close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Czwartek, 2019-07-18

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8165398, ilość odsłon: 64878181
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (189)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26590)
2019.07.16 Katowice. Dyżur psychologa (26119)
Oczami Nowicjuszki (7116)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7795)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21489)
Spostrzeżenia z życia transki (12225)
Trans Sylwester w Tęczówce (18994)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22014)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (32764)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (700238)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (600594)
Strony prywatne (375549)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (326649)
Zakupy za granicą (292236)
Wiązanie krawata (271873)
Jaka fryzura? (235921)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (234911)
Zakupy w Polsce (225987)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222222)
...więcej...

Powrót do: Moja wielka przygoda

Ślub moich marzeń
Liczba wyświetleń: 24855


W skrócie:A potem... Zagrano nam marsz Mendelsona, ja stałam na środku sali, w białej sukni, a moja ukochana wkładała mi na palec złoty pierścionek...

Do artykułu dodano 38 komentarzy. Pokaż komentarze.
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma morzami, żyła sobie mała dziewczynka. Dziewczynka wiodła sobie w swej chatce żywot całkiem zwyczajny, zajmowała się swoimi całkiem zwyczajnymi sprawami, i wszystko wyglądało, że tak już będzie zawsze. Aż tu nagle kiedyś, pewnej pochmurnej i szarej zimy, ta dziewczynka zamarzyła sobie, że przez jeden dzień w życiu chciałaby wyglądać jak królewna i poczuć się jak królewna, a najlepszą okazją do tego byłby piękny ślub z ukochaną osobą. Marzenia zazwyczaj pozostają tylko marzeniami, zwłaszcza jeśli są to marzenia małych dziewczynek. Ale nasza bohaterka pewnego dnia postanowiła w wielkiej determinacji, że wprowadzi swe marzenia w życie...

I tu, drogie Czytelniczki, muszę Was nieco wtajemniczyć. Otóż wszystko to działo się nie za siedmioma górami i lasami, ale w naszej pięknoburej Warszawie, tą dziewczynką byłam ja, nie byłam już wcale taka mała, a to wszystko, co Wam opowiem, to nie bajka, ale wydarzyło się naprawdę w połowie 2001 roku.

Jak się tak mocno zastanowić, to sam pomysł miał swoje korzenie dużo wcześniej – jeszcze zanim nadałam sobie pochodzące z powieści Bułhakowa imię Małgorzata. Otóż, jest na filmie „Priscilla, Królowa Pustyni” scena, gdzie Mitzi przypomina sobie wydarzenia z przeszłości, i pojawia się tam taki obrazek – jak ubrana w czarny frak Marion, przed ołtarzem, nakłada ubranej w białą suknię Mitzi na palec ślubne obrączki. Film oglądałam w 1995 roku i ta scena musiała zapaść mi głęboko w pamięć. Minęło ponad 5 lat, zaistniałam w tym czasie jako Małgorzata w życiu codziennym, poznałam w internecie i w świecie realnym inne transki, zaczęłam wychodzić na dwór, do teatru, do kina, do restauracji, na spacery. Aż pewnego styczniowego dnia na początku 2001 roku zdałam sobie sprawę, że pomysł, który kilka lat wcześniej wydawał mi się nieosiągalną fantazją z innego wymiaru, jest możliwy do zrealizowania w rzeczywistości. I że ja jestem na to gotowa.

Oczywiście, drogie Czytelniczki, domyślacie się zapewne, że mieszkałam i mieszkam z żoną, więc zadajecie sobie pytanie „Jak można wziąć ślub z własną żoną?”. Otóż można. Trzeba tylko wiedzieć, że gdy mając niewiele ponad 20 lat powiedzieliśmy sobie „Tak”, zrobiliśmy to przed Bogiem i ludźmi... i koniec. W świetle obowiązującego wówczas, przedkonkordatowego prawa, pozostaliśmy stanu wolnego. Cóż mogło być prostszego, niż zalegalizować istniejący stan rzeczy, realizując jednocześnie tak szalony i kuszący pomysł?

Moja żonka pomysł zaakceptowała, a ponieważ nie ma lepszej improwizacji, niż dobrze przygotowana i zaplanowana, przez ponad 2 miesiące w mojej głowie zderzały się i biły różne pomysły, plany i koncepcje – aż wreszcie powstał scenariusz, który mniej więcej od marca zaczęłam sukcesywnie wprowadzać w życie.

ETAP 1 – Nowy rozdział w życiu wymaga nowej fryzury

Postąpiłam jak zwykła baba, czyli stwierdziłam, że nie pójdę do żadnego ślubu, jeśli nie będę wyglądała tak, żebym się nie musiała sama za siebie wstydzić. A że z fryzjerami bywa różnie – postanowiłam zacząć od nowej fryzury, żeby mieć jeszcze czas na ewentualne poprawki bądź zmiany koloru. Zrobiłam rozeznanie wśród koleżanek, która mogłaby mi polecić dobrego fryzjera od długich włosów, i zostałam skierowana do Klifa. No nie powiem – kasy zdarli ze mnie nieźle. Ale jak zobaczyłam w lustrze, co dobra fryzjerka potrafi wyczarować z takiego zapuszczonego pekińczyka, na jakiego wyglądałam przedtem... to potraktowałam to jako dobrą wróżbę na całą uroczystość. Ładny kasztanowy kolor, blond pasemka, jakieś takie fajne cieniowanie, no i ta grzywka... zdecydowanie dodająca mi uroku. Bałam się tej zmiany fryzury jak ognia, a okazało się, że to było stosunkowo najprostsze.

ETAP 2 – Suknia ślubna – skąd ją wziąć?

Jak już byłam pewna, że uda mi się osiągnąć wygląd, z którego będę zadowolona, zajęłam się najważniejszym tak naprawdę tematem – suknią ślubną. Wymyśliłam sobie (nie upieram się, że słusznie), że lepiej będzie uszyć sobie suknię ślubną na zamówienie, niż kupować gotową. W związku z tym zaczęłam od wyszukania projektu. Nic mi się nie podobało – szukałam raczej czegoś skromnego i eleganckiego, nie chciałam wyglądać jak wielka beza, nie chciałam też niewygodnych i długich trenów. Suknia ślubnaPonieważ postanowiłam, że wymodeluję się pod spodem zakładając sznurowany gorset i stanik z silikonowymi wkładkami, więc suknie z gorsetem na wierzchu i z odkrytymi ramionami też odpadały. Wreszcie po paru dniach poszukiwań znalazłam dwie odpowiadające moim wyobrażeniom suknie. Wrzuciłam zdjęcia do Photoshopa, z jednej wzięłam górę, z drugiej dół, „zszyłam”, wydrukowałam... i trzeba teraz było jedynie znaleźć kogoś, kto mi to uszyje...

Znalazłam sobie w necie adresy kilku pracowni krawieckich szyjących suknie ślubne w mojej okolicy i udałam się w objazd uzbrojona w wydrukowane zdjęcie projektu sukni i legendę o tym, że narzeczona nie ma czasu, więc ja jeżdżę i szukam krawcowej, która nam uszyje taką suknię jak na zdjęciu, nie zażyczy sobie za to zbyt dużo pieniędzy i zrobi to w miarę szybko. Odwiedziłam chyba cztery pracownie – i znalazłam. Szefowa robiła dobre wrażenie, cenę postawiła niewygórowaną, pracownia mieściła się w miarę na uboczu. Powiedziałam, że się skonsultuję i oddzwonię. Wieczorem oddzwoniłam i powiedziałam, że się decydujemy. Pani się ucieszyła i wyznaczyła termin miary. Teraz przyszła ta decydująca chwila – wzięłam głęboki oddech i powiedziałam „Tylko jest taka sprawa... Ten ślub będzie wyglądał dość nietypowo, i ta suknia to ma być szyta dla mnie, a nie dla narzeczonej. Mam nadzieję, że to Pani nie będzie przeszkadzało?” Nastąpiła chwila ciszy... a potem usłyszałam „No skoro tak Państwo chcecie... Nie ma sprawy, w takim razie zapraszam PANA do miary”. Byłam wniebowzięta – miałam mieć swoją własną, prawdziwą suknię ślubną!!!

ETAP 3 – Zapraszamy do przymierzalni

Na wyznaczony termin jechałam do krawcowej cała roztrzęsiona. Trzeba było teraz zmierzyć się z rzeczywistością – już nie można było dłużej ściemniać żadną legendą o sukience dla narzeczonej, tylko wprost rozmawiać, że to dla mnie, i decydować, co i jak ma wyglądać. Poza tym – miara to miara – więc musiałam mieć takie wymiary, jakie miałam mieć później na ślubie. A to oznaczało, że jechałam co prawda jako facet, ale pod spodem byłam ściągnięta gorsetem, miałam stanik z silikonkami i rajstopy. I wiedziałam, że będę musiała zdjąć z siebie wierzchnie ubranie i w takim dziwnym stroju dać się pomierzyć krawcowej. A ponieważ to była pierwsza wizyta w pracowni po wyjaśniającym moje prawdziwe zamiary telefonie – nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać.

I po raz kolejny rzeczywistość okazała się być lepsza od mojego czarnowidztwa. Podpisałam umowę z szefową, która patrzyła się na mnie nieco krytycznie, ale nie zniechęcająco, a potem okazało się, że miarę będzie brała inna krawcowa, dość młoda i sympatycznie wyglądająca dziewczyna. Wynurzyła się z zza kotary i podeszła do mojej żony, zapraszając ją do przymierzalni. „Ale wie Pani... ta sukienka to ma być dla mnie” – uśmiechnęłam się, wkładając w ten uśmiech maksimum wdzięku, na jaki mnie było stać. „A, to w takim razie zapraszam” – usłyszałam. Przed taką miłą dziewczyną dużo przyjemniej było się rozbierać, myślę że nie muszę tego tłumaczyć. Mierzenie odbyło się szybko, sprawnie i profesjonalnie, bez żadnych komentarzy ani uwag na temat mój lub mojego stroju. Wpłaciłam zaliczkę i zostałam poinformowana, że druga miara odbędzie się mniej więcej za miesiąc. „Klient nasz pan” – pomyślałam, a myślami byłam już w Amsterdamie.

ETAP 4 – Bardzo Wysokie Obcasy

Buty, buty, buty... Jak bardzo je kochamy, wiemy tylko my. Czy dlatego, że wysokie obcasy są takim czysto kobiecym atrybutem? Większość facetów uznaje wysokie szpilki za seksowne i podniecające... Nie mam pojęcia. Wtedy wiedziałam tylko, że muszę mieć nowe białe buty do ślubu, a w Polsce nie było możliwości takich kupić. Ale właśnie jechałam na wiosenne wakacje do Holandii... Plan był taki – delikatna zmiana trasy, postój w Dusseldorfie, wizyta w sklepie u Mathiasa (www.lapiazza-highheels.com), kupuję sobie najśliczniejsze na świecie białe szpilki – i jedziemy dalej. Rzeczywistość niestety okazała się tym razem nie być wcale tak prosta.

Mathias okazał się być człowiekiem szalenie miłym. Ale, po pierwsze, żadne z jego butów nie mają obcasów niższych niż 12 cm (i tu mi przemknęło przez myśl, że to wcale nie musi być wygodne, iść do ślubu w takich szpilach), po drugie, w magazynie miał tylko jedną jedyną parę białych butów w moim rozmiarze i były to klapki wysokie na 14 cm (widzicie je na zdjęciu po prawej), po trzecie – czas oczekiwania na zamówienie był rzędu 6 tygodni! Nigdy bym nie skojarzyła, że epidemia choroby szalonych krów może mieć przełożenie na kłopoty z dostawami skóry... Nie wiedziałam co robić – 6 tygodni to było zbyt długo, na mniej więcej wtedy mieliśmy umówiony już termin ślubu w urzędzie. Trudna rada – kupiłam te jedyne klapki, bagatela, za 199 DM i z nieco skwaszoną miną pojechaliśmy dalej do Niderlandów.

Niestety, w Holandii nie miałam żadnego namiaru na sklepy z butami. Ale znowu uśmiechnęło się do mnie szczęście – któregoś dnia, stojąc w korku w Amsterdamie, wypatrzyłam ten oto sklep: www.stravers-shoes.com. Szybko zaparkowałam, wyskoczyłam z auta... i nie wierzyłam własnym oczom. Zwykłe, niefetyszowe buty do chodzenia, w rozmiarach do 47 i to co pół numeru... Bardzo miłe panie z obsługi, rewelacyjna XIX-wieczna kasa na kontuarze... No i kupiłam sobie takie oto buciki:



Tanie nie były, ale za to były takie jak trzeba. Zostałam z pustym kontem, ale mogłam uznać, że garderobę mam z grubsza skompletowaną. Wracałam do Polski uśmiechnięta i pełna dobrych myśli.

ETAP 5 – Tą obrączką zaślubiam Cię...

Niby oczywista sprawa – obrączki. Ale jedne obrączki już mieliśmy, więc kupować drugie wydawało się nam bez sensu, a wziąć te stare... Wpadłam na genialny moim zdaniem pomysł – kupimy sobie pierścionki zamiast obrączek. Dwa identyczne pierścionki, z identycznymi oczkami, różniące się tylko rozmiarem. To też okazało się prostą sprawą – trzeba było tylko trochę poszukać, a udało nam się znaleźć takie, że nawet nie wymagały dopasowywania rozmiaru.

Po powrocie do Polski miałam jeszcze dwie miary sukni ślubnej, na które przychodziłam już ze swoimi nowymi butami – tak, żeby można było dobrze dopasować długość sukni do wysokości obcasów. Na pierwszą miarę zostałam ubrana w pospinany szpilkami biały materiał i ustalaliśmy głębokość dekoltu, wykończenie na ramionach itp. Na drugą miarę już dostałam praktycznie gotową sukienkę, wymagającą jedynie niewielkich ostatecznych korekt. Na dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem ślubu miałam już gotową suknię, buty, bieliznę, białe rajstopy, białe ozdobne kwiatuszki do wpięcia we włosy, dodatki ze sztucznych perełek, pierścionki ślubne, pomysł na upięcie włosów i na makijaż. Pozostało najtrudniejsze – kwestie organizacyjne.

ETAP 6 – Jak to zrobić, żeby zrobić to dobrze

O ile wyjście popołudniową porą w zwykłej kiecce do restauracji czy kina sobie wyobrażałam, o tyle nie mogłam sobie kompletnie wyobrazić, że wyjdę z domu ubrana w suknię ślubną w samo południe przyciągając wzrok wszystkich sąsiadów i przechodniów. Pomysł z hotelem też jakoś nie trafiał mi do przekonania. I tu szczęśliwie przypomniało mi się, że jeden mój kolega kupił sobie mieszkanie, w którym jeszcze nie mieszka, i że znajduje się ono na strzeżonym, nie zamieszkałym jeszcze całkiem osiedlu. Problem był taki, że kolega ów nie był wtajemniczony w moje przebieranki. Cóż – umówiłam się z nim i jego żoną na grilla i po 3 piwach najpierw zaprosiłam ich na ślub (ucieszyli się), potem poprosiłam o użyczenie mieszkania w celu przebrania się (nie byli zachwyceni, ale zgodzili się), a dopiero na koniec wyjawiłam, kto się będzie przebierał i w co... W psychologii ta technika nazywa się „stopa w drzwiach” i umiejętnie zastosowana, zazwyczaj działa. Kolega i jego żona byli lekko zaskoczeni, ale motywacja „Stary, a widziałeś kiedyś coś takiego? A masz szansę zobaczyć teraz taką akcję na żywo!” przekonała ich do reszty. Lokal był nasz.

Drugi problem był poważniejszy. Dwa dni przed ślubem uświadomiłam sobie, że taki kierownik USC udzielający ślubów to jest urzędnik państwowy. I jeśli się go tak całkiem zaskoczy, to może się zdarzyć sytuacja, że nie będąc pewnym (jak to urzędnik), czy formalnie taka sytuacja jest w porządku, po prostu na wszelki wypadek odmówi udzielenia ślubu. Ale z drugiej strony – nie chciałam go za bardzo wtajemniczać – bo jeszcze jak będzie miał czas, to zacznie za dużo myśleć, na wszelki wypadek poszuka w przepisach, znajdzie jakieś dziwne paragrafy, zadzwoni i powie „nie zgadzam się” – i co ja wtedy biedna zrobię? Odwoływać się będę? Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi... Pokombinowałam, pogłówkowałam i wymyśliłam. W przeddzień ślubu wybrałam się do urzędu z uśmiechem nr 6 na twarzy i umówiłam się na rozmowę z kierownikiem. Na początek wstawiłam gadkę-szmatkę o tym, że bardzo mi zależy, że się denerwuję, czy wszystko się uda tak jak trzeba, itp. Gdy spotkałam się z życzliwym zrozumieniem, przeszłam do ofensywy. „Mam jeszcze taką serdeczną prośbę... Bo my tak sobie wymyśliliśmy, i BARDZO nam na tym zależy, żebyśmy byli na tym ślubie ubrani BARDZO nietypowo. Oczywiście nic nie przekroczy granic dobrego smaku i nie naruszy powagi uroczystości. Mam nadzieję, że to nie będzie stanowiło żadnego problemu?...” – i tu wyszczerzyłam ząbki i zrobiłam wielkie, niewinne oczęta. Zadziałało. Kierownik odwzajemnił uśmiech i powiedział „Oczywiście, że nie”. W ten sposób wszystko zapowiadało się pomyślnie. No, prawie wszystko – oprócz pogody.

WIELKI FINAŁ

Wszystkie prognozy pogody zapowiadały deszcz. I niestety, tym razem się sprawdziły. Gdy zadzwonił budzik o szóstej rano, za oknami słychać było jedynie miarowy szum potężnej ulewy. Byłam mocno podłamana. Gdy kilka minut po ósmej zaczęłam znosić wszystkie niezbędne do zabrania rzeczy do samochodu, z trudem udawało mi się schować pod parasolem. Całą drogę do mieszkania mojego kolegi pokonywaliśmy w deszczu, który wcale nie miał zamiaru przestać padać. Zanosiło się wręcz na taką solidną, klasyczną trzydniówkę...

Dotarliśmy na osiedle i wtaszczyliśmy wszystkie bagaże do mieszkania. Przygotowałam sobie stanowisko do makijażu i pomalutku zaczęłam się malować. Skupiona nad lusterkiem, w pewnej chwili zauważyłam zmianę oświetlenia. Podniosłam wzrok – i przez chwilę nie wierzyłam własnym oczom. Za oknem nie dość, że nie padało, to spomiędzy chmur miejscami wyzierał błękit i prześwitywało słońce. Byłam gotowa uwierzyć w cuda. Dokończyłam makijaż, przebrałam się, a żona upięła mi włosy. Spojrzałam w lustro, całkowicie już rozkojarzona uznałam, że i tak nic lepiej nie będzie, i poszłam zaprezentować się koledze i jego żonie, którzy sobie spokojnie siedzieli w kuchni popijając herbatkę. Kolega na mój widok stracił mowę na kilkadziesiąt sekund, a jego mina mówiła sama za siebie. Już wiedziałam, że wyglądam dobrze.

Dalsze wydarzenia z powodu emocji pamiętam jak przez mgłę. Dobrze, że miał kto robić zdjęcia i kręcić wideo, bo bym była pewna, że to wszystko mi się tylko śniło. Podjechaliśmy autem pod urząd i zaczekaliśmy, żeby dotarli wszyscy zaproszeni goście. Pierwszy swoje zdziwienie wyraził pan, który zbierał od nas dowody osobiste – wziął ode mnie dokument i zaczął domagać się dowodu pana młodego. Pamiętam tę przepiękną wymianę zdań: „– Ale gdzie jest pan młody? – No przecież tu jest. – Pannę młodą widzę, ale gdzie jest pan młody?” Gdy został uświadomiony, co jest grane, czym prędzej pobiegł zawiadomić kierownika USC. Wstrzymaliśmy oddech – miała nastąpić chwila prawdy. Po chwili pan „zbierający dowody” wyszedł i zaczął mówić „Kierownik USC nie zgadza się...” Zamarliśmy. „... żebyście Państwo zamienili się słowami przyrzeczenia małżeńskiego.” O rany, co za ulga. Zapewniliśmy, że wszystko odbędzie się całkowicie zgodnie z przepisami i po krótkiej chwili oczekiwania zostaliśmy poproszeni do sali ślubów.

A potem... Zagrano nam marsz Mendelsona, ja stałam na środku sali, w białej sukni, a moja ukochana wkładała mi na palec złoty pierścionek... Podpisałam akt ślubu, trzymając długopis w dłoni z długimi, pomalowanymi na srebrno paznokciami... Piłam szampana, w jednej ręce trzymając kieliszek, a w drugiej wiązankę ślubną złożoną z róż... Było dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Nie odważyłam się jedynie wrócić w sukni ślubnej do domu w obawie przed sąsiadami – więc w drodze powrotnej z urzędu przebrałam się i umyłam w mieszkaniu kolegi, i dopiero wtedy pojechaliśmy skosztować weselnego obiadu i wypić weselną wódkę.

I tak to się odbyło, drogie Czytelniczki... Ja tam naprawdę byłam, w białej sukni wystąpiłam, a jak się przygotowywałam, wszystko Wam opowiedziałam.

Małgosia

A na zakończenie kilka pamiątkowych zdjęć:

Ślub moich marzeń Ślub moich marzeń

Ślub moich marzeń Ślub moich marzeń


Opublikowane przez:
Małgosia
Mala_Gosia




Do artykułu dodano 38 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Moja wielka przygoda

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8233
On line: 31
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Miłość w swej prostej
i nieśmiałej mowie,
powie najwięcej,
kiedy najmniej powie.
William Szekspir

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl