close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Poniedziałek, 2019-09-23

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8229925, ilość odsłon: 65084345
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
„Casa Valentina” w Och-Teatr (3591)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (57097)
Sobota nad morzem. (8347)
2019.09.10 Katowice. Dyżur psychologa (32991)
2019.09.03 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (33504)
Oczami Nowicjuszki (13077)
Do trzech razy sztuka czyli ... (14869)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (28200)
Spostrzeżenia z życia transki (18768)
Trans Sylwester w Tęczówce (25550)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (710759)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (610033)
Strony prywatne (382885)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (334005)
Zakupy za granicą (300136)
Wiązanie krawata (279052)
Jaka fryzura? (243269)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (242742)
Zakupy w Polsce (233877)
Zestawienie rozmiarów obuwia (229352)
...więcej...

Powrót do: A to ja właśnie...

List od Moniki
Liczba wyświetleń: 12516


W skrócie:Monika jest z Lubelszczyzny. Opisuje swoje przeżcia - zarówno te miłe, jak i niemiłe, związane z jej fascynacją crossdressingiem.

Do artykułu dodano 21 komentarzy. Pokaż komentarze.
Mam na imię Monika, mam 26 lat. Jestem oczywiście TV. Mieszkam w pewnym miasteczku na Lubelszczyżnie (pozdrawiam Cię Taniu, mamy podobne preferencje i region). Właściwie sama nie wiem, dlaczego piszę ten list. Po prostu muszę.

Jest mi bardzo ciężko… potwornie ciągnie mnie do uprawiania swego „hobby”, a niestety nie mam do tego warunków.

Wszystko zaczęło się chyba pod koniec podstawówki. Nawet nie wiem dlaczego. Przypadkiem, gdzieś na ulicy, znalazłam pierścionek. Coś mnie podkusiło, żeby go założyć, no i zaczęło się. Czyżby magia pierścionka? Obłęd… Uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie znałam, zawładnęło mną całkowicie.

Wkrótce później zakładałam już buty matki, takie na wysokim obcasie. Potem kupiłam sobie pierwsze rajstopy. Uwielbiałam w nich siedzieć, chodzić i w ogóle je czuć na sobie. Przez parę lat cieszyłam się tym wszystkim w zaciszu domowym, wykorzystując każdą chwilę nieobecności domowników.

W końcu zdobyłam się na pierwsze wyjście. Byłam chyba w trzeciej klasie liceum. Pamiętam, że na moim pierwszym wyjściu miałam bardzo modne w tamtych czasach czarne getry z lycry. Spacerowałam wieczorami po polach, w pobliżu mojego osiedla. Nie trzeba było dużo czasu na przygotowanie; gdzieś w krzakach zdejmowałam tylko spodnie, a miałam wystarczająco długą kurtkę, by nie mieć spódnicy. Ogarniało mnie TO uczucie, serce galopujące, ekscytacja sięgająca zenitu. Raz udało mi się nawet pożyczyć buty mamy, i to była już prawdziwa ekstaza!!! Czym mocniejsze było podniecenie, tym więcej odwagi. Przeszłam się kilkaset metrów chodnikiem na brzegu osiedla. Ktoś mnie na pewno widział, ale na tyle z daleka, żeby nie zdawał sobie sprawy, kim mogę być. I tak się to wszystko toczyło... Czasem zdarzało mi się nosić pod spodniami rajstopy, na co dzień do miasta czy na uczelnię.

Moje pierwsze „pełne” (a więc to najważniejsze) wyjście, poprzedzone było „wyjściem próbnym”. Buty na obcasie kupiłam w taniej odzieży. Były naprawdę bardzo fajne. Potem przez parę dni siedziałam w pokoju i szyłam sukienkę, ręcznie! Miałam jakąś gazetę z wykrojami. Materiał znalazłam w piwnicy. Jak już była gotowa, wyruszyłam CAŁA. Na moje szczęście przez kilka dni nie było nikogo w domu. Mogłam spokojnie zrobić makijaż. Na sukienkę(oczywiście mini) założyłam spodnie i w drogę. Było koło północy. Znalazłam dobre miejsce w zacienionych krzakach. Było tak położone, że mogłam widzieć ewentualnych przechodniów na dobre dwie minuty zanim oni mogli dostrzec mnie. To było idealne miejsce.

Zdjęłam spodnie, zmieniłam buty, poprawiłam czarne, cudownie miękkie rajstopy i poszłam. Spacerowałam przez dobre 2 godziny, ktoś czasem coś za mną krzyknął lub zagwizdał, co było nawet miłe, uśmiechałam się tylko w duchu „ech chłopcze, gdybyś wiedział”... Oprócz każdego kroku stawianego w butach, niezwykłą przyjemność sprawiało mi to, że moje uda w rajstopkach tak cudownie się o siebie ocierały... No i oczywiście nie mogłam oderwać wzroku od wystaw sklepowych. Ale nie dlatego, że było na nich coś ciekawego. Widziałam KOBIETĘ odbijającą się w tych szybach, to byłam ja, tak powabna, tak seksowna jak nigdy.

Ekscytowali mnie nieliczni przechodnie, którym niezauważalnie schodziłam z drogi lub odwracałam się lekko, żeby nie widzieli twarzy. I wiecie co? Podniecenie było tak duże, że po powrocie do domu po prostu musiałam je rozładować... I wtedy przyszło poczucie winy. Żałowałam i nienawidziłam siebie za to wszystko. Doszło nawet do tego, że kilka tygodni później wyrzuciłam buty, rajstopy, sukienkę, którą szyłam chyba z 10 godzin.

Następne rajstopy kupiłam 2 miesiące później. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Było trochę kłopotów (spróbujcie dostać rajstopy 80 den – a tylko takie mogę nosić, nie golę nóg żeby nie wzbudzać podejrzeń – a to był czerwiec!!!).

Takie historie z kompletowaniem ubrań i wyrzucaniem jej po kilku miesiącach zdarzały mi się kilkakrotnie. Ale już nigdy nie imałam już nigdy pełnej garderoby. Było kilka nocnych wyjść; wszystkie tam, gdzie wiedziałam, że na nikogo się nie natknę.

W końcu pierwsze wyjście w dzień. Akurtat był prima aprilis, przeszłam po pewnej wsi, położonej daleko od domu. Wrażenia były słabe, tłumił je strach. Było przecież jasno...

Moje życie to okresy euforii, marzeń, przeplatające się naprzemian z okresami „nigdy więcej”. W końcu, a było to w lipcu ubiegłego roku, wyszłam po raz pierwszy w dzień tak naprawdę, w pełnym stroju, cudownej, czarnej dopasowanej sukience ze streczu (ależ ja miałam kształty!!!), bucikach palce-pięty z paseczkiem na obcasach.

Przez kilka dni trenowałam chodzenie na dłuższych dystansach, polnymi bocznymi drogami, żeby potem ładniej się poruszać. W końcu pojechałam w miejsce oddalone ponad 50 km od domu. W lesie przebrałam się, zrobiłam makijaż w jakieś 15 minut i poszłam w miasto. Tej wyprawy nigdy nie zapomnę. Była zarazem najcudowniejsza, jak i najgorsza – po niej było największe poczucie winy i strach przez 2 miesiące, że ktoś mnie mógł rozpoznać. A na pewno sporo osób wiedziało, że naprawdę jestem kimś innym. Tym razem nie kryłam się przed ludźmi, chciałam, żeby na mnie patrzyli, nie pochylałam głowy.

Potem jednak był dół. Ale tym razem nie pozbyłam się ciuchów, za bardzo mi się podobały!!! Nawet jeszcze raz wyszłam tamtego lata, ale w nocy.

Niestety, miałam też niemiłe przygody. Otóż ostatniej zimy miałam może 10 wyjść wieczornych i 1 nocne. Podczas jednego z wieczornych śledził mnie jakiś facet. Chodził za mną, jak się zatrzymywałam, on też czekał i obserwował mnie z pewnej odległości. Strasznie się bałam. Nie chciałam prosić nikogo o pomoc, bojąc się zdemaskowania, a o ucieczce na szpilkach nie mogło być mowy. W końcu jakoś mu się znudziło, po dobrej 1,5 godzinie!!! Co ja się wtedy najadłam strachu.... To było pierwsze ostrzeżenie. Szkoda, że je zignorowałam…

Za miesiąc wyszłam w nocy. No i stało się. Paru gości mnie złapało, psiknęli gazem po oczach i zabrali torbę. Na szczęście nie było w niej nic cennego. Jeszcze większe szczęście miałam, że chodziło im tylko o mienie... Przecież jakby nagle mieli ochotę na coś więcej, nie wiadomo co by zrobili, jakby odkryli prawdę. Tak więc miałam szczęście w nieszczęsciu, że oni dalej pobiegli, a mi udało się uciec w drugą stronę.

Kilka dni później po tym przykrym incydencie wyrzuciłam wszystko. Ulubione buciki, najwspanialszą sukienkę na świecie, bieliznę, super kozaczki.... Od ponad pół roku nie mam nic. I strasznie się męczę, wiedząc, że mogę tylko pomarzyć o tym wszystkim. Wiem jedno – nigdy więcej nie wyjdę w nocy. I wam też odradzam. Naprawdę, wychodziłam ponad 30 razy wieczorem, pewnie z 10 razy nocą i nic złego mnie nie spotkało. Jednak na dwóch ostatnich wyjściach spotkały mnie niemiłe przygody.

Dziś, od może dwóch tygodni, wszystko powraca ze zdwojoną siłą. Myślę o tym całymi dniami, i już planuję kupno nowych butów. Palce pięta z paseczkiem, na jak najwyższej i najcieńszej szpilce... Potem rajstopki, może reszta... Nie wiem co robić, walczyć czy się poddać... Najgorsze jest to, że nie znam nikogo, komu mogłabym zdradzić swój sekret, a tym bardziej z kim mogłabym gdzieś pojechać i WYJŚĆ. A nie chcę wychodzić sama. Nie chcę przebierać się w hotelu czy samochodzie, a krzaki, las czy park napawają mnie strachem, nawet w dzień. Bo cóż z tego, że pochodzę trochę, a potem udam się do ustronnej „przebieralni”? Ktoś może mnie śledzić i potem zaskoczyć gdzieś na odludziu. Może jestem przewrażliwiona, ale po takiej nauczce...

BARDZO zależy mi na tym, żeby poznać jakąś osobę, która mi pomoże. Inaczej już chyba nigdy nie wyjdę. Zdaję sobie sprawę, że zanim spotkamy się kiedyś w realu, musi minąć kilka miesięcy, a nawet lat. Ale pomarzyć można... Jak któraś z Was do mnie napisze, bardzo się ucieszę. Czy odpiszę? Jeśli starczy mi odwagi, to na pewno tak. Teraz cała się trzęsę.

Na koniec jeszcze jedno. To najwspanialszy portal, jaki znam. Jestem pewna, że jest nam bardzo potrzebny. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam na śmierć i że umieścicie mój list w Portalu. Stay femme!


Do artykułu dodano 21 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: A to ja właśnie...

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8303
On line: 49
Zalogowani: Iris_von_Everec
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Nie ma nic potężniejszego od idei, na którą nadszedł czas
Victor Hugo

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl