close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Czwartek, 2019-07-18

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8165398, ilość odsłon: 64878182
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
Sobota nad morzem. (189)
2019.07.23 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (26590)
2019.07.16 Katowice. Dyżur psychologa (26119)
Oczami Nowicjuszki (7116)
Do trzech razy sztuka czyli ... (7795)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (21489)
Spostrzeżenia z życia transki (12226)
Trans Sylwester w Tęczówce (18994)
2018.11.24 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (22014)
2018.09.7-9 - Plenerowe Trans Party (32764)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (700238)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (600594)
Strony prywatne (375549)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (326649)
Zakupy za granicą (292237)
Wiązanie krawata (271873)
Jaka fryzura? (235921)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (234911)
Zakupy w Polsce (225987)
Zestawienie rozmiarów obuwia (222222)
...więcej...

Powrót do: Wspomnienia Iwony

Wspomnienia jak przez mgłę... Studniówka
Liczba wyświetleń: 26639


W skrócie:Autor: Iwona

Do artykułu dodano 26 komentarzy. Pokaż komentarze.
Wspomnienia jak przez mgłę...

Część 1. Studniówka

Jestem świeżo po lekturze „Strzępów Pamiętnika” Alex. Opisuje dawne dobre czasy... Dziś po tylu latach odżyły we mnie wspomnienia z mojej „dzikiej” młodości. Dziś zdecydowanie rzadziej mam czas na „przebieranki”. Ciałko już nie to – acz fantazja nadal młodzieńcza. Zdecydowałam się napisać coś o moich przygodach z młodości.

Moje pierwsze, bardzo nieśmiałe podejścia miały miejsce gdzieś w wakacje 1978r. Takie tam drobne przymiarki ciuszków i butów. Pamiętam niewiele. Na pewno było fajnie (inaczej nie tkwiła bym w tym po uszy aż do dziś). Potem jakieś sporadyczne fiki - miki od czasu do czasu. Nic o czym warto by było opowiadać. Opiszę wam ten pierwszy raz (to był naprawdę przełom w moim życiu).

Był okres przed Studniówką w 1983r. W naszej budzie panował od lat zwyczaj organizowania przez III klasę studniówki dla IV klasy. Musieliśmy, jak to było w zwyczaju, przygotować ciekawy występ kabaretowy na taką okoliczność. No cóż, mus to mus. W naszej budzie była ekipa nieźle pokręconych ludzi. Zwłaszcza kilka dziewczyn: Dorota, „Plaża” (dziś nie pamiętam nawet jej imienia), Anita i Arletta. Były jakby stworzone do figlowania. No ale o tym napiszę później.

Tak więc klamka zapadła robimy kabaret. Dokładnie już nie pamiętam programu, ale był zabawny. Występowaliśmy głównie my z III klasy. Podział ról był prosty. Ten najprzystojniejszy (czyli niby ja) miał dostać rolę konferansjera. Razem z Plażą mieliśmy prowadzić występy. Program przygotowaliśmy dość bogaty, tak więc musieliśmy z Plażą pojawiać się „na scenie” dość często. Naprawdę nie wiem przy której próbie Plaża wpadła (jak to miała w zwyczaju) na „genialny pomysł”. Żeby było zabawniej zamienimy się rolami, ona wystąpi przebrana za faceta, a ja za kobietę. Włos na głowie stanął mi dęba.

Ty chyba zupełnie zwariowałaś. – Mówię do plaży – ja mam w kiecce wystąpić przed taką publicznością. Przecież tam będzie około setki osób. Ja nie dam rady. Chyba spaliłbym się ze wstydu. Nic się nie przejmuj. Wszyscy przyjdą się zabawić na studniówkę, a nie na jakiś tam kabaret. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.

Dyskutowaliśmy dłuższy czas i jak pamiętam, argumenty jakich zastosowała tak diablica stopniowo mnie przekonywały do jej pomysłu. Plaża ustaliła, że przygotuje odpowiednią kreację z dodatkami, ot taką skromną.

Po wielu próbach przyszedł czas na ostatnią próbę w kostiumach. Wszystko było fajnie, dopóki nie pokazała mi tej „skromnej kiecki”. Tu muszę ochłonąć. Na samo wspomnienie robi mi się gorąco.

Doprawdy nie wiem do dziś, czemu ona mi to zrobiła. Może dlatego, że po szkole krążyła o mnie opinia: „młody, który wstrzemięźliwie żywot pędzi”. W każdym bądź razie Plaża postanowiła, że w innej wystąpić muszę i koniec (bo nie ma nic innego).

Tu krótko opiszę wam „kieckę”. Była to długa, ciemna, bordowa sukienka, przetykana gęsto złotą nitką. Ciasno opinała ciało, zwłaszcza biodra. Na lewym boku miała bardzo śmiałe rozcięcie aż za połowę uda. Z tyłu prawie brak było pleców. Bez rękawów. Za to z przodu dochodziła pod samą szyję i kończyła się opaską wokół szyi (coś w rodzaju obroży). Typowa sukienka sylwestrowa okresu „późnego PRL-u”. Na ten widok zamarłam.

I ja mam to założyć, a potem przedefilować kilkanaście razy po estradzie przy takiej publiczności. To chyba sen.

Ale Plaża nie dawała za wygraną. Musisz ją koniecznie przymierzyć, czy będzie na ciebie dobra. No jazda. I tak stanęłam przed faktem dokonanym. W szatni przy sali gimnastycznej, w której miała się odbywać studniówka przymierzyłam „kieckę”.

O-o-o-o! kuurrrczee, a niech mnie! Ale ta Plaża ma oko! – To była moja pierwsza reakcja, kiedy zobaczyłam się w lustrze. Jakież było moje zdumienie... Ten facet, tak na co dzień facet, wyglądał w tym niesamowicie.

Sama nie wiem dlaczego, ale wcale mi się nie spieszyło na próbę. Dokładnie oglądałam swoje odbicie w lustrze i nie mogłam tego pojąć. W mojej głowie kiełkowała jedna myśl: dlaczego nie mam takiej sukienki, skoro w niej tak dobrze wyglądam?

Czas mijał, a wciąż patrzyłam w lustro. Im dłużej, tym bardziej mi się ten widok podobał. W końcu poczułam zimno na plecach. To był znak, że już pora na próbę. Ze spuszczoną głową przechodziłam z szatni do auli (aula mieściła się na przeciwko sali gimnastycznej, a szatnie znajdowały się tuż obok). Wchodzę. Nic. Podchodzę. I znów nic. Nikt niczego nie komentuje. Nikt się ze mnie nie śmieje. Co jest! Jeszcze chwila i Plaża, która dotąd była zajęta pisaniem czy czytaniem czegoś, odkłada to i: No nareszcie. Już myślałam, że trzeba po ciebie wysłać pomoc. Pokaż się.

Plaża dokładnie obejrzała sobie jak wyglądam, pozostali obecni również i zaczęli komentować: No tak, tylko te krótkie włosy.... Te owłosione ręce i nogi (gdzie u licha było widać nogi w sukience do kostek???). Ale i tak jest super.
Dobra. Zaczynamy próbę. Do roboty – Zakomenderowała Plaża.
Czyżby to było na tyle? – O nie.
Rozpoczynamy próbę. Akurat w momencie pierwszego wyjścia razem z Plażą na scenę wchodzi „Biologica”. Tu muszę wyjaśnić, że całkiem sobie radziłam z biologią i Biologica lubiła mnie. Miałam u niej opinię osoby zdolnej, acz nieco leniwej

Widok jaki zastała musiał ją nieco zdziwić. Podeszła. Oczywiście próba kostiumowa przerwana. I co się stało...
Biologica skoncentrowała całą swoją uwagę na mojej osobie. Posypały się przeróżne komplementy. Razem z Plażą oglądały mnie z bliska i z daleka. I nagle ... Drzwi do auli otwierają się z impetem i wchodzą pozostałe „diablice”: Dorka, Anita i Arletta. Na mój widok tylko zachichotały. Potem razem z Biologicą i Plażą stanęły daleko od sceny, na której stałam i czekałam na rozpoczęcie próby, dyskutując dobre 15 minut. O czym rozmawiały mogę się tylko domyślać!

To był czwartek. Dzień ostatniej kostiumowej próby. W piątek o 17-tej miała rozpocząć się studniówka i trwać do „białego rana”. Próbę robiliśmy dwa razy. Potem umówiliśmy się, że wszyscy przyjdą o 16-tej, z wyjątkiem mnie i Plaży. My będziemy o 15-tej.

Faktycznie, w piątek o 15-tej w szatni damskiej, w której się umówiłam z Plażą byłyśmy, ale wszystkie: Biologica, Anita, Arletta, Dorota, Plaża i ja. Na pierwszy ogień poszły torby. A to bardzo ciekawe, dlaczego każda z nim miała całkiem pokaźną torbę? Przecież kostiumy zostawiliśmy w budzie. Po chwili było jasne. W tych torbach były wszystkie niezbędne dodatki, aby z „przystojniaka” zrobić „laseczkę”.

Najpierw zostałam wysmarowana jakimś kremem, po którym nie pozostał ani jeden włosek na moich rękach, nogach i pod pachami. Było jakoś głupio. Szczególnie, że brała w tym udział Biologica. Jedno co pamiętam do dziś, to jej wspaniałe makijaże – te na co dzień. Naprawdę mówię wam kobieta umiała się malować.

Po wstępnym zabiegu oczyszczenia mnie z sierści, kolej na prysznic. Po prysznicu, czas na przymiarkę garderoby. I tu pojawił się drobny problem. Plaża nie wspominała nic ani o depilacji ciała, ani o bieliźnie damskiej. Trudno. Trzeba to jakoś przetrzymać. Ja przeciw nim przecież jestem bez szans. A w ogóle, to zaczynało mnie to troszkę bawić. Po pierwsze: wspominałam wczorajszy widok w lustrze, po drugie: tyle kobiet wokół mnie się kręciło, to całkiem zabawne. No powiedzmy, że do pewnego momentu. Po przymiarce bielizny nowa niespodzianka. Malowanie paznokci u rąk i nóg.

Dziewczyny wymyśliły też, że powinnam wystąpić w pończochach. Jakież było moje zdumienie, kiedy miałam na sobie czarne, nylonowe pończochy ze szwem i do tego jedwabny pas do pończoch wykończony koronką. Znalazły się też czerwone podwiązki. Pamiętam, że czułam się super. Zaczynało mnie to wciągać i podniecać. Ciekawe co jeszcze trzymają w zanadrzu? Długo nie musiałam czekać! Biologica wykombinowała niezły sztuczny biust (z latex’u czy z silikonu), w dodatku doklejany. Miał on jedną zaletę: pod sukienką nie do odróżnienia od oryginalnego. No i nie trzeba zakładać biustonosza.



Pozostało wykonanie makijażu. Oj, co się wtedy działo! Takiej ilości kosmetyków poza sklepem drogeryjnym czy renomowanym gabinetem kosmetycznym nie można było zobaczyć. Prawie wszystko z Pewex'u (dla niewtajemniczonych – sklepy z towarami, w których można było kupować wyłącznie za walutę wymienialną). Po prostu Paryż! - pomyślałam.

Robienie makijażu zajęło dość dużo czasu. Trzeba było zrobić podkład i wyregulować brwi. Samo nakładanie cieni też trwało długo. Oczy miałam umalowane cieniami od krawędzi powieki do samych brwi. Na krawędziach powiek ciemne kreski. Niezły układ różu na policzkach (pamiętam, że nieźle uwydatniał kości policzkowe). Usta umalowane z konturem. Błyszczyk na ustach. Biologica użyła całego swojego doświadczenia do zrobienia tego makijażu.

Przyszedł czas na perfumy. Potem założyłam sukienkę. Jak „zwykle” wyglądałam dobrze (tak myślałam). Dziewczyny przygotowały perukę – piękne długie czarne włosy opadające na ramiona. Założyły mi ją. I ... marsz do lustra.

To był prawdziwy szok. W lustrze stała prawdziwa kobieta. Ten biust! Ta twarz zmieniona nie do poznania przez makijaż i te włosy (nigdy dotąd nie widziałam siebie w długich włosach, a w dodatku czarnych). Wszystko było super. Wyglądałam jak jakaś spikerka z telewizji. Nabierałam coraz to większej odwagi. To co widziałam było naprawdę piękne. Ale to jeszcze nie koniec. Przecież muszę mieć buty. I miałam. Bardzo delikatne sandałki na 8 cm cieniutkiej szpilce (pomysł Arletty, realizacja Biologicy). Potem biżuteria. Oczywiście złota. Bransoletki i pierścionki, bardzo delikatny naszyjnik. Wszystko bardzo dobrze dobrane. Znów spojrzenie do lustra. To było to. Byłam prawie 100% kobietą (no powiedzmy 18 +). Nawet dziewczyny zauważyły, że z założeniem szpilek zaczęłam poruszać się zdecydowanie kobieco. Ani szpilki, ani sukienka, włosy, czy damska bielizna nie stanowiły dla mnie żadnej bariery. Po prostu poczułam się w swoim żywiole, jakbym od lat chodziła tak ubrana. Do takiego spostrzeżenia doszły również moje „twórczynie”.

W tym czasie zaczęli przychodzić pozostali kabaretowicze. Dziewczyny zdębiały na mój widok. Nie mogły uwierzyć, że w środku jest facet. Było dużo pytań i śmiechu. Komplementy pod moim adres sypały się ze wszystkich stron. Nie powiem, bardzo mi to odpowiadało. Tą sielankę przerwała Dorota.
Wszystko w porządku, tylko zapomniałyśmy o klipsach.
Faktycznie, wszystko było z wyjątkiem tych przeklętych klipsów.
I co tu teraz zrobić – zaczęły się martwić dziewczyny.
Szybko znalazły rozwiązanie.
Skoro nie ma klipsów, muszą być kolczyki. Nie ma rady, musimy ci założyć kolczyki. Na samo słowo „kolczyki” poczułam się słabo.

Nie ja nie chcę kolczyków! Nie dam sobie założyć kolczyków! Przecież to trzeba przekłuć uszy. A to boli. Nie, nie dam sobie założyć kolczyków! – protestowałam.
Pamiętam jak próbowałam protestować w tamtej chwili. I o mało nie wygrałam. Ale Biologica wyjaśniła mi, że założenie kolczyków na jeden wieczór nie będzie miało żadnego znaczenia, przecież uszy się zagoją i nie będzie śladu. Dorota, która jak się później okazało, miała niezłe doświadczenie i wprawę w zakładaniu kolczyków szybko zorganizowała kolczyki wisiorki ze złota.

No i stało się to czego się obawiałam. One to musiały uknuć wcześniej. Ot tak dla jaj! W ruch poszła igła i w kilka minut później oglądałam moje biedne uszy przebite ze zwisającymi z nich złotymi kolczykami wisiorkami. Pamiętam, że emocji z powodu zabiegu było więcej niż faktycznego bólu. A efekt był okrutnie podniecający. Pamiętam, że w głowie zakołatała mi myśl: no trudno, skoro już są, to może je zostawić?

I to chyba był prawdziwy (jak sądzę do dziś) powód, dla którego pojawiła się Iwona. Zgrabna, czarnowłosa Iwona. Wylazła wtedy w całej okazałości z zakamarków duszy tego skromnego chłopaka. Cała ona.

Od tamtej chwili kiedy znów byłam nim, ukradkiem spoglądałam na każdą kobietę na ulicy, podglądając ich ruchy, makijaż, części stroju. W duchu ciągle tęskniłam do Tej Iwony ze studniówki.

Wreszcie stało się. Rozpoczynamy kabaret. Pierwsze wyjście na scenę. Wchodzę razem z Plażą przebraną za faceta. Widzowie oniemieli. Lekka konsternacja. Plaża rozpoczyna mówić. Śmiech, gwizdy i oklaski. Potem moja kwestia. Próbuję udawać dziewczęcy głos (o co u 18 latka raczej trudno). Na sali ciszej. Konsternacja. Głos jakby znajomy, ale nie do końca. Kto to jest?... Do końca kabaretu nikt nie wiedział kim jest ta laseczka!!! To było dobre. Wychodziliśmy z Plażą razem, raz ona mówiła, a raz ja, i nikt nie mógł w 100% powiedzieć, kim jest ta laska i skąd się tu wzięła.

Po zakończeniu kabaretu tradycyjnie: Polonez i zabawa na całego. Tylko jest jeden problem. Zanim się przebiorę i wejdę na imprezę, to upłynie pewnie ponad pół godziny. Co robić? Podpowiedź przyszła sama. Dziewczyny zabrały mnie prosto ze sceny na salę balową.

Oj, co tam się wydarzyło! Tańczyłam chyba z większością facetów, włącznie z Dyrem (niezły obciach, co?). Razem z dziewczynami tańczyłam kankana. To było świetne! Kiedy unosiłam lewą nogę do góry, przez rozcięcie w sukience ukazywała się prawie cała moja noga w czarnej pończosze z czerwoną podwiązką. (Potem Biologica wspominała ten taniec do końca, do samej mojej matury).

Dużo później, kiedy część kolesiów nie nadawała się do użytku, a na parkiecie pojawiły się pary mieszane (efekt dobrej zabawy i pokątnego spożywania alkoholu), mogłam nieco odetchnąć. To dziwne. Pamiętam, że muzyka grała bardzo głośno, tak że nie sposób byłoby rozmawiać, a jednak z kilkoma facetami próbowałam rozmawiać i odniosłam wrażenie, że oni mnie autentycznie mają za jakąś dziewczynę z innej budy. Niezła heca!

Najgorsze było potem. Po Studniówce trzeba wracać do domu. Łatwo powiedzieć! Trudniej wykonać, szczególnie że całkiem przypadkowo z szafki z moimi ciuchami wyparowały moje ciuchy, a ich miejsce w cudowny sposób zajęło futro a’la lisy srebrne, czarne kozaki na szpilce, skórzane rękawiczki, torebka i długi biały szal. Na moje pytania zmęczone dziewczyny odpowiadało bardzo zdawkowo i wymijająco. Bardzo śmieszne! – pomyślałam.

No cóż, poszłam za ciosem. rzecież w połowie stycznia nie pójdę nago do domu. Założyłam więc kozaki i futro, buciki spakowałam do pożyczonej od dziewczyn reklamówki i poszłam. Daleko nie doszłam. Około 300 m od Budy był przystanek, a na nim kilka osób od nas z imprezy czekało na autobus. Na mój widok jeden z kolesiów podbiegł i usłużył mi ramieniem. Totalne zaskoczenie! Ale „gentleman”! Lekko wtuliłam się pod jego rękę, a drugą ręką ujęłam poły stójkowego kołnierza. Chciałam chyba udać że jest mi zimno. Nie miałam nastroju na żarty. Byłam bardzo zła na dziewczyny. Jak one mogły mi to zrobić!

Oczywiście towarzystwo zaplanowało wcześniej przeniesienie imprezy. Miała być dalej prywatka na całą sobotę, no i może na część niedzieli. Włos mi stanął dęba pod peruką! Nagłe krew uderzyła mi do skroni.
– Oni chyba oszaleli! Ja w tym stroju, makijażu i biżuterii mam się z nimi męczyć na jakiejś prywatce! Przecież to absurd!

Ups!.. tutaj muszę dodać, że w tym momencie zapomniałam kim jestem, albo lepiej na kogo wyglądam. Zabawne, po raz pierwszy się na tym załapałam. A jeszcze zabawniejsze jest to, że wszyscy z którymi tam wtedy byłam już doskonale o wszystkim wiedzieli. Nawet to zupełnie zaakceptowali. Do dziś nie pamiętam, która z dziewczyn nazwała mnie Iwona. To musiało być już na prywatce, chyba gdzieś w kuchni, przy kawie (wiadomo kobiety lubią pogaduchy w kuchni).

Impreza była świetna. Po małym odpoczynku było dużo zabawy - coś pomiędzy balem karnawałowym, a sylwestrem. Dużo muzyki i szampan. Chyba wtedy mi tego najbardziej brakowało. Pamiętam, że tańczyłam do utraty tchu. Miałam niezłe powodzenie. Chyba dziewczyny nawet mi zazdrościły. No przecież nie codziennie jest się ekstra laską! Prawda?

Potem przyszło zmęczenie. W końcu od ładnych kilku godzin ciągle na nogach i w dodatku w szpilkach (do dziś nie mogę tego pojąć, jak ja mogłam tyle czasu po raz pierwszy wytrzymać w szpilkach na obcasie 8 cm i w dodatku przetańczyć praktycznie prawie dobę!). Przyszedł koniec imprezy. Dziewczyny zabrały mnie do łazienki, gdzie skrupulatnie zaczęły moją transformację w odwrotnym kierunku. Pamiętam, że prosiłam je o jeszcze jedną chwilkę zwłoki, jeszcze tylko to ostatnie spojrzenie w lustro. W lustrze odbijała się postać szczupłej brunetki o długich włosach, zgrabnych nogach - ukazujących się przez długie rozcięcie w bordowej sukni. I ta twarz. Ciągle wyglądała wspaniale. Po takiej imprezie. Po tylu godzinach. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Wszystko wyglądało prawie jak na godzinę przed Studniówką.

Potem powrót do domu. Bardzo długi sen. Rano obudziłam się z gorączką. To wynik porannego oczekiwania na mrozie na pierwszy autobus w sukience bez pleców i z długim rozporkiem z boku. Chorowałam około 10 dni. Leżąc w łóżku wciąż wspominałam te chwile, które sprawiły mi tyle przyjemności. Chyba właśnie wtedy z zakamarków tego męskiego ciała wyszła na światło dzienne cała Iwona. Wtedy zapadła ostateczna decyzja. Jeszcze nie bardzo wiedziałam dlaczego, ani kiedy, ale muszę to powtórzyć. Ta myśl była ekscytująca. Rozpoczęło się długie oczekiwanie na kolejną okazję.

* *
P.S.
Ta cała historia wydarzyła się naprawdę.
Wszystkie osoby i wydarzenia w niej opisane są autentyczne. Celowo nie podałam nazwy szkoły i miejscowości. A może ktoś, kto dzisiaj uczy się w tej szkole zna tę historię ze szkolnych opowieści? Ciekawe, czy krążą o mnie legendy. Jeśli znacie, to napiszcie. Szkoda, że nie mam już zdjęć z tej imprezy. Zaginęły w czasie licznych przeprowadzek. To byłby dopiero dowód rzeczowy!

Ach! Zapomniałam dodać. Innym razem opiszę wam moje przeżycia z czasów studenckich. To były czasy ...

Iwona


Opublikowane przez:
iw65 - Iwona Szalony
iw65




Do artykułu dodano 26 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Wspomnienia Iwony

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8233
On line: 28
Zalogowani:
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można nie wiem ile odrąbać gałęzi i zniszczyć, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy
Isadora Duncan

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl