close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Środa, 2019-09-18

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8225771, ilość odsłon: 65072377
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3539)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (56342)
Sobota nad morzem. (8250)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (32403)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (32921)
Oczami Nowicjuszki (12221)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14684)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (27350)
Spostrzeżenia z życia transki (18578)
Trans Sylwester w Tęczówce (25230)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (710034)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (609337)
Strony prywatne (382284)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (333437)
Zakupy za granicą (299613)
Wiązanie krawata (278485)
Jaka fryzura? (242663)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (242153)
Zakupy w Polsce (233426)
Zestawienie rozmiarów obuwia (228769)
...więcej...

Powrót do: Pamiętnik Alex

Strzępy pamiętnika cz. 18
Liczba wyświetleń: 10643


W skrócie:Autor: Alex

Do artykułu dodano 41 komentarzy. Pokaż komentarze.
Sprawa mojego pocałunku z sympatycznym gejem w pociągu jakoś przyschła. Przynajmniej – na to wyglądało. Ewa w końcu dała wiarę, że był to jedynie grzecznościowy cmok w ramach podziękowania... Nie miałyśmy zresztą czasu, by to roztrząsać. Leciałyśmy wtedy z dworca do niej do domu, by zdążyć mnie przebrać i przepakować ciuchy, zanim mama Ewki wróci z dyżuru w szpitalu. Ach, zmywanie lakieru z paznokci! Omal nie zapomniałyśmy... Potem – już jako Aleks – poszłam do domu i przespałam prawie całą dobę.

Jeszcze szybka randka następnego dnia – i niestety, musiałyśmy się zaraz żegnać, bo Ewa jechała na zgrupowanie swojej drużyny siatkarskiej. Gdy wróciła, trwał już rok szkolny, więc miałyśmy dla siebie mało czasu. Przyszła jesień i jesienne chandry, Aleks usiłował być w miarę dobrym uczniem, Ewa pisała pracę magisterską.

Ja – czyli Alka – zostałam zahibernowana w głębi szafy. I nawet nie było mi z tym źle. Chyba po wakacyjnych ekscesach nastąpił przesyt kobiecości.

Aleks wrócił do normalnego życia osiemnastoletniego chłopaka: kochał się ze swoją dziewczyną dorywczo i już bez makijażu, obficie popijał alkohol z kumplami (ech, ta pamiętna impreza, inaugurująca jego oficjalną i formalną dorosłość!), pasjonował się piłką kopaną...

Gdy Ewa zaproponowała, by razem poszli na narodowy stadion na piłkarski mecz Polska-Belgia (decydujący o awansie do meksykańskich Mistrzostw Świata), przystał na to z radością. Ale gdy bąknęła, że w sumie to mogłyby zasiąść na trybunach dwie panienki... popatrzył na swoją ukochaną jak na wariatkę. I poszedł w spodniach.

Temat przebieranek przestał istnieć. Dopiero gdy spadł pierwszy śnieg, coś pisnęło w chłopięcej duszy Aleksa. Pisnęło damskim dyszkancikiem Aleczki... Nasz podmiot liryczny siedział na lekcji matematyki, nawet nie próbował zrozumieć, co mówi nauczyciel – i melancholijnie gapił się na zgrabne nogi Moniki, jednej z najbardziej atrakcyjnych dziewczyn w klasie.

Niezbyt wysoka, ale diabelnie zgrabna – nawet zimą nosiła krótkie kiecki. Tego dnia miała sztruksową spódniczkę nad kolano... Obciągnięte czarnymi rajstopami uda, kolana i łydki z czymś się Aleksowi kojarzyły. Z czymś diabelnie fajnym i przyjemnym... Kurczę, czemu ja nie mogę tu siedzieć w takiej fajnej spódnicy i w rajstopach – myślał. W końcu, jego nogi też były całkiem-całkiem... To było niesprawiedliwe: trzy czwarte świata zazdrościło podwozia Moniczce – a nogi Aleksa, taki świetny, erotyczny fetysz i przedmiot jego cichej dumy, musiały marnować się zamaskowane portkami. Chłopak postanowił coś z tym zrobić.

Tego dnia wrócił ze szkoły późno. Gdy skończył odrabiać lekcje, dochodziła północ. Rodzice już spali. Spakował zeszyty, poszedł do kuchni, uchylił okno i zapalił papierosa. Wydmuchując dym na zewnątrz, lekko drżąc z zimna, wyobrażał sobie, że stoi tu na wysokich obcasach, w zgrabnej kiecce, że ma umalowaną twarz... A właściwie? Dlaczego nie? – błysnęła mu w głowie szalona myśl.

Dziesięć minut później Aleksa już nie było.

– Wróciłam... – powiedziałam do swojego odbicia w lustrze łazienki.

Miałam na sobie sukienkę mamy i jasnobrązowe rajstopy. Pomalowałam usta na jaskrawoczerwony kolor. Wiedziałam, ze rano trzeba zwlec się do szkoły i że będę cholernie niewyspana... ale nie zamierzałam jeszcze iść do łóżka. Nasłuchując, czy któreś z rodziców przypadkiem się nie budzi, wymknęłam się znów do kuchni na papierosa... Ech, żeby ta chwila mogła trwać wiecznie. Byłam chyba tak szczęśliwa, jak za pierwszym razem, gdy – przypadkiem założona – matczyna kiecka nagle odesłała w niebyt wszystkie doczesne zmartwienia i problemy Aleksa. Tamten męski świat chwilowo nie istniał. Przeniosłam się do równoległej rzeczywistości.

Brakowało mi Ewy... Potarłam o siebie uda. Mmmniammm... Dobre i to.

Fosforyzujące wskazówki kuchennego zegara wskazywały prawie trzecią, gdy rozsądek kazał mi zetrzeć szminkę z ust, odwiesić kieckę na miejsce i iść spać. Ku własnemu zdziwieniu, zasnęłam od razu. A rano, otwierając oczy, wiedziałam. Byłam Alką. Znowu.

Wierzycie w szczególną, kobiecą intuicję? Bo ja raczej nie. Ale wtedy Ewa wykazała się zdolnościami paranormalnymi. Gdy niewyspana Aleczka, przebrana za nieobecnego Aleksa, parzyła sobie przełyk poranną kawą zbożową z mlekiem, zadzwonił telefon.

– Do ciebie, synu... – mruknął stary, podając mi słuchawkę.
– Aleks, słucham?
– Ewa mówi... Wiesz co, maleństwo, tak sobie pomyślałam, że chyba dawno nie pieściłam cię pod spódniczką... Tęskni mi się za moją dziewczynką – a tobie?

Tego popołudnia poszłyśmy na łyżwy na miejskie lodowisko.

Ewa w spodniach i w skórzanej kurtce – no i oczywiście jeździła w czarnych butach Aleksa. Ja w ukochanej, plisowanej, szkockiej minispódniczce, w dwóch warstwach rajstop i w grubym, czerwonym golfie – na nogach miałam białe figurówki Ewy.

Bawiłyśmy się jak wariatki, całe szczęśliwe. Humoru nie popsuł mi nawet widok Gochy – koleżanki z klasy – która wyjechała na lód ze swoim facetem i oczywiście mnie rozpoznała. Najpierw z wrażenia omal nie walnęła o taflę, potem uśmiała się serdecznie... a potem stwierdziła, że to w ostateczności sprawa moja i ewentualnie Ewki, w czym jeżdżę na łyżwach. Wspomniała szkolny prima aprilis i westchnęła:

– No, bo w sumie to jako laska jesteś lepszy, niż jako facet...

Hmmm. W zasadzie Aleks powinien się poczuć tym tekstem dotknięty. I byłby... gdyby znajdował się wtedy na lodowisku. Ale szczęśliwie był nieobecny, zaś mnie, czyli Aleczce, komplement Gochy bardzo się spodobał.

Jacyś faceci próbowali mnie potem podrywać (uciekłam w milczeniu), jakieś zazdrosne, przytęgie dziewuchy skomentowały złośliwie długość mojej spódnicy (zlekceważyłam), wreszcie – kierownik lodowiska przypomniał nam, że on też ma rodzinę i chce zamykać obiekt, zgasić światła i iść do domu. Z żalem wykręciłyśmy ostatnie piruety i zeszłyśmy z lodu.

Do domu wracałyśmy okrężną drogą, nie spiesząc się. Miałam na sobie białe kozaki na obcasie i turecki kożuch Ewy oraz czapeczkę, szalik i rękawiczki z wściekle różowej włóczki... Szłyśmy przytulone, śnieg skrzypiał nam pod nogami, rozgwieżdżone niebo zapewniało nastrój. Życie było piękne.

A potem znów nie było okazji... aż Ewa zadzwoniła z rewelacją.

– Siedzisz? Nie? No, to siadaj i słuchaj – mówiła podekscytowanym głosem – Jest doroczny bal sylwestrowy naszego wydziału... Jak zwykle, w ośrodku FWP w górach, w Rzecznej. Nawet niezłe zawsze były te imprezy – ale tym razem będzie lepsza. Uważaj. Wymyślili, że tym razem będzie to bal kostiumowy. Wszyscy muszą być poprzebierani. Muszą, kapujesz!? Kapowałam. Chwała Bogu, miałyśmy jeszcze trochę zachomikowanych funduszy z porzeczek, więc forsa nie stanowiła problemu. Pozostało uzgodnić szczegóły. Poszło nam szybko: Ewa idzie przebrana za faceta, ja jako jej kobieta. Żeby było uroczyściej, przebieramy się w stroje historyczne...
– No, pięknie, ale skąd my weźmiemy takie ciuchy? – przystopowałam entuzjazm dziewczyny.
– Z teatru. Hihi, już zrobiłam rozpoznanie bojem – przyznała się – Kosztuje to pół litra od każdej sztuki ubrania, płatne nieoficjalnie dla jednej pani garderobianej... Firma w Sylwestra i tak nieczynna, przynajmniej mole im nie będą żarły!
– Dobra, ale przecież te ciuchy się przepocą, mogą zniszczyć...
– Nie twoje zmartwienie. Pani garderobiana mówi, że się wywietrzą... a co do ewentualnych zniszczeń, to podobno poza nią i tak nikt nie wie, co jest w magazynie!

Więcej obiekcji nie miałam. Następny rekonesans w teatrze zrobiłyśmy już razem. Cztery godziny nurkowania między wieszakami, przymiarek, kłótni. Dopięłyśmy ostatnie szczegóły. I przyszła wiekopomna chwila – czyli poranek ostatniego dnia roku.

Do Ewy pojechałam w ciuchach Aleksa. Sytuacja była o tyle komfortowa, że jej rodzice byli uprzedzeni, że na bal zamieniamy się rolami – entuzjazmu nie wykazali – ale mogłam i tak bez stresu przebierać się przy nich.

Ewka powitała mnie w domowym swetrze i w nieśmiertelnych dżinsach. Zrobiła kawę i poleciałyśmy na górę, na próbę generalną naszych kostiumów.

Zrzuciłam męskie ubranie, założyłam rajstopy i jasnobrązowe pantofelki na niewielkiej szpilce. Potem balowa sukienka... Łaaał, to było coś! Składała się z dwóch części. Górną stanowiło coś w rodzaju gorsetu – obcisłe, sznurowane wdzianko, wykończone od góry szeroką falbaną z koronkami, biegnącą wokół biustu i ramion. Nie zakładało się pod to stanika – zamiast niego w miseczki gorsetu włożyłyśmy odpowiednio dopasowane woreczki z watą, które Ewka przyfastrygowała do materiału. Wdzianko odsłaniało górną część torsu i ramion – muszę przyznać, że wyglądało to efektowniej, niż najlepszy dekolt.

Dół kreacji stanowiła szeroka spódnica z falbaną, długa prawie do kostek – także obficie zdobiona koronką. Całość była utrzymana w barwach soczystej zieleni i ciemnego beżu, a na kwiatowych motywach połyskiwał masywny haft w kolorze starego złota.

Strój uzupełniały długie za łokieć rękawiczki oraz szeroki pas, dodatkowo ściskający talię i wiązany w kokardę nad tyłkiem. Na szyję perły, na palce parę pierścionków, złota bransoletka na przegub – no i najważniejsze: pszeniczno-żółta peruka. Długie włosy, chociaż skręcone w drobniutkie, spiralne loczki, sięgały mi teraz poza połowę pleców... Pierwszy raz w życiu zostałam blondynką.

Podtrzymując ręką rąbek sukni ostrożnie zeszłam na dół i stanęłam przed lustrem.
Gdybym nie wiedziała, że stojąca przede mną romantyczna dama to ja – to bym nie uwierzyła. Widok był piorunujący, a odmiana całkowita. A przecież byłam wciąż jeszcze nie umalowana! Żałowałam, że nie będę miała wachlarza, pasowałby do tego stroju – ale cóż, pani garderobiana chciała za jego użyczenie dodatkowej półlitrówki... i uznałyśmy, że to już byłaby z naszej strony nadmierna rozrzutność.

Przeszłam się po hallu, spróbowałam usiąść. Kiecka super wygodna to zdecydowanie nie była... ale dla tego efektu wizualnego warto było cierpieć. Około północy będę tylko musiała poprosić Ewę o poluzowanie gorsetu – przemknęło mi przez myśl. Maksymalnie ściśnięta, już czułam fiszbiny wrzynające mi się w dolne żebra. Ciekawe, jak długo da się w tym wytrzymać...

– Milady... – Ewa zamiotła przede mną podłogę nieistniejącym kapeluszem – Królestwo leży u twych stóp... O, pani!

Roześmiałam się, poszłam do kuchni i zapaliłam papierosa.

– Hihi, ten pet to ci niezbyt pasuje do całości – parsknęła Ewka, widząc, co robię.
– Trudno... Nie tylko pet – zauważyłam w odpowiedzi.
– Ale peta widać! A reszta tych rzeczy, co to całkiem nie pasują do stroju, akurat jest porządnie schowana pod kiecką... – dziewczyna mówiła to z wyraźnym żalem.

Drzwi do kuchni otworzyły się i stanęli w nich rodzice Ewki. Dłuższą chwilę przyglądali się nam w milczeniu. Potem ojciec pokręcił głową i westchnął. Mama dziewczyny podeszła, wzięła mnie za rękę i obróciła.

– No, śliczna dziewczyna – powiedziała z lekkim uśmiechem – A ty, Ewcia, co?
– A ja będę d’Artagnanem!

Po kwadransie już była. W obcisłych, czarnych spodniach, w białej koszuli z żabotem i w czarnym, aksamitnym kaftanie wyszywanym srebrem wyglądała faktycznie jak niesforny, gaskoński chłopak. Na nogach miała wysokie, rajtarskie buty z żółtej skóry, z wywijanymi cholewami. Wyposażone w niewielki koturn, sprawiały, że Ewa wciąż była ode mnie minimalnie wyższa – pomimo moich pantofelków na obcasiku. Od jej prawego ramienia po lewe biodro zwieszała się amarantowa szarfa, imitująca pendent. Na wypożyczenie szpady niestety nie było szans – okazało się, ze nasza przekupna pani garderobiana do tego typu gadżetów nie miała dostępu. Ewa była niepocieszona z tego powodu.

– Bez szpady to taki ze mnie muszkieter, jak z Breżniewa baletnica!
– Odrobinę szacunku dla nieboszczyka – zaprotestowałam – Czepiaj się nowego genseka...
– O! To Lońka już nie żyje? – zdziwienie Ewy było szczere – Wiesz, że się tym specjalnie nie interesuję... Zabili go, czy tak sam z siebie kojfnął?
– A diabli wiedzą – mruknęłam, bo choć normalnie zawsze byłam gotowa do politycznych dyskusji, to tym razem, wyjątkowo, bardziej interesowały mnie inne rzeczy.

Ewa przykleiła sobie czarny wąsik nad górną wargą oraz niewielką, hiszpańską bródkę.

– Kawalerze d’Artagnan! – zaśmiałam się, podając jej ramię – Królestwo czeka na ciebie, wróg u granic...

Niestety, nie było nam dane długo cieszyć się przebraniami. Jeszcze jedna prezentacja dla rodziców – i trzeba było szybko przebierać się w normalne ciuchy. Ledwo skończyłyśmy, zadźwięczał dzwonek.

– Andrzej! – zawołała Ewa i pobiegła do drzwi.

Po chwili wróciła w towarzystwie dość wysokiego, barczystego blondyna z brodą. Przedstawiła nas. Andrzej był jej kolegą, świeżo upieczonym magistrem i asystentem na wydziale. Jako szczęśliwy posiadacz starego „malucha” miał nas zawieźć na bal.

– To co, jesteście gotowi? No, to wio! – zakomenderował.

W samochodzie poznałam jeszcze Mariolę – narzeczoną Andrzeja, sympatyczną, dość pulchną brunetkę. Pół godziny zajęło nam upchanie się w samochodzie wraz z bagażami.

Ewa usiadła obok kierowcy, ja za nią. Suknia Milady, zapakowana w wielki foliowy worek, została rozłożona na kolanach moich i Marioli. Na wierzchu spoczął jeszcze drugi wór, zapewne zawierający kreację dziewczyny. W objęciach ściskałam plecak z butami muszkietera, moją peruką i gorsetem oraz z „zapasowymi” szampanami. Torbę z ciuchami Ewy miałam pod nogami, co zmuszało mnie do trzymania kolan pod brodą. Mniejsze tobołki podróżowały w skromnym bagażniku Fiacika oraz we wszelkich możliwych zakamarkach jego wnętrza. Saszetka z kosmetykami, upchnięta na półce pod tylną szybą, uwierała mnie w kark. Chyba wtedy zaczęłam nabierać niechęci do małych samochodów.

Po drodze Ewa, Mariola i Andrzej plotkowali o jakichś niezrozumiałych dla mnie sprawach uczelnianych. Nie brałam udziału w rozmowie. Pogrążyłam się w marzeniach o czekającym mnie szalonym balu... Moja dziewczyna jako dzielny muszkieter, ja jako rokokowa dama jego serca, ośnieżone góry i dobre, wyluzowane towarzystwo – czegóż więcej mogłam chcieć, będąc nastoletnim transwestytą?

Chyba niczego... Ta noc zapowiadała się cudownie. Patrzyłam na przesuwające się za oknem wsie i lasy i byłam bezgranicznie szczęśliwa. Pomimo coraz bardziej cierpnących nóg i karku, obolałego od ucisku torby z kosmetykami.

– Jędrek, nie spiesz się tak, mamy sporo czasu – powiedziała Mariola.
– Wolę być wcześniej, spokojnie się zagospodarujemy, coś zjemy... – mruknął kierowca.
– No, zdecydowanie, przydałoby się zjeść przed imprezą coś konkretnego. Bo ja to już jestem głodna – poparła go Ewka – Pójdziemy do tej góralskiej knajpy, wiecie, tam gdzie byliśmy w zeszłym roku, nie? Mniam, dobry bigos tam mają!
– Głodomór – mruknęłam – Ja tam głodna nie jestem... A nawet jakbym była, to i tak myśl o pewnym elemencie garderoby raczej nie pozwoli mi się napychać!
– Ciiicho, bo się wyda... – przystopowała mnie Ewa.
– Jędruś, zdążymy i do knajpy, ale zwolnij. Za szybko znowu, jak dla mnie – marudziła dalej Mariolka.

Faktycznie, Andrzej prowadził dość agresywnie. Szybko – to nie było zbyt odpowiednie słowo (z racji nikłych możliwości obładowanego „malucha”), ale właśnie „agresywnie”. Zmieniał biegi przy wciśniętym do oporu gazie, powodując wyczuwalne szarpnięcia auta. Ścinał zakręty, raz po raz przekraczając linię środkową jezdni. Wyprzedzał nie tylko wlokące się ciężarówki i autobusy, ale również znacznie mocniejsze samochody osobowe. Często robił to „na styk”, już bez żadnej rezerwy przyspieszenia, kilka razy zmuszając jadących z przeciwka do wyraźnego zwalniania lub odsuwania się na pobocze. Wracał wtedy na swój pas gwałtownym skrętem, tuż przed maskami innych pojazdów.

– Jezdnia jest sucha, spokojnie, kobieto... – rzucił z uśmiechem nasz kierowca, ostro hamując tuż za zderzakiem doganianego autobusu PKS – Cholera, następny zawalidroga!

Przez kilkanaście sekund jechaliśmy w milczeniu. Patrzyłam na dłonie Andrzeja, luźno oparte na ramionach kierownicy, podświadomie czekając na szarpnięcie autem w lewo. Dwa metry przed naszą maską kłębił się czarny dym z rury wydechowej zdezelowanego Jelcza.

– No, to żegnamy śmierdziela...

Andrzej wyjechał gwałtownie na przeciwległy pas i wdusił gaz do oporu. Obciążony samochodzik jednak wcale nie chciał nabierać prędkości. Sekundy płynęły, a my niesamowicie wolno, centymetr po centymetrze, przesuwaliśmy się wzdłuż autobusu. Patrzyłam na zbliżający się zakręt.

– Cholera – zaklął Andrzej i dopiero teraz zredukował bieg – Ech, żeby tak mieć pod nogą ze sto koni!
– Jędruś, nie zdążymy – powiedziała Mariola cicho.

Ściana lasu, kończąca długą prostą, rosła w oczach. Silnik wył jak oszalały na maksymalnych obrotach. Zerknęłam na szybkościomierz. Wskazywał prawie osiemdziesiątkę. Byliśmy na wysokości przodu autobusu, gdy zza zakrętu wyłonił się inny „maluch”...

Potem wydarzenia nabrały tempa. Andrzej szarpnięciem kierownicy w prawo wrócił na nasz pas tuż przed maską wyprzedzanego Jelcza, ale wtedy zorientował się, że jedzie niewłaściwym torem i w dodatku zbyt szybko, by zmieścić się w ciasnym łuku. Wdepnął hamulec. A jezdnia w lesie nie była bynajmniej taka sucha, jak wydawało się niedoświadczonemu kierowcy. Samochód, zamiast zwolnić, zamienił się w sanki. Na zablokowanych kołach, lekko obracając się wzdłuż osi, sunął ku wielkiemu świerkowi. Patrzyłam na ten pień jak zahipnotyzowane, przerażone, bezradne zwierzę. Do dziś pamiętam zarys najniższego konara, jakiś sęk...

Uderzyliśmy prawym bokiem. Huk, zgrzyt blachy, czyjś krzyk. Potem zapadła ciemność.

Gdy po chwili otworzyłam oczy, spodziewałam się zobaczyć ośnieżony las i wrak samochodu... Ale nic z tych rzeczy. Biel, którą ujrzałam, była bielą sufitu. Ja ujrzałam? Nie, nie było mnie. Teraz był Aleks. Aleczkę gdzieś wcięło.

Chłopak rozejrzał się. No, tak. Szpital.
Poruszył rękami. Działały. Nogi też. Nie było więc źle, choć lewe przedramię owinięto mu w bandaż. Opatrunek wymacał też na głowie. Chyba nic poważnego... Spróbował się podnieść. O, udało się – po chwili siedział na łóżku. Zauważył, że jest ubrany tylko w sprane spodnie od piżamy. Poczuł chłód.

Na sąsiednim łóżku pochrapywał starszy mężczyzna. Dwa inne były puste. Aleks powoli opuścił nogi na podłogę, podparł się rękami i wstał. Pierwszy krok, drugi... Poczuł zawrót głowy. Drzwi otworzyły się – starsza, siwowłosa pielęgniarka coś mówiła, podtrzymując go i prowadząc do łóżka, ale nie wiedział, co. Dał się ułożyć bez protestu... i znów zapadła ciemność.

Potem śniły mu się koszmary. Ktoś mówił o pogrzebie. Aleks krzyczał, że żyje i że nie da się pochować. Czyjeś ręce jednak złapały go i zapakowały do skrzyni, która bez wątpienia była trumną. Trzask wieka – i znów ciemność. I jeszcze raz to samo. I znowu... A potem nagle las, w lesie zgnieciona konserwa samochodu, krew na śniegu... I bezwładne ciało, leżące na noszach, przykryte prześcieradłem. Aleks podszedł do tych noszy, dziwnie lekki, ale pełen niepokoju. Chciał zajrzeć, kto też leży pod całunem... Ale jakiś milicjant złapał go za ramię, odciągnął, chciał zapakować do radiowozu – chłopak szarpnął się, wyrwał, w tym czasie dwaj sanitariusze podnieśli te nosze, zaczęli iść z nimi w kierunku zaparkowanych na poboczu szosy samochodów. Aleks zwodem minął kogoś zastępującego mu drogę, zerwał się do biegu, widział, że całun na noszach przesiąka krwią... Potknął się, upadł w śnieg, wstał, doskoczył, szarpnął prześcieradło... I na tym sen się kończył.

W następnym majaku pojawiła się Ewa. W długiej, białej sukni z welonem. Stała nad łóżkiem chłopaka i pytała, co on sobie wyobraża...

– Jak długo mam czekać? Stoję jak durna pod kościołem, a ty się wylegujesz?

Aleks próbował się zwlec łóżka i wtedy ze zdumieniem stwierdzał, że jest ubrany nie w szpitalną piżamę, tylko w strój ekskluzywnej dziwki. Patrzył na swoje nogi w siatkowych pończochach i na niebotyczne szpilki. Wstawał, zerkał w wielkie lustro i widział, że ma na sobie także wydekoltowaną minisukienkę i że jest ostro wymalowany. A Ewa śmiała się i mówiła coś o operacji zmiany płci i że to świetnie, że Aleks będzie druhną na jej ślubie.

– Jaką druhną? Jestem facetem, to za mnie miałaś wyjść! – krzyczał.
– Nic z tego. Nie będę twoja. Nie będę twoja. Nie będę twoja...

Ciągu dalszego tego snu też Aleks nie zapamiętał. Ale, gdy obudził się następnym razem, to właśnie te słowa Ewy dźwięczały mu w uszach. „Nie będę twoja”. Poczuł niepokój.

– Witaj – nad jego łóżkiem pochylała się dobra, uśmiechnięta twarz przedwcześnie posiwiałej kobiety. Mama.
– Hej. Co ze mną jest? I... Co z Ewą!? – Aleks czuł, jak wali mu serce.
– W porządku... Nic nie masz połamane, trochę jesteś podrapany, za to wstrząs mózgu miałeś dosyć poważny. Ale już w porządku. Musisz dużo spać. Śpij...
– Ale co z Ewą? – chciał szepnąć chłopak... i nie mógł.

Język odmawiał mu posłuszeństwa. Powieki opadały. Obraz znów się zamazywał.

– Śpij. Musisz dużo spać – słyszał dochodzący z oddali głos matki.

Kiedy obudził się po raz trzeci, już o nic nie pytał. Wiedział. Sen o noszach i o zwłokach przykrytych krwawym całunem dośnił wreszcie do końca. A może to wcale nie był sen? Może wyciągany z wraku Aleks na chwilę odzyskał przytomność – i zobaczył?

Andrzej i Mariola mieli połamane ręce i nogi, sporo obrażeń wewnętrznych, ale przeżyli. Ewa zginęła na miejscu. Podobno nie cierpiała.

Mimo to, drodzy Czytelnicy, nasz zwykły Ciąg Dalszy nastąpi. Jak w życiu.

Opublikowane przez:
Alex -
Alex




Do artykułu dodano 41 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Pamiętnik Alex

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8300
On line: 35
Zalogowani: marra, Iris_von_Everec
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Niewiasta wszystkiego złego świata jest przyczyną
Jan Kochanowsk

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl