close

Informacja dotycząca plików cookies
Informujemy, że używamy informacji zapisanych na urządzeniach końcowych użytkowników przy pomocy plików cookies, w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, że użytkownik wyraża zgodę na ich zapisywanie. Zgadzam się, nie pokazuj więcej tej informacji
Szczegóły polityki cookie

 Niedziela, 2019-10-20

  Najstarszy w Polsce portal o crossdressingu i transpłciowości
  Istniejemy od 2004 roku

  Ilość odwiedzin: 8256473, ilość odsłon: 65185813
Na skróty
 Familia
 Forum
 Co nowego na forum
 Blog
 Video
 Księga gości
Menu
Strona główna

Ogłoszenia

Aktualności

Nowości w portalu
Nasze projekty
Bieżące wydarzenia
Imprezy i spotkania
Kalendarz spotkań
Od redakcji
Listy do redakcji
Najpopularniejsze

Transpłciowość

Pojęcia
Identyfikacja
Terapia
Pomoc
Przeciw transfobii

Magazyn

Z kraju i ze świata
Zjawiska
Sławni transi
Na granicy płci
Miej świadomość
Prawo
Religia
Moda
Plusy / minusy
Ciekawostki
Na luzie

My i nasi bliscy

LadyLike
Żyć z „nią”
Ja i mój związek

Kultura

Prasa
Teatr
Filmy
Literatura
Grafika
Piosenki

Kawiarenka

Przemyślenia
Moja wielka przygoda
Mój pierwszy raz...
A to ja właśnie...
Transowe przygody
Moje przygody z Anną
Pamiętnik Alex
Wspomnienia Iwony
Opowiadania
Felietony w szpilkach
Biuta Bino

Transformacje

Dbamy o ciało
Makijaż - porady
Ubiór
Włosy i peruki
Dodatki
Tips & tricks
Jak oni to robią!
Makijaż – kurs
Z pomocą medycyny

Poradnik

Przewodnik
Rozmiary
Ciekawy produkt

Katalog

Nasze profile
Specjalnie dla nas
Miejsca i Kluby
Polecamy sklepy
Linki
Pliki do pobrania
Programy

Kontakt

Redakcja
Księga gości
Użytkownicy
Nasza mapa
Najnowsze artykuły
2019.10.22 Katowice. Dyżur psychologa (35419)
„Casa Valentina” w Och-Teatr (6614)
2019.10.15 Katowice. Wtorkowe pogaduchy przy kawie (35870)
2019.10.12 Katowice - Trans Wieczorek w Tęczówce (59324)
Sobota nad morzem. (12180)
Oczami Nowicjuszki (15807)
Do trzech razy sztuka czyli ... (17857)
Wiosenne Plenerowe Trans Party 2019 (30322)
Spostrzeżenia z życia transki (22101)
Trans Sylwester w Tęczówce (28660)
...więcej...
Najczęściej czytane artykuły
Wymiary... idealne (714683)
Tucking&taping, czyli jak pozbyć się wypukłości w kroczu (613669)
Strony prywatne (385852)
Fryzura i makijaż, a kształt twarzy (336980)
Zakupy za granicą (303495)
Wiązanie krawata (281948)
Jaka fryzura? (246097)
Jak zrobić samemu udane zdjęcia? (245816)
Zakupy w Polsce (236950)
Zestawienie rozmiarów obuwia (232199)
...więcej...

Powrót do: Pamiętnik Alex

Strzępy pamiętnika cz. 11
Liczba wyświetleń: 10378


W skrócie:Autor: Alex

Do artykułu dodano 15 komentarzy. Pokaż komentarze.
Strzępy pamiętnika cz. 11

Za oknem pociągu panowały egipskie ciemności, z rzadka tylko urozmaicane szybkim mignięciem świateł mijanych miejscowości. W przedziale też było ciemno. Po krótkiej walce z przełącznikiem, stoczonej dwie godziny temu, udało mi się wyłączyć brudną, niczym nie osłoniętą świetlówkę pod sufitem. Jak się okazało, zrobiłam to skutecznie i trwale. Próby jej ponownego ożywienia okazały się potem całkowicie beznadziejne.

W tej sytuacji siedząca obok mnie Ewa szybko zapadła w spokojny, głęboki sen. Pochrapywała sobie nawet z cicha, w rytm stukających kół wagonu. Spali także współpasażerowie: starsza pani z kilkuletnią wnuczką, gruby pan z teczką, sprawiający wrażenie urzędnika w delegacji i młody, lekko pijany żołnierz w rozchełstanym mundurze. A ja spać nie mogłam, choć było już dobrze po północy – i wiedziałam, że mam przed sobą bardzo ciężki dzień.

Bo byłam dziewczyną już na sto procent... No, może na dziewięćdziesiąt. W każdym razie na tyle, że więcej się nie dało. Ta myśl o własnej, maksymalnej dziewczęcości powodowała strach i jednocześnie radosne podniecenie – mieszankę, która wykluczała nie tylko sen, ale i głębszy relaks. Napięta, siedziałam więc w wagonie II klasy nocnego pociągu pospiesznego relacji Fakowice – Przedmość... i po raz setny robiłam przegląd sytuacji. Dziś spece od marketingu nazwali by to analizą SWOT, ale wtedy nie znałam tego pojęcia.

Nade mną, na półce, spoczywał mój plecak. Mój? No niby tak, ale wypełniony niezupełnie moimi rzeczami. Wszystkie ciuchy, które matka pracowicie i starannie zapakowała swojemu synowi Aleksowi na wakacyjny wyjazd, zostały kilka godzin temu przełożone do innej torby i upchnięte w zakamarkach szafy Ewy. Za to w plecaku wylądowały fatałaszki, pożyczone przez Ewkę Alce. Fajne bluzeczki. Dziewczęce sweterki. Krótkie spódniczki. Cienkie, letnie sukienki. Rajstopy. Majteczki. Biustonosze. Nocne koszulki. Kosmetyki. Buciki płaskie i z obcasem. Ufff, sporo tego było. Moja dziewczyna wzięła mniej, tłumacząc, że w razie czego będzie miała od kogo pożyczyć.

Główne założenie przy pakowaniu było takie: żadnych spodni! To znaczy, żadnych spodni dla mnie, bo Ewa brała dla siebie długie i krótkie... ale zarzekała się, że nie da mi ich założyć, choćby nie wiadomo co.

Cieszyło mnie to i przerażało jednocześnie. Kiedy moje kochanie po raz pierwszy rzuciło hasło „wakacji w kiecce” – pomyślałam, że biedna dziewczyna zgłupiała z nadmiaru nauki podczas sesji. Potem stopniowo zaczęłam oswajać się z tym wariackim pomysłem. No, nie da się ukryć, że w arsenale argumentów użytych przez Ewę były i takie... hmmm, jakby to delikatnie powiedzieć? Poniżej pasa. Ale jakoś nie miałam pretensji.

Dałam się w końcu przekonać. Pozostało opracować techniczne szczegóły operacji. A więc jechałyśmy – dwie panny na wakacjach – najpierw na czarnoporzeczkowe żniwa do babci Ewy, pod Walgoraj. Potem w planie był Miłglin, gdzie mieszkał wujek dziewczyny. Wujek z żoną i dziećmi zamierzał wyjechać na urlop do Bułgarii i podobno bardzo ucieszył go pomysł, że bratanica zaopiekuje się w tym czasie domem, psem, akwarium i kwiatkami.

Zgodnie z fundamentalną zasadą: „kłamać jak najmniej, tylko tyle, ile trzeba” – moi rodzice wiedzieli o tym wszystkim. Zaakceptowali plan wyjazdu Aleksa z dziewczyną z lekkim westchnieniem, ale bez sprzeciwu. Owszem, mieli jakiś dziwny błysk w oczach... Może była to melancholia i świadomość upływu czasu? W końcu, ich dziecko dorastało – a od tego człowiek nie czuje się młodszy. Dziś sama wiem coś na ten temat.

Ewę moi staruszkowie zresztą już poznali. Na szczęście, zrobiła na nich świetne wrażenie. Mama od razu zaprzyjaźniła się z dziewczyną i mówiła do niej per „córeczko”. Ojciec natomiast usiłował w jej towarzystwie heroicznie wciągać „mięsień dyrektorski”, wywalający mu się nad paskiem spodni. Był to jeden z poważniejszych komplementów, na jakie z jego strony mógł liczyć osobnik ludzki płci żeńskiej... Nie bardzo mu to co prawda wychodziło, kałdun był za duży, ale stary był w tych wysiłkach wzruszający. Matka była trochę zaniepokojona informacją, że dziewczyna syna jest od niego aż o cztery lata starsza, ale powstrzymała się od komentarzy.

Rodzice nie wiedzieli tylko jednego. Mianowicie tego, że w ciągu niepełnej doby – która upłynęła od wyjścia z domu Aleksa z wyładowanym plecakiem do odjazdu pociągu – chłopak skutecznie przeistoczył się w dziewczynę, Nie wiedzieli, że na te wakacje jedzie Aleczka. Założenie, jakie przyjęłyśmy z Ewką, było takie: aby zabawa była pełna, przeistoczenie ma być „na maksa”. Stąd zabranie wyłącznie dziewczyńskich ciuchów – ale nie tylko...

Tydzień wcześniej dałam sobie przekłuć uszy. No, kosztowało to Ewę małe-co-nieco... Chodziłam potem – jako Aleks – ze starannie zaczesanymi po bokach włosami, zastanawiając się, co powiem, jeśli ktoś mimo wszystko zauważy te maleńkie otworki! Za to jako Alka mogłam dumnie odsłonić uszy i eksponować prawdziwe kolczyki. Frajda była ogromna. Teraz też, siedząc w ciemnym przedziale, od niechcenia bawiłam się podłużnymi, posrebrzanymi wisiorkami. Trącałam je i pociągałam za nie aż do bólu nie całkiem wygojonych małżowin... I czułam się bardzo kobieco. To jednak było zupełnie coś innego, niż klipsy. Warto było.

Trochę podhodowałam też paznokcie. Wystawały już na jakieś dwa milimetry poza opuszki palców i miały ładny kształt lekko wydłużonego owalu. Wczoraj pierwszy raz w życiu pociągnęłam je jasnoczerwonym lakierem. Łaaał, nie wiedziałam, że widok własnych dłoni może być taki rajcujący! Ewa co prawda powątpiewała, czy te pazurki przetrwają pracę przy zbiorze porzeczek – ale uznałam, że można przynajmniej spróbować.

No, i w ostatniej chwili zrobiłyśmy mi wakacyjną fryzurkę. Trwałą i niewymagającą nadmiernych zabiegów na co dzień, a jednocześnie nową i dziewczęcą. Pomocą jak zwykle służyła nieoceniona fryzjerka Bożenka. Ponieważ akurat mama Ewy znów dyżurowała w szpitalu, spędziłyśmy ładnych parę godzin w kuchni i w łazience... W efekcie byłam teraz kasztanoworuda i miałam solidnie skręcone loczki!

Uśmiechnęłam się na wspomnienie epizodu po wyjściu Bożenki. Zostałam z wałkami na głowie, przyciśniętymi chusteczką – a że do wyjazdu zostawało kilka godzin, pakowanie miałyśmy w zasadzie za sobą, to sposób spędzenia tego czasu narzucał się automatycznie... Byłyśmy już obie z Ewą prawie nagie i mocno podniecone, gdy nagle dziewczyna przerwała pieszczoty, wybuchnęła śmiechem, odsunęła się i usiadła na skraju łóżka. W pierwszej chwili nie załapałam, co się dzieje.

– Przepraszam... Robiłyśmy to, kiedy byłaś dziwką w ostrym makijażu i w pończochach – i było OK... ale kochać się z babą w papilotach, to chyba przekracza moje możliwości... Nie mogę się skupić! – chichotała.

Cóż. Nie powiem, wymagało to sporego wysiłku – ale udało mi się jej udowodnić, że seks z babą w papilotach też może być niezły. Mimo, że musiałam uważać, aby nie uszkodzić misternej konstrukcji na mojej głowie.

Kiedy już można było zdjąć ze mnie to wszystko, w ostatniej chwili przed wyjściem na dworzec, Ewa popatrzyła na moje skręcone, kasztanowe kędziory.
– Ruda Alka, hihi... Fajnie ci. Warto było się męczyć!

Miałam nadzieję, że (zgodnie z obietnicą Bożenki) rudy barwnik zmyje się w ciągu miesiąca. Jeśli nie, natychmiast po przyjeździe miałam lecieć do naszej fryzjereczki, by zastosować jakąś tajemną miksturę na bazie płynu do trwałej, która miała mi ostatecznie przywrócić normalny kolor włosów.

Co prawda Ewa popatrzyła na mnie jak na idiotkę, kiedy już z plecakiem na ramionach sięgnęłam po szminkę („Phi! Malowana lala, patrzcie ją!”) – ale nie odmówiłam sobie przyjemności zrobienia lekkiego makijażu na drogę. Oczy odpuściłam, ale odrobina karminu na wargach dodawała mi chyba animuszu.

Wieczorny tłum na dworcu, w szczycie wakacyjnych wyjazdów, był miejscem w którym łatwo było zniknąć. Szamocący się z tobołami podróżni zwracali na mnie uwagę tylko o tyle, że stanowiłam przeszkodę do ominięcia w biegu na peron albo z peronu. Aż poczułam się niedowartościowana! To ja po to się męczę, farbuję, maluję, przebieram, drobię kroczki i ćwiczę uśmiechy, żeby ludziska przemykali obok, nawet nie poświęcając mi jednego spojrzenia!? To było nie fair z ich strony. Zaśmiałam się w duchu do tej pretensji. Nie, nie, drodzy podróżni, przechodźcie i nie patrzcie. A już na pewno – nie zagadujcie Alki. Tak będzie lepiej. Dla wszystkich.

Czy tak będzie dalej? Czy potrafię być dziewczyną przez cały miesiąc, w różnych okolicznościach? Bałam się potwornie. Aż nagle – przyszło olśnienie. A jeśli nawet nie, to co z tego? Stanie mi się coś złego, jeśli ktoś obcy, na drugim końcu Polski, rozpozna we mnie chłopca? Nie. No, chyba nie...

Ale najważniejsze było to, że tę dziewczynę we mnie kocha Ewa. I że mnie też jest z nią dobrze. Machinalnie, delikatnym ruchem, pogłaskałam ramię śpiącej obok mnie dziewczyny. Zamruczała.

Tymczasem pociąg stukał monotonnie, za oknami przesuwały się w ciemnościach wsie i lasy, chrapanie Ewy zostało skutecznie zagłuszone przez tubalny charkot grubego urzędnika z teczką.

Strasznie chciało mi się palić. Kiedy śpiąca dziewczyna zsunęła się nieco z mojego ramienia, wstałam i wyszłam na korytarz. Był prawie pusty, tylko w drugim końcu wagonu dwóch starszych kolejarzy ćmiło pety i rozmawiało półgłosem.

Zanim wyjęłam papierosa, dokładnie przyjrzałam się swemu odbiciu w szybie. Patrzyłam na wysoką, szczuplutką, rudą dziewczynę w ciemnozielonym sweterku i kusej, dżinsowej spódnicy. No, biodra były wąziutkie – ale dość długi, luźny sweter, ściśnięty w talii paskiem, rozkloszowywał się u dołu i w miarę skutecznie tuszował ten mankament mojej figury. Gdybym nie wiedziała, pewnie sama bym nie pomyślała, że ten ktoś w szybie, to chłopiec!

Ta konstatacja dodała mi otuchy. Chciwie zaciągnęłam się Extra-Mocnym. Pociąg wjeżdżał na jakąś stację... „Szczerbów” – wychylona z okna, odczytałam napis na budynku dworca, wyraźnie pamiętającego czasy Najjaśniejszego Pana, cesarza Franciszka Józefa I.

Po chwili drzwi wagonu otworzyły się i do środka wgramoliła się rodzinka z tobołami oraz grupka młodych ludzi płci obojga, z plecakami i gitarami. Całe towarzystwo przepchnęło się obok mnie – i znowu nikt nie zwrócił specjalnej uwagi na kwestię płci Aleczki. No, może poza ojcem rodzinki, który przemknął wzrokiem po moich prawdziwych nogach i fałszywym biuście. Chyba się przy tym oblizał. Tfffuj.

Szarpnięcie ruszającego pociągu spowodowało, ze jedna z przechodzących dziewczyn straciła równowagę i omal nie upadła. Podtrzymałam ją, a ona podziękowała z uśmiechem. Była śliczna... Nie mogłam nie odpowiedzieć na miłe słowo.

– Nie ma za co... Cała przyjemność po mojej stronie! – mówiąc to, już miałam świadomość fatalnego błędu.
Upsss. To, co wydobyło się z mojego gardziołka, to nie był wdzięczny, kobiecy alt, z całą pewnością! Alka, pilnuj się, idiotko!

Panienka spojrzała zaskoczona, otworzyła usta – po czym zakryła je dłonią. Puściłam do niej oczko. Patrzyła na mnie roześmianymi, jasnoniebieskimi ślepkami... Wiedziała, chociaż nie rozumiała. Oczy mówiły jej co innego, niż uszy. Biedulka! Ale opanowała zdumienie, uśmiechnęła się i też mrugnęła porozumiewawczo. Potem odwróciła się, podniosła jakiś upuszczony pakunek i dołączyła do swojego towarzystwa. Za chwilę, wchodząc do przedziału za kolegami, rzuciła w moją stronę jeszcze jedno ciekawskie spojrzenie. No, będzie miała o czym myśleć... Powie swojemu towarzystwu, czy nie?

Na wszelki wypadek lepiej byłoby schować się do przedziału – przemknęło mi przez głowę. Ale żal mi było połowy papierosa... Nałóg był silniejszy, niż zdrowy rozsądek. Przeszłam więc tylko kilka kroków w kierunku podestu i ukryta za załomem korytarza obserwowałam, czy radosna młodzież nie leci zabawić się z przebierańcem. Nie leciała. Chyba więc śliczne dziewczę okazało się dyskretne.

Spokojnie dopaliłam i wśliznęłam się do swojego ciemnego przedziału. Gdy usiadłam, Ewa zamruczała, przytuliła się i wsunęła mi dłoń pod spódnicę. Zamknęłam oczy i po raz kolejny spróbowałam usnąć... ale wiedziałam, że teraz jest to tym bardziej nierealne.

Półtorej godziny później fosforyzujące wskazówki zegarka zasugerowały, że pora się zbierać. Za oknami mrok szarzał i nie był już taki nieprzenikniony. Pociąg dojeżdżał do Walgoraja. Obudziłam Ewkę i sięgnęłam po plecak na półkę.

– Panienka pozwoli, że pomogę... – grubawy urzędnik zerwał się z miejsca jak tygrys – gdzieżby takie delikatne ramionka miały się męczyć takim wysiłkiem...

Podziękowałam promiennym uśmiechem. Biedak jęknął pod ciężarem plecaka, ale dzielnie odegrał rolę siłacza. Zdjął też bagaż Ewy. Z wyraźną ulgą stwierdził, że jest nieco lżejszy. Pomógł nam nawet wystawić toboły na peron. Mężczyźni to jednak pożyteczny gatunek, zwłaszcza, gdy ma się spory biust, ładną buzię i odpowiednio wyeksponowane, dłuuugie nóżki w czarnych rajstopkach...

Potem był męczący marsz na dworzec autobusowy. Najpierw wśród łąk, bo walgorajska stacja PKP została zlokalizowana złośliwie, kawałek za miastem – a następnie przez uśpione jeszcze ulice. Zgięta pod plecakiem, błogosławiłam w duszy Ewę, która odradziła mi zakładanie na drogę pantofli na obcasie. Obie byłyśmy w trampkach. Dało się przeżyć.
– Szukamy autobusu, jadącego na Miłblin – mruknęła dziewczyna – o, jest! Nawet nieźle, mamy tylko półtorej godziny do odjazdu...

Przechowalnia bagażu nieczynna. Knajpa też. Nawet poczekalnia jeszcze zamknięta. Świt był bardzo rześki, wydobyłyśmy więc z plecaków dodatkowe swetry – i przykryte nimi, przytulone na ławeczce, poszczękując zębami jakoś doczekałyśmy podstawienia autobusu do Miłblina.

– Staje pan po drodze w Chrampolu? – Ewa zagadnęła młodziutkiego blondasa, rozpartego za fajerą biało-pomarańczowego Autosana i leniwie pogryzającego kanapkę.
– Eee, nie, to pospieszny. Ale dla was, dziewczyny, mogę na chwilę przyhamować! – roześmiał się chłopak.

I niech mi ktoś wciska kit, że kobiety są w Polsce dyskryminowane. Gdyby to samo pytanie zadał kierowcy Aleks, zapewne usłyszałby mocne słowo i radę, żeby się te głupie piętnaście kilometrów przespacerował na piechotę, zamiast zawracać głowę człowiekowi pracy.

A tak – koleś nie tylko przyhamował, żeby dwie sympatyczne laseczki mogły przynajmniej wyskoczyć w biegu z jego pospiesznego autobusu. Okazał się prawdziwym dżentelmenem. Objechał chrampolski ryneczek i zwekslował w boczną uliczkę, podstawiając pasażerki pod wskazany dom. W mojej głowie błysnęła przelotna myśl, czy nie warto byłoby zostać kobietą na stałe. Gdy wysiadłyśmy, podzieliłam się nią z Ewą.

– Hihi, no, coś w tym jest... Ale uważaj. To działa, obawiam się, póki jesteś młoda i ładna. Jakbyśmy miały po czterdzieści lat i po sto kilo, to zapewniam cię, że drałowałabyś teraz z przystanku...

Babcia Ewy – matka jej ojca – okazała się wysoką, postawną niewiastą z siwym kokiem. Podobieństwo rysów twarzy było uderzające. Ten sam orientalny ton, lekko wystające kości policzkowe, coś, jakby odrobinę skośny zarys oka... Tatarska albo ormiańska krew, tego już nikt nie wiedział, ale trop wiódł ewidentnie na dalekie, południowo-wschodnie kresy dawnej Rzeczpospolitej.

Zgodnie z przewidywaniami dziewczyny, babcia pozwoliła nam spać razem – w pokoiku nad stodołą, mającym nawet coś na kształt własnej łazienki (tj. przepierzenie z miską i konewkę, sprytnie umocowaną pod sufitem w charakterze prysznica). To był dodatkowy bonus za podjęcie wyzwania i występowanie w dziewczyńskiej roli: gdyby Ewa przyjechała z Aleksem, ona spałaby pewnie w jednym łożu z babcią, zajmując dołki wygniecione przez nieboszczyka-dziadka, a chłopak wylądowałby na pięterku samotnie. Babcia była bardzo konserwatywna.

Dostałyśmy śniadanie i gorącą herbatę, a zaraz potem przebrałyśmy się w robocze fartuchy i gumiaki, na głowy założyłyśmy chustki – i zadebiutowałam w roli zbieracza czarnych porzeczek. Pole z rzędami krzaczków zaczynało się zaraz za domem i ciągnęło w kierunku lasu. Podkładałyśmy pod krzewy płachtę, a potem obijałyśmy gałązki gumowymi pałkami. Gdy ciężkie, dojrzałe owoce opadały, wystarczyło zgrabnie zsypać je do wiadra...

Proste, prawda? Może w opisie. W rzeczywistości, łatwe było to tylko dla starszej pani i jej wnuczki – w końcu obie ćwiczyły te żniwa po raz n-ty. Mnie szło jakoś niezdarnie, a już koło trzeciej miałam na palcach bąble od gumowej pały.

– Ależ delikatną panienkę przywiozłaś, Ewcia... – śmiała się babcia – no ale nic, dziecko, popracujesz, to się przyzwyczaisz...

Potem trzeba było pracowicie i starannie wyłuskiwać zielone gałązki i listki, wmieszane pomiędzy owoce – i czarne koraliki wędrowały do drewnianych skrzyń, wyłożonych gazetami. Wypełnione skrzynki układałyśmy przy drodze. Sąsiad, jadąc ze swoim urobkiem, zabierał je traktorem do GS-u, do punktu skupu. Przy ostatnim, wieczornym kursie, babcia pojechała z nim, a my z Ewą wróciłyśmy do domu i zajęłyśmy się przygotowaniem kolacji. Po całym dniu pracy w polu głodne byłyśmy jak wilki.

– Może byś się tak w końcu odezwała do babci? Bo na razie mruczysz tylko i kiwasz głową. Długo tak zamierzasz? – zapytała Ewa, wbijając jajka na patelnię.
– Bym się odezwała. Ale się boję. A jak się babcia zorientuje, że ten głosik jakiś taki mało dziewczęcy? Jaja będą. Może nawet rozbite – westchnęłam znad gara smalcu, którym smarowałam czarny chleb.
– Spokojnie, babcia ciut przygłucha... Staraj się mówić tylko trochę wyżej, a będzie dobrze – pocieszyła mnie dziewczyna.

Po kolacji obmyłyśmy się i wskoczyłyśmy znów w normalne ciuchy. Ewa w dżinsy, ja w swoją ukochaną minispódniczkę. Do tego swetry, bo robiło się chłodno.
– A teraz, niespodzianka... Wieczorny rytuał towarzyski z babcią – zaśmiała się dziewczyna.
– Co proszę? Nic nie mówiłaś?
– Bo jeszcze byś skrewiła, kochanie... Zawsze, jak przyjeżdżam, to babcia uczy mnie robić na drutach. W zeszłym roku byłam z Dorotą, no i Dorcia też musiała dziergać... Teraz twoja kolej! – Ewa chichotała na widok mojej miny – Głowa do góry, złotko... To takie kobiece zajęcie, hihi...

No i stało się. Ja, Alka Mayerówna, z rudymi lokami na łbie i z kolczykami w uszach, w spódniczce i w rajstopach, siedziałam sobie teraz grzecznie na ławce przed chałupą z moją kochanką i z jej babcią, nieporadnie splatałam drutami nitki czerwonej wełny i uśmiechałam się do jakiejś babcinej sąsiadki, która przydreptała zobaczyć gości z miasta. Czułam się zarazem fajnie i kobieco – ale i trochę idiotycznie. Chyba za szybko szła ta moja przemiana w stuprocentową samiczkę. Jednak nie nadążałam psychicznie...

Wokół gołej żarówki, przyświecającej nam znad ganku, skwierczały ćmy. Księżyc robił romantyczny nastrój, walcząc o lepsze ze smrodkiem zalatującym od strony obórki.
– No, panienki, starczy nam na dzisiaj. Rano wracamy do porzeczek, czas spać! – zakomenderowała babcia.

Na to czekałam. Przyszła pora nagrody za wyrzeczenia. Spanie spaniem, ale to, co miało być przedtem... Poleciałyśmy z Ewą kłusem do swojego pokoiku, na dobranoc cmokając babcię w spracowaną rękę.

Mniam. Wtedy dowiedziałam się, jak smakuje ukochana dziewczyna latem, na świeżym, wiejskim powietrzu, po całodziennej pracy w polu. I często tęsknię za tym smakiem...
Kto nie próbował, niech żałuje. A jak się jeszcze przy tym ma kolczyki w uszach...

W kwestii ciągu dalszego, mogę tylko zaznaczyć, że przewiduje się jego nastąpienie.

Opublikowane przez:
Alex -
Alex




Do artykułu dodano 15 komentarzy. Pokaż komentarze.



Powrót do: Pamiętnik Alex

Logowanie
Nick:
Hasło:

Ankieta
Czy uzyskałeś pomoc od organizacji LGBT ?
Trans-Fuzja
Tęczówka
Lambda
KPH
innej organizacji
nie otrzymałem/am pomocy
nie szukałem/am pomocy
Skomentuj

Wyniki ankiet
Użytkownicy
Zarejestrowanych: 8346
On line: 34
Zalogowani: klaudia_k
Wyszukiwanie
Myśl na tę chwilę
Jaka to oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia
Julian Tuwim

Skórka
Organizacje i grupy LGBT


sekcja dla całego środowiska Trans

całe środowisko Trans


głównie Les/Gay

Zaprzyjaźnione strony

Crossdressing ogłoszenia



Trans randki
Trans rande
Transgender dating
Copyright (c) 2004-2015 by crossdressing.pl