close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Piątek, 2019-07-19

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8167102, ilość odsłon: 64882150
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (2339)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26671)
2019.07.16 Katowice. Dyżur psychologa (26211)
Oczami Nowicjuszki (7387)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7833)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21595)
Spostrzeżenia z życia transki (12522)
Trans Sylwester w Tęczówce (19250)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22163)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (32896)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (700503)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (600797)
Strony prywatne (375737)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (326829)
Zakupy za granicą (292473)
Wiązanie krawata (272066)
Jaka fryzura? (236099)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (235096)
Zakupy w Polsce (226187)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222388)
...więcej...

Powrót do: Pamiętnik Alex

Strzępy pamiętnika cz. 19 - ost.
Liczba wyświetleń: 12595


W skrócie:Autor: Alex

Do artykułu dodano 82 komentarzy. Pokaż komentarze.
Strzępy pamiętnika cz. 19

Aleks jakoś pozbierał się po śmierci Ewy. Jeden, jedyny raz, w czasie pierwszej wizyty na cmentarzu, poryczał się jak bóbr... Potem wziął się w garść i zaczął zgrywać twardego faceta. Gorzej poszło mnie – Alce. Ja po prostu na dłuższy czas zniknęłam.

Aleks zdał maturę i wyjechał na studia do Warszawy. Wsiąkł w nowe towarzystwo, zaczął ostro konspirować, znalazł sobie pracę, nie kolidującą nadmiernie z nauką... Dzięki wysokiemu stypendium naukowemu i dodatkowym dochodom stać go było nie tylko na wino i książki w dowolnej ilości – po pewnym czasie, ku zazdrości kolegów, kupił sobie własny samochód. Duży Fiat w kolorze zwanym wtedy „yellow bahama” (czyli inaczej: „jasnosraczkowatym”) był co prawda niemal pełnoletni i mocno przerdzewiały, ale w tamtych latach i tak robił za prestiżową limuzynę klasy średniej...

Przebieranki niespecjalnie wtedy zaprzątały Aleksa. Jakoś uważał je za niegodne rewolucjonisty, czynnie zwalczającego komunę. Jedyne, na co sobie czasem pozwalał, to rajstopy pod spodnie zimą – a także pod szlafrok, gdy zostawał sam w akademiku. Rzadko to zresztą stosował, bo w pokoju miał magazyn antysocjalistycznej „bibuły”... Ależ ubaw miałaby ubecja, gdyby nakryła tę hurtownię razem z jej zawiadowcą, przyodzianym akurat w szlafroczek i w rajstopki! Z tego samego powodu, wychodząc „na akcję” – czyli na manifestacje lub z transportem wydawnictw – Aleks dzielnie marzł, ale ulubionych gaci nie zakładał.

Co prawda wciąż nosił długie włosy, ale już na pierwszym roku zapuścił coś na kształt brody, manifestując w ten sposób – sam przed sobą – zerwanie ze swym nietypowym hobby. Wyglądał teraz mniej-więcej jak młody Che Guevara, co okazało się być całkiem adekwatną stylizacją dla studenta, opozycjonisty, pacyfisty i poety w jednej osobie. W każdym razie tak zdawały się to oceniać liczne panienki, kręcące się wokół.

Aż komuna wzięła i padła pod własnym ciężarem...
1989 rok. Noc z 3 na 4 czerwca. Jutro wybory. Plakaty rozlepione, ulotki rozrzucone. Co jeszcze można było zrobić? Oczywiście, imprezkę. Jakieś mieszkanie w starej kamienicy. Kilkanaście osób płci obojga: studenci, asystenci z uniwerku, młodzi robotnicy. Wszyscy już lekko zawiani... Część po prostu piła i słuchała muzyki, ktoś się obcałowywał po kątach, większość dyskutowała o polityce.

Przez znaczną część tej nocy Aleks zawzięcie kłócił się w kuchni z Piotrkiem, szefem uniwersyteckiej struktury NZS – nieco pyzatym, wysokim blondynem. Obaj z kieliszkami i papierosami w dłoniach. Włos zwichrzony, błyszczące oczy... Wiedzieli, że w ich obecności – i przy ich niebagatelnym udziale – dzieje się Historia. Takie rzeczy się potem pamięta.

– Bo ja ci, kurza melodia, mówię... Oni tak łatwo nie odpuszczą. Nie wierzę. To byłoby zbyt piękne. Jutro będzie strzał w plecy, zobaczysz! – mówił Aleks, sztywnym palcem wskazującym dźgając swego oponenta w pierś.
– Pierdzielisz... Gdyby chcieli nas rozwalić, mieli już okazję. Oni chcą się podzielić, nie tyle może władzą, co odpowiedzialnością za ten burdel, którego narobili – Piotr patrzył w noc, w kierunku dalekiej iglicy Pałacu Kultury, jakby oczekiwał stamtąd sygnału potwierdzającego jego koncepcję – Ja swoje wiem, zrozum, oni nie są tacy znowu durni, wiedzą, gdzie leżą te wszystkie kurewskie konfitury i tam nas nie wpuszczą... Ale one wcale nie są w Sejmie... Ech, dobrać się im do tych tłustych tyłków tam, gdzie naprawdę zaboli, to byłby numer...

Wtedy Aleks nie wiedział, o czym mówi Piotr. I do głowy mu nie przyszło, że jego kolega – ówczesny, niezwykle ideowy działacz podziemia – kiedyś odniesie spore sukcesy na niwie dobierania się do konfitur, skrzętnie zachomikowanych przez upadającą władzę PRL. A póki co, kłócili się do upadłego. Potem się założyli. Wyjątkowo nie o flaszkę – ktoś z boku podsunął im inny, bardziej oryginalny pomysł. Stanęło na tym, że jeśli komuna wybory unieważni i przewróci okrągły stół – to Piotr zapuści brodę. A jeśli nie – to Aleks się ogoli.

Generałowie Jaruzelski i Kiszczak, zapewne w porozumieniu z niejakim Michaiłem Siergiejewiczem Gorbaczowem (czy młodzież jeszcze pamięta, kto to taki?) załatwili Aleksa na cacy. Dotrzymali uzgodnień.

Aleks długo się opierał, ale gdy Tadeusz Mazowiecki pokazał w Sejmie literę V i wreszcie wzruszająco zasłabł w trakcie wygłaszania expose, mój drogi Animator musiał skapitulować i sięgnąć po maszynkę do golenia. Trudno było mu dalej twierdzić, że ta odwilż jest tymczasowa. Tego popołudnia, wkrótce po zaprzysiężeniu rządu, Aleks po raz pierwszy od paru lat pokazał światu buźkę gładką jak pupcia niemowlaka.

W ten symboliczny sposób zamknął rewolucyjno-martyrologiczny etap swego żywota. A ja, czyli niejaka Aleczka, przyczajona cichutko w kącie, tylko na to czekałam.

Ale wciąż nie było mi łatwo. Pierwszy krok został zrobiony, niestety z kolejnymi wcale się Aleksowi nie spieszyło. Rzucił się głową naprzód w wir nowych wydarzeń politycznych. Jeszcze z rozpędu coś gdzieś knuł i konspirował (!), chyba dlatego, że w głębi duszy nie dowierzał słynnemu anonsowi o końcu komunizmu, wygłoszonemu na antenie przez pewną sympatyczną aktorkę. Równocześnie awansował w pracy. Tacy jak on, młodzi, otwarci, znający języki i właściwych ludzi – mieli teraz swoje pięć minut. W dodatku zaczęło się zakładanie jakiejś partii, pisanie jej programu i inne takie zabawy, idiotyczne z mojego (Aleczkowego) punktu widzenia.

Byłam w kropce. Na przebieranki to on rzeczywiście nie miał teraz czasu... Ba, przecież przy tym wszystkim wciąż studiował! I niech ktoś powie, że doba ma zawsze tylko 24 godziny! Doba Aleksa „na oko” miała ze 36... Średnio.

Z odsieczą przyszły mi – jakżeby inaczej – nieocenione, „genetyczne” dziewczyny.

Konkretnie dwie: Agata i Agnieszka. Kumpele Aleksa z roku, absolutne wariatki, miłośniczki alternatywnego kina, literatury iberoamerykańskiej, muzyki country i wytrawnego wermutu. Żeby było zabawniej, Agata miała wtedy status byłej partnerki Aleksa (okolice trzeciego semestru, epizod), zaś Agnieszka – o czym jeszcze nie wiedziała – miała stać się jego przyszłą dziewczyną (semestr siódmy i ósmy, nooo... bynajmniej nie epizod!).

Najpierw w jakiejś knajpce Agniecha, od niechcenia bawiąc się kudłami Aleksa, rzuciła znad kieliszka wina (zapewne Martini Dry, rzecz jasna):

– Wiesz, z tymi włosami i ładną buzią, to ty mógłbyś być całkiem niezłą laseczką...

Moje – Aleczkowe – serduszko zapikało mocniej. Ale na razie nic więcej nie nastąpiło.
Skubany Aleks nie raczył nawet zareagować na tak fantastyczną prowokację!
O interesujący ciąg dalszy zadbała Agata.

Minął jednak rok – z mojego punktu widzenia całkowicie stracony. Aleks w międzyczasie utworzył z Agnieszką parę. A pewnego poranka Agata ogłosiła, że wychodzi za mąż. I oczywiście zaprosiła Agniechę na wieczór panieński. Aleks natomiast – jako jeden z nielicznych w ich paczce posiadaczy samochodów – został zagoniony do pomocy w przygotowaniach. Woził dziewczyny po zakupy, potem miał dostarczyć imprezowiczki do Agaty i rozwieźć je po domach...

– A może zostaniesz? – zaproponowała mu nagle Agatka.
– No, coś ty? Na babskim party!? – szczerze zdumiał się Aleks.
– A pewnie... W końcu, jesteś dla mnie od paru lat jak koleżanka, i to, że tak powiem, dość bliska – zachichotała panna młoda – Tylko nie mów, że się boisz...
– A niby czego? Hmmm, no... w końcu to ostatnia okazja, żeby zatańczyć z tobą jako z panienką – zaśmiał się Aleks – Tylko jak zostanę, to przecież nie o suchym pysku. Kto rozwiezie baby?
– No, to zostajesz. Dziewczyny mogą wracać taksówkami.

Więc został. Nawet nie zdziwił się, kiedy usłyszał dodatkowy warunek.

– Tylko... Aleks... Jedna sprawa. To jest dziewczyńska impreza! Rozumiesz? Tradycja! Nie możesz przecież być w spodniach!

Agata i Agniecha potem przyznały się, że już wcześniej wszystko uknuły. Aleks oczywiście przypomniał sobie rozmowę z Agnieszką w kawiarni – i jakoś nie był zaskoczony. Westchnął i roześmiał się.

– Dla ciebie wszystko, Agatko.

Zauważył, że Agata odetchnęła z ulgą i rozluźniła się. Ale jeszcze nie dowierzała.

– Naprawdę dasz się przebrać za dziewczynę?
– Jasne... A niby czemu nie? No, chyba mi nic od tego nie ubędzie, a zabawa może być niezła...

Reszta babskiego towarzystwa na propozycję przebrania Aleksa i pozostawienia go na imprezie (w charakterze panienki) zareagowała entuzjastycznym piskiem. Agnieszka i Agata okazały się przewidujące. Wszystko było gotowe. Nawet buty w odpowiednim rozmiarze zupełnie przypadkiem skądś znalazły się w szafie.

Po kwadransie Aleks miał na sobie krótką, czarną sukienkę, obcisłą u góry i rozkloszowaną u dołu. Rajstopy, pantofle na wysokim obcasie, jakaś dyskretna biżuteria... Agnieszka umalowała go, a któraś z dziewczyn upięła mu włosy w rodzaj koku.

Potem został zmuszony do publicznej prezentacji. Cały babiniec miał niezły ubaw, a jemu to bynajmniej nie przeszkadzało. Z zadowoleniem wysłuchał komplementów na temat swej damskiej urody.

Wróciłam. Alka wkraczała do akcji...

Oczywiście, kazałam dziewczynom zwracać się do mnie w rodzaju żeńskim.

– Jak wieczór panieński, to na maksa... Żadnych kompromisów! – zachichotałam.
– Nie mów hop... Nie wiesz, co planujemy – zastrzegła Agata.
– Hmmm, niby co?
– Na dwunastą zamówiłam zespół męskich striptizerów...

Pierwszy raz wtedy o czymś takim słyszałam, ale nie dałam się zbić z tropu.

– A co to, myślisz, że ja gołego faceta nie widziałam!? – jako Aleczka zatrzepotałam rzęsami i odęłam usteczka.
– Tu nie chodzi tylko o oglądanie – wtrąciła się któraś z dziewczyn – Oni mają nas wszystkie potem przelecieć!

To był na szczęście tylko blef.

– Aleks... To znaczy, Alka – poprawiła się Agata – Zrobisz dla mnie wszystko, prawda?
– No...
– Zrobisz, zrobisz, mnie się dzisiaj nie odmawia. Bo wiesz, to jeszcze nie koniec planu...

Po chwili dostałam biały fartuszek, obszyty koronką – i takiż czepek. Zostałam kelnerką. W tym stroju musiałam obsłużyć koleżanki, zasiadające do stołu... Radość dziewuch sięgnęła zenitu. A ja... Cóż. Nie ukrywam – nawet mi się to spodobało.

Potem z obowiązków kelnerskich zostałam zwolniona, ale fartuszka nie zdjęłam aż do rana. Imprezka była wyjątkowo udana. Tańce, hulanki, swawole. Babskie ploty. Dziewczyny, na początku nieco spięte, już po północy zapomniały, z kim mają do czynienia i traktowały mnie zupełnie normalnie – ot, jak nową koleżankę.

O świcie, pijane i radosne, poszłyśmy całą bandą na spacer nad Wisłę. Potem – wciąż w sukience – odprowadziłam Agnieszkę pod jej akademik. Dopiero, gdy ją pożegnałam, poczułam upiorny ból stóp. Urok szpilek. Nawet nie były bardzo wysokie, niemniej jednak... A musiałam przecież jeszcze dotrzeć do mieszkania Agaty, gdzie zostały męskie ciuchy Aleksa i samochód. Trudno. Trzeba było sobie radzić.

– Agniecha... Pożycz mi na taksówkę, bo już chyba nie dam rady wrócić do Agaty na piechotę...
Zachichotała.
– Tak pojedziesz?
– A co? Zresztą, nie za bardzo widzę inne wyjście...

Taksówkarz był niestety trzeźwy, wyspany i przytomny, więc nie miał ani przez moment wątpliwości co do mojej płci. Zwłaszcza, że na policzkach pewnie pojawił mi się już cień zarostu.

– Oj, panie, nie moja sprawa... Ale co to za przyjemność tak w kiecce po mieście latać?
– Przyjemność? Żadna przyjemność! – skłamał gładko Aleks – Praca, jak każda inna...

Facet popatrzył z lekko rozwartą paszczęką i zamilkł.

Ale Aleczka nie zamilkła. No, rozochociłam się tym numerkiem po prostu – i chciałam jeszcze. Aleks próbował się opierać, ale wiedział, że jest na przegranej pozycji. Póki miałam sojuszniczkę w Agnieszce...

W dwa dni później, będąc z Aleksem sam na sam, Agniecha niespodziewanie wyciągnęła z szafy kwiecistą spódniczkę.

– Przymierz...

Chłopak westchnął i zapalił papierosa.

– Nie! – powiedział ku własnemu zdumieniu.

Zaskoczył mnie i siebie. Agnieszkę chyba też... Więcej nie spróbowała, ale też Aleks nie dał jej szans.

Wiedział, jak to się może skończyć. Znał mnie – Aleczkę – już zbyt dobrze. Rozumiał, że jeśli pozwoli mi rozwinąć skrzydła, szlag trafi jego dobrze zapowiadającą się karierę polityczno-zawodową.

I postawił wszystko na jedną kartę. Uznał, że nigdy więcej nie może być z kobietą, która pozwoli mu się przebierać. Ba, więcej – która będzie go do tego namawiać.

Następnego dnia ściął długie włosy. A potem po raz pierwszy umówił się z pewną Nataszą. Dlaczego akurat z nią? W gruncie rzeczy nie wiedział.

Wiedział jedynie, że musi szybko zerwać z Agnieszką. I że nie może jej powiedzieć, dlaczego to robi. Biedna Natasza nawinęła się jako świetny pretekst. Była wystarczająco ładna i zgrabna, żeby nikt nie zadawał dodatkowych pytań.

Agnieszka też nie zadawała. Dała Aleksowi w pysk i rozpłakała się.
A potem oboje obronili prace magisterskie i stracili się z oczu.

Aleks rozpędzał się z karierą zawodową. Kolekcjonował stanowiska i zmieniał firmy. Dynamicznie wzrastająca branża, nowi ludzie, nowe wyzwania... Rynek kwitł. Młodzi ludzie w biegu uczyli się zawodu. Jedni lepiej, inni gorzej. Za to prawie wszyscy płacili za tempo życia wrzodami żołądka, wzrastającą skłonnością do alkoholu i nieistniejącym życiem rodzinnym.

W tym okresie parę razy posłużyłam Aleksowi jako odskocznia od owego upiornego wyścigu. „Sukienka odpoczynkiem wojownika” – to wtedy ukułam sobie to powiedzonko. Zamiast pić z kumplami, Aleks zrywał się z służbowej imprezy do wynajętej kawalerki... I po chwili przed lustrem stałam ja. Wysoka, szczupła dziewczyna w krótkiej sukience, w rudej peruce, na szpilkach...

Malowałam się, starannie studiowałam szczegóły swojego odbicia – i cieszyłam się tym widokiem. Potem, z nieodłącznym papierosem i z książką, zasiadałam w fotelu. Oglądałam telewizję. Czasem tańczyłam samotnie przy kasetowym magnetofonie.

Parę razy wyszłam nawet na spacer. Rzadko. Aleks za bardzo bał się dekonspiracji. Poza tym, każda godzina przeznaczona na transowanie oznaczała godzinę mniej knucia albo tyrania. W konsekwencji: mniej kasy i mniejszy prestiż wśród wilczego stada.

Te odskoki w kobiecość pozwoliły jednak Aleksowi zachować dystans do świata. Co prawda, zapłacił swoją cenę za tyleż błyskawiczne, co pozorne (w gruncie rzeczy) sukcesy – przedwczesna siwizna, burzliwy rozpad pierwszego małżeństwa, jakieś problemy zdrowotne... ale jednak nie zwariował. W przeciwieństwie do paru kolegów z tamtych lat. Wreszcie odpuścił. Po raz kolejny zmienił pracę – na teoretycznie spokojniejszą. Można by nawet uznać, że się ustabilizował. I wtedy przestałam być mu na cokolwiek potrzebna... Aż po paru latach – coś go podkusiło.

Pracował wtedy za granicą. Wpadł po coś na chwilę do Warszawy... i niespodziewanie okazało się, że popołudniowy lot powrotny odwołano z powodu mgły, spowijającej Okęcie. Aleks, pchnięty nagłym impulsem, po prostu wypożyczył samochód – jakieś sfatygowane Renault – i pojechał do Fakowic. Po to, żeby po latach rozłąki opowiedzieć Ewie, co się z nim działo, czego dokonał, a co mu się nie udało, kogo uważa za przyjaciela, a kogo za kretyna lub drania.

Po drodze, w czasie monotonnej jazdy dwupasmówką, strzelił mu do głowy wariacki pomysł.

– A gdybym tak odwiedził cię jako Alka... Nie wolałabyś przypadkiem, Ewuś? – zapytał na głos.

Wyobraził sobie, że zatrzymuje się po drodze i robi niezbędne zakupy. Hmm, przebrać się i umalować można by na jakimś ustronnym parkingu przed Fakowicami – pomyślał. I pójść na cmentarz jako Alka... Tak, jak Ewa lubiła najbardziej. W spódniczce i w rajstopach. W butach na wysokim obcasie. Ze szminką na ustach.

– Kretyn – odpowiedział sobie po chwili – Dla niej chcesz to zrobić, czy dla siebie? A może adrenaliny ci się zachciewa? No, to masz.

Mocniej nacisnął gaz. Dwa następne łuki pokonał na granicy poślizgu. Poszedł więc jeszcze ostrzej. Za trzecim razem, w dość długim, lewym zakręcie, poczuł już bardzo wyraźną przewagę siły odśrodkowej nad grawitacją i tarciem, trzymającymi samochód w kontakcie z mokrym asfaltem... Dziób wyraźnie miał ochotę pojechać prosto. Popuszczenie gazu i chwilowe dociążenie przedniej osi sprawiło, że napędzane koła odzyskały przyczepność – za to nadwozie przechyliło się niebezpiecznie na prawą burtę, a tył nabrał skłonności do zwiedzania pobocza. Aleks skontrował kierownicą i – lekko dodając gazu – przywrócił autu właściwy kurs.

– Tapczan, nie samochód – mruknął, komentując nadmiernie miękkie zawieszenie – Do wożenia teściowej na mszę to może to i dobre...

Dwa następne zakręty przejechał już nieco wolniej, nie ufając „komfortowym” nastawom zawieszenia. Badał jego reakcje. Potem znów zaszarżował... Lubił to uczucie. Tę chwilę niepewności, nierównej walki z prawami fizyki – i niemalże seksualną satysfakcję, gdy półtorej tony stali i tworzyw sztucznych, rozpędzonych do prędkości ponad stu kilometrów na godzinę, posłusznie słuchało komend kierowcy, zawartych w nieznacznych, płynnych ruchach rąk i nóg.

Miał diabelną ochotę na więcej – ale deszcz ze śniegiem zacinał coraz mocniej, ruch był spory, a samochód „obcy” i zdecydowanie mało sportowy. W tej sytuacji Aleks z żalem zdjął nogę z gazu. Hehe, zbyt wiele osób by się cieszyło, gdybyś teraz wyrąbał w plener, durniu... – pomyślał. Zdecydowanie, nie zamierzał nikomu robić przyjemności, związanej z czytaniem nekrologu Aleksandra Mayera.

Do Fakowic dojechał już niemal zgodnie z przepisami. Jak emerytowany taksówkarz – śmiał się w duchu.

Mały strzał adrenaliny zawsze dobrze mu robił na zdrowy rozsądek. Dzięki niemu oparł się pokusie kupienia w jakimś przydrożnym miasteczku damskich fatałaszków i pójścia na cmentarz en femme. Stanął nad grobem Ewy jako facet – ale czuł się tu źle w tym stroju. To wzbudziło jego ciche zdziwienie. Owszem, kiedyś bywało przecież różnie, ale ostatnie dwa lata były już całkowicie wolne od pokus przebierania się. Teraz, im bliżej był Ewy, tym silniej coś kobiecego odzywało się w psychice Aleksa.

– No i widzisz, mała... – mruknął na powitanie, wyciągając z kieszeni płaszcza znicz – z tobą mi się to po prostu kojarzy. Pewnie się cieszysz...?

Nad fakowickim cmentarzem zapadał właśnie zmierzch. W szarości wieczoru słabo błyskały pojedyncze lampki, rozstawione tu i ówdzie na nagrobkach. Aleks podniósł kołnierz płaszcza i otworzył parasol. Zimna, mokra mżawka stawała się coraz bardziej dokuczliwa.

Kiedyś tęsknił za tymi chwilami, kiedy samotnie stawał nad grobem Ewy, kiedy zapalał znicz i – wpatrzony w migoczący płomyczek – szeptem rozmawiał ze zmarłą. Potem przestał. Nie, żeby od razu zapomniał. Po prostu miał już inne groby, w których też leżeli ludzie niegdyś mu bliscy. Ludzie, z którymi też byłoby o czym pogadać. Gdyby człowiek miał na to czas – i odwagę.

Ś.p. Ewa Hlińska
1963-1985
Zmarła śmiercią tragiczną

Po raz tysięczny czytał ten napis, połyskujący mosiądzem na czarnym, lastrikowym tle. Niektóre litery były już nieco obluzowane i przekrzywione...

No, tak. To już ponad dwanaście lat – pomyślał – Ewa, dwanaście lat bez ciebie...
Coś ścisnęło go za gardło.

Aleks zapalił papierosa i starał się opanować wzruszenie. Myślał, że będzie łatwiej. Tyle się przecież działo... Tyle kobiet było po drodze, tyle wydarzeń wielkich i małych, smutnych i radosnych. Przywykł do rozstań i do dramatów. Do zadawania bólu i do jego znoszenia – zarówno w życiu prywatnym, jak i w zawodowym. W pewnym momencie nawet sam uznał się już za cynika wręcz doskonałego. Otoczenie przylepiło mu taką łatkę znacznie wcześniej. Miał Ewie sporo do opowiedzenia. Kiedy wreszcie popatrzył na zegarek, nie chciał wierzyć – tkwił nad grobem już trzecią godzinę. Okopcona miseczka po starym zniczu, którą znalazł w błocie i którą wykorzystywał jako popielniczkę, wypełniła się niedopałkami. Westchnął.

– Muszę lecieć... Zimno, wiesz? – szepnął – Ale teraz będę pewnie bywać częściej... Trzymaj się, Ewuś.

Odszedł, nie odwracając się. Brnąc przez śnieżno-błotną breję zastanawiał się, czyje wizyty obiecał Ewie. Aleksa – czy Alki? Zaklął pod nosem. Nie chciał wracać do tego, co było... Ale natrętna myśl o przebierankach od nowa zagnieździła mu się w czaszce.

Wiedziałam, że spłoszyły go te skojarzenia, związane z osobą Ewy. Bał się ich. Kiedyś uciekł z Fakowic przed Ewą... Ale nie mógł uciec przede mną.

W dwa tygodnie później Aleks zakończył likwidowanie swoich zagranicznych interesów. Wynajął w Polsce kolejne mieszkanie.

– Które to już...? – zastanawiał się, przenosząc przez próg karton z książkami.

Nie chciało mu się liczyć. Nagle pozazdrościł ludziom prostych, mieszczańskich zwyczajów. Przywiązania do miejsca i do roli społecznej. Nudnej, acz bezpiecznej świadomości zakorzenienia. Wiedzy, co się będzie robiło za lat pięć, dziesięć czy dwadzieścia. Pewności co do tego, na którym cmentarzu kiedyś się spocznie.

Jutro miał objąć nowe obowiązki. Widział już tabliczkę na drzwiach gabinetu. „Aleksander Mayer. Dyrektor... czegośtam”.

– Cholera! Straszny obciach – pomyślał.

Ale to dopiero jutro. Wiedział, co może zrobić, żeby w dyrektorskim fotelu nie zestarzeć się psychicznie. Znów potrzebował dystansu do rzeczywistości. Potrzebował mnie.

Wygrzebał z przeprowadzkowego bajzlu portfel i kluczyki od nowego auta. I pojechał po niezbędne zakupy.

Dwie godziny później przed lustrem stałam już ja – Alka.

Stałam i przyglądałam się sobie krytycznie. Dawną urodę szlag trafił, nie dało się ukryć. Po pierwsze – wyraźna nadwaga. Skutek kilku lat bardzo niesportowego trybu życia... Talia osy i smukłe nogi stanowiły już tylko wspomnienie.

Twarz? Nieudolny makijaż nie pokrył ziemistej cery i nie wygładził rysów zmęczonego buldoga... No, z tym buldogiem to trochę przesada – ale piękny to ten widok nie był.

Żadna Alka. Z pewnością nie Aleczka. Co najwyżej, stateczna pani Aleksandra – skonstatowałam złośliwie. O, tak...

– Wyglądasz, jak główna księgowa z GS-u! – warknęłam do baby w lustrze – Jeszcze tylko powinnaś być tlenioną blondyną...

Rozczarowana, porzuciłam lustro i ciężko klapnęłam na kuchenny taboret. Zapaliłam papierosa. Potem ruszyłam tyłek i wyciągnęłam z lodówki piwo.

– No, tak, gruba klępo – powiedziałam do siebie – Zapuść sobie jeszcze piwne brzuszysko do kompletu...

Ale wysuszyłam butelkę do końca. Psiakrew, zacznę dbać o siebie od jutra... – pomyślałam. Oczywiście, nie zaczęłam. Do dzisiaj.

Dlatego jako Aleczka od lat nie pokazuję się światu. Po prostu – i tak nie ma na co patrzeć. Brzydka kobieta się ze mnie zrobiła. Mam wrażenie, że zaprezentowanie komukolwiek tej baby byłoby sprofanowaniem pamięci o Aleczce sprzed lat – smukłej i pełnej wdzięku.
Wiem, głupia jestem...

Poza tym, to Aleks jest teraz na pierwszym planie. Upływ czasu mu służy – w przeciwieństwie do mnie. Chociaż parę razy w życiu grał va banque i przegrywał z trzaskiem – to jednak, mimo wszystko (ma skubaniec naturę Feniksa!) zrobił coś na kształt kariery zawodowej. Ba, ma poważne widoki na więcej... Gdybym za bardzo zaszalała, mogłabym mu poważnie zaszkodzić. A tego nie chcę. We własnym, dobrze pojętym interesie.

W dodatku Aleks ożenił się ponownie. Tym razem szczęśliwie. Ma teraz piękną, mądrą i kochającą żonę – i fantastyczne dzieciaki. Żona Aleksa absolutnie nie rozumie i nie toleruje facetów, przebierających się w damskie ciuchy. To dla niej, tuż przed ślubem, Aleks wyrzucił wszystkie posiadane fatałaszki.

Niestety – potem okazało się, że w niektóre jej sukienki i spódnice od biedy się wbija... Zwłaszcza, jak przez jakiś czas odmawia sobie nocnego myszkowania w lodówce. I oczywiście trudno mu się czasem oprzeć tej pokusie.

Niemniej, żona to dla Aleksa rewelacyjne zabezpieczenie przede mną – przed Alką. Żeby go znów gdzieś za bardzo nie poniosło.

Ostatnio przez dłuższy czas był znowu spokój. Aż sama myślałam, że umarłam... Ale, oczywiście, nie. Wróciłam – i niedawno narobiłam Aleksowi trochę rabanu. Dlatego z radością rzucił się na ten portal. Klepanie w klawiaturę zamiast realnego transowania – to miał być wentyl. Bezpieczne odreagowanie stresów dnia powszedniego. Wirtualne i niewinne.

Hmm, ale ja kombinuję. Próbuję. Walczę. Co z tego wyjdzie? Ano, zobaczymy. Może niedługo? Ale nawet jeśli – to tego już nie będzie w pamiętniku...

KONIEC


Opublikowane przez:
Alex -
Alex




Do artykułu dodano 82 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Pamiętnik Alex

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8233
On line: 55
Zalogowani: Emma_Peel
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
I kaftan bezpieczeństwa powinien być na miarę szaleństwa
Stanisław Jerzy Lec

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl