fakcie od wystawiania cenzurki. Widać to w polskich mediach, ale też w normalnych, codziennych rozmowach. Wydaje mi się, że jest to związane z niezbyt wysokim poczuciem własnej wartości. Więcej – dostajemy przez całe życie, począwszy od matki i ojca, przez nauczyciela w szkole, po przełożonych tak wiele krytycznych uwag, że trudno jest nam odszukać samych siebie w jakimś dobrym, bezpiecznym miejscu. Wolimy stać na drabinie, na której ktoś jest niżej niż my. Ocenianie i krytykowanie innych polepsza nam samopoczucie, we własnych oczach stajemy się bardziej atrakcyjni.

Gdy wiele lat temu zaczynałem uczyć w Ameryce, miałem na wydziale kolegę profesora, od którego byłem trochę zależny. Podczas jakiejś rozmowy nie zgadzałem się z nim. To była mało komfortowa sytuacja, bałem się swojego sprzeciwu, więc wypowiedziałem go bardzo ostro; tak się dzieje, gdy trzeba przezwyciężyć lęk. Potem znów się bałem, że przesadziłem, tymczasem po rozmowie kolega podał mi rękę i powiedział, że użyłem fantastycznych argumentów, dyskusja była ciekawa, wszystko jest w najlepszym porządku. Pomyślałem: Boże jedyny, gdybym w Polsce, nawet w debacie naukowej, tak ostro postawił się przełożonemu, wylałby mnie!

Rozmowa między Polakami różni się od rozmowy między Amerykanami, Włochami czy Niemcami. Gdzie indziej jest więcej miejsca na wielość opinii, więcej przyzwolenia na różne zdania i różne poglądy.

Czy dlatego, że przeciętny Polak to worek kompleksów?

– Jeden ma kompleksy, inny nie ma. Ale generalnie mamy problem wynikający z poczucia niskiej wartości i z potwornej bezsilności. Sięga to głęboko w historię, wiąże się z charakterem naszej kultury zdominowanej przez nieposiadającą szlachtę, która później zamieniła się w inteligencję. Szlachcic szarak i inteligent byli niepewni swojej pozycji, szukali swojej roli, rządu dusz.

A z drugiej strony było chłopstwo - tak samo bezsilne i o wiele biedniejsze, często bezrolne, poddane i pańszczyźniane. Poddaństwo chłopów zniesiono w Polsce w tym samym 1863 roku, co niewolnictwo w Ameryce. Tyle że w Ameryce uwolnienie czarnych stało się za sprawą wojny i amerykańskimi rękoma. W Polsce po powstaniu styczniowym pańszczyznę zniósł car; to rzecz wstydliwa i bolesna w naszej historii.

Chłop nie mógł mieć żadnego poczucia własnej wartości, a tylko licytować się w poddaństwie i upodleniu. Przez ostatnich sto kilkadziesiąt lat niewiele zrobiono, by mu przywrócić to poczucie wartości. Przecież komunizm to na dobrą sprawę też była pańszczyzna, tyle że przemysłowa: był pan – dyrektor i partyjny czynownik i pracownik odrabiający pańszczyznę.

Poczucie wartości buduje samodzielność i niezależność. Człowiek czuje, że jest coś wart, gdy staje się właścicielem swojego życia, panuje nad swoim losem. Poczucie wartości ma klasa średnia, burżuazja, wolne zawody. W naszym społeczeństwie jest bardzo mało miejsca na budowanie takiej pozycji.

Moralizatorstwo

Lecz przy tym wszystkim pojawiają się w naszej historii okresy, gdy tolerancja kwitnie. Na przykład „karnawał” pierwszej „Solidarności”.

– Błędnie powiedział pan „na przykład”. Pierwsza „Solidarność” to rzeczywiście był czas tolerancji. I tyle – wiele więcej nie znajdziemy.

Tu jest coś bardzo bolesnego. „Solidarność” była w gruncie rzeczy bardzo otwarta i tolerancyjna, mimo nietolerancyjnych, ale niewiele znaczących grupek, które wchodziły w jej skład, mimo kilku nietolerancyjnych wygłupów. Ale jej legalne istnienie przerwał stan wojenny. Wielki społeczny ruch zszedł do podziemia. Podziemna „Solidarność” była bardzo podejrzliwa i nieufna. W podziemiu nie ma miejsca na tolerancję, na debatę, na pluralizm, na wielość opinii. Jest za to poczucie zagrożenia. Istnieje tylko nasz i obcy, swój i wróg. Podziemie to znakomite miejsce na powstawanie ortodoksji, rychło pojawia się koncepcja jednej prawdy, czyli naszej prawdy.

Ta podejrzliwość wyszła na jaw w okolicach Okrągłego Stołu i rozwinęła skrzydła w czasach demokracji. „Solidarność” zrobiła się bardzo nietolerancyjna nawet na wewnętrzne różnice poglądów. Wyszli z niej ludzie otwarci, ale też ugrupowania, które prezentowały się na zewnątrz jak oblężone twierdze, właściciele jedynie słusznej prawdy i właściwych poglądów.

Niech pan przypomni sobie, jaka była pierwsza ważna i głośna w całej Polsce decyzja samorządu terytorialnego, odrodzonego po 1989 r. Od czego samorządowcy zaczęli życie w świecie wolności i demokracji? Rada podwarszawskiego Konstancina poleciła usunąć z terenu gminy nosicieli wirusa HIV. A przecież Konstancin to nie grajdół, nie lepperiada czy miejsce plebsu i biedy – mieszkają tam ludzie zamożni, światli, sporo inteligencji, przedwojennego mieszczaństwa. A mimo to demokratycznie wybrani radni podejmują również demokratycznie taką nietolerancyjną decyzję. Chwilę później historia zachichotała: decyzję radnych uchylił generał Jaruzelski, wówczas jeszcze prezydent, jako niezgodną z konstytucją.

Samorząd Konstancina podjął taką decyzję, bo, być może, mieszkańcy miasteczka nie chcieli, by coś działo się za ich plecami; nikt ich wcześniej nie zapytał, czy chcą u siebie ośrodek dla nosicieli HIV. Albo – bali się, że dramatycznie spadną ceny nieruchomości. A może z jakiegoś innego powodu?

– Konstancin mógł bać się nosicieli. A ci, którzy w tej sprawie próbowali coś zrobić, popełniali zrazu straszliwe błędy, chcieli potajemnie budować ośrodki, nie informowali o swoich planach lokalnej społeczności. Takie działanie nie ma nic wspólnego z oczekiwaniem na tolerancję, a na dodatek jest przeciwskuteczne. To szalone lekceważenie ludzkiej godności i strachu.

Konstancin mógł bać się o swoje pieniądze. Ale pamiętajmy również, że od czasów zaborów jesteśmy zdominowani przez kulturę moralizatorstwa i moralizowania; a HIV jawił się nam jako coś niemoralnego. Kultura prawna jest u nas w powijakach. Szkoda, gdyż właśnie kultura prawna dopuszcza istnienie przynajmniej dwóch poglądów. Szuka kompromisu – jak w prawie cywilnym; lub rozstrzygnięcia – jak w prawie karnym. Ale w punkcie wyjścia te dwa stanowiska są wobec siebie równoprawne, ważą tyle samo.

Nadto – kultura prawna ma procedury, wedle których dochodzi się do określonej wersji zdarzeń, konkretnego wizerunku rzeczywistości. Tymczasem w Polsce prawo było z reguły nieakceptowane – bo obce, zaborcze albo komunistyczne. Tam, gdzie prawo nie jest środkiem rozstrzygania sporów i opinii, gdzie na dodatek jest mechanizmem przemocy i terroru, wśród poddanych mu rodzi się własny kodeks kultury, obyczajów i postępowania, który musi być moralistyczny i pozbawiony procedur. Tak naprawdę nie istnieje domniemanie niewinności, nie istnieje różnica między wyrokiem a klątwą. Wyrok ocenia czyn. Czyn można odpokutować. Od klątwy nie ma odwołania, jest absolutna, niszczy całkowicie, bo ocenia człowieka. Dla mnie to oczywiste, że u źródeł nietolerancji leży również łatwość wydawania klątwy i moralizatorstwo.

Atrakcyjna nietolerancja

Przecież ludzie, którzy przez lata całe funkcjonowali pod wspólnym tytułem „autorytetów moralnych”, wiele mówili o tolerancji, nawoływali do tolerancji, dawali przykłady tolerancji.

– Jedni tak, a drudzy nie. Nie zapominajmy, że „Solidarność” 1980 i 81 r. obejmowała połowę społeczeństwa, wszystkie jego warstwy i grupy. W 1989 r. wszystkie one mogły sobie rościć jakieś pretensje, stawiać żądania, brać udział w walce o władzę. Czym innym jest ruch zjednoczony przez ciemiężcę, a czym innym – szykujący się do przejęcia rządów. Wszystkie wartości, które niosła pierwsza „Solidarność”, w tym również tolerancja, musiały zostać wcześniej czy później zdradzone. Okazało się, że wielu ludzi i wiele instytucji obdarzonych autorytetem moralnym wcale nie tęskni za tolerancją. Kościół katolicki bardzo szybko zaczął odcinać kupony od swojego zaangażowania politycznego i wielkiego udziału w przemianach demokratycznych. Ale jeszcze szybciej wystraszył się nowoczesności i zmian, wielokrotnie bywał nietolerancyjny. Z „Solidarności” powstało wiele partii, a zwłaszcza te z prawicy i skrajnej prawicy pokazywały się jako depozytariusze jedynej prawdy.

Ceną naszych przemian jest demokratyzacja poprzez konflikt. Tym różni się stabilna politycznie Południowa Afryka od niestabilnej Polski. W RPA silne partie powstały grubo przed transformacją. U nas była jedna „Solidarność”. Tyle że rychło Wałęsa pokłócił się z Mazowieckim, więc mieliśmy dwie partie. Mazowiecki wszedł w konflikt z Hallem i tak pojawiła się trzecia. Kaczyńscy pokłócili się z Wałęsą, więc już mieliśmy cztery partie. I tak dalej.

Do dziś partie polityczne umacniają swoje pozycje poprzez konflikt. A jego istotą jest tak naprawdę nietolerancja. Jak obecnie zdobywa głosy LPR? Na głoszeniu nietolerancji wobec mniejszości seksualnych, na arbitralnym stosunku do aborcji. Albo – zwłaszcza na początku istnienia – Prawo i Sprawiedliwość? PiS szukał poparcia, głosząc zero tolerancji wobec przestępców, wobec narkomanów. Nie rozstrzygam, czy taki pogląd był zły, czy dobry. Wiem jedynie, że głoszenie nietolerancji przekłada się na polityczny pieniądz.

Kto jest bardziej nietolerancyjny: lewica czy prawica?

- Myślę, że prawa strona...

...mimo doświadczenia bolszewizmu, który był skrajnie nietolerancyjny?

– Nietolerancja towarzyszy partiom silnie ideologicznym. Ideologia to z reguły istnienie tylko jednej prawdy. Taka jest spora część polskiej prawicy, z pewnością od PiS-u w prawo. Problem polskiej lewicy polega raczej na tym, że dla niej nie ma żadnej prawdy, tylko władza i konfitury. W Polsce zabrakło ideowych komunistów mniej więcej przed 30 laty. Partia komunistyczna potrafiła stosować przemoc, by utrzymać się u władzy, lecz była partią interesu, nie ideologii. Tak samo jak dzisiejsza lewica.

Na czym polega polityczna atrakcyjność nietolerancji?

– Na prostym wizerunku świata: my – oni. To bardzo charakterystyczne i atrakcyjne dla społeczeństwa ludzi bezsilnych.

Do objaśnienia tego, co się dzieje w Polsce, w jakim miejscu jesteśmy, najlepiej pasuje obrazek dawnego folwarku. Ludzie folwarczni są bezsilni, nie mają wpływu na swój los. Dziś wielu Polaków uważa, że procedury demokratyczne ich zawiodły, nie sprawdziły się. Wielu sparzyło się na demokratycznie wybranych politykach. W naturze ludu leży oczekiwanie na cud, na wodza, który uporządkuje, rozprawi się z zagrożeniami – z masonami, z Żydami, a może z nacjonalistami, bo etykiety nie mają tu większego znaczenia. Tylko wódz dokona cudownej przemiany.

Na tym polegała wiara w Wałęsę, w Tymińskiego, ale też w Leppera, w Millera, w Pawlaka. Cała prasa wieszała psy na Pawlaku, i słusznie, bo był żenująco słaby, niezdolny do podjęcia decyzji. A zapominamy, że kiedy był premierem, miał 70 proc. poparcia. To akurat bardzo wiele mówi o naszym społeczeństwie. Pawlak był pierwszym politykiem w III RP, który w imieniu ludu pluł elitom w twarz. Nawet Wałęsa chciał wejść na salony, jego największym dramatem było to, że go tam w pełni nie wpuszczono. W efekcie jedną nogą był w salonie, a drugą stał na zewnątrz. Pawlak miał elity w nosie.

Ale w końcu przegrał.

– Przegrał i stracił poparcie, bo lud polski nie szanuje przegranych.

Lepszy Wietnamczyk od całowania

W jakich obszarach jesteśmy nietolerancyjni?

- Na pewno jest w Polsce antysemityzm i jak wiemy, Żydzi do tego wcale nie są potrzebni. Badania pokazują, że nie mamy najlepszego stosunku do Murzynów. Nie lubimy Romów. Lecz już całkiem dobrze żyjemy z Wietnamczykami.

Moralizatorstwo i silne wpływy Kościoła katolickiego powodują, że jesteśmy bardziej nietolerancyjni na zachowania i sposoby działania niż na inne narody i innych ludzi. Zaszokowało mnie, gdy przeczytałem wyniki badań, że ponad połowa Polaków nie toleruje młodych ludzi całujących się na ulicy. Nie całuję się na ulicy, bo zapewne nie jestem już w tym wieku, by całować się publicznie, lecz gdy widzę całujące się pary, cieszę się, bo to przecież dowód ciepła, wokół mnie dzieje się coś dobrego. Tymczasem większość uważa wręcz przeciwnie.

Wielu z nas nie toleruje cielesności, rozmowy na tematy ciała. Nie tolerujemy homoseksualistów, nosicieli HIV, przestępców. Być może dlatego, że myślimy: „sami sobie są winni”. Tolerujemy takich dotkniętych przez los, którym „nic nie można zarzucić”.

Wielu Polaków nazywa tolerancję dla otwartego eksponowania przynależności do mniejszości seksualnej niedopuszczalnym permisywizmem.

– Tolerancja i permisywizm to dwie różne sprawy. Tolerancja zakłada, że daję komuś prawo do jego zachowań, zakładając, że nie są przestępcze albo niemoralne. Permisywizm to niezdolność do przeciwstawienia się zachowaniom, które łamią normy i reguły, puszczanie bez kary rażących wykroczeń przeciwko obyczajności lub prawu.

Moja tolerancja nie posunie mnie tak daleko, by bezkrytycznie patrzeć na demonstrację gejów w Warszawie, jeśli towarzyszyłby temu publiczny seks. Lecz ta sama moja tolerancja mówi mi, że nawet jeśli istnieje takie niebezpieczeństwo, nie wolno zabronić gejowskiej demonstracji, lecz – jeśli nastąpi coś niemoralnego – trzeba interweniować albo później ukarać. Macie prawo ujawniać swoje poglądy, lecz są granice tego ujawniania.

W Berlinie podczas Love Parade można zobaczyć pary uprawiające seks. Tyle że tam przez lata organizowania tej parady tak dalece zmieniły się standardy, że ludzie nie czują się tym zbytnio oburzeni. W Polsce zgoda na takie zachowania równałaby się permisywizmowi.

Jednak zakazywanie manifestacji gejów wynika z nietolerancji. Przy czym argumenty, które stanęły za zakazem, były dla mnie jako człowieka, który zajmował się prawem konstytucyjnym, irytujące i rozśmieszające. Mówiono: czy można zabronić ludziom, którzy mają inne przekonania i poglądy, stawiania żądań, by do takiej parady nie doszło. To z konstytucyjnego punktu widzenia czysty absurd.

Ludzie mogą wiele żądać, lecz nie wszystkie żądania powinny być traktowane poważnie. Przeciwnicy parady gejów mają prawo domagać się zmiany konstytucji na taką, która zabroni homoseksualistom publicznych demonstracji. Jeśli taka zmiana nastąpi, można domagać się zakazu demonstracji. Lecz póki jej nie ma, póty argument jest niepoważny, władza nie może się nim kierować.

Paradoksalnie – Polacy bywają nietolerancyjni i jednocześnie permisywni. Wynika to z podwójnych standardów, z wieloletniego nawyku obchodzenia prawa. Choć z drugiej strony wierzymy magicznie, że jeśli jakieś prawo zostanie uchwalone, załatwia to wszystkie kłopoty. Po trzecie – w Polsce nie istnieje egzekucja prawa. Za to dobrze ma się myślenie, że jakoś to będzie.

Zmienić się w tolerancyjnego

Czy stąd bierze się zgoda Polaków na łapownictwo, korupcję, kłamstwo w sferze publicznej?

– Tu akurat jesteśmy i tolerancyjni, i permisywni. Werbalnie potępiamy łapownictwo, ale nasze doświadczenie mówi nam, że człowiek jest tyle wart, ile „załatwi”. W komunizmie nasze poczucie własnej wartości gwałtownie rosło, gdy udało się „załatwić baleron”. Ile kobiet cieszyło się z tego powodu szacunkiem najbliższych, ilu mężczyzn było dumnych, że „załatwiło” dodatkowe talony na benzynę. Takich przyzwyczajeń trudno się wyzbyć.

Zaś kłamstwo publiczne to rzecz niesłychanie bolesna, zwłaszcza po rewolucji „Solidarności”, która wybuchła w imię prawdy. Tu akurat mam problem z mediami. Uważam, że mają obowiązek nazywać kłamstwo po imieniu. Tymczasem dziennikarze – i to nawet tych najlepszych mediów, które chcą być obiektywne – założyli, że jeśli ktoś coś mówi publicznie, to trzeba go cytować, bo to właśnie jest tolerancja, rzetelny przekaz. To postawa obłędnie chora. Wielkie autorytety społeczne zaczęły publicznie kłamać podczas referendum konstytucyjnego, a gazety nabrały wody w usta, nikt tego nie skontrował. Albo weźmy oficjalne stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej, które mówi, że nie będzie interweniować w materiały przygotowywane przed wyborami. W wyborczych klipach można powiedzieć dowolną brednię, oszukiwać i nikomu nic do tego. To nie jest tolerancja, ale świadome uczestnictwo w kłamstwie. Gdy ten i ów polityk mówi, co mu ślina na język przyniesie, obowiązkiem mediów jest zapytać o dowody, a jeśli ich nie ma, to stwierdzić czarno na białym: „ten pan, ta pani kłamie”.

A czy przynajmniej jesteśmy tolerancyjni w życiu prywatnym?

– Nie wiem. Ale czy nie zauważył pan, że u nas nie tylko w polityce, lecz w zwyczajnych relacjach z drugim człowiekiem jesteśmy gotowi nawet dużo stracić, żeby tylko udowodnić swoją rację? Jeśli nie mam racji, to jestem nikim. Ludzie udowadniają sobie, kto ma rację, tak jakby była jedna racja, jakby w jednym pokoju nie mogło się zmieścić kilka odrębnych zdań.

Czy można nauczyć się tolerancji?

– Tak. Dzięki zwierciadłu, w którym warto się przeglądać, i stałej trosce o wewnętrzną uczciwość. Zauważyłem kilka lat temu, że najbardziej drażnią mnie u innych ludzi moje własne cechy, które skrywam przed samym sobą. Rzadko wtedy udaje mi się pohamować irytację, która jest przecież niczym innym jak nietolerancją. Ale jeśli się uda, zaczynam myśleć, czy to nie jest dla mnie ważna informacja. Bo tak naprawdę tolerancja jest trudniejsza niż dobroć albo miłosierdzie, wymaga stałej pracy, wzajemnego pomagania sobie, a nie współzawodnictwa i walki o to, kto ma rację. Żeby być miłosiernym, wystarczy coś dać albo coś zrobić dla kogoś. Żeby być tolerancyjnym, trzeba coś zmienić w sobie. Jesteśmy dużo bardziej nastawieni na zmianę świata czy innych ludzi – co oczywiście też nam się nie udaje – niż na pracę nad sobą. Żeby zacząć coś tolerować, trzeba zastanawiać się, pomyśleć, czy jakieś zachowania, jakaś postawa naprawdę mi zagrażają, czy naprawdę podkopują moją pozycję. Dlatego najtrudniejszą sprawą do rozwiązania w dziejach ludzkości była i jest równość płci. Bo nawet po to, żeby pojąć, iż taka nierówność istnieje, mężczyzna musi zmienić samego siebie.

A czy tolerancja jest aż tak wielką wartością, by podejmować taki wysiłek?

– Tolerancja jest cechą społecznie wartościową, bo zmniejsza ilość napięć, redukuje nienawiść, żądzę krwi, odwetu, represji, poniżenia. Daje poczucie bezpieczeństwa, tworzy lepszą wspólnotę, bardziej barwną, bogatszą. Dlatego tak ciekawe są społeczeństwa wielokulturowe.

Nietolerancja nie dotyka tylko ludzi nietolerowanych, ale głównie nietolerujących. Jestem nietolerancyjny, gdyż boję się i nienawidzę. To uczucia, które zatruwają mnie samego. Tolerancja oczyszcza własną duszę, umysł, postawę.

Co robić z tym strachem, zwłaszcza jeśli jest nieuzasadniony lub opiera się na przesądach?

– Uszanować. I pozwolić ludziom bezpiecznie ujawnić ten strach. Najciekawsze w nietolerancji jest to, że ludzie ujawniają nienawiść, a nie ujawniają lęku. Mówimy: nie chcemy tu homoseksualistów, bo są straszni, niemoralni, chorzy, zamiast: boję się homoseksualistów. Tu leży klucz do tolerancji.

Miałem kiedyś różne problemy w życiu rodzinnym, byłem nietolerancyjny i byłem obiektem – jak mi się wówczas wydawało – nietolerancji. Pewien mądry człowiek powiedział mi wtedy: jesteś zły, wściekły, bo się boisz. Opowiedz bliskim o swoim strachu. Jak to zrobisz, będziecie w innym miejscu, otworzy się być może pole spotkania, a z pewnością przestaniecie się bać siebie nawzajem.

Gdy powiem: boję się Murzynów, Żydów, homoseksualistów, gdy zamiast nienawiści pokażę strach, wówczas nietolerancyjnym będzie ten, kto mi tego strachu zabroni, powie: jesteś prymitywem, chamem, ciemnogrodzianinem, nie wolno ci się bać. Lęk jest lękiem, każdy może go odczuwać. Warto okazywać lęk, bo wtedy można próbować radzić sobie z nim, zmniejszyć go. Strach innych ludzi trzeba uszanować. I dopiero nad nim budować zrozumienie.

Czy jest możliwe wychowanie w duchu tolerancji?

– Na pewno. Fantastycznie byłoby, gdyby w każdej klasie każdej szkoły w Polsce był ktoś niepełnosprawny, jakiś jawny homoseksualista, jakiś kolorowy i żeby nauczyciele umieli okazać im opiekę, ochronić przed nietolerancją. Tak można przełamywać stojące za nietolerancją stereotypy. Tak udało się zbliżyć do siebie młodych Niemców i młodych Francuzów, a pamiętajmy, że między tymi narodami było bardzo dużo historycznych nienawiści i animozji.

Spotkał Pan gdzieś społeczeństwo naprawdę tolerancyjne?

– Myślę, że takimi są Amerykanie z dużych miast, z San Francisco, z części Nowego Jorku, z Los Angeles. Ci ludzie żyją w wielokulturowych wspólnotach, na co dzień stykają się z różnymi mniejszościami: rasowymi, językowymi, seksualnymi. Bali się ich, lecz zobaczyli, że mimo lęku nic się nie stało. Nauczyli się tolerować odmienność.

Ale bez wątpienia najbardziej i najmądrzej tolerancyjne jest San Francisco. Zazdroszczę temu miastu wspaniałych przywódców – szeryfa, prokuratora, no i wyborców, którzy na nich głosują.

A jak na tym tle sytuują się Polacy?

– Mimo tego wszystkiego, co powiedziałem, uważam, że całkiem dobrze. Nie mogę się nadziwić, że wszystkie zmiany, które u nas następują od kilkunastu lat, przyniosły tak mało ofiar. Nie musimy czuć się szczególnie zawstydzeni. Zapewne nastąpił jakiś postęp w stosunku do szarej, mniej tolerancyjnej, zaściankowej rzeczywistości PRL-u. Może nagle zrobiło się u nas bardzo kolorowo i niektórzy przestraszyli się tego. A że oni krzyczą najgłośniej, media kierują na nich kamery i mamy wrażenie panującej nietolerancji. Ale na pewno mamy wiele do zrobienia, żeby poczuć się lepiej, mniej bać się o siebie i mniej bać się innych.

Rozmawiał: Paweł Smoleński
Źródło: Gazeta Wyborcza, 30-07-2004
(xL)



Brak komentarzy do tego artykułu. Aby dodać komentarz zaloguj się.



Powrót do: Przeciw transfobii

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8388
On line: 26
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
I kaftan bezpieczeństwa powinien być na miarę szaleństwa
Stanisław Jerzy Lec

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl