close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Wtorek, 2019-10-15

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8250695, ilość odsłon: 65166311
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
2019.10.22 Katowice. Dyżur psychologa (34778)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (5696)
2019.10.15 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (35229)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (58894)
Sobota nad morzem. (12020)
Oczami Nowicjuszki (15674)
Do trzech razy sztuka czyli ... (17188)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (29816)
Spostrzeżenia z życia transki (21809)
Trans Sylwester w Tęczówce (28354)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (713991)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (613071)
Strony prywatne (385348)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (336505)
Zakupy za granicą (302991)
Wiązanie krawata (281523)
Jaka fryzura? (245637)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (245301)
Zakupy w Polsce (236441)
Zestawienie rozmiarów obuwia (231751)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Wspomnień jak przez mgłę, czyli... szalony pomysł Iwony
Liczba wyświetleń: 11800


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 25 komentarzy. Pokaż komentarze.
Wspomnień jak przez mgłę... czyli... „Szalony pomysł Iwony – spacerkiem na zakupy”

Zastanawiam się od czego zacząć. Hm!

Nie jest to takie proste. Jak sobie przypominam całe zdarzenie, to aż ciarki przechodzą po moich plecach. Że ja to naprawdę zrobiłam! Jak to mówią: chyba wszystkie śrubki mi się pod sufitem poluzowały!!!

Był rok 1999. Dokładniej wrzesień. Nareszcie długo oczekiwany urlop (potem zmiana w życiorysie). Ponieważ od pół roku po mojej głowie wciąż krążyła wręcz obłędna myśl – no to w końcu uległam.

Cały pomysł powstał wiosną. Tego jeszcze nie próbowałam. Zanim opowiem co i jak, krótko opiszę założenia całej akcji.

1. Cel akcji – zakupy na głównej ulicy w mieście.
2. Czas akcji – jeden z wrześniowych dni.
3. Trasa – słynna na całą Polskę ulica Piotrkowska w Łodzi (dwie pełne długości – od pl. Niepodległości do pl. Wolności i z powrotem – będzie tego około 7km).
4. Termin pokonania trasy: między godziną 10:00 a 15:00 (a niech tam!).
No to na tyle... (niezłe, co?)

Muszę się przyznać, iż od długiego czasu męczyła mnie myśl: czy możliwe będzie pokonanie trasy w biały dzień na tak ruchliwej ulicy, a w dodatku zrobienie zakupów w kilku wybranych sklepach?

Przygotowania do „eskapady” trwały już od połowy sierpnia. Dokładnie przeszłam całą ulicę kilkanaście razy w różnych godzinach, ale zawsze pomiędzy 10:00 a 15:00. Zapamiętałam prawie wszystkie sklepy na trasie. Wszystkie miejsca, które mogą być niebezpieczne ze względu na otoczenie, jak i ze względu na dużą ilość osób. Sprawa wyglądała dość beznadziejnie, zwłaszcza że pracowałam w instytucji przy ulicy Piotrkowskiej. Ewentualne rozpoznanie mnie przez kogoś z bezpośredniego otoczenia tej instytucji, mogło mieć „niezłe konsekwencje” dla mnie. Jednak pokusa była silniejsza.

Żeby zrozumieć jak to zrealizowałam, będę musiała troszkę więcej napisać o całej "filozofii" przedsięwzięcia. Otóż, idąc wielokrotnie ulicą obserwowałam nie tylko otoczenie, ale również kobiety przechodzące tamtędy. Stwierdziłam, że mój dotychczasowy ubiór będzie zbyt wyzywający i zbyt widoczny na ulicy, po prostu będę rzucała się w oczy. Musiałam poszukać właściwego rozwiązania. Wiek już nie taki, uroda też jakby nie ta, a tu człowieka kusi nowe wyzwanie! Co zrobić?

Odwiedziłam kilka „ciucholandów” (tj. sklepów z używaną odzieżą, ale nie takich, gdzie ciuchy wybiera się ze skrzyni, tylko takie porządne, w których ubrania posortowane wiszą na wieszakach – jak w komisie odzieżowym). Wybór był raczej średni. Jakieś tam ciuchy dla „business woman” można było wybrać, ale wszystko zbyt eleganckie. W końcu wybrałam koncepcję dość pospolitą: kraciasta spódnica do pół łydki, biała bluzka z dekoltem zakrytym koronką i stójkowym koronkowym kołnierzem, żakiet prosty. Kolorystyka – odcienie od bieli, błękitów do niebieskiego. Na wszelki wypadek zaopatrzyłam się też w płaszczyk (dość krótki) w kolorze turkusowo - niebieskim (z przewagą niebieskiego). Pomyślałam, przecież muszę wyglądać i elegancko (jak na kobietę przystało) i skromnie. To musiał być strój, dzięki któremu wtopię się w tłum nie wzbudzając podejrzeń.

Pozostało jeszcze wytypować sklepy na zakupy. Hmm... Z tym było już znacznie gorzej. „I to kusi i to nęci”. W końcu zdecydowałam się nie wybierać konkretnych sklepów, tylko „coś” kupić. Pomyślałam o drobiazgu z biżuterii, coś z kosmetyków, jakieś fajne rajstopy, może buty. Jeśli będzie dobrze, to może nawet z jakiejś posezonowej wyprzedaży ciuchy. Taki był program zakupów. Ot, niby nic trudnego – tylko kilka drobiazgów.

Przygotowania bezpośrednie, to jest: przymiarka stroju i jego ostateczne dopasowanie, opracowanie makijażu zabrały chyba z tydzień urlopu. Pochłonięta byłam tym prawie bez przerwy. W końcu myślę sobie: wszystko jest O.K., wystarczy tylko wyruszyć.

Dokładnie dzisiaj nie pamiętam daty (nie prowadziłam i nie prowadzę żadnych pamiętników – lepiej żeby nie było takich pamiątek), zapada decyzja. Dzień jest pochmurny, trochę chłodny, zapowiadali deszcz. „Dobra pora na wyjście, w czasie deszczu parasol będzie moim sprzymierzeńcem” – myślę sobie.

„Jak postanowiłam, tak zrobiłam”!!! A jak było, poniżej opiszę.

1. Początek i dojście o ul. Piotrkowskiej

Wstaję wcześnie rano. Szybka kawa, toaleta, śniadanie, no i do roboty. Zaczynam starannie robić makijaż. A jest co robić. Od wcześniejszych moich wyjść nieco się zmieniłam. Mam chyba zbyt męskie rysy twarzy. Dość widoczny zarost (do tego ciemny). Tylko dzięki znajomości z profesjonalistką - kosmetyczką Alicją wiem jak sobie z tym poradzić (ona chyba pracowała kiedyś jako charakteryzatorka w teatrze – chyba coś wspominała, nie pamiętam dokładnie). Trwało to dość długo, ale twarz optycznie zmieniłam makijażem. Zakładam ciuchy. Perukę. Biżuterię z pereł. Okulary (specjalnie kupiłam damskie, no bo wzrok już też nie ten). Spoglądam w lustro i stwierdzam, że może być.

Zarzuciłam płaszczyk, na nogi zakładam czółenka na obcasie (nie pamiętam 9 czy 10 cm), torebka i w drzwi! Wyszłam. Wciskam guzik windy. Winda pusta. Ufff!

Zjechałam na parter, otwieram drzwi wejściowe, a tu akurat przed drzwiami stoi jedna z najgorszych moich sąsiadek, okropna plotkara. Z rozpędu o mało nie walnęłam sakramentalnego: Dzień dobry! Myślę sobie – nieźle się zaczyna! Sąsiadka na szczęście mnie nie rozpoznała. Idę dalej. Po głowie kołacze mi jakaś dziwna myśl, coś jest nie tak. Zaczynam w myślach analizować: elementy stroju (nie, wszystko OK), makijaż (nie, wszystko OK), może peruka (nie, przecież przed wyjściem sprawdzałam). No to co do licha ciężkiego mnie niepokoi?

Spoglądam w dół i stwierdzam, że Iwona wyskoczyła z domu z nie umalowanymi paznokciami! Możecie sobie wyobrazić tylko moje duże ręce z krótkimi paznokciami! (Czarna rozpacz!!!!) Szybka decyzja – w okolicy jest gabinet kosmetyczny, trzeba tam załatwić problem. Łatwo powiedzieć! W życiu tam jeszcze nie byłam, nie znam kosmetyczki (młoda, czy stara – jak zareaguje). Czuję, że tyle przygotowań pójdzie na marne.

Podchodzę, gabinet dość mały. Wchodzę i rozpoczynam rozmowę. Kobieta ma oczy jak „koła młyńskie”, chyba po raz pierwszy w życiu widzi „coś” takiego. Patrzę na swoje dłonie i mówię, że trzeba założyć tipsy. Ona jest niemal w szoku. Powoli zabiera się do roboty. Po godzinie dłonie wyglądają fajnie. (W ciągu tej godziny kobieta zdążyła ochłonąć, rozluźnić się, nawiązałyśmy rozmowę i nawet żartowałyśmy). Przybyło mi jakieś 1,5 cm różowego paznokcia! Płacę i wychodzę.

Idę dalej. Dochodzę do placu Niepodległości. W tej okolicy zawsze jest tłum. Muszę uważać. Zerkam na ludzi. Chyba nikt specjalnie nie zwraca na mnie uwagi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Idę dalej.

2. Początek trasy

Początek ulicy Piotrkowskiej jest raczej nieciekawy. Nie ma sklepów. Kilka przystanków. Kilku przechodniów. Za to duży ruch samochodów. Tutaj chyba jest bezpiecznie. Można iść swobodnie. Dochodzę do pierwszych budynków ze sklepami. Oglądam witryny. Nie ma tu specjalnie nic ciekawego. Idę dalej. Nim się spostrzegłam doszłam do centrum. Adrenalina rośnie. Tutaj jest dużo więcej ludzi. Idą i patrzą. Chyba zaczynam panikować. Resztkami sił (to dopiero początek prawdziwej trasy) próbuję zapanować na emocjami. Przychodzi mi to z trudem.

3. Jestem już w centrum

Niezły tłum przewala się w tej okolicy. Wszyscy gdzieś się speszą. Mało kto zwraca na mnie uwagę, za to ci co zwracają uwagę robią to zbyt ostentacyjnie. Niektórzy przystają, wlepiają gały i odprowadzają mnie swoim wzrokiem. Widocznie gdzieś popełniłam błąd! Tylko gdzie? Do dziś tego nie wiem.

Na pierwszą „ofiarę” zakupowego szaleństwa wybieram sklep jubilerski. Wchodzę, a tam za ladą stoi facet. "O! Niedobrze." – myślę sobie. Przemknęłam nad witrynami z biżuterią nic nie wybierając i wyszłam. Na ulicy odetchnęłam. „Co się z tobą dzieje? Ty głupia panikarko! Weź się w garść! No dalej, do następnego sklepu Iwona!” – powiedziałam.

Dalej była drogeria. Kupiłam tam jakieś drobiazgi (chyba pomadkę, bardzo dobry tusz do rzęs – całkowicie wodoodporny, i chyba jakieś cienie do powiek – też wodoodporne). Dziewczyna, która obsługiwała wcale nie była zdziwiona moim widokiem. Może już kiedyś miała do czynienia z kimś z nas. Trudno powiedzieć. Ale zachowywała się całkiem naturalnie. Dokładnie wypytała mnie o moje potrzeby i doradziła mi jakie kosmetyki powinnam kupić (zresztą okazało się, że są wyjątkowo dobre i byłam z nich bardzo zadowolona – no może z wyjątkiem pomadki, tzw. utlenialnej – to paskudztwo bardzo ciężko schodzi! – zwłaszcza nr 5).

Zakupy w drogerii miałam już za sobą. Atmosfera zakupów była tak dobra, że podniosła mnie na duchu. Apatyt wzrastał. Nim się zorientowałam doszłam do miejsca mojej pracy.

4. Idę obok miejsca pracy

Serce zabiło mocniej. Wzrósł poziom adrenaliny. No wiadomo dlaczego. Przecież w każdej chwili mogę spotkać kogoś z roboty. A co będzie, jeśli poznają? Aż mi się zrobiło gorąco na samą myśl! Chyba się zarumieniałam z wrażenia!

Idę, a tu nic. Nikogo znajomego nie spotkałam. Rozczarowanie. „Jaka szkoda” – myślę – „a przecież mogło być tak zabawnie!”. Z tym poczuciem żalu idę dalej. Na kolejną ofiarę zakupów wybieram sklep z bielizną. Wchodzę do środka. Rozglądam się. W środku jak w bajce. Wszystko, czego dusza zapragnie. Chyba nie muszę opisywać szczegółów. Za ladą stoi pani około 50-tki. Miła i przesympatyczna. Rozejrzałam się i nie ukrywając mojego męskiego głosu poprosiłam o pokazanie kompletu czarnej bielizny. Była bardzo fajny. Skromny w kroju i wykonaniu. Jego ozdobę stanowiły maleńkie, błyszczące kółeczka, przypominające cekiny. Spodobały mi się też rajstopy: czarne, dość grube w łuseczkę (w końcu idzie jesień – mogą się przydać). Pani ekspedientka spakowała wybrane przeze mnie rzeczy, zainkasowała należność i z delikatnym, kulturalnym uśmiechem zaprosiła mnie na kolejne zakupy. To poskutkowało! Miałam teraz coraz to większy apetyt na kolejne zakupy.

Następny był zakład szewski (taki, w którym robią buty na zamówienie – jak się potem okazało głównie kobiety "zarabiające na ulicy). To było dobre! Wchodzę. W środku facet około 65 lat. Zero zdziwienia! Zero negatywnych reakcji! Chyba już niejedno musiał widzieć w swoim życiu. Oglądam co ma do kupienia. Wszystko kiepskie. Nic mi się nie podoba. Patrzę, z tyłu stoją białe kozaki z cholewką ponad kolano i szpilką jak diabli (chyba z 15 cm!). Pytam o tamte kozaki. Mówi, że to na specjalne zamówienie. Pytam o rozmiar, bo widzę że dość duży i czy mogę je przymierzyć. Pada odpowiedź twierdząca. Mierzę. Ale jaja! Jeszcze w życiu nie miałam czegoś takiego na nogach. Czuję się jak na szczudłach! Ale wrażenie. Robię kilka kroków i stwierdzam, że z chodzeniem nie mam problemów, tylko kroki muszę stawiać prawie o połowę mniejsze. Drzwi wejściowe się otwierają. Wchodzi Pani w wieku około 45 lat z córką 19-20 lat. Ale jaja! Ja w tych kozakach. SPOKO! Przecież ich nie będę panicznie zdejmowała. Panienka zauważyła moje kozaki, mówi do swoje matki: „Patrz jakie ekstra kozaki”. Matka lustruje moją postać. W sklepiku jest dość ciemno i chyba nie widać szczegółów. Mówi do mnie: „Czy pani często nosi takie kozaki, na tak wysokim obcasie? Przecież to niewygodne” Słowa były skierowane do mnie, więc muszę coś odpowiedzieć. Nie kryję swojego męskiego głosu i odpowiadam: „Dość często, proszę pani, a wysokość obcasa, to tylko kwestia przyzwyczajenia”. Obie zdębiały! „A-a-ha” lub coś w tym guście, usłyszałam w odpowiedzi. „Przeprasza,, nie wiem jak mam się zwracać: pan czy pani” – dorzuciła z lekką ironią starsza z kobiet. „Jestem Iwona” – odpowiadam. Tu zaczyna się rozmowa, a facet tylko patrzy i nic nie mówi. Wkrótce rozmawiam już tylko z młodszą, jest bardzo ciekawa, czy jestem całkiem przebrana. No przecież nie będę się rozbierała, żeby jej udowodnić! Widzę, że chce nawiązać ze mną kontakt; przecież mogę stanowić nie lada atrakcję towarzyską na imprezie. No nie?

Matka w międzyczasie usiłuje wybrać jakieś buty dla siebie. Mnie coraz bardziej osacza ta młoda. „Nie bądź łatwa maleńka” – mówię sobie w myślach. W końcu nic nie kupiły i wyszły. Ja zabieram się za zdejmowanie kozaków. Facet wali mi komplement, że nieźle w nich wyglądam i może po okazyjnej cenie zrobić podobne dla mnie. Pytam o cenę. Dobrze, że siedziałam na stołku. Jedyne 1.500,- zł! Chyba oszalał! Wychodzę. Przed sklepem sięgam po papierosa. Muszę odreagować. Przez moment analizuję całe zajście i uśmiecham się pod nosem. „Ale pyszna zabawa. Ciekawe co się jeszcze wydarzy”.

5. Spacer po słynnym „deptaku”

Idę sobie dalej. Widzę sklep jubilerski. No to już! Wchodzę. Nareszcie kobieta za ladą. Bez żadnej kurtuazji mówię, że chcę kupić sobie komplet srebrnej biżuterii. Jakiś naszyjnik lub gruby łańcuszek na szyję, bransoletkę na rękę i kolczyki. Wszystko żeby stanowiło jeden komplet. Zaczynamy wybierać. Wybór pada na gruby łańcuszek pod szyję i podobny na rękę. Jest OK! Proszę o pokazanie kolczyków. Babeczka lekko zmieszana proponuje srebrne klipsy. Odmawiam. Wolę kolczyki. Znalazła coś odpowiedniego i mówi: "Tylko, że do noszenia kolczyków musi pani (z wyraźnym naciskiem na pani) mieć przekłute uszy". No tak. Peruka przysłoniła moje uszy. Pytam, czy mogę przymierzyć kolczyki. Babeczka w lekkim szoku. „Tak” – odpowiada. Staję przed lustrem, ale tak żeby widzieć w nim również jej twarz. Obserwuje. Ja przymierzam kolczyki. Oglądam. Podobają mi się. Ostatecznie postanawiam kupić wszystko co wybrałam. Nie zdejmuję kolczyków. Kobieta patrzy z niedowierzaniem. Aż mnie kusi i nie wytrzymuję, pytam: „Czy coś nie tak?” (zupełnie tak, jak by było wszystko w najlepszym porządku!). „Nie, nie, tylko... dlaczego, przepraszam za moje głupie pytanie, dlaczego pani to robi?”. „Co robię?” – udaję że nie rozumiem. W tym momencie wchodzi jakaś kobieta, a ekspedientka tylko macha ręką, że niby już nic i nie ważne. Płacę i wychodzę.

Na ulicy oprzytomniałam. „Do diabła, przecież ona ma rację. Ale ja się wygłupiam!” – zakołatało w mojej głowie. Niestety, jest już za późno. Jestem w takim miejscu, że nie sposób stąd uciec. Nie ma takiej bezpiecznej alternatywy. Wszystkie boczne ulice są mało bezpieczne. Muszę kontynuować. Mam poczucie winy. Zaczyna się dół psychiczny. Przestałam się tym bawić, to staje się z każdą chwilą coraz bardziej męczące. Poważna jak posąg doszłam do placu Wolności.

6. Plac z pomnikiem Kościuszki

W centralnej części placu stoi pomnik Kościuszki. Ulubione miejsce spotkań młodzieży. Nawet nie wiem jak się tam znalazłam. To cud, że młodzież mnie nie zdekonspirowała! Miałam okropny dołek psychiczny. Przeszłam na drugą stronę placu i tam machinalnie weszłam do dość ekskluzywnego sklepu z damską odzieżą. Pani w średnim wieku, elegancka, wyperfumowana, z makijażem jak u „lalki porcelanowej” zauważyła mnie. Było mi wszystko jedno z powodu „dołka”. Chyba miałam minę, jakbym chciała za chwilę rozpłakać się.

Swoją drogą ona była niezłym "kupcem psychologiem". Natychmiast zaopiekowała się mną. Nawet nie wiem kiedy zaproponowała mi przymierzenie niezłego ciucha: żakiet w kolorze amarantu, zapinany prawie pod samą szyję, do tego czarna spódnica jakieś 7 cm przed kolano. Wszystko dobrane "na oko". Przymierzam. Wychodzę pokazać się. "Hmm" – brzmi werdykt. Nawet w tej chwili nie mogłam się pocieszyć swoim widokiem. Walnęło mnie całkiem na serio. Ekspedientka (a właściwie właścicielka sklepiku) zaproponowała mi czarny golf. Zakładam bez entuzjazmu. Znów wychodzę pokazać się. EUREKA! Spoglądam w lustro. Aż mi się oczy zaświeciły! Ale super! Tylko te rajstopy (jasne, błękitne) nie pasują do niczego. Krótka wymiana zdań, pani bardzo uprzejma, zauważa moje ożywienie, proponuje zmianę rajstop na ciemny beż (coś w kolorze kawowym). Jest fantastycznie. Stoję i patrzę. Ale numer! Nawet nie wiedziałam, że mam tak zgrabne nogi! (szczególna zasługa koloru rajstop).

Spędziłam w tym butiku z półtorej godziny. Przymierzałam nawet "małą czarną" (czysty obłęd, jak strój może zmienić człowieka). Znów poczułam się dobrze. Biorę ten komplecik razem z golfem i rajstopami – przymierzyłam na sam koniec i już go nie zdjęłam. Zostałam w nim. Znów mam pozytywne nastawienie. Decyzja – idę dalej.

7. Powrót „deptakiem”

Znów idę. Znów mnie to bawi. Spojrzenia ludzi, stukanie obcasów. Jest dobrze. Czym by była dobra zabawa bez odwiedzin w królestwie kobiet? No to Iwona, do gabinetu kosmetycznego marsz!

Tutaj muszę zdradzić wam, dlaczego. Otóż, chodząc wcześniej i obserwując ulicę Piotrkowską, zauważyłam, nową modę. Część kobiet nosi więcej niż jedną parę kolczyków. Fajnie to wygląda, gdy wisiorki noszone są razem z małymi kulkami. To naprawdę świetna ozdoba (miałam się o tym przekonać później). Tak więc, zazdrościłam tym kobietą, że one „to mają, a ja nie”. Decyzja zapadła.

Wchodzę do ładnego i nowoczesnego gabinetu. W środku kilka klientek. Ja mam takie dobre nastawienie, że nawet mnie nie odchodzi, czy mnie widzą, czy też nie. Postanawiam się dobrze zabawić. Młoda dziewczyna, wesoła jak nie wiem co, o mało nie doprowadziła mnie do łez. Tak sobie żartowałyśmy od samego początku, że inne dziewczyny nie wytrzymały i dołączyły do nas. Wkrótce, w całym gabinecie było bardzo wesoło. Jakaś dystyngowana „dama” (nie jestem pewna, ale chyba bardzo znana postać w Łodzi), nie wytrzymała i podeszła bliżej obejrzeć „owe dziwo”, czyli mnie. A że było wesoło, żadna z pań nie krytykowała mojej osoby. Jedna nawet zwróciła uwagę na skromny i gustowny strój. Było jak na ekstra imprezie.

Zanim dziewczyna wzięła się do roboty zaproponowała filiżankę kawy. Szok! Tego się nie spodziewałam. Poczułam się jak ktoś szczególny. Nie ma to jak renomowany gabinet kosmetyczny! Luz, luz i jeszcze raz luz! W końcu po wypiciu kawy zabieramy się do zabiegu. Dziewczyna od razu proponuje mi założenie dwóch par kolczyków. No nie! Tego to ja nie miałam w swoim planie!

Tłumaczy mi, że fajnie będą wyglądały srebrne kolczyki w zestawie: delikatne wisiorki, małe kółeczka i małe kuleczki. Nie bardzo wierzę! Ona woła jaką koleżankę. O, szok! Ale to wygląda! No super! Krótka decyzja: robimy! Kilkanaście minut później wychodzę bardzo zadowolona. Idę „zwiewnym krokiem”. W myślach nucę sobie jakąś piosenkę. Jest bosko! Zabawa na całego. Jest już około drugiej po południu (no może przed drugą). Wchodzę do niezłego sklepiku z ciuchami. Ciekawe co tu mają. Mój wzrok przyciąga letnia czarna sukienka. Ma co prawda długi rękaw, duży dekolt, ale za to bajeczny dół – z tzw. klosza. Przymiarka. Ekspedientki (dwie panie po trzydziestce – chyba nawet moje rówieśnice) mają niezły ubaw. Wszystko jest ekstra. Sukienka leży idealnie. I namówiły mnie na nią. Do tego sandałki na szpilce. Ale odjazd! Nic, tylko Iwonka gotowa prosto na imprezę. Idę dalej.

8. Znów przechodzę koło moje „roboty”

Tak znów przechodzę koło moje „roboty”. A tu niespodzianka! Koleżanka z pracy, bardzo fajna T. Wyszła na zakupy. Idzie prosto na mnie. „O kurczę” – myślę sobie – „jest niedobrze”. I faktycznie. Widzę na jej twarzy jakiś ironiczny uśmieszek. Chyba poznała. Ale jak? Tego to ja już się nigdy nie dowiem. Zlustrowała mnie dokładnie, a przechodząc obok cichutko chrząknęła.

Szok! Ona już wie! Ciekawe kto będzie wiedział następny. Przecież kadrówka, jej najlepsza koleżanka w pracy siedzi w sąsiednim pokoju! (... tu nie wiem co myślałam). Trudno! Mleko się rozlało! Idę dalej.

(Po powrocie z urlopu do pracy, T. tylko raz z uśmiechem na twarzy puściła do mnie oko – na znak że wie o wszystkim. Fajna koleżanka, nic nikomu nie powiedziała, zachowała wszystko w tajemnicy – Ciekawe dlaczego?)

9. Spacerkiem do końca

Szłam sobie teraz całkiem na luzie (no powiedzmy, ze na luzie – przecież miałam kilka toreb z zakupami – a to widok całkiem normalny). Nic się praktycznie już do samego końca nie wydarzyło. No może z małym wyjątkiem. Przed samym blokiem, jak na złość, zebrała się grupa "moralnie prawych" sąsiadek. Udałam, że ich nie widzę, przechodząc obok. Jakoś tak podejrzliwie patrzyły na mnie. Chyba się domyślały kto to mógł być. Najważniejsze, że po jakimś czasie, te same panie głosowały za moją kandydaturą do Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej. I czyż życie nie płata nam figli?

W domu, zaraz po wejściu, upuściłam torby. Byłam zmęczona i fizycznie, i psychicznie. „Iwona dała sobie w kość” – powiedziałam. Zwaliłam się w ciuchach do „wyra”. Usnęłam. Miałam ciągle przed oczami wydarzenia minionego dnia.

Wieczorem musiałam pozbyć się tych „pazurków”. Były fajne. Ale jak tu je nosić na co dzień? Zadzwoniłam do zaprzyjaźnionej kosmetyczki. Na szczęście była jeszcze w gabinecie. Poczciwa Alicja. Co ja bym zrobiła bez niej? To ona mnie przygotowuje do szaleństw i „odczarowuje” po ich zakończeniu. Kiedy stanęłam w drzwiach, Alicja parsknęła szczerym i gromkim śmiechem. No tak. Teraz byłam facetem. Miałam nowe dwie pary kolczyków i długie tipsy. Siedziałyśmy do 24-tej. Chciała poznać szczegóły mojej wyprawy. Potem dała mi jakąś maść przyspieszającą gojenie uszu. A kiedy już wychodziłyśmy, powiedziała coś dziwnego: „musimy się kiedyś umówić razem na zakup”. Ciekawe, co to miało znaczyć?

***

Jeżeli któraś z was chciałaby powtórzyć mój numer w swoim mieście, to przestrzegam Was: „pomyślcie dobrze trzy razy”, zanim pomyślicie i przystąpicie do realizacji tak szatańskiego pomysłu. Wiem co mówię! Dziś wiem to na pewno, że miałam więcej szczęścia, niż rozumu. Chyba już nigdy nie zrobię czegoś równie głupiego! Tak, tak! To było bardzo głupie!

Naprawdę, „musiały mi się poluzować wszystkie śrubki pod sufitem”. Zresztą, odchorowałam cały ten stres związany z realizacją szalonego pomysłu – potem przez trzy dni miałam kłopoty z żołądkiem!

To jest chyba ostatnie opowiadanie o moich dotychczasowych wyczynach. Nie chcę Was zanudzać! Jeszcze coś wam kiedyś napiszę. Ale chyba raczej o innej tematyce.

IWONA

Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 25 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8338
On line: 6
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Adwokat - wynajęte sumienie. Fiodor Dostojewski
Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl