close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Środa, 2019-09-18

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8225768, ilość odsłon: 65072354
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3538)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (56342)
Sobota nad morzem. (8250)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (32403)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (32921)
Oczami Nowicjuszki (12221)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14684)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (27350)
Spostrzeżenia z życia transki (18578)
Trans Sylwester w Tęczówce (25230)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (710033)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (609337)
Strony prywatne (382284)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (333437)
Zakupy za granicą (299613)
Wiązanie krawata (278485)
Jaka fryzura? (242663)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (242153)
Zakupy w Polsce (233426)
Zestawienie rozmiarów obuwia (228769)
...więcej...

Powrót do: Pamiętnik Alex

Strzępy pamiętnika cz. 15
Liczba wyświetleń: 10681


W skrócie:Autor: Alex

Do artykułu dodano 42 komentarzy. Pokaż komentarze.
Strzępy pamiętnika cz. 15

Leżałyśmy obok siebie w absolutnych ciemnościach: świeżo zaspokojone, szczęśliwe i zmęczone, lekko zdyszane i spocone. Ale, jak zwykle, nie potrafiłyśmy zbyt długo poddawać się błogiemu rozleniwieniu. Tym razem Ewa dała hasło do powtóreczki. Zbłądziła dłonią w okolice mojego podbrzusza i – bez słów – zaczęła prosić o jeszcze.

Odczekałam, aż reakcja mojego organizmu będzie wyraźna i pozytywna. Ewka zamruczała z zadowoleniem...

– No i co? Naprawdę chciałabyś, żeby mi go obcięli? – zaszemrałam jej wprost do ucha, nawiązując do naszych niedawnych rozmów o chirurgicznym przekształceniu Aleksa w Aleczkę – Nie brakowałoby ci czegoś, kochanie?
– Hmmm... No, nie da się ukryć, trochę...
– Trochę? Tylko trochę?
– Trochę. Wiesz, są sztuczne. Ojciec kiedyś przywiózł matce takie coś z zagranicy, hihi...
– O! Nie mów, że wypróbowałaś? – zainteresowałam się – A poza tym, to trochę bez sensu, ucinać prawdziwego, żeby się zabawiać sztucznym!
– Pewnie, że wypróbowałam – chichotała Ewka, nie przerywając delikatnej pieszczoty – I powiem ci, że nie jest wcale gorszy od prawdziwego... Zresztą, gdyby cię przerobili na dziewczynę, to sama byś mogła się przekonać!

Upsss. Tu mnie zaskoczyła. Przywykłam do bycia panienką... Oczywiście, panienką o zdecydowanie lesbijskich skłonnościach. Ale tak, jak nie brałam nigdy pod uwagę pójścia do łóżka z facetem, tak samo nie mieściła mi się w głowie zabawa z gadżetami. Szczególnie z damskimi. Hej, jeszcze za mało człowiek nacieszył się niedawno odkrytym seksem... żeby miał go sobie tak gruntownie modyfikować! Chcę się kochać jak mężczyzna! Powiedziałam to Ewie.

– Bo nie wiesz, co dobre – szepnęła – Nie zauważyłaś przypadkiem, robaczku, kto tu ma lepsze orgazmy?

Cóż. To był jakiś argument. Różnica rzucała się w oczy – i w uszy.
– Ale czy ja po operacji też będę takie miała? Aż tak dokładnie mogą mnie przerobić?
– No, chyba tak – Ewa wyraźnie zawahała się – Ale masz rację, o to trzeba by się przepytać... Da się zrobić, pamiętaj, że mama jest ginekologiem. Pogadam najpierw z nią.
– Ale nie powiesz, że to o mnie chodzi!? – jęknęłam, zaniepokojona zupełnie na serio – Przynajmniej, póki się nie zdecydujemy...
– Nie, głuptasku... – uspokoiła mnie i przytuliła się mocniej – A teraz nie zawracaj sobie tym głowy, tylko bierz się do roboty...
No, to się wzięłam.
– Pewna jesteś, że plastikowy jest równie dobry? – spytałam potem.
– Ciiicho... Nie marudź – zbyła mnie Ewa – Czyżbyś była zazdrosna o plastik?

Byłam. Każdy by chyba był w tej sytuacji.

Już od pewnego czasu czułam, że Ewa coraz bardziej stara się zakwestionować moją męskość... Służyły temu zarówno coraz wymyślniejsze i bardziej perwersyjne przebieranki, jak i prowokowanie sytuacji, w których miałam się poczuć szczególnie „kobieco”. Coraz częściej kochałyśmy się jak dwie lesbijki – a poza łóżkiem na mnie spadała większość typowo babskich obowiązków.

Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Przywiązanie do Aleksa wciąż walczyło we mnie z przemożną chęcią odgrywania dziewczęcej roli. Z jednej strony panicznie bałam się ewentualnej operacji – z drugiej jednak rozumiałam argumenty Ewy, że z czasem coraz trudniej będzie mi być kobietą w męskim ciele.

Temat powracał już teraz raz po raz. Nie potrafiłam się na niczym skoncentrować, wszystko mi się kojarzyło z kwestią zmiany płci. Kochając się z dziewczyną, myślałam o tym, jakby to było... gdyby było całkiem inaczej. W sklepie patrzyłam na kobiety, zastanawiając się, czy aby wszystkie zawsze były kobietami. Artykuł z „Kobiety i Życia” czytałam w kółko, rano i wieczorem – aż w końcu znałam go na pamięć. Brakowało mi jednak pewnych informacji...

To i owo znalazłam w encyklopediach wujostwa – ale niewiele. W końcu, zdesperowana, poświęciłam jedno popołudnie, wyholowałam Ewę do wojewódzkiej biblioteki publicznej i – niestety. Okazało się, że na legitymację studencką z Fakowic nie można się zarejestrować w bibliotece w Miłblinie.

– Może w uniwersyteckiej? Nie wiem, jakie oni dokładnie mają przepisy, ale chyba wszystkich studentów powinni przyjmować... – zasugerowała sympatyczna pani zza kontuaru.

Uniwersytecka była akurat nieczynna. Przerwa wakacyjna. Ból. Dlaczego wtedy nie było internetu?
– Popatrz. A tego ci nie żal? – powiedziałam, gdy wracałyśmy do domu.
– Czego? – Ewa w pierwszej chwili nie zrozumiała.
– No, tego... – uniesionym podbródkiem wskazałam idącą przed nami rodzinkę z czeredką dzieciaków – Jak sobie dam obciąć, to nigdy nie będziemy mieć dzieci...
– To nie takie proste – mruknęła dziewczyna, zwalniając wyraźnie kroku.
– Co jest? – zaniepokoiłam się, patrząc na jej gwałtownie zmienioną twarz – Źle się czujesz?
– Nie, nie, nic. Chodźmy do domu, bo głodna jestem. A właśnie, jeszcze chleb trzeba kupić i herbatę, bo się kończy – Ewa zmieniła temat.

Nie ze mną takie numery. Oczywiście nie odpuściłam. Poczekałam na inną okazję, żeby wrócić do pytania. Zaraz po wieczornym spacerze z psem przystąpiłam do akcji.

Gdy Ewa zeszła po coś do piwnicy, ja zaciągnęłam szczelnie zasłony w oknach (żeby nie gorszyć sąsiadów z bloku obok) i poleciałam do łazienki przybrać odpowiednią postać. Szybko założyłam czarne pończochy i przypięłam je podwiązkami do paska. Potem – również czarny biustonosz, wykańczany delikatną koronką... Kusa koszulka z cieniutkiego tiulu, którą Ewa dostała na osiemnaste urodziny – i nie cierpiała jej na sobie, za to uwielbiała na mnie. Wsunęłam stopy w szpilki, założyłam podłużne, złote kolczyki, upięłam włosy w fantazyjny pióropusz na czubku głowy i przyozdobiłam go jakąś błyskotką, na szyi zamocowałam aksamitną obróżkę ze sztucznym brylancikiem, mocno pociągnęłam wargi ciemnoczerwoną szminką – i tak ubrana (a raczej rozebrana) wymaszerowałam z łazienki, kusząco kręcąc chudym tyłkiem.

Ewa właśnie wchodziła do mieszkania. Zagwizdała.
– Przeczuwam atrakcje! – oblizała się lubieżnie i puściła do mnie oczko.
– I słusznie, mój książę... – wiedziałam, że lubi, gdy tak do niej mówię.

Odwrócona do niej tyłem, bardzo długo zapalałam świece na stole. Wiedziałam, że na mnie patrzy – niemal fizycznie czułam, jak jej wzrok wędruje od niebotycznych obcasów, poprzez nogi (niewątpliwie zgrabnie wyglądające w czarnych pończochach) oraz pośladki (przecięte podwiązkami) – aż po odsłonięty kark. Byłam diabelnie podniecona – i wiedziałam, że ona też.
– Otworzysz wino? – spytałam.

Otworzyła i nalała. Potem zawiązała sobie krawat, a ja rozsiadłam się na sofie w kącie pokoju. Ewa puściła jakąś cichą i nastrojową muzykę. Przysiadła się do mnie z kieliszkiem w ręku. Wypiłyśmy po łyku, a potem jej usta zaczęły błądzić po moim nagim obojczyku. Postanowiłam być okrutna i zadziałać z zaskoczenia.

– A, nie odpowiedziałaś mi na pytanie... To jak z tymi dziećmi? Nie chcesz mieć?
– Nie! Nie chcę! – krzyknęła.

Rozległ się trzask. Ewa syknęła z bólu i zerwała się na równe nogi. Jej spodnie i koszula były zbryzgane winem. W zaciśniętej pięści dziewczyny tkwiły resztki zgniecionego kieliszka. Po nadgarstku spływała stróżka krwi.

Zaciągnęłam ją do łazienki, przepłukałam ranę najpierw zimną wodą, a potem chlusnęłam spirytusem salicylowym. Wrzasnęła.
– Sprawdź, czy ruszasz palcami. Tak? No, to ścięgna są nie uszkodzone...

Wstępnie obwiązałam jej rękę chustką i kazałam szukać bandaży, a sama wyjęłam z szafy odkurzacz i przystąpiłam do wyciągania drobin szkła z dywanu. Do szczęścia brakowało mi jeszcze tego, żeby i pies przeciął sobie łapę... Musiałam zabawnie wyglądać – w swoim seksownym przebranku, pochylona nad odkurzaczem. Ale nie było mi do śmiechu. Myślałam, co tu jest grane. Pytanie o dzieci wydawało mi się po pierwsze niewinne, po drugie naturalne w zaistniałej sytuacji. Tymczasem reakcje Ewy wskazywały, że ona traktuje to zupełnie inaczej. Dlaczego? Musiałam to wiedzieć, ale bałam się już pytać po raz trzeci.

Ewa, blada jak ściana, ze szklistymi oczami, siedziała w kuchni na krześle. Posprzątałam, umyłam ręce i założyłam jej porządny opatrunek. Ranki na dłoni były liczne, ale na szczęście powierzchowne.

– Miałaś szczęście – stwierdziłam.
– Mhmmm.
Niespodziewanie łzy pociekły jej ciurkiem.
– Tak cię boli ręka? – udałam idiotkę.
– Nie... – chlipnęła, ocierając twarz – Wiesz, skoro już tak, to muszę ci wyjaśnić...

Zastrzygłam uszami. I zastygłam w progu, wciąż z bandażami w dłoniach. A Ewa zaczęła mówić.
– To nie to, że ja nie chcę mieć dzieci... Bardzo bym chciała. Cały czas o tym myślę. Ale, Alka, ja po prostu nie mogę...

A potem opowiedziała mi historię sprzed paru lat. O zbyt szalonej, szkolnej imprezce, o niespodziewanej ciąży – o siarczystym policzku od matki i o głębokiej tajemnicy przed ojcem. No i o najważniejszym – o nieudanym zabiegu, przeprowadzonym pospiesznie przez jednego z lekarzy z oddziału, na którym pracowała jej mama.

Coś poszło nie tak. Podobno jeden taki przypadek na milion, pierwszy w długoletniej karierze świetnego specjalisty... i tak dalej. Omal nie skończyło się tragicznie. Ewę odratowano, ale jej szanse na macierzyństwo bezpowrotnie przekreślono.

Opowiadała to wszystko niemal na jednym oddechu, cichym głosem, patrząc w podłogę. Gdy skończyła, rozszlochała się na dobre – a ja tkwiłam jak kukła, z rolką bandaża w dłoni, trzymając drugą rękę sztywno na jej plecach i gryząc wargi.

Ewa opanowała się po kilku minutach. Siorbnęła nosem i spróbowała się uśmiechnąć.
– Nic nie podejrzewałaś? Nie przyszło ci do głowy, ze coś jest nie tak, skoro kochamy się bez żadnych zabezpieczeń?
– A nie... Jakoś nie – przyznałam, zaskoczona – Myślałam, że się jakoś zabezpieczasz...
– Oj, dziecko – westchnęła.

Nagle poczułam się kretyńsko w tej tiulowej koszulce, w pończochach i w obróżce z brylancikiem. Zrozumiałam, że powinnam być z nią teraz w spodniach – że ta pozornie harda i niezależna dziewczyna, pozująca nawet na cyniczną i z lekka zepsutą, w gruncie rzeczy bardzo potrzebowała silnego, opiekuńczego mężczyzny, a nie klauna, pozującego na panienkę.

I poczułam, że ja przecież wcale nie jestem Alką. To Aleks stał w kuchni miłblińskiego mieszkania, wstydząc się siebie.

Zrozumienie tego faktu było jak walnięcie czymś ciężkim przez łeb. Machinalnie sięgnęłam po papierosa. Ewa sączyła wino.

– No, to już wiesz wszystko... Zero dzieci. Tak czy siak. Czy będziesz mieć ten instrumencik między nogami, czy nie. Bez znaczenia. Przynajmniej, jak dla mnie.
– A dla mnie to nie jest bez znaczenia. Ewa, ja nie jestem dziewczyną i nie będę... – słyszałam te słowa, wypowiadane przez Aleksa i dziwiłam się, że ja, Alka, nagle nie mam nic do powiedzenia.

A Aleksander zrobił się bezczelny. Psychoanalityk-amator, psiakrew!

– Wiesz, Ewa? Coś mi się wydaje, że ta twoja pogoń za dziewczynami, ta chęć zrobienia dziewczyny ze mnie... To jest ucieczka przed złymi wspomnieniami związanymi z facetami, nie? Czy to przypadkiem nie dlatego jesteś les?
– Nie jestem!
– Ewa... Nie oszukujmy się.
– Ja nie oszukuję... Ja nie wiem... Sama nie wiem, kim jestem – szepnęła.

Znów zesztywniała. Odłożyłam wreszcie bandaże i zajęłam się robieniem herbaty.
– Może...? Może i masz rację? Nie wiem – powiedziała w końcu Ewa, bardziej do siebie, niż do mnie.
– Może... Jeśli tak, to chore. Chore i niszczące. Dla ciebie i dla mnie. Spróbujmy inaczej.
– Jak „inaczej”? – spojrzała na mnie badawczo.
– Chcę być z tobą bardziej jako chłopak. Bo, Ewuś, ja już wiem. Mogę się przebrać dla zabawy w sukienkę, no nie powiem, fajne to jest... i lubię to, ale... Ale dziewczyną na stałe nie będę. Nie mogę. To nie to.

Ewa znowu milczała. Ja też. Miałam nagle dosyć całej tej clownady. Tych fatałaszków, długich włosów, kolczyków i kokardek. Miałam? Nie, miałem! Ja miałem dosyć – Aleksander. Ufff. Przed kilkoma godzinami byłem bliski decyzji o operacyjnej zmianie płci – a nagle cholernie przeszkadzał mi fakt, że stoję przed swoją dziewczyną umalowany, uczesany po damsku i ubrany jak dziwka. Ktoś mówił, że kobieta zmienną jest? No, nie tylko. Transwestyta też.

Zaraz, jaki transwestyta!? Męska dusza Aleksa zaprotestowała nawet przeciwko takiemu określeniu. Żaden trans, po prostu facet z fantazją, który dla wygłupu dał się swojej dziewczynie przebrać za laskę. I tyle.

Szpilki nagle zaczęły mnie uwierać. No i powędrowały w kąt. Seksowne ciuszki zostały przykryte szlafrokiem wujka Wiktora.

– Aleks... Nie oszukuj się – bezgłośnie szepnęła Aleczka – Przecież ja wciąż gdzieś tu jestem...
– Wiesz co, Ewuś – zaszarżował Aleksander – Mam dosyć tej przebieranki. To był głupi pomysł. Szkoda, że nie mam swoich spodni, ale może coś się znajdzie w szafie wujka...
– O, nie, tego mi nie rób. Coś ustalono przed wyjazdem, o ile pamiętam? No to proszę o elementarną konsekwencję – warknęła Ewa – W życiu ponosi się konsekwencje swoich decyzji!

Miała rację. Nie było sensu rzucać się z jednej skrajności w drugą... poza tym, nawet Aleks musiał przyznać, że te wszystkie ciuszki są jednak szalenie ekscytujące, a on wygląda w nich lepiej, niż w spodniach. Postanowił więc dobrnąć do końca wakacji – w sukience. Już bez tego entuzjazmu, co wcześniej – ale ze świadomością, że druga taka okazja do paradowania w damskich ciuchach pewnie nieprędko się powtórzy.

Był jednak tym zmęczony... Ewa wycofała się z najbardziej fantazyjnych elementów przebieranek, nie było już mowy o kokardach, nawet kolczyki powędrowały do saszetki. Ale długie nogi Aleczki nadal wystawały spod krótkich spódniczek.

Aleks zaczął używać męskich końcówek wyrazów, kiedy był sam na sam z Ewą – i żeńskich poza domem. Ewka natomiast konsekwentnie mówiła w rodzaju żeńskim. Ta schizofrenia zwiększała ryzyko dekonspiracji, więc w końcu dałam sobie przetłumaczyć – i tak znów zostałam Aleczką.

I niby było, jak dawniej... Chichocząc, ćwiczyłyśmy na mojej buzi jakieś nowe makijaże, dawałam sobie upinać włosy, znów poszłam w sukience po zakupy – ale zadra pozostała. Coś chyba wtedy pękło między mną i Ewką.

O operacji zmiany płci nie było już oczywiście mowy, nigdy więcej. Kiedy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że o ostatecznym scenariuszu wydarzeń zdecydował częściowo przypadek, a częściowo brak wyczucia i niecierpliwość ze strony Ewy. Gdyby nie nacisnęła zbyt mocno, gdyby poczekała, aż kobieca część mojej duszy bardziej dojrzeje, aż wydarzenia same z siebie zajdą dalej – równie dobrze mogło być inaczej. Tymczasem zadziałała moja wrodzona przekora: zwykle, gdy ktoś mówił mi „wybierz czarne”, ja wolałam „białe”.

Stało się, jak się stało. Już nigdy nie wróciły uczucia z pierwszej części chrampolsko-miłblińskiego wojażu. Nigdy nie wróciła Aleczka – prawdziwa kobieta (z drobnym, fizjologicznym felerem – faktycznie nadającym się do chirurgicznej korekty). Aleks „mężniał”, i nawet gdy zakładał dziewczęce fatałaszki, pozostawał facetem. Nowa Alka była tylko „chłopcem w sukience”, cieszącym się ze swego przebrania, ale coraz częściej tęskniącym za spodniami. Mówienie o sobie w rodzaju żeńskim nie było już naturalnym odruchem, stało się tylko konwencją towarzyską, dopełnieniem sztucznej roli.

Ewa wyraźnie dostrzegała zmianę i oczywiście nie była z niej zadowolona. Starała się jednak nie jątrzyć więcej sytuacji, możliwe, że poniewczasie pojmując swój błąd. Zaciskając zęby, udawała, że wszystko jest OK.

Ale nie było. Nawet nasze pieszczoty stały się jakieś sztuczne i wymuszone...
– Przeszkadza ci seks z chłopakiem? – nie wytrzymałam za którymś razem.
– Nie! Skądże! – zaprotestowała gwałtownie, ale do dziś nie wiem, na ile szczerze.

Fakt, że od tej chwili w łóżku zaczęło być znowu lepiej. Ewa angażowała się, jak kiedyś (a przynajmniej taką zaangażowaną nieźle udawała).

Wytrzymałam w roli młodej panienki aż do przyjazdu wujostwa. Pomimo wewnętrznego napięcia, pomimo poczucia, że sytuacja jest absurdalna, na ich powitanie dałam się Ewce wystroić jak laleczka.

Beżowa bluzeczka bez rękawów, ozdobiona na biuście koronkami. Spod cienkiego materiału wyraźnie przezierał stanik. Minispódniczka w szkocką kratkę. Gładko wygolone nogi (na rajstopy – niestety – zrobiło się zbyt ciepło). Białe sandałki na zgrabnym obcasiku. Znowu kolczyki. Biała kokarda i różowe, plastikowe wsuwki we włosach. Jasnoczerwone usta i zielonkawe powieki. Tusz na rzęsy, świeżo odmalowane pazurki u rąk i nóg. Bransoletki na przegubie, jakiś wisiorek na szyi.

Gdy Ewa skończyła mnie charakteryzować, popatrzyłam w lustro – i mimowolnie uśmiechnęłam się do słodko-ślicznego odbicia. Dziewczyna, do tej pory niepewna mojej reakcji na dość ryzykownie zaplanowany image, natychmiast wyłapała ten uśmiech i radośnie cmoknęła mnie w policzek. Miała straszną frajdę.

– No i co, fajnie jest?
– No, fajnie... – musiałam przyznać.

Jeszcze wczoraj odmówiłam malowania się i – naburmuszona – chciałam siedzieć cały dzień w domu. Dziś, nagle poruszona widokiem ładniutkiej panienki w lustrze, zapragnęłam zaszaleć... Ponieważ zbliżała się pora spaceru z Maksiem, złapałam za smycz.

– To idę – poinformowałam Ewę.
– Okej, to ja zostanę, gdyby przyjechali... – odpowiedziała z lekkim zaskoczeniem – Tylko, mała, uważaj na siebie!
– Spokojnie, hihi...

Dzień był piękny. Po niedawnych chłodach i deszczach pozostało wyłącznie wspomnienie. Tanecznym krokiem, uśmiechnięta i zadowolona z siebie, pomaszerowałam wzdłuż bloku. Potem wzdłuż następnego. Przeszłam przez jezdnię, minęłam wakacyjnie wymarłe gmaszysko szkoły, obejrzałam wystawy w pawilonie handlowym (no, bądźmy szczerzy – głównie to obejrzałam swoje odbicie w szybie). Potem skręciłam w stronę parku. Maks, też radosny, szalał po trawnikach, straszył wróble, obszczekiwał jakieś inne psy, węszył w krzakach, odpowiadał pod drzewami na zaległą korespondencję zapachową.

Świat znów był piękny. Czy spacerując tu w spodniach i w trampkach byłabym równie szczęśliwa? Musiałam sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie.

Odpowiedź brzmiała: nie. Na pewno nie. Co najmniej połowa mojego szczęścia brała się z postukiwania obcasami o beton parkowej alejki, z tego cudownego uczucia, związanego z ocieraniem o siebie nagich łydek i ud, z wyczuwalnego ucisku ramiączek biustonosza, z konieczności przytrzymania kusej spódniczki, filuternie szarpanej przez wiatr i mającej skłonność do odsłaniania białych majteczek... Uśmiechałam się do nielicznych spacerowiczów – i pilnie obserwowałam ich reakcje. Niektórzy mijali mnie obojętnie, inni odpowiadali uśmiechem – i chyba żadnemu nie przyszło nawet do głowy, że ta sympatyczna, wysoka i smukła panienka jest tak naprawdę facetem! Nie powiem, było to całkiem zabawne i ekscytujące.

Przypomniałam sobie swoje pierwsze wyjście w dziewczęcym przebraniu – na szkolny prima aprilis. To było zaledwie parę miesięcy temu, a ileż się w międzyczasie wydarzyło!

Zamyślona, szłam przed siebie, starając się tylko nie stracić z oczu buszującego po parku psa. Straciłam poczucie czasu... Z braku zegarka, jego rolę przejął nikotynowy głód. Psiakość. Nie wzięłam ze sobą ani papierosów, ani pieniędzy! Mogłam wracać do domu, ale jakoś mi się nie chciało – hmmm, idealnie byłoby, gdyby ktoś zechciał mnie poczęstować.

Na obrzeżach parku było asfaltowe boisko. Kilku nastoletnich chłopaków ganiało po nim za piłką. Znając już z doświadczenia skłonność Maksia do czynnego uprawiania futbolu, gwizdnęłam na niego i znienacka zapięłam mu smycz do obroży. Popatrzył na mnie smutnym wzrokiem.
– Nic z tego, piesku – szepnęłam – Nie pograsz z panami w piłkę...

Przystanęłam i dłuższą chwilę kibicowałam chłopakom. Oczywiście, zauważyli, że są obserwowani – i tempo gry oraz zaangażowanie graczy natychmiast wyraźnie wzrosło. Hihi... Gdyby nie Maks, niespokojnie szarpiący się na uwięzi, postałabym tam sobie jeszcze trochę. Aleczce pochlebiało, że faceci popisują się przed nią – a Aleksowi wcale to nie przeszkadzało.

Po drugiej stronie boiska, na ławce, półleżał siwawy mężczyzna w znoszonym, jasnoszarym garniturku. W dłoni dzierżył butelkę piwa, dwie puste stały u jego nóg. Twarz miał czerwoną – chyba nie tylko od słońca. Prawdopodobnie te piwka nie były jego pierwszymi napojami alkoholowymi tego dnia. I co najważniejsze – gość palił papierosa. Kawaleryjska krew zagrała mi w żyłach. Nie paliłam już chyba od dwóch godzin... No, to... lance do boju, szable w dłoń!

Zdecydowanym szarpnięciem smyczy ustawiłam Maksia przy swoim lewym kolanie i ruszyłam w poprzek boiska. Tłumiąc panikę – i jednocześnie podniecona swoją odwagą – szłam niespiesznym krokiem, skoncentrowana na stawianiu odpowiednio drobnych kroków i na miarowych, acz nienachalnych ruchach bioder. Starałam się przy tym nie patrzeć na chłopaków.

No, nie dostałam piłką i nie wpadł na mnie żaden z graczy – to już dobrze. Znaczy, zachowali się jak dżentelmeni i przerwali grę! Mogłam spojrzeć...

– Laleczka, nie zauważyłaś, że tu się gra!? Gdzie leziesz? – krzyknął jeden z nich, ale w głosie nie było wrogości.
– A niech lezie, wolę patrzeć na jej nogi, niż na twoją mordę! – zaśmiał się drugi, trzymając piłkę pod pachą.
– Nóżki super, ale cycuszki jeszcze lepsze!
– Mała, może zagrasz z nami... Ale nie w nogę...
– Z tobą to może zagrać moja młodsza siostra, dupku, w warcaby! A koleżankę to ja zapraszam do domu, mam fajną kolekcję kaset... – chłopcy prześcigali się w pomysłowości, ale ja obdarzyłam ich jedynie uśmiechem i po kilkunastu sekundach osiągnęłam przeciwległy kraniec boiska.

Sądząc po odgłosach za moimi plecami, rozczarowani brakiem zainteresowania, wrócili do kopania piłki. Odetchnęłam, niezwykle z siebie zadowolona. Ech, dziewczyny to mają dobrze. Gdybyż tak można na co dzień – i w dodatku bezpiecznie...
– No! Daj sobie spokój z takimi myślami! – skarciłam się sama półgłosem.

Facet na ławce z bliska wyglądał na nieźle pijanego. Nie wydawał się przy tym jakimś elementem przestępczym, raczej był porządnym i przyzwoitym człowiekiem pracy umysłowej, który z jakichś tajemniczych powodów chlał w parku w biały dzień. Bywa.

– Przepraszam pana bardzo... Nie mógłby mnie pan przypadkiem poczęstować jednym papierosem? – zapytałam grzecznie, wysilając się na możliwie cienki głosik.
– Pa-papieroskiem? Aż czemu nie? Mooogę... – facet patrzył zamglonymi ślepkami (pewnie widział mnie w trzech postaciach) i z lekka bełkotał – Wszystko dla dam. Bo daaamy to słońce naszego życia... I jak my damy, to damy też nam coś da-a-dzą, he, he...

Gaworząc do siebie, powoli obmacywał kolejne kieszenie. Wreszcie wyjął z którejś zmiętą paczkę Klubowych i wyciągnął ją w moim kierunku. Wzięłam papierosa i obdarzyłam swego dobroczyńcę uśmiechem.

– Czy mogłabym jeszcze prosić o ogień?
– O co? A, no tak, o o-oogień! Oj, dziecko, gdybyś ty wiedziała, jaki ja mam w sobie ogień!
Hej, jaki ja mam ogień!

Znowu powtórzył się rytuał grzebania po kieszeniach. Wreszcie facet znalazł zapalniczkę i zaczął niezdarnie pstrykać kółkiem. A mnie ssało w dołku. Trochę z emocji, bardziej z braku właściwej porcji trucizny w organizmie. Nie wytrzymałam, sięgnęłam ręką, wyjęłam mu zapalniczkę spomiędzy palców i – wprawnym gestem osłaniając ogień od wiatru – przypaliłam sobie papierosa. Ręka pijaka opadła bezwładnie, więc żeby wsadzić mu zapalniczkę na powrót w dłoń, musiałam się mocniej pochylić. Przeciągłe, radosne wycie z kilku młodych gardeł oraz oklaski za moimi plecami uświadomiły mi, że skłon był prawdopodobnie nieco zbyt głęboki. Uroki chodzenia w mini, hihi! Dobrze, ze miałam majteczki...

Ponownie zlekceważyłam dowody zainteresowania oraz aplauz ze strony młodych piłkarzy. Wolałam jednak nie ryzykować nadmiernej komitywy z nimi. Chciwie zaciągając się dymem, szybko pomaszerowałam w głąb parku. Ufff, więcej szczęścia, niż rozumu – pomyślałam o swojej akcji. Hihi... Jak ja lubiłam (i lubię) takie dawki adrenaliny!
Fajnie było być panienką...

– No, bo już myślałam, że cię źli ludzie zgwałcili – powitała mnie zaniepokojona Ewka.
– Byłabyś zazdrosna? – spytałam kokieteryjnie.
Przypuszczam, że gęba mi się po tym spacerze nieźle świeciła.
– Hej, coś ty taka radosna? Wraca stara, dobra Alka... – zauważyła moja dziewczyna.
– No! Chyba tak...

Wróci – nie wróci? To się wyjaśni, kiedy... nadejdzie... nasz ulubiony... C.D. J


Opublikowane przez:
Alex -
Alex




Do artykułu dodano 42 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Pamiętnik Alex

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8300
On line: 39
Zalogowani: Iris_von_Everec
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
W miłości kobiety zawsze więcej dają, niż otrzymują
Louis Desnoyers

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl