close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Piątek, 2019-12-06

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8302967, ilość odsłon: 65345791
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
2019.12.10 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (40991)
2019.12.03 Katowice. Dyżur psychologa (40431)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (10919)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (64931)
Sobota nad morzem. (16048)
Oczami Nowicjuszki (20817)
Do trzech razy sztuka czyli ... (22303)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (35695)
Spostrzeżenia z życia transki (26322)
Trans Sylwester w Tęczówce (33039)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (722084)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (620033)
Strony prywatne (391637)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (342090)
Zakupy za granicą (309641)
Wiązanie krawata (286894)
Jaka fryzura? (251190)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (251084)
Zakupy w Polsce (242744)
Zestawienie rozmiarów obuwia (237183)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Stróże praworządności i... niewieściej cnoty (czasami)
Liczba wyświetleń: 8329


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 22 komentarzy. Pokaż komentarze.
Ktoś już coś napisał na temat: zachowania się Policji. A przecież ja też miałam i z nimi do czynienia. Różnie bywało... czasem lepiej, czasem gorzej.

Wszystko zaczęło się wiele lat temu. Jeszcze wtedy studiowałam. Chociaż właściwsze byłoby określenie – balowałam. Tak, to jest właściwsze słowo. Często przychodziło mi wracać przez całe miasto piechotą do domu. Dobrze, jeśli to było w okresie jesiennym lub wiosennym, albo jeśli nie padało. Ale wiadomo, że wpływu na pogodę atmosferyczną panującą po imprezie to my raczej nie mamy.

Tak też i było w okresie karnawału w 1986, albo w 1987 roku. Dokładnie już nie pamiętam. Zabawa była jak zwykle grupowa, z tym że na tej zabawie było już sporo osób spoza naszej grupy. Ja wymyśliłam sobie (razem z Agnieszką), że przebiorę się na ten bal. I tak też zrobiłam. Sukienka była raczej prosta. Długa, czarna, klasyczna sukienka sylwestrowa. Do tego długie rękawiczki. Kozaczki Agnieszki (obowiązkowo na obcasie). Dodatki z biżuterii. Peruka, ta sama co na Juwenaliach. Jednym słowem, znów byłam dziewczyną. Zresztą nie chodziło mi tylko o przebranie, ale (w całkowitej tajemnicy przed wszystkimi) zrobienie niezłego numeru, szczególnie zaproszonym osobom, które niczego się nie domyślały.

Fajna zabawa! Czasem nawet (szczególnie po północy) zapraszana byłam do tańca przez facetów. Ale nie o tym chciałam napisać.

W tamtych czasach nie było Policji, tylko Milicja (do końca nie wiem na czym ma polegać różnica między nimi; przecież to zupełnie to samo).

Wracałam sobie po imprezie przez miasto około godziny 4-tej rano. Normalnie drogę pokonywałam w 2 godziny. No, ale w butach na obcasie na śliskich chodnikach zajęło mi to znacznie więcej czasu. Szłam sobie ulicą Narutowicza do Piotrkowskiej, a potem Piotrkowską w kierunku południowym. Czasy były trochę inne niż dzisiaj, więc nie było tylu „zbłąkanych duszyczek” co dzisiaj. Można było spokojnie chodzić w nocy po głównej ulicy w mieście.

Wszystkim wiadomo jak idzie facet, lekko mówiąc „narąbany”. Ale „narąbana” kobieta? To dopiero warto zobaczyć! Łatwo się chodzi na lekkim rauszu w obuwiu na płaskim obcasie. Na wysokim obcasie – to wręcz prawie niemożliwe. Starałam się jak mogłam aby utrzymać równowagę. Dlatego szłam wolniej, niż zwykle.

Dochodziłam w okolice Katedry. Osiągnęłam już niezłą wprawę w utrzymywaniu (mniej więcej) właściwego azymutu i jakiego takiego pionu. Szło mi coraz lepiej. Pewnie sprawił to mrozik, a może część alkoholu już się ze mnie ulotniła.

Ruch na głównej ulicy w Łodzi zaczynał stopniowo wzrastać. Stąd nic dziwnego, że pojawił się patrol milicji. Polonez podjechał do samego krawężnika i zatrzymał się kilka metrów przede mną. Ja szłam swoim rytmem. Wtem usłyszałam rozbawiony głos:
– Może panią podwieźć? – to było pytanie milicjanta.
„No” – pomyślałam – „zaczęło się. Teraz wpadłaś, głupia!”

Faktycznie chciałam zignorować milicjantów i nie zwracając na nich uwagi szłam dalej. Minęłam ich i przeszłam kilkadziesiąt kroków. Radiowóz podjechał ponownie. Znów usłyszałam:
– Halo, proszę pani. Może panią podwieźć?
„Co za natręt. Jak nie podejdę i nie odmówię, to się nie odczepi!” – pomyślałam, a po moich plecach przeleciało całe stado mrówek.

Podeszłam bliżej do radiowozu. Niestety, mój „głosik” mało miał wspólnego z pozostałym wyglądem.
– Dobry wieczór. O co chodzi? – powiedziałam.
Milicjant lekko się uśmiechnął i kolejny raz zapytał:
– Może panią podwieźć?
– No, jeśli to nie problem... – wybełkotałam.
– Proszę bardzo – padła odpowiedź. A mówią, że Milicja była nieuprzejma!

Wsiadłam do radiowozu. Właściwie, to upadłam bezwładnie na siedzenie. Czułam już zmęczenie w nogach: trochę tańcami, a trochę tą ciągłą walką o kierunek i pion.

– To dokąd panią zawieźć? – padło pytanie drugiego milicjanta, który prowadził radiowóz.
Ten, który wcześniej ze mną rozmawiał zaczął się śmiać.
– Czemu pan się śmieje? – zapytałam.
– Ty, to jakiś pedzio będzie! – usłyszałam zdziwiony głos kierowcy radiowozu.
– No! – rzucił śmiejąc się pierwszy.
– No, to do „starego” z nim. Nie? – usłyszałam.
– E! Panowie. Ja się nie napraszałem. Chcę wysiąść! – oznajmiłam.
– Dobra, dobra. Wysiądziesz, kiedy my powiemy – rzucił kierujący, ruszając ostro przed siebie.

„O, cholera! Jest już po tobie” – pomyślałam. Poczułam jak natychmiast zaczyna trzeźwieć i robi mi się „mokro w majtkach”.

Faktycznie. Skubani, dowieźli mnie do pobliskiego komisariatu. Na całe szczęście (albo nieszczęście) do komisariatu, pod który podlegał mój rejon miasta. Samochód zatrzymał się. Milicjant otworzył mi drzwi.
– Proszę bardzo. Pani pozwoli do nas – z ironią w głosie zwrócił się do mnie milicjant.
– Dziękuję – odburknęłam, udając obrażoną kobietę.
Poprawiłam płaszcz, szalik i torebkę. Poszłam we wskazanym kierunku.

Gorzej było z wchodzeniem po schodach. Były dość śliskie. Mało nie upadłam. Na całe szczęście znalazło się w porę silne, męskie ramie, które mnie podtrzymało.
– Dziękuję – powiedziałam, uśmiechając się.

Chociaż miałam na sobie męski długi płaszcz i owinięta byłam szalem, a do tego miałam przy sobie damską torebkę, nikt się nie zorientował na pierwszy rzut oka, że coś jest nie tak.

Skoro byli tak łaskawi zaprosić mnie do komisariatu, postanowiłam pobawić się trochę. Czułam, że jestem już „prawie” trzeźwa.

– Dobry wieczór – powiedziałam po wejściu i usiłowałam dygnąć jak grzeczna dziewczynka.
– A to, co? Skąd go wzięliście? – padły pytania oficera dyżurnego.
– Prosto z Piotrkowskiej – padła odpowiedź.
– To co, szefie, przesłuchanko na okoliczność przebieranki? – zaproponował dyżurny dzielnicowy, który siedział razem z oficerem dyżurnym.
– A bierz go! – padła odpowiedź.

Poszłam z nim na górę. No i zaczęło się. Wyjął formularz. Poprosił o dowód. Niechcący podałam mu też legitymację studencką.
– A! Student! To teraz tak się studiuje?
– Nie, ja tylko prosto z zabawy karnawałowej. – odpowiedziałam.
– No, no, no! Fajna z ciebie dziewucha. Zdejmij sobie płaszcz, bo się zgrzejesz. To trochę potrwa.

Zaczęłam zdejmować płaszcz. On kątem oka spoglądał, co ja robię. Kiedy zostałam w sukience i usiadłam na krześle obok jego biurka, popatrzył na mnie uważnie i uśmiechnął się.

Zaczęło się przesłuchanie. Najpierw: imiona, nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, nazwisko panieńskie matki. Zrobił przerwę.
– Słuchaj, a czy twoi rodzice wiedzą, jak ty studiujesz?
Zimny dreszcz przeszył moje ciało.
– Wiedzą – blefowałam. – No i co?
– Jak to co. Dla nich najważniejsze są wyniki, a nie to w jaki sposób spędzam czas wolny od nauki – znów blefowałam.
– I co, nie mają nic przeciwko tej maskaradzie?
– Nie, nic – znów blefowałam.

Widocznie moja pewność siebie odniosła skutek. Przeszedł do „rutynowych czynności”. Wypytał mnie: kiedy, z kim i gdzie się bawiłam, ile nas było i w którym akademiku. Potem musiałam opowiedzieć, dlaczego i jaką drogą „szwendam” się po nocy. Na koniec kazał mi podpisać protokół. Podpisałam: czytelnie imieniem i nazwiskiem, a potem zrobiłam myślnik i dopisałam „Iwona”.

Facet popatrzył na podpis i na mnie, i znów na podpis, i znów na mnie. Parsknął śmiechem.
– Coś nie tak? – zapytałam.
– Co, to jest? – z kolei on zapytał.
– Jak to co. Pseudonim artystyczny.
– Jaki pseudonim artystyczny?
– Zwyczajny. Ja jestem rodzajem artystki – odpowiedziałam – jedynej i niepowtarzalnej.
Facet chyba zbaraniał. Musiałam mu już zdrowo namieszać w głowie.
– Nic już z tego nie rozumiem. – odpowiedział. – W każdym bądź razie, zawiadomimy Uniwersytet o całym zdarzeniu i niech oni się martwią.

Dalej wygłosił jakieś paragrafy o naruszeniu obyczajności, coś o ekshibicjonizmie i pouczyła mnie o odpowiedzialności, cytując grożącą mi karę (dokładnie już tego nie pamiętam, co i jak).

No tak! Miałam za swoje. Trzeba było się nie stawiać! A teraz, wezmą i wykreślą czubka z listy studentów. I jeszcze jakaś dodatkowa kara. Szkoda! To miała być tylko niewinna zabawa. A tu aż takie konsekwencje.

Sprowadził mnie na dół do oficera dyżurnego. Ten uważnie na mnie popatrzył. Wziął do ręki protokół z przesłuchania. Przeczytał, łącznie z podpisem. Znów na mnie popatrzył.
– Zdjęcia do kartoteki zrobiłeś? – zapytał oficer.
– Nie, na śmierć zapomniałem! – odpowiedział przesłuchujący.
– No to bierz się do roboty!
– Tak jest!
– Nie, tylko nie to – zaprotestowałam. – Żadnych zdjęć!
– Co, boimy się? No, dobrze. Bez zdjęć – powiedział oficer.
– Zawieźcie panią „Iwonę” do domu – powiedział w kierunku załogi radiowozu.
Zaczęłam powoli zakładać płaszcz. Byłam naprawdę zmartwiona całym zajściem. No i tymi konsekwencjami.
– To co będzie z moją sprawą? – zapytałam. – Jak to co? Pójdzie do postępowania. Dobranoc pani! – rzucił na pożegnanie oficer.

Wyszłam. Znów te schody. Tym razem jeden z funkcjonariuszy podtrzymywał mnie pod rękę w trakcie schodzenia. Wsiadłam do radiowozu.
– To gdzie panienkę odwieźć? – zapytał rozbawiony kierowca.
Podałam adres. Zauważyli, że jestem jakaś smutna.
– Czy coś się pani stało? – zapytał kierujący.
– Nie, nic. Spać mi się tylko chce, a do tego to przesłuchanie. No i jeszcze to postępowanie. Obaj zaczęli się śmiać.

Dowieźli mnie pod sam blok. Jeden z nich wszedł ze mną na klatkę schodową i poczekał, aż wsiądę do windy. Weszłam do mieszkania. Zdjęłam wszystko z siebie i nie zmywając makijażu padłam do łóżka.

Następnego dnia, około 12-tej zbudził mnie głośny dzwonek. Ktoś dzwonił do drzwi. Zarzuciłam szlafrok i nie sprawdzając, półprzytomna otworzyłam drzwi. W drzwiach stał przesłuchujący mnie funkcjonariusz. Popatrzyła na mnie.
– Dzień dobry. Mogę wejść? – zapytał.
– Dzień dobry. Proszę. – odpowiedziałam.
– Zostawiła pani, to jest zostawił pan u nas dokumenty. Po drodze ze służby do domu musiałem je panu odnieść. Jestem dzielnicowym w tym rewirze. Zresztą mieszkam tutaj, w sąsiednim bloku.
– Dziękuję – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
– Może kawy, herbaty? – zapytałam.
Cały czas uważnie mi się przyglądał.
– Nie dziękuję – odpowiedział. – Idę prosto do domu, odespać służbę.
– O, to zupełnie tak, jak ja.
– No, to do widzenia.
– Do widzenia.

W ten sposób poznałam dzielnicowego.

Jak się okazało po latach, panowie (zgrywusy) zafundowali sobie moim kosztem niezłą zabawę. Przecież mając co służbę monotonię w postaci: pijackich burd i awantur, włamań i pobić – fajnie jest czasem dopaść niewinnego studenta en femme i napędzić mu porządnego stracha. Ot tak, dla urozmaicenia!

A ja? No cóż, nie mam im tego bynajmniej za złe. W końcu zrobili to tak kulturalnie, odwieźli mnie do domu i w dodatku dzielnicowy osobiście odniósł mi moje dokumenty.

Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 22 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8406
On line: 40
Zalogowani: kicia74
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Powinno się czytać tylko stare gazety. Po 10 latach wszystkie złe wiadomości wydają się śmieszne
Jean Anouilh

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl