close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Sobota, 2019-08-17

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8194718, ilość odsłon: 64982007
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (4286)
2019.08.06 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (29806)
2019.07.30 Katowice. Dyżur psychologa (29283)
Oczami Nowicjuszki (9139)
Do trzech razy sztuka czyli ... (11220)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (24466)
Spostrzeżenia z życia transki (15039)
Trans Sylwester w Tęczówce (21873)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (25127)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (35946)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (705046)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (604623)
Strony prywatne (378790)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (329880)
Zakupy za granicą (295844)
Wiązanie krawata (275075)
Jaka fryzura? (239159)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (238426)
Zakupy w Polsce (229627)
Zestawienie rozmiarów obuwia (225375)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Stróże praworządności i ... niewieściej cnoty (kot i mysz)
Liczba wyświetleń: 11119


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 14 komentarzy. Pokaż komentarze.
Stróże praworządności i ... niewieściej cnoty
czyli zabawa w "kotka i myszkę"

Jak to w życiu bywa, tytuł odpowiada poniekąd prawdzie.
Właściwie wszystko było za sprawą moich "głupich" pomysłów.
Rzecz działa się w 1995, albo w 1996 roku. Mniejsza o dokładną datę.

Od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie głupie myśli. Dawno już czegoś głupiego nie zrobiłam. Więc postanowiłam zrobić to. Miałam wtedy skórzany, czarny komplecik. Kurtka skórzana, która była dość dopasowana, nadawała się bardziej na jazdę na motocyklu, niż na chodzenie w niej po ulicy. Zapinana była na ekspres, obowiązkowo z prawej na lewą stronę. Kołnierz stójka. Do tego miałam skórzaną spódniczkę w kroju bardzo zbliżonym do klasycznej spódniczki dżinsowej. Miała ona jednak mały drobiazg: w pupie była dość szeroka, a zwężała się ku dołowi. Dzięki temu (przy takiej kurtce, jak "cyklistówka") miałam talię "osy". No powiedzmy, że to tak wyglądało (przymrużając jedno oko). Wiecie, jak mawiają niektóre "genetyczne" kobiety: byłam wtedy o jakieś dwadzieścia kilka kilogramów "młodsza".

Spódniczka była "dość długa", bo sięgała jakieś 7, może 10 cm nad kolano. Świetnie eksponowała nogi. Ubrałam więc mój "słynny" już komplecik. Do niego obowiązkowo: bluzeczka typu półgolf z długim rękawem w tygrysie cętki. Na nogi rajstopy w kolorze kawowym ze szwem z tyłu i czarne szpileczki na metalowych obcasach (jakieś 9-10 cm obcasa).

Makijaż, oczywiście, wieczorowy - mocny. Do tego tipsy w kolorze ciemnej czerwieni na paznokci u rąk. Na moją (pustą) głowę peruka blond. Byłam gotowa zaszaleć!

Około godziny siedemnastej wsiadłam do samochodu. Postanowiłam pojechać w nieznane, a właściwie do Piotrkowa Trybunalskiego. Dojechałam bez przeszkód. Trochę tylko po drodze przyglądali mi się pozostali użytkownicy dróg. Szczególnie na skrzyżowaniach. "Ale laska w tym poldku!" - pewnie sobie myśleli. Kiedy już dojechałam, postanowiłam nie zapuszczać się zbyt głęboko w obcy teren. Pochodziłam nieco po osiedlu, wzbudzając trochę sensacji, trochę zgorszenia (szczególnie w obliczach starszych pań z pieskami na spacerku). Było dość nudno.

Ponieważ bałam się zapuszczać do centrum miasta z obawy, że zabłądzę, postanowiłam dać sobie spokój.
Trudno - niewypał - moja strata!
Co teraz zrobić z tak fajnie zaczętym wieczorem? Pomysł sam się nasunął.

Niedaleko od Piotrkowa Trybunalskiego jest Zalew Sulejowski. W okolicznych miejscowościach "wypoczynkowych" spędziłam wystarczająco dużo czasu, aby dobrze poznać teren. Postanowiłam zobaczyć, co tam słychać. Pojechałam tam.

Za wsią Swolszewice jest mały parking leśny. W październiku nie ma tam nikogo. Zatrzymałam się i wysiadłam. Usiadłam jak ta głupia na ławeczce przy stoliczki z daszkiem i zaczęłam rozmyślać.
Myśli miałam różne. Zastanawiałam się, po co ja się właściwie przebieram i robię takie cyrki? Czy i kiedy w końcu przejdzie mi ta zabawa? I tym podobne ...
Wypaliłam chyba z pół paczki papierosów, podczas tych medytacji!

Sama nie wiem kiedy zrobiło się bardzo późno. Może bym nawet jeszcze sterczała tam kilka kolejnych godzin, w ciszy i spokoju, ale poczułam, że jest mi strasznie zimno. "No doba, trzeba wracać" - pomyślałam. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Nie omieszkałam dać ogrzewania na całość. "Od razu lepiej" - pomyślałam po kilku kilometrach drogi. "A mimo wszystko żal już wracać" - przemknęło przez moją głowę.

Wiadomo, od pomysłu do realizacji droga krótka! (przynajmniej w moim przypadku).
Sama już nie wiem, w którym miejscu drogi powrotnej do Łodzi, zachciało mi się pić. Z tego wszystkiego zapomniałam zabrać ze sobą coś do picia. Po tylu godzinach i tylu papierosach, pragnienia miałam dość duże. Postanowiłam zatrzymać się po drodze w jakimś barze. No tak, tylko w jakim? Na "gierkówce" ruch spory i przy barach dość dużo samochodów. Trochę się krępowałam. W drodze do Łodzi przed Srockiem jest nieduży lasek. W nim kiedyś stał wagon kolejowy, robiący za przydrożny bar. Postanowiłam tam się zatrzymać.
Bar był czynny tylko do 22:00. Miałam coś ponad pół godziny na wypicie kawy.

Weszłam. Za barem stała pani w średnim wieku. Popatrzyła na mnie. Podeszłam do baru i nieco zachrypniętym męskim głosem poprosiłam o kawę. Pani powtórzyła moje zamówienie w kierunku zaplecza. Na zapleczu usłyszałam męski głos "Już się robi!". Pani zaczęła bardzo uważnie studiować moją osobę. Chyba żeby jej to ułatwić, odeszłam i usiadłam przy najbliższym stoliku. Założyłam nogę na nogę. Pani wciąż mi się bacznie przyglądała. Ja dla odmiany patrzyłam w czarno-biały telewizor stawiony w rogu nad bufetem.

Minęły ze dwie minuty i usłyszałam:
- Kawa!
Pani wciąż nie odrywała wzroku. Wstałam i z wyćwiczoną gracją podeszłam do bufetu.
- Ile płacę? - zapytałam.

Pani patrząc w moje oczy, z grymasem zamiast uśmiechu, wymieniła należną kwotę za kawę.
Sięgnęłam po pieniądze. Miałam je w damskiej portmonetce. Usiłowałam dobyć monety, co było dość trudne, ponieważ miałam na paznokciach długie tipsy.
Kto próbował złapać 20 i 10 groszówki z "pazurami" o długości 3 cm, ten wie o czym mówię!
Musiało to wyglądać zabawnie. Niby taka "dziewucha", a nie może złapać drobnych monet!

Uporałam się z tym problemem. Zapłaciłam. Zabrałam kawę i poszłam w głąb "sali" do stolika przy drzwiach. Kawę dostałam w kubeczku jednorazowym, więc nie musiałam odnosić naczyń. Do tego kosz na śmieci też był blisko. No i w razie draki do drzwi tylko jeden krok!

Siedziałam i powoli popijałam gorącą kawę. Patrzyłam w telewizor. "Baba" patrzyła na mnie cały czas. W pewnej chwili wyszedł z zaplecza jej mąż.

- Kto to jest? - zapytał.
- Nie wiem. Jakiś dziwny gość. Niby wygląda jak kobieta, ale to musi być chyba facet. - odpowiedziała.
- Pedał jakiś, czy co? Zapytał.
Ej, ty przy drzwiach! Do ciebie mówię! - zawołał.
"No to się doigrałaś." - pomyślałam. - "Wylecisz teraz jak to mówią: na kopach!"

W tym momencie drzwi się otworzyły. Do baru wszedł "on". Przystojny, dobrze zbudowany i świetnie ubrany mężczyzna w wieku około 45 lat. Wyglądał na jakiegoś przedsiębiorcę lub dyrektora.
Rzucił jedno spojrzenie na mnie i uśmiechnął się do mnie. Ja "głupia" też się do niego uśmiechnęłam. "Jak to dobrze, że wstąpiłeś właśnie teraz - dobry człowieku." - pomyślałam.

Podszedł do bufetu i też zamówił kawę. Potem podszedł do mojego stolika. Zapytał, czy może się przysiąść. Kiwnęłam głową i "wymalowałam" sobie na twarzy uśmiech (powiedzmy nr 3).

Facet zaczął coś mówić do mnie. Z początku nie bardzo rozumiałam. Po chwili dotarło do mnie, że facet ma zamiar mnie chyba poderwać. Nie wytrzymałam i przy najbliższej sposobności chciałam wyprowadzić faceta z błędu.

- Pan mnie chyba myli z kimś! - prawie wykrzyknęłam.
- O! To mi się jeszcze bardziej w pani podoba. Czy ma pani chwilkę czasu? Możemy porozmawiać? - zaczął, łapiąc moją dłoń i chcąc ją pogłaskać.
Tego było chyba za wiele. Nie powiem - chyba się wtedy bałam. Złapałam torebkę i skoczyłam do drzwi.

Najgorzej, jak ktoś ma coś na sumieniu (czyli ja) i zapomni w którą stronę się drzwi otwierają. Mocowałam się przez moment z tym "fragmentem złośliwej i martwej materii". Wreszcie wypadłam przed bar. Podbiegłam do samochodu. Jak to w takich sytuacjach bywa, żaden kluczyk nie pasował do zamka w drzwiach samochodu. Tu zmarudziłam jakieś 20 - 30 sekund. W końcu wsiadłam, a właściwie wpadłam do samochodu. Ruszyła "z piskiem" opon. Cały czas obserwowałam drogę we wstecznym lusterku.

Na szczęście nikt za mną nie jechał. Facet najwyraźniej odpuścił sobie.
Gnałam ile się dało, byle dalej i byle szybciej dopaść do domu. W głowie miałam różne "nieuczesane" myśli. Bałam się, że to jakiś dziwak seksualny, skoro było mu wszystko jedno z kim ma uprawiać seks.

Dojechałam już do Tuszyna pod Łodzią. Gnałam dalej. Aż tu nagle ...
Stoi radiowóz. Przed nim policjant. Właśnie wychodzi na środkowy pas ruchu i zaczyna machać mi swoją czerwoną latarką. Szybka kontrola: co za mną -nic, przede mną - nic. Jestem sama na drodze. Hamuję z piskiem opon i zatrzymuję poldka przed radiowozem. Policjant podchodzi do drzwi.

Przedstawił się grzecznie. Poprosił o dokumenty. Dostał "moje dokumenty". Poświecił latarką do wnętrza mojego samochodu. Poprosił, abym wysiadła. "Ale wpadka! Teraz się dopiero wkopałaś w kłopoty!" - pomyślałam. "Zabierz kluczyki ze stacyjki, idiotko!" - przypomniałam sobie.
No tak. Spróbujcie w podwójnym stresie wysiąść z samochodu. W spodniach, to też czasem niełatwe. A tu dość wąska spódniczka i te "szpilki"!

Wysiadłam. Właściwie, ledwie się wygramoliłam z samochodu. Zaklęłam przy tym pod nosem. Policjant stał przy tylnych lewych drzwiach, obserwując moje zmagania. Miał już chyba dość. Starał się zachować poważną minę. Jakoś mu to nie wychodziło.

Rozejrzałam się do koła. Przy radiowozie stał drugi policjant. Odwrócił się tyłem. Cały aż się trząsł (ze śmiechu). Najwidoczniej, ten który mnie legitymował, musiał jakoś porozumieć się z tamtym, kiedy wysiadałam z samochodu. Obaj nie mogli powstrzymać się od śmiechu.

Potem było już mniej zabawnie, kiedy usłyszałam, że jechałam aż 130 km/h w terenie zabudowanym. Tego jeszcze nie było! Nigdy sobie na coś takiego nie pozwalałam! Widocznie przez tamtego faceta nie kontrolowałam, ja szybko jadę! Ale pech!

- Ja najmocniej przepraszam. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. - zaczęłam moim naturalnym głosem. Uśmiech na twarzy policjanta znów zawitał na moment.
- Dobra, dobra! My znamy ten "pierwszy raz". A ta maskarada, to też pierwszy raz? - zapytał.
- Nie, nie pierwszy i chyba nie ostatni. - odpowiedziałam bez namysłu.
- Co? Jak to? - zapytał policjant.
- No tak jakoś. To długa historia. To wszystko przez tego faceta.
- Jakiego faceta? - zapytał policjant.
- No dobrze. Opowiem jak było. I zaczęłam opowiadać wszystko od samego początku: Piotrków Trybunalski, Swolszewice i bar. W międzyczasie podszedł drugi policjant. Obaj słuchali i przyglądali mi się uważnie.
- I dlatego tak szybko jechałam. - zakończyłam opowiadanie.
- No dobra. A od jak dawna się przebieramy? - zapytał policjant, najwyraźniej nie wiedząc jak się ma do mnie zwracać.
- Oj! Od dawna. Od końca 70-tych lat. - odpowiedziałam. - Z tym, że nigdy nie robię nic złego, to jest staram się zawsze zachowywać jak na kobietę przystało. Czasem tylko troszkę przesadzę z ubiorem. Troszkę zbyt wyzywająco się ubiorę. Ale obiecuję, że na przyszłość się poprawię! - dodałam z lekkim uśmiechem. To chyba rozładowało sytuację.
- Tym razem nie nałożymy mandatu. Ale następnym razem już bez mandatu się nie obejdzie.
- Rozumiem. Ale nie będzie następnego razu. Obiecuję, już nigdy nie przekraczać ograniczenia prędkości.
- Dobrze. Proszę jechać.

Tak się zakończyła niespodziewana kontrola drogowa. Dzięki niej miałam czas ochłonąć po wydarzeniach w barze. A może nawet dzięki niej uniknęłam wypadku. Kto wie, co mogło mi się przytrafić później?

Do domu dojechałam około 23-ciej. Szybko się rozebrałam i do łóżka. Następnego dnia poczułam dopiero zmęczenie: w nogach (od szpilek) i wewnętrzne (skutek przeżytego stresu). Powiedziałam sobie: dość! Nigdy więcej takiego wariactwa!

Nie minęły trzy tygodnie, a wybrałam się nad Zalew Jeziorsko. Chciałam porobić kilka zdjęć - głównie ptaków, trochę krajobrazów. Była sobota. Ze zdjęć raczej niewiele wyszło. Za to posiedziałam sobie na błotach cały dzień. Wieczorem dotarłam do samochodu. Zziębnięta i głodna. Siedziałam w samochodzie jedząc i popijając ciepłą herbatę. Było nieźle. Co tu robić z takim dniem?

W tamtym czasie w samochodzie woziłam "dyżurny zestaw". W skład zestawu wchodziły: kozaki na płaskim obcasie z cholewką za kolano, mini spódniczka w szkocką kratę, czarny gruby golf, bielizna, beżowe pończochy samonośne, skromny zestaw kosmetyków (czarny ołówek do powiek, czerwona szminka, szare cienie do powiek, róż, puder sypki i tusz do rzęs) i stara peruka (średni blond, kręcone włosy do połowy ramion - dość mocno już sfatygowana). Zestaw ten zawsze był w samochodzie, w bagażniku - ot tak, na wszelki wypadek.

Przebrałam się i umalowałam. Potem ruszyłam w drogę powrotną do domu. Co jakiś czas zatrzymywałam się "na papierosa". Wysiadałam i siadywałam na masce poldka. Miłe uczucie. Na początku nieźle ziębiło w tyłek. Potem było przyjemne "ciepełko".

Jechałam i jechałam. Co kilka kilometrów robiłam postoje po pół godziny i dłużej. Zrobiło się późno. Było już po północy. Dojechałam właśnie do miejscowości Szadek. Mała miejscowość. Mieszkańcy już spali. Zatrzymałam się w rynku. Wysiadłam. Wzięłam ze sobą termos z kawą i papierosy. Tradycyjnie usiadłam na masce. Nalałam kawy i zapaliłam papierosa. Wiał lekki wiaterek. Nie powiem, zrobiło się dość chłodno. Miałam na sobie czarny, gruby golf i polar, a mimo to było mi zimno. Coś zbytnio podwiewało mi spódniczkę. Postanowiłam jechać do końca, już bez postojów.

Wsiadłam i ruszyłam. Wyjeżdżałam właśnie z Szadku w stronę Łodzi. Patrzę, stoi policjant ubrany w żółtą odblaskową kamizelkę i macha mi latarką. Znajome uczucie wzrostu adrenaliny powróciło. "Choroba, a ten czego tu szuka o tej porze! Żony nie ma? Dzieci nie ma, czy co? A niech go licho!" - przemknęło przez moją głowę. Zatrzymałam się. Policjant pokazał mi kierunek, w którym mam odjechać. Nieco dalej do przodu i po drugiej stronie drogi. Stał tam radiowóz, którego wcześniej nie zauważyłam. Akurat na samym rozwidleniu dróg.

Podjechałam pod sam radiowóz. Policjant podszedł i zgodnie z procedurą przedstawił się, a potem poprosił o moje dokumenty. Hm! Musiał być nieźle zdziwiony. Coś mu wyraźnie nie grało! Poprosił abym wysiadła. W międzyczasie z radiowozu wysiadł drugi policjant, oficer. Wziął moje dokumenty i zaczął je przeglądać. Dał jakiś znak w kierunku radiowozu i w chwilę potem wysypało się z niego kolejnych trzech policjantów. Razem było ich pięciu. "O choroba! Trochę ich jest!" - pomyślałam.
Policjanci podeszli do mojego samochodu i dokładnie obstawili go. Nawet, gdybym chciała uciekać, nie miałam żadnych szans. To była prawdziwa policyjna blokada.

Oficer poprosił o otworzenie bagażnika. Splądrował całą zawartość bagażnika. Moje rzeczy osobiste oraz sprzęt obserwacyjny i fotograficzny odłożył na bok. Padło kilka pytań: Do czego służą te przedmioty?
Gdzie byłam i co robiłam? Musiałam dokładnie opowiedzieć. No może niezupełnie dokładnie, ponieważ zełgałam w kwestii drogi powrotnej. Nic nie wspomniałam o moich licznych przystankach w czasie jazdy. Za to powiedziałam, że zrobiłam sobie krótką drzemkę, po czym przebrałam się (ot tak dla zabawy) i wracałam do domu. Musiałam chyba być w tym dość przekonująca, ponieważ oficer kupił moją opowieść.

Kazali zamknąć bagażnik i przejść przed maskę samochodu. I tu zaczęła się zabawa. Musiałam pochylić się nad maską. Ręce szeroko rozłożyć na masce. Rozstawić nogi.
Biorąc pod uwagę, że byłam w mini spódniczce, zapewne w takiej pozycji było już widać majtki spod mini. Usłyszałam coś jakby delikatne uśmieszki. Ktoś coś szeptem skomentował.
Jeden z policjantów zabrał się do przeszukiwania. Delikatnie obmacał mój korpus (nie omieszkał oczywiście sprawdzić mój biust). Powoli, delikatnie przesuwał ręce w kierunku bioder. Robił to specjalista i z takim wyczuciem, że w pewnym momencie po moich plecach przeleciało całe stado mrówek.

Potem zmienił kierunek sprawdzania. Rozpoczął od nóg. Od kostek do kolan sprawdził moje nogi, a właściwie kozaki z długą cholewką. Doszedł do wysokości końca cholewki. Palcami delikatnie objechał wnętrze cholewek. Potem delikatnie zaczął przesuwać ręce po moich udach. Stałam w milczeniu. Czułam, jak zaczynam dygotać (chyba ze strachu, a nie z zimna). Pozostali policjanci byli nieźle rozbawieni. Mnie znów dopadły mrówki.

Ręce przeszukującego dotarły do elastycznych podwiązek samonośnych pończoch. Tu delikatnie przeszukał, czy nie mam ukrytego jakiegoś przedmiotu. Znów mnie dopadły mrówki.

Przeszukanie skończyło się. Oficer poszedł do radiowozu, zapalił w środku lampkę, coś pisał i kontaktował się przez radio. Ja zostałam w towarzystwie pozostałych czterech policjantów. Oczywiście przysiadłam na masce. Po tym przeszukaniu oni mieli wesołe miny, ale mnie wcale nie było do śmiechu. Trochę się wstydziłam tego całego zajścia. Sięgnęłam po papierosy. Poczęstowałam policjantów. Wszyscy zapaliliśmy. Zaczęliśmy rozmawiać. Dokładnie już nie pamiętam o czym. W każdym razie nie o moim przebraniu i o mnie.

Po kilkunastu minutach przyszedł oficer, który oddał mi dokumenty. Nie zadałam żadnego pytania, tylko pożegnałam panów, wsiadłam grzecznie i odjechałam.
W drodze powrotnej rozpamiętywałam przeszukanie. "Ależ ten facet miał wyczucie! Gdzie on się tego nauczył!" - myślałam - "Pewnie nieźle sobie figluje z żoną! Jak on to fantastycznie robił. Aż po mnie mrówki przebiegały."

Aż do dzisiaj pamiętam, jakie to było uczucie.
Tak rozmyślając dojechałam do domu. Potem miałam wyrzuty sumienia. Przecież tą drogą często jeździłam z rodziną. Oni mnie dokładnie spisali. A co będzie, jeśli któryś mnie dobrze zapamięta i kiedyś przypadkowo w trakcie kontroli rozpozna? No nie było dobrze. Postanowiłam dać sobie na wstrzymanie z dalszymi jazdami samochodem w przebraniu. Przynajmniej na jakiś czas.

I tak to było. Dokładnie jak w tytule: oni w roli kotka, a ja w roli myszki.
Ale zupełnie serio. To dzięki ich pracy możemy czasem czuć się bezpiecznie. Może dożyjemy czasów, kiedy będziemy mogły tak w dzień, jak i w nocy bezpiecznie poruszać się po mieście, nie niepokojone przez innych.


Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 14 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8271
On line: 34
Zalogowani: Monika1111
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Pesymista: optymista z praktyką życiową
Julian Tuwim

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl