close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Poniedziałek, 2019-09-23

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8230099, ilość odsłon: 65084842
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3592)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (57113)
Sobota nad morzem. (8348)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (33004)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (33512)
Oczami Nowicjuszki (13087)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14871)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (28209)
Spostrzeżenia z życia transki (18770)
Trans Sylwester w Tęczówce (25553)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (710773)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (610051)
Strony prywatne (382896)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (334020)
Zakupy za granicą (300146)
Wiązanie krawata (279065)
Jaka fryzura? (243275)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (242748)
Zakupy w Polsce (233884)
Zestawienie rozmiarów obuwia (229362)
...więcej...

Powrót do: Pamiętnik Alex

Strzępy pamiętnika cz. 13
Liczba wyświetleń: 11936


W skrócie:Autor: Alex

Do artykułu dodano 11 komentarzy. Pokaż komentarze.
Strzępy pamiętnika cz. 13

Po niedzielnych, kościelno-spacerowych emocjach, wróciłyśmy do szarej rzeczywistości. Eleganckie ciuszki powędrowały w odstawkę – a my, znów okutane w robocze łachy, tłukłyśmy pałkami w porzeczkowe krzaki, dygałyśmy skrzynki z owocami i pod okiem surowej babci spędzałyśmy wieczory z drutami w dłoniach.

Ale teraz było już z górki. W czwartek w południe robota była skończona. Babcia, bazgroląc ołówkiem na kartce, podliczyła „urobek” i uroczyście wypłaciła nam naszą dolę.
– Napracowałyście się ciężko, dziewczynki. Będziecie miały na resztę wakacji – stwierdziła, wręczając nam niezłą, jak na owe czasy, sumkę.

Byłyśmy bogate!
Zjadłyśmy obiad i urządziłyśmy sobie wielkie szorowanie. Po południu, znów umalowane i ładnie ubrane, wyskoczyłyśmy jeszcze na lody... a potem spędziłyśmy na naszym stryszku ostatnią, wyjątkowo szaloną, chrampolską noc.

Rankiem pożegnałyśmy babcię i wyruszyłyśmy do Miłblina. Ewa już mi wytłumaczyła, że wujek Wiktor to najmłodszy brat jej ojca, że ma zaledwie trzydzieści parę lat i jest z nią po imieniu – i że jest w ogóle niezwykle fajnym facetem. Zaproponowała w związku z tym, żeby tym razem nie robić tajemnicy z mojej prawdziwej płci, tylko po prostu wyjaśnić wujostwu, że maskarada była środkiem umożliwiającym nam u babci wspólne spanie.

– Wiktor to kupi... I nie bój się, nie puści rodzinie pary z gęby. Oj, znam go z tej strony, hihi...
– Wiesz, chyba mi to nawet na rękę – powiedziałam – bo trochę mnie już męczy ciągłe udawanie i pilnowanie się. Chętnie poczuję się swobodnie, przynajmniej wśród nich.
– Hmmm, nie całkiem. Wiktorowi i jego żonie powiemy, ale ich dzieci chyba nie nadają się do wtajemniczania w takie sprawy, więc dla nich i tak musisz być ciocią Aleczką – zachichotała Ewka.
– Trudno... A oni wiedzą, że nie przyjeżdżasz sama?
– No, właśnie tylko tyle. Z kim jadę, tego nie wiedzą. Wparujemy do domu i wtedy szybko trzeba będzie wyjaśnić im sytuację... – zamyśliła się dziewczyna – Im szybciej, tym lepiej. Zanim Wiktor nie poklepie cię po tyłku, hihi!

Zatłoczony PeKaeS wlókł się niemiłosiernie. Na szczęście, miałyśmy dobre miejsce – wciśnięte w kąt tylnego siedzenia, odgrodzone plecakami nie byłyśmy narażone na bezpośredni kontakt z innymi pasażerami i mogłyśmy w miarę swobodnie rozmawiać. Problemem była jedynie duchota. Dzień robił się upalny, a ja, idiotka, nie odmówiłam sobie makijażu na drogę. Choć byłam lekko ubrana – w swoją ukochaną minispódniczkę i cienką bluzeczkę – to i tak czułam teraz, jak stróżka potu spod grzywy spływa mi na oczy i pewnie rozmywa zielony cień na powiekach... Psiakrew.

Na dworcu w Miłblinie natychmiast poleciałam do toalety i przed lustrem poprawiłam urodę. Malując się, z żalem patrzyłam na obłażący z paznokci lakier. Cóż, mogło być gorzej – na szczęście udało mi się nie złamać przy pracach polowych żadnego z wyhodowanych pazurków, więc obiecywałam sobie, że wkrótce nadam im właściwy wygląd.

Już świeżo wytapetowana, nareszcie mogłam sobie spokojnie zapalić. Na dworcu wojewódzkiego miasta młoda dziewczyna z papierosem w dłoni nie budziła sensacji i nie przyciągała zgorszonych spojrzeń, jak zdarzało się to w Chrampolu. Rozkoszowałam się więc Extra-Mocnym, siedząc na plecaku i wystawiając do słońca długie, gołe nogi. Ewa w tym czasie pochłaniała ostatnie kanapki, zrobione nam na drogę przez troskliwą babcię. Ja nie zjadłam ani jednej – patrząc na smukłą sylwetkę swojej dziewczyny, zastanawiałam się, gdzie mieszczą się te góry żarcia, które regularnie pochłaniała. Taki metabolizm... Ja, jedząc tyle co ona, dawno miałabym trzydzieści kilo nadwagi. Świat nie był urządzony sprawiedliwie.

Wtachałyśmy swoje toboły do trolejbusu – i po kilkunastu minutach dzwoniłyśmy do mieszkania wujka Ewy. Drzwi otworzyła nam sympatyczna blondynka w okularach. Zza jej pleców wyglądały ciekawskie buźki dziewczynki i chłopczyka, a pod nogami rodzinki kręcił się rudy cocker-spaniel.

– Cześć, Ewa!
– Cześć, Ewa...
– A to moja koleżanka, Alka – wymieniłyśmy z Ewą, ciotką Ewy, zwyczajowe cmoki w ucho.
– A gdzie Wiktor? – spytała „moja” Ewcia.
– Robi ostatnie zakupy. Chcemy jechać do tych Złotych Piasków już dzisiaj wieczorem, ja właśnie skończyłam pakować dzieciaki, zjemy jeszcze razem obiad i pogadamy troszkę...

Kopnęłam swoją ukochaną w kostkę, znaczącym spojrzeniem poganiając ją do wyjaśnienia ciotce sytuacji. Ewy poszły do kuchni, a ja zajęłam dzieciaki cukierkami, kupionymi przewidująco na dworcu. Po chwili pani domu wychynęła do przedpokoju, z uśmiechem obrzuciła mnie ciekawskim spojrzeniem i pogoniła młode pokolenie na dwór.

– Lećcie, miałyście jeszcze pożegnać się z towarzystwem spod trzepaka!
Kiedy drzwi trzasnęły za dziećmi, ponownie przyjrzała mi się badawczo.
– No nie, nie mogę uwierzyć... Naprawdę jesteś Aleks?
– Naprawdę – potwierdziłam normalnym głosem.
– Ale numer...

Potem siedziałyśmy w kuchni przy kawie, szarlotce i papierosach (ciotka paliła, więc miałam towarzystwo) – i jeszcze raz tłumaczyłyśmy, co i jak. Ewy zaśmiewały się serdecznie. Ja rozluźniałam się z wolna, widząc, że moje przebranie jest traktowane jako świetny kawał.

Dzieci wróciły z podwórka razem z ojcem. Na widok swego męża ciotka Ewa mrugnęła do mnie, położyła palec na ustach i przedstawiła mnie jako Aleczkę.

Zostałam szarmancko pocałowana w dłoń przez wysokiego bruneta z wąsem. Siedziałam potem cicho na kanapie, rozmowa toczyła się na tematy neutralne, ale widziałam, że obie Ewy zaraz parskną śmiechem. Kiedy dzieciaki zniknęły w swoim pokoju, jako pierwsza nie wytrzymała gospodyni.

– Alutka, no co tak milczysz, powiedz coś... – prowokowała.
– A, bo zmęczona jestem... – odpowiedziałam, odruchowo wchodząc na wysokie tony.

Wujek Wiktor, zagadany z bratanicą, nie zauważył niczego podejrzanego. Jego żona miała już teraz super ubaw.

– Wiesz co, Witek, ja podam obiad zaraz, a ty byś może wyprowadził Maksia? I niech Ala pójdzie z wami, żeby się pies do niej przyzwyczajał na dworze... Pokażesz też dziewczynie, gdzie tu są sklepy...
– Dobra, dobra. A potem sąsiedzi ci doniosą, że się prowadzam po osiedlu z jakimiś panienkami – śmiał się mężczyzna.
– A niech donoszą. O Alę dziwnie nie jestem zazdrosna. No, idźcie!

Chrząknęłam cicho i popatrzyłam pytająco na swoją dziewczynę. Udała, że nie widzi mojego zakłopotania. Zrozumiałam, że chyba coś uknuły z ciotką za moimi plecami... Najwyraźniej postanowiły jednak sprawdzić, czy Wiktor sam zorientuje się, kim jestem. Przez chwilę kusiło mnie, aby podjąć grę i konsekwentnie udawać, jak długo się da... ale byłam na to zbyt leniwa. Po wielu dniach życia w ciągłym napięciu i pilnowania się, chciałam choć przez moment, tutaj – być na luzie.

– No, to dobra. Ja chętnie pójdę z panem wyprowadzić Maksia – wygłosiłam tę kwestię normalnym głosem Aleksa.

Wiktor popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Przeniósł wzrok na żonę i na bratanicę, a potem znów na mnie.

– Co proszę? Mogłabyś powtórzyć... Alu?
– Chętnie z panem pójdę – powtórzyłam grzecznie i dobitnie – o ile, oczywiście, nie przeszkadza panu, że spaceruje pan z chłopakiem w spódniczce!
– Juhuuu! – obie Ewy tarzały się ze śmiechu na kanapie.
Pan domu miał niezwykle idiotyczną minę.
– Chwileczkę! To znaczy, że ty... ty jesteś...
– Aleksander. Chłopak Ewy.
– A coś ty myślał, wujku drogi? Za stara jestem już, żeby na wakacje jeździć z koleżankami, hihi! – włączyła się moja Ewka – A sądzisz, że gdyby nie ta przebieranka, to babcia pozwoliłaby nam zamieszkać razem na stryszku?
– Rany boskie... I ty tak byłeś na porzeczkach, chłopie!? I babcia nic... nic nie zauważyła!?
– Nic. I ty byś się też nie zorientował – chichotała Ewcia.
– Niesamowite. Ależ ty ją, swoją drogą, musisz chyba naprawdę kochać! – Wiktor powoli dochodził do siebie po szoku – No, ja nie wiem, czy ja bym się na coś takiego zdecydował dla dziewczyny...

Ciotka chrząknęła. Roześmialiśmy się wszyscy. Wciąż zdumiony mężczyzna obejrzał mnie dokładnie i – lekko speszonym głosem – wymamrotał jakiś komplement na temat moich dziewczęcych walorów. Potem zaczął dociekać szczegółów.

– A te włosy, to peruka?
– Nie. Moje własne – odpowiedziałam z dumą – Na co dzień, jako chłopak, noszę długie... Trzeba było tylko trochę zakręcić i podfarbować.
– Biust?
– Mam wypchany stanik.
– Jasna cholera. Ale zaraz, przecież, hmmm... przecież ja widzę ci sutki... – zaczerwienił się jak uczniak.
– Prosty numer. Zwija się odpowiednio świstek papieru, zgniata i przykleja do biustonosza kółkiem z bezbarwnej taśmy klejącej. Niezły efekt, co? Pod niektórymi ciuszkami wygląda, jakbym miała nagie piersi, hihi...
– Mój patent! – dumnie dorzuciła Ewka.
– Ja ci ślubuję – wujek zwracał się teraz do żony – nigdy, przenigdy, żadnej obcej dziewczyny... Nie, żebym był taki wierny, ale nie wiedziałem, że tak się można naciąć!

Ta deklaracja wprawiła obie Ewki w szampański nastrój. Ja natomiast poczułam się do końca wyluzowana. Stwierdziłam, że to jest chyba to, co może być najlepsze: być z fajnymi ludźmi jako dziewczyna, a jednocześnie nie musieć bać się dekonspiracji... Bo ta już nastąpiła. Wiktor, wciąż oszołomiony, dał się w końcu wypchnąć na spacer ze mną i z psem. Założyłam tym razem sandałki na małym obcasiku – czujnie oceniłam, że wujek Ewy i tak jest ode mnie nieco wyższy – a potem, na dole, bawiąc się jego zakłopotaniem, wsunęłam mu ramię pod pachę... i tak przedefilowaliśmy wokół bloku.

Spaniel Maksio, w przeciwieństwie do swojego pana, nie miał żadnego problemu z sytuacją – obsikał co trzeba, pogonił wróbla, obwąchał jakąś suczkę i wrócił, by poocierać się o nasze nogi. Pierwszy raz spacerowałam z facetem pod rękę... Nie było w tym oczywiście nic seksualnego, ale czułam się bardzo kobieco. Wiktor natomiast z wolna oswajał się z sytuacją. Gdy wracaliśmy do domu, rzucił nawet jakiś żart.

– Tylko przy dzieciach... uwaga. Nie pomylcie się, mówcie do mnie moim dziewczyńskim imieniem – przestrzegłam oboje gospodarzy w kuchni, zanim usiedliśmy do obiadu.
– OK, nie ma problemu... Patrząc na ciebie, trudno się pomylić w tę stronę. Raczej mówienie „Aleksandrze” sprawiałoby mi pewną trudność – uśmiechnęła się ciotka.
– No i, rozumiem, że jak wrócimy, to znowu będziesz dziewczyną? – upewnił się wujek – Bo ciężko byłoby maluchom wytłumaczyć, że przez dwa tygodnie zmieniłaś płeć na męską...

Hihihi! Solennie obiecałam, że na ich przyjazd odszykuję się niezwykle starannie. Cała przyjemność po mojej stronie, bądź co bądź.

Po obiedzie pomogliśmy wujostwu znieść ich bagaże do samochodu, Ewy wymieniły ostatnie uwagi techniczne co do naszych obowiązków domowych, miejsca przechowywania pościeli i ręczników, i tak dalej. Pomachałyśmy za odjeżdżającym fiatem i wróciłyśmy na górę. Maksio niespokojnie kręcił się po mieszkaniu w poszukiwaniu swoich państwa, ale szybko przywykł do zmiany towarzystwa.

Pozmywałyśmy po obiedzie, nastawiłyśmy wielkie pranie i solidnie odmoczyłyśmy się w prawdziwej wannie. Potem – czyste i wilgotne – nacieszyłyśmy się sobą. Pewnie byśmy nie wylazły z łóżka, gdyby nie pies, niedwuznacznie domagający się wieczornego spaceru.

Ubrałyśmy się bez entuzjazmu. Ewa oczywiście w spodnie i dżinsową bluzę – ja w rajstopy i sweterek z golfem, bo wieczór był znów chłodnawy. Sięgnęłam po swoją mini z motylami na pupie, ale Ewka mnie powstrzymała.

– Ciemnawo się robi – zauważyła – Diabli wiedzą, czy się tu jakieś wyrostki nie kręcą, a ten pies to może i jest obronny... ale tylko jak go dobrze rozhuśtać na długiej smyczy. Chcesz kłopotów? Nie? No to załóż coś mniej seksi.

Idąc za jej radą, wybrałam prostą, ciemnoszarą spódniczkę do kolan – a do tego płaskie pantofle. I z żalem zrezygnowałam z kolczyków.

Spacer minął bez specjalnych emocji, osiedle należało do spokojnych. Po powrocie Ewa zrobiła sobie kolację – mnie wystarczył papieros.

– Strasznie dużo palisz – mruknęła dziewczyna.
– Za to mało jem. Nie tak, jak co niektóre...
– I siły potem nie masz. Jakby tak chuligani nas napadli, to ja bym cię musiała bronić.
– No, nie wiem, kto kogo... – uniosłam się (w imieniu Aleksa) męskim honorem.
– Tak? No, to dawaj, lalunia. Spróbujemy się na łokcie?

Cholera. Wstyd się przyznać – ale przegrałam. Po ciężkiej walce, niemniej jednak. Poczułam się trochę nieswojo – za to Ewa triumfowała.
– No, i jak ci, dziubasku? Moja biedna, mała dziewczynka, hihi!

Milczałam urażona i wściekła na siebie. Nagle poczułam ogromną ochotę, by zedrzeć z siebie fatałaszki i obciąć włosy. Być normalnym facetem, a nie... czymś takim.

– Wiesz, ciotka się zorientowała, że nie wszystko jej mówimy. Jak poszliście z Wiktorem wyprowadzać psa, przycisnęła mnie do muru... – Ewa nieco spoważniała – i musiałam jej powiedzieć, że to nie jest jednorazowa przebieranka...
– Taaaak?
– Zwróciła uwagę, że masz przekłute uszy. No, i coś jej się wydało podejrzane, że tak dobrze naśladujesz damskie ruchy i gesty... Uznałam, że nie ma sensu iść w zaparte, no bo faktycznie mało prawdopodobne by to było. Widać po tobie, że masz niezłą wprawę – no i coś, jakby to powiedzieć, wewnętrznie kobiecego...

Słuchałam tego w milczeniu, paląc papierosa i patrząc na Ewę badawczo.

– Powiedziałam jej, że kocham w tobie... No, może nie kobietę. Ale Androgyne. Ciotka jest historykiem starożytności. Zrozumiała.
– To szkoda, że ja nie rozumiem! – warknęłam – Nie jestem kobietą. Jestem chłopakiem, który lubi się powygłupiać, i tyle.
– Hmmm.... Skoro tak mówisz. Ale przyznaj, kręcą cię te zabawy... I nie masz nic przeciwko temu, że w tych, jak to nazywasz, „wygłupach” – to ja gram męską rolę, tak w gruncie rzeczy, a ty jesteś moją dziewczyną?
– A ty? Chcesz być facetem... czy nim bywać? Bo to różnica.
– Nie wiem – westchnęła Ewa, już poważna i daleka od beztroskiej przekomarzanki – Serio, Aleks, nie wiem.

Upsss. Ależ się nam nagle zebrało... Zrobiłam to, co zwykle stosowałam jako deskę ratunku w sytuacji, która nie poddawała się rozwiązaniu poprzez rzeczową rozmowę. Mocno przytuliłam Ewę. Długą chwilę siedziałyśmy w milczeniu, zatopione we własnych myślach.

– Wiesz co, Ala? Nie zrozum mnie źle, ale chyba powinnaś o tym wiedzieć... – zaczęła dziewczyna cicho i niespodziewanie nieśmiało.
– O czym?
– Mam taką fantazję... Stale. Zaczęło się od snu, a potem zaczęłam o tym myśleć i na jawie. To idiotyczne... Ale mnie ta fantazja po prostu podnieca... Nie to, żebym cię namawiała, oczywiście, ale... ale gdybyś się kiedyś zgodziła...
– No powiedz mi wreszcie, o co chodzi – poprosiłam, chociaż nie byłam wcale pewna, czy chcę usłyszeć ciąg dalszy.
– Mam znajomego. On jest sporo starszy, ma ponad trzydziestkę. Były komandos, chłop jak dąb, wiesz, bicepsy, metr dziewięćdziesiąt pięć, strzyżony na jeża... Jest u nas w klubie trenerem judo i karate. I wiem, że on jest homo. I tak sobie wyobrażałam, że uprawiacie seks. On i ty. I ty jesteś jako dziewczyna, jesteś ubrana jak dziwka, w jakieś takie gorsety i tiule, ostro umalowana, w blond peruczce, na szpilkach... a on cię posuwa. A ja na to patrzę – i mnie to cholernie kręci. A potem dołączam do was... I teraz on patrzy, a ty w tym przebraniu kochasz się ze mną. Najpierw jak mężczyzna, potem jak kobieta...

Zdębiałam. Hmmm, sama miewałam różne sny i fantazje – niekiedy dość wyuzdane, delikatnie mówiąc, ale nigdy nie było w nich elementu homoerotycznego. Przynajmniej nie tak jednoznacznego... Dwumetrowi komandosi nie pociągali mnie jako partnerzy seksualni – malutcy księgowi zresztą też nie.

Nie wiedziałam, co z tym fantem zrobić. Uznałam, że najlepiej będzie wyjaśnić sprawę raz, a dobrze.

– Nie wchodzi w grę, Ewa – powiedziałam twardo – Nie dam dupy facetowi, nawet dla ciebie.

Teraz ona milczała, wciąż przytulona.

– Tak myślałam... – powiedziała wreszcie – I tego się bałam... Chociaż, nie. Tak też jest dobrze. Ale, wiesz co? Chociaż pozwól mnie, Ewie, być przy tobie facetem. I bądź moją małą, seksowną dziewczynką. Czasem. Proszę.

Pocałowałam ją. Wtedy poderwała się – i za chwilę wróciła, przebrana w przyduży garnitur Wiktora, w męską koszulę i krzywo zawiązany krawat. Na nogach miała kajakowate półbuty. Flamastrem narysowała sobie nawet czarny wąsik nad wargą.

– I jak?
– Fajnie – uśmiechnęłam się do niej bez przekonania.

Tej nocy miałam koszmary. W ostatnim z nich jakiś wielki, spocony facet zdzierał mi różową sukienkę i – grożąc pistoletem – gwałcił mnie na różne sposoby. Obudziłam się pełna przerażenia i wstrętu...

A potem zajęłam się leżącą obok Ewą. Chyba nigdy przedtem ani potem nie byłam tak brutalnym i prostackim kochankiem. O ile słowo „kochanek” jest tu w ogóle na miejscu... Dziewczyna, zaskoczona i nie do końca przebudzona, poddawała się bez oporu. Skończyłam, wstałam, zarzuciłam szlafrok i z papierosem wyszłam na balkon. Padał deszcz, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Paliłam, moknąc i marznąc, i miałam wrażenie, że rzęsista ulewa zmywa ze mnie ten cholerny koszmar, który usadowił się na pograniczu snu i jawy.

Po chwili Ewka wyszła za mną, przytuliła się do moich pleców i pocałowała mnie w kark.

– Lepiej ci? – spytała cicho.
Zrobiło mi się głupio.
– Przepraszam... – szepnęłam – Kocham cię, wariatko, wiesz?

Zasnęłyśmy, bardzo mocno przytulone. A w jasnym świetle dnia świat wyglądał piękniej. Wieczorne i nocne zmory wydały mi się odległe. Znów wszystko było niewinną zabawą. Uznałam, że coś jestem Ewce winna.

Błyskawicznie dopełniłam porannej toalety, potem machnęłam usta jaskrawą szminką, założyłam pas i pończochy, buty na wysokich obcasach oraz bardzo frywolną, króciutką sukienkę z falbanami. W uszach zainstalowałam kolczyki, włosy upięłam w fantazyjny koczek. Po krótkim namyśle, dorzuciłam jeszcze naszyjnik-obróżkę. Tak odszykowana, zrobiłam kawę i śniadanie. Postukując szpilkami, zaniosłam Ewie posiłek do łóżka.

– Wstawaj, mój książę... – szepnęłam, całując ją na dzień dobry.

Otworzyła oczy i oceniła mój strój. Widziałam, że jest diabelnie szczęśliwa. Ja też byłam. – Wiesz, co? Mam ochotę na jakieś wyjątkowe wariactwo – powiedziałam, a Ewka cmoknęła mnie w wymalowaną buzię.

Ciąg dalszy nastąpi. W końcu jeszcze parę rzeczy zostało do opowiedzenia... i autorka nie zamierza darować sobie tej frajdy.

Opublikowane przez:
Alex -
Alex




Do artykułu dodano 11 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Pamiętnik Alex

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8303
On line: 8
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Nie zawsze należy się przedzierać aż do samego końca. Przecież można tak wiele napotkać po drodze
Elias Canetti

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl